Dodaj do ulubionych

samotność

06.02.03, 12:38
Postanowiłem założyć wątek celem uzyskania do połowy czerwca immunitetu od
Cezara :) (matura za pasem, a tu z forum mają wyrzucać). Długo zastanawiałem
się nad tematem, bo nie chciałem, żeby było banalnie.

Na samotnośc wpadłem pod wpływem "Innego świata" G. Herlinga-Grudzińskiego.
Autor ukazuje tam samotność jako coś oczzyszczającego. Czy nie uważacie, ża
samotnośc jes jak catharsis, kiedy człowiek jest sam ze swoimmi myślami i sam
ze sobą. Nie chodzi mi o taką samotność, żeby przeżyć całe życie samemu, ale
kiedy np. podrozujemy sami, czy wieczorem kładać się spać (nie dotyczy
wszystkich...). W momencie, kiedy nikt się nie wtrąca, nie mówi do nas,
możemy się zastanowić trochę nad sobą i tym co robimy. Samotność jest mądra.
Przypomnijcie sobie mędrców i pustelników (średniowiecze, bajki, fantasy) -
mieszkali sami, poza miastem czy wsią, ale byli mądrzy i ludzie przychodzili
do niich po radę.
Wpisujcie co na ten temat myślicie.
Obserwuj wątek
    • roman_j Re: samotność 07.02.03, 22:29
      Samotność. Świetny temat do rozważań. :-)))
      Myślę, że każdy z nas potrzebuje samotności. Jedni mniej inni więcej, ale bez
      tego stanu (uczucia?) nie wyobrażam sobie normalnego życia. Czytałem kiedyś,
      chyba w "Wiedzy i Życiu", że samotność jest potrzebna dla prawidłowego rozwoju
      zarówno psychicznego, jak i społecznego. Według mnie samotność pełni taką rolę
      jak sen. Tak jak mózg podczas snu porządkuje i segreguje wszystkie informacje,
      którymi był zasypywany w ciągu dnia, tak samo człowiek w samotności ma czas na
      dokonanie oceny tego wszystkiego, z czym spotykał się w kontaktach z innymi
      ludźmi.
      Samotność sprzyja namysłowi, a także tworzeniu. Wiem coś o tym, bo większość
      pomysłów na wpisy na forum przychodzi wtedy, kiedy jestem sam na sam ze swoimi
      myślami. Samotność jest twórcza, a obecności innych ludzi sprawia, że stajemy
      się odtwórcami; często cudzych ról, bo nie mieliśmy możliwości napisania
      własnej. Samotność sprzyja wyrabianiu własnego światopoglądu. Przebywając zbyt
      długo wśród innych ludzi zaczynamy się od nich uzależniać. Potrzebujemy coraz
      bardziej ich towarzystwa, a więc coraz bardziej staramy się im przypodobać.
      Wskutek tego z czasem upodabniamy się do innych i przyjmujemy ich poglądy za
      swoje, byle tylko nie poznać goryczy odrzucenia i w konsekwencji (w tym
      wypadku) piekła samotności.
      Samotność to prysznic dla ducha, jak powiedział kiedyś pewien zakonnik. Nie
      sposób się z nim nie zgodzić. Jest ona po prostu niezbędna dla higieny
      psychicznej. Ale nie można z nią, tak jak z niczym, przesadzić. Nadmierna
      samotność wyjaławia duchowo. Człowiek doznający samotności w nadmiarze karleje
      psychicznie (czasem wręcz choruje). Jest jak gramofon odtwarzający wciąż tę
      samą, coraz bardziej zdartą płytę. Brak bodźców (czyli tzw. deprywacja) jest
      równie szkodliwy jak ich nadmiar. Dlatego każdy powinien znaleźć swój "złoty
      środek".
      Na koniec napiszę o samotności rozumianej nieco inaczej. Tak naprawdę każdy z
      nas samotny przez całe swoje życie i tego rodzaju samotności nie możemy
      uniknąć. Jesteśmy jako ludzie autonomicznymi jednostkami obdarzonymi własną
      niepowtarzalną psychiką i własnym obrazem świata, którymi nie potrafimy się z
      nikim podzielić. Używamy często tego samego języka, ale za pomocą tego ułomnego
      narzędzia czasami nie potrafimy innym przekazać nawet najprostszych rzeczy, że
      nie wspomnę już o różnych stanach, myślach i innych "produktach" naszej
      psychiki, którego nie dają się ująć w słowa. Jakkolwiek byśmy się nie zbliżyli
      do drugiego człowieka, to zawsze pozostanie między nami ta nieprzekraczalna
      bariera, która sprawia, że zarówno cierpienie, jak i radość zawsze przeżywamy
      samotnie, nawet jeżeli dzielimy je z kimś bardzo nam bliskim.
      Wyznawcy hinduizmu wierzą, że nasze dusze są częściami tej samej Istoty, które
      połączą się kiedyś z nią po przerwaniu koła wcieleń. I pewnie dopiero wtedy
      skończy się nasza samotność...
      • mortuus Re: samotność 07.02.03, 23:20
        Widze, że rzuciłem ciężki temat, bo nikt oprócz romana_j nie chciał go dotknąć.
        Liczę na was, a za ten wpis bardzo dziękuję, bo jest bardzo mądry i w wielu
        punktach się zgadzam.
        Też popełniam wpisy na forum w samotności, bo to są chwile rozmowy z sobą i
        autorefleksji. Właśnie wtedy rodzą się myśli.

        Piszcie robaczki...
        • mortuus Re: samotność 09.02.03, 17:03
          Czyżby temat był za "ćiezki" ??? Czemu nikt nie pisze :( Cezarze, zagnaj lud do
          roboty ;)
          • roman_j Re: samotność 10.02.03, 11:43
            mortuus napisał:

            > Cezarze, zagnaj lud do roboty ;)

            Nie da rady. Już i tak się buntują. :-)) Brutus-Hiubi już wyraził nastroje
            ludu. ;-)))) Chciałbym dożyć kwietnia i nie polec w "idy marcowe".
            Ale a propos zaganiania ludzi do roboty, to zanim weźmiesz się na dobre za
            przygotowania do matury, Mortuusie, zajrzj z łaski swojej do "Romanowej
            Skrzynki", a potem do wątku "Piwo". Myślę, że to jesteś nam jeszcze winien,
            zanim oddasz się bez reszty nauce. ;-)))

            Poza tym uważam, że założyłeś świetny wątek, zatem spełniłeś wymóg, jaki Ci
            postawiłem. A to, że nie cieszy on się zbyt dużą popularnością, to już zupełnie
            inna sprawa. :-))))
            • zenobius1 Re: samotność 10.02.03, 13:05
              roman_j napisał:

              > mortuus napisał:
              >
              > > Cezarze, zagnaj lud do roboty ;)
              >
              > Nie da rady. Już i tak się buntują. :-)) Brutus-Hiubi już wyraził nastroje
              > ludu. ;-)))) Chciałbym dożyć kwietnia i nie polec w "idy marcowe".
              > Ale a propos zaganiania ludzi do roboty, to zanim weźmiesz się na dobre za
              > przygotowania do matury, Mortuusie, zajrzj z łaski swojej do "Romanowej
              > Skrzynki", a potem do wątku "Piwo". Myślę, że to jesteś nam jeszcze winien,
              > zanim oddasz się bez reszty nauce. ;-)))

              O TAK. Pretorianie twierdzą, że o samotności nie da się dyskutować bez grzanego
              piwa marki Mortuus.
              >
              • mortuus Re: samotność 10.02.03, 17:57
                Przepisik już zawisł w miejscu mu należnym. Teraz możecie śmiało pisać o
                samotności :)
    • pinch Re: samotność 10.02.03, 12:03
      Samotność. Nie będę snuł tu rozważań, bo czasu brak. Dość napisać, że często
      samotnie zagłębiam się w swoje wnętrze duchowe. To pomaga utrzymywać mi w
      pewnej równowadze wrażliwość. Jakkolwiek takie samotne wyprawy nie zawsze są
      bezpieczne ... Generalnie jednak wolę toczyć "pojedynki" sam ze sobą ;)
    • roman_j Re: samotność 11.02.03, 09:02
      Postanowiłem powrócić do tematu, bo przyszedł mi do głowy pewien aspekt
      samotności, którego nie poruszyłem w moim poprzednim, nieco ciężkawym i
      filozoficznym wpisie. Samotność można różnie rozumieć, m.in. jako brak
      życiowego partnera a dokładniej współmałżonka. I tu mi się nasunęła pewna
      refleksja, że taka samotność dla jednych jest życiową koniecznością, a dla
      innych tylko kwestią wyboru. W wielu krajach tradycja nakazuje, że ślub musi
      się wiązać z ogromnymi kosztami ze strony pana młodego. Ponieważ są to często
      kraje biedne, wielu mężczyzn nie stać na poniesienie tych kosztów i skazani są
      na samotność. Jest to samotność z przymusu i do tego dość dolegliwa, bo
      zazwyczaj życie z kobietą "na kocią łapę" nie wchodzi w rachubę (nie napiszę
      już, co w takiej sytuacji pozostaje jeszcze do wyboru). ;-) Natomiast w
      bogatych krajach Europy narasta zjawisko samotności z wyboru. Taka samotność
      jest tam rozumiana jako przejaw niezależności. Swoboda obyczajów i społeczne
      przyzwolenie na nieformalne związki w dowolnych konfiguracjach sprawiają, że
      taka samotność nie jest uciążliwa i chyba tym trzeba tłumaczyć zdumiewający
      fakt, że na przykład w Monachium i Frankfurcie gospodarstwa tzw. "singli"
      stanowią już ponad 60% ogółu gospodarstw domowych. Jak widac samotność niejedno
      ma oblicze.
      • mortuus Re: samotność 11.02.03, 15:21
        Na początku wątku chodziło mi głównie o takie momenty życia`, kiedy jesteś sam
        na sam ze sobą i swoimi myślami (pływanie, samotna jazda samochodem, czy jakiś
        wieczór sam ze sobą). Takie momenty ma nawet najbardziej towarzyski człowiek.
        Ciekawe dla mnie jest jakie myśli wtedy kłębią się w człowieku. Ja np. drogi,
        którą pokonuje sam samochodem prawie nie pamiętam.
        romanie_j, poruszyłeś inny aspekt tej sprawy (wątek się rozwija). Co sądzi na
        ten temat reszta?
        • pinch Re: samotność 12.02.03, 16:04
          mortuus napisał:

          > Ja np. drogi, którą pokonuje sam samochodem prawie nie pamiętam.

          Mam podobnie :) Czasami niektorzy, ktorych myslenie w tym momencie jest
          bardziej konkretne biora to za objaw roztargnienia czy czegos tam. A ja po
          prostu odbywam wtedy droge w myslach... Droge, na ktorej nie mija sie drzew,
          domow, pol, lasow i innych obiektow krajobrazu... droge w ktorej mysli niczym
          bity prowadza czasem i "w nieznane" ;)
    • hiubi Re: samotność 12.02.03, 17:13
      Uwielbiam samotność - kocham towarzystwo... czy to jest sprzeczne?? NIE!
      Byłem strasznym samotnikiem teraz systuacja się zmieniła i chyba wolałem poprzednią :))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka