forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=29880005
Pięć lat temu urodziłam dziecko. Miałam tyyle pokarmu ,że oddawałam go do
punktu laktacyjnego w szpitalu na Litewskiej.Nikt nie widział problemu.
Na sali ze mna była kobieta ,która urodziła "wielkiego chłopa" i nie miała
pokarmu na tyle aby nie był głodny.
Moje dziecko było w inkubatorze,a ja cały dzień spędzłam na ściąganiu pokarmu
(aby nie dostać zapalenia piersi).
Ona płakał,dziecko płakało z głodu i ja .
Poprostu spojrzałyśmy sie na siebie... i to ja wykarmiłam jej dziecko przez 2
tygodnie.
Lekarze i pielegniarki były w szoku!
A ja szcześliwa i Ona.
Zawsze mówie Maćkowi ,że ma "mlecznego" brata
p.s.Pozdrawiam Dorotę i Gerarda (Gucia)