olga55
03.02.04, 22:08
Nie,nie jestem wrogiem..Bynajmniej.Chodzi o coś co było dla Was zaprzeczeniem
czegoś tam.Ja zacznę od antyherbatki.Miałam drzewiej koleżankę na
studiach.Ona tak oto piła herbatę:
Wwsypywała do szklanki suszone liscie w ogromnej ilosci.Zalewała
wrzatkiem.Napar miał kolor niezłej kawy.Wypijała kilka łyków i coś tam
robiła.Potem gotowała wodę,dolewała do szklanki,wypijała kilka łyków,coś
znowu robiła,zagrzewała wodę.. i tak...aż do następnego dnia rano,kiedy to
macając po stoliku dopijała resztki, cedząc fusy przez zęby.Potem,równiez po
omacku siegała po pierwszego papierosa...