sibeliuss
02.03.16, 14:28
warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34862,19705008,halo-czy-pasazerowie-mnie-slysza-felieton.html
To się nazywa zawłaszczaniem przestrzeni wspólnej, pomijam prostactwo w pełnym rozkwicie, dla którego nie ma wytłumaczenia. Zadziwia mnie powszechny bezwstyd przez który słucham o rzęsistych miesiączkach, zdradzających mężach, przypalonym barszczu i dramatu, bo jakiś Patryk bije dzieci w przedszkolu. Nie chcę słyszeć w co facet siedzący obok mnie całuje swoją ukochaną, chcę aby milczał. Marzę aby milczał on i te setki jazgoczących w ograniczonej przestrzeni ludzi, którym się nudzi. Szczytem chamstwa jest rozmawianie przez telefon podczas bycia obsługiwanym przez kasjera w sklepie, takie osoby nie powinny być obsługiwane, to jest lekceważenie drugiego człowieka. Rozłącz się i kontynuuj rozmowę po wyjściu ze sklepu, czy to za trudne dla wielu? Pamiętam sytuację w sztokholmskim metrze, gdy Rosjance zadzwonił telefon i zaczęła pogawędkę, siedzący obok młody chłopak odczekał chwilę po czym pokazał na telefon i gestem rąk poprosił o zakończenie rozmowy. Tam w metrze odbiera się telefon tylko po to, żeby powiedzieć, że nie ma warunków do swobodnej rozmowy i oddzwoni się po wyjściu ze stacji. W rozwoju empatii społecznej nadal nie zeszliśmy z drzewa, tak jest z obsługą telefonu, tak jest ze słuchaniem głośnej muzyki w budynkach wielorodzinnych.