rafi.raf
01.06.05, 10:38
znow mam klopot. tym razem ze swoim znajomym. wiecie jak z niektorymi jest, gdy jest u nas dobrze, oni sa u nas. gdy u nas zle ich jakos nie widac.
mam wielu super znajomych, ktorzy byli ze mna zawsze. na dobre i na zle. wspaniali ludzie. mam tez jednak czarne owce, ktore kraza za mna. jedna z takich osob jest moj kolega P.
P jest mlodym zdolnym czlowiekiem. ma znajomych, ale nie ma zdolnosci. ma mgr, ale nie jest bystry. jest za to przystojny.
P jest osoba, ktora dowiedziawszy sie o moim odejsciu z firmy x (moim odejsciu), postanowil ograniczyc kontakty. kiedys gdy do niego zadzwonilem uslyszalem "a ty wlasciwie co dzwonisz?" (skladalem zyczenia).
gdy P czegos potrzebowal byl mily. gdy nie otrzymal tego czegos potrafil wyrazic sie nieco o moim pochodzeniu i charakterze.
wiele mu powiedzialem, moze w zbyt delikatny sposob, ale to zrobilem. problem z P polega na tym, ze jest on znajmoym od czasow liceum. niestety. wiaze sie z tym koniecznosc utrzymywania kontaktow podczas spotkan z kolegami.
wiem, ze troche tu sie wam wyplakuje w koszule, ale P dowiedzial sie w jakis sposob o moich sukcesach (zawodowych) sprzed miesiaca i postanowil sie do mnie odezwac. wlasnie skonczylem z nim rozmowe...
czy macie jakies sposoby na radzenie sobie z takimi ludzmi? bardzo ciezko jest rozmawiac z ludzmi glupimi, poniewaz wymagaja oni dosadnosci, a to mi jakos nie wychodzi...