Dodaj do ulubionych

Swego rodzaju trauma

12.10.06, 23:00
To co opiszę będzie chyba wodą na młyn dla romana_j.
A bardziej konkretnie...
W dniu dzisiejszym wracam ci ja sobie do domu z Podolszyc. W zwyczaju mam zjeżdzać z Piłsudskiego w ul. Jesienną (przy sklepie meblowym VOX). Jest tam taka fajna "zawracajka". Miejsce cokolwiek niebezpieczne w godzinach szczytu. Ponieważ wyjeżdzając z zawracajki trzeba przekroczyć wszystkie trzy pasy ruchu na Piłsudskiego, staram się zachować tzw. szczególną ostrożność. Dzisiaj ta ostrożność została zakłucona przez....
... prezydenta M. Milewskiego (chyba on tak się nazywa).
Wyjeżdzam ci ja sobie z danej zawracajki, a tu nagle wielka morda tego człeka na mnie z plakatu wyborczego zerka. I to nie bokiem. En face! Tak mnie ten brak kultury zeźlił, że aż moja 12 miesięczna córka przycichła (co jej się rzadko zdarza), tak mięchem rzucałem.
Nigdy nie wierzyłem opiniom, że jakiś plakat potrafi spowodować wypadek, tym bardziej wyborczy. Na szczęście wypadku nie miałem, ale niesmak pozostał. I wniosek: nie zwracajcie uwagi na polityków, zwłąszcza na drodze.
A to wszystko z takiego głupiego powodu.
Obserwuj wątek
    • ernest_pinch Re: Swego rodzaju trauma 13.10.06, 12:13
      Plakaty i inne "sprytnie" ustawione dzialaja na podswiadomosc. Odpowiedni wyraz
      twarzy, troszke "szprejem" do choinek przypruszyc wlosy i juz
      wiekszosc "default" mysli: "tej osobie mozna zaufac, jest stateczna, powazna i
      ogolnie coolerska". Pozniej drep drep na wybory i przekaz podswiadomosci ze
      dane nazwisko kojarzy sie z kims milym... ;-)))
      Zupelnie jak Anfrzej Microsoft wykladajacy swego komorczaka w ten sposob ze jak
      sie wchodzi to sie rzuca od razu w oczy, ze w temacie tel. komorkowych lepiej z
      nim nie zaczynac :D
    • roman_j Re: Swego rodzaju trauma 16.10.06, 19:55
      Przyjmij wyrazy współczucia. :-))
      Ja też miałem podobną traumę. Kilka razy zdarzyło mi się widzieć tego
      szaletowego polityka na żywo. Głównie w ratuszu, ale raz zdarzyło mi się, że
      pomykał Grodzką. Zobaczył mnie, a po minie poznałem, że mnie rozpoznał, bo
      wyglądał, jakby zjadł słoik małych, ostrych papryczek. :-))
      Innym razem miałem traumatyczne przeżycie z radnym Seweryniakiem, który zagadał
      do mnie, kiedy oglądałem sobie spokojnie amfiteatr. Myślałem, że mnie kojarzy,
      ale po kilku zdaniach zorientowałem się, że jednak nie, bo tak w gadce popłynął,
      jakby z jakimś swoim wyborcą rozmawiał, a nie z oponentem. Trochę go
      skontrowałem, ale delikatnie, bo ciekawe rzeczy mówił. Gdybym nie wiedział, że
      to radny PiS-u, to po kwadransie rozmowy z nim uznałbym, że to jakiś PZPR-owski
      aparatczyk, który tęskni za PRL-em i starymi porządkami. :-))
      Kolejną traumę przeżyłem kiedyś na Kolegialnej. Szedłem sobie spokojnie, a tu
      nagle widzę uśmiecha się do mnie jakiaś zakazana gęba. Patrzę i myślę, skąd ja
      znam tego gościa? Przeciez z marginesem się nie zadaję. I nagłe olśnienie. To
      szaletowy radny Zbyszek (szaletowy od niedawna). Idzie, szczerzy zęby i leci do
      mnie z łapami. Nie, nie chciał bić, ale uścisnąć moja rękę. Nawet do ust
      próbował podnieść, ale mu nie dałem, żeby mnie nie obślinił. I tak na dużo mu
      pozwoliłem, bo dałem sobie uścisnąć rękę (długo ją potem myłem po powrocie do
      domu; wiadomo - kontakt z szaletem). :-))
      Jak widzisz, nie jesteś samotny w swoich traumatycznych doświadczeniach. ;-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka