Nie wiem co jest z moim Saturnem. Wiekszosci dziala prawidlowo, to znaczy "daje w kosc".
U mnie dziala na opak: Jak mialam opozycje do Slonca, to zamiast czuc jakies oslabienia,
nabralam niebywalego wigoru i czulam, ze moge "gory przenosic", energia mnie tak rozsadzala,
ze najblizsi zaczeli podejrzewac o objawy hiperaktywnosci, a najrozniejsze robotki odkladane
przez wiele miesiecy zalatwilam w kilka dni, a poniewaz odczuwalam w dalszym ciagu niedosyt,
to i przeorganizowalam cale mieszkanie wlacznie z myciem okien, praniem zaslonek i sofy !!!!
Jak mi siedzial w II-gim domu, to zamiast restrykcji i niedoboru w dziedzinie finansow, sypnelo
mi gotowka jak nigdy dotad !!!
Wlasnie wrocilam do domu obladowana paczkami i paczuszkami, w wiekszosci zakupy NIE
PIERWSZEJ POTRZEBY, czyli szalenstwo Wenus na calego

W drodze powrotnej tak sobie kombinowalam co tam z Wenus w tranzytach u mnie
Faktem jest, ze Jowisz z Marsem ustawily sie w kwadracie do urodzeniowej, ale ta tranzytujaca
jest w zerowej ( dokladnie o 22: 24) koniunkcji z Saturnem, a ja sobie zaszalalam jak nigdy !!!
Ja wogole nie odczuwam Saturna, ani zadnych jego ograniczen. Czy to moze dlatego, ze ma on w
moim horoskopie jako jedyny tylko harmonijne aspekty ? czy dlatego, ze jest u "siebie" w
Koziorozcu ?