groha
18.04.05, 22:52
Czy dzisiaj ma jeszcze jakieś granice? Czy żyjąc w tym strachu, ludzie są już
gotowi zgodzić się na wszystko: niegodziwości, oszustwa, przekręty i
poniżenia, byle tylko mieć pracę? Co więcej - wbrew wszelkim faktom,
przedstawiającym pracodawcę w marnym świetle, stają w jego obronie ze strachu
o własny byt. A może są już na etapie: nie ważne, co jedzą inni, ważne bym ja
miał co jeść?
Czy będąc mieszkańcem małego miasta (w którym, nawiasem mówiąc, chyba
łatwiej umrzeć, niz żyć) można zachować resztki godnosci? Tyle pytań mi się
urodziło, bo szkoda mi mieszkańców Starachowic. Zresztą, czy tylko
Starchowic? Akurat mam je dość blisko, po prostu.