roman_j
06.04.07, 20:37
Właśnie zamknąłem drzwi za jakąś kobietą, która przyszła po prośbie. Średnio
raz 2-3 razy na miesiąc ktoś ktoś przychodzi po prośbie. I każdy przeprasza,
że żyje i tłumaczy mi, dlaczego potrzebuje mojego wsparcia. I za każdym razem
zastanawiam się, jak to jest, że niby żyjemy w państwie solidarnym, w którym
dziesiątki tysięcy emerytów od ust sobie odejmuje, żeby wysłać swój wdowi
grosz Ojcu Dyrektorowi, który za to buduje swoje medialne imperium (ostatnio
podobno nawet plażę prywatną chce otworzyć), a z drugiej strony ludzie chodzą
po blokach i dziadują o parę złotych. Jak to jest, że w tym samym mieście
kobieta przychodzi i szepcze mi, że nie ma pieniędzy na wykupienie w aptece
mleka dla swojego dziecka, a jednocześnie czytam, że to samo miasto organizuje
koncert, którego gwiazda ma dostać 1 mln złotych zaliczki, a bilety mają
kosztować 200 zł. Czy tylko mnie to dziwi?