Dodaj do ulubionych

Obszar wolny od dzieci...

20.07.06, 04:59


Są młodzi, wykształceni, mają świetną pracę. Dzieci nie mają i nie planują.
Chcieliby w spokoju jeść lunch, dlatego domagają się utworzenia w kawiarniach
i restauracjach stref wolnych od dzieci.


Elegancka restauracja w centrum jednego z dużych miast. Pora przerwy
obiadowej. Przy stolikach głównie pracownicy okolicznych biurowców. Gazety,
laptopy, niezbyt ożywione rozmowy towarzyskie. Nikt nie zwraca uwagi na
siedzącą w rogu parę z czteroletnim może dzieckiem.

Niestety po pewnym czasie znudzona pociecha zaczyna głośno domagać się lodów.
Perswazja słowna nie robi szczególnego wrażenia na rodzicach, dlatego malec
decyduje się zastosować bardziej ofensywną taktykę. Użyte w charakterze
pocisku ziemniaki trafiają jednak nie w tatusia, który najwyraźniej nauczony
doświadczeniem zdążył się uchylić, ale w siedzącą za nim panią w beżowym
kostiumie.



Choć opisaną sytuację można by uznać za przesadzoną, członkowie ruchu
walczącego o powstawanie tzw. stref wolnych od dzieci (ang. child-free zones)
uczynili swoim priorytetem pozbycie się tak niewygodnej klienteli z kawiarni i
restauracji.


wiadomosci.o2.pl/?s=513&t=6995
Obserwuj wątek
    • sloggi Re: Obszar wolny od dzieci... 23.07.06, 11:17
      Czasami jedno dziecko potrafi swoim rykiem zmęczyć cały autobus, przy zupełnej
      obojętności rodziców. Egoizm?
      • muka77 Re: Obszar wolny od dzieci... 23.07.06, 11:21
        E nie, poprostu chyba nie masz dzieci.. wink
        • sloggi Re: Obszar wolny od dzieci... 23.07.06, 11:26
          muka77 napisała:

          > E nie, poprostu chyba nie masz dzieci.. wink

          Nie mam, może dlatego nie patrzę na takie akcje bezkrytycznie.
          • very_famous Re: Obszar wolny od dzieci... 23.07.06, 14:19
            Racja. Wprowadźmy specjalną komunikację dla rodziców z dziećmi tongue_out
            • magdajeden Re: Obszar wolny od dzieci... 23.07.06, 23:03
              a potem dla inwalidów, dla rudych, zezowatych, jąkających sie to najlepiej nie
              wpuszczać nigdzie, bo tylko tracą nasz cenny czas.

              ludzie, zastanówcie sie co wypisujecie!
              czasami mam wrażenie, że, szczególnie kobiety, piszące tutaj są zgorzkniałymi,
              zasuszonymi staruszkami, którym przeszkadza WSZYSTKO!
              • antidotumm Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 11:30
                Zgadzam sie; tworzenie gett nigdy nie przynioslo dobrych rezultatow. Nota bene:
                chodze do restauracji z coreczka (ma 3,5 roku) od zawsze, chodzilismy kiedy
                miala pol roku, poltorej, dwa - w miare regularnie. Zawsze zachowywala sie jak
                dama. Czas spedzony na oczekiwaniu na dania spedzamy idac z dzieckiem
                (naprzemiennie maz i ja) na minispacerki, totez wybieramy lokale polozone przy
                Starowce.

                magdajeden napisała:

                > a potem dla inwalidów, dla rudych, zezowatych, jąkających sie to najlepiej nie
                > wpuszczać nigdzie, bo tylko tracą nasz cenny czas.
                >
                > ludzie, zastanówcie sie co wypisujecie!
              • muka77 Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 12:17
                magdajeden napisała:

                > a potem dla inwalidów, dla rudych, zezowatych, jąkających sie to najlepiej
                nie
                > wpuszczać nigdzie, bo tylko tracą nasz cenny czas.
                >
                > ludzie, zastanówcie sie co wypisujecie!
                > czasami mam wrażenie, że, szczególnie kobiety, piszące tutaj są
                zgorzkniałymi,
                > zasuszonymi staruszkami, którym przeszkadza WSZYSTKO!

                ------------------------------------------
                sluszne spostrzezenie mi tez to zaczyna przypominac poczatki getta... A pozniej
                tacy ludzie maja niechcacy dziecko, traktuja je jak zlo konieczne a nie istote
                rozumna i hoduja potworki-terrorki, bo przeciez nie wychowuja, skoro dziecko
                zachowac sie nie umie to pretensje trzeba miec do opiekunow...
                • very_famous Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 17:07
                  Najczęściej dzieci potworki hodują tępe panny, które naczytały się o
                  bezstresowym wychowywaniu i o śmiercionośnych skutkach klapsa.
                  Ludzie obdarzeni ROZUMEM potwora nie wyhodują.
              • simpson.50 Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 14:07
                tak, zwlaszcza, ze zdecydowana ich wiekszosc twierdzi, ze dzieci nie ma miec
                zamiaru, bo:
                -9 miesiecy sie mecza
                -potem i tak same wychowuja
                -brzuch jest tylko moj i juz
                -dzieci sa rozrykane i pysuja matce
                -.......

                niestety masz racje, jak sie to czyta, to wychodzi na to, ze natura sie
                strasznie pomylila zuzywajac kilogramy bialka, ktore moglaby inaczej wykorzystac....

                ale coz, rola mezczyzn wedlug tych kobiet ogranicza sie tylko do zrobienia
                dziaciatka i ewentualnie czasami zabawy z nim. coz, taki ciasny swiatopoglad
              • very_famous Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 17:05
                Wiesz co jest w tym najdziwniejsze? To że kobiety-matki piszące na forum e-mama
                POPIERAJĄ pomysł knajpek bez dzieci. A są to osoby przecież najbardziej
                zainteresowane. Nie podejrzewałam e-mam nawet o cień rozsądku - a jednak
                rozczarowały mnie miło.

                Rozumiem - zabrać 5-7 latka do restauracji - pod warunkiem, że potrafi
                usiedzieć, ale wytłumacz mi jaki jest sens zabierania dziecka dwuletniego?????
                Gdzie jeszcze powienien bywać? W kinie? W teatrze?


                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=45624895&a=45624895
                • simpson.50 Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 17:51
                  chyba najlepszym miejscem dla dwulatka jest basen (czasami, niech sie uczy
                  sprawnosci, male dzieci jeszcze maja instynkt samozachowawczy, niech go
                  rozwija), moze piaskownica, duze zabawki, ogrod, no nie wiem, bo nie jestem dzietny

                  kino nie, teatr tez odpada, za glosno (i o pare lat za wczesnie). jesli teatr to
                  kukielkowy, kino - w domu, telewizor, glosniki, reksio, albo inne "naiwne i
                  glupie, dla coniektorych" bajki. jak podrosnie i sie przyzwyczai, to mozemy
                  sprobowac.


                  a restauracja, jak maluszek bylby spokojny, to dlaczego mialbym go z raz nie
                  zabrac, zeby oswajal sie z nastrojowym klimatem (zaleznie od restauracji) i
                  uczyl sie przebywac wsrod ludzi (bo bedzie dzikusem i nerwusem). ale wiem tez,
                  ze gbyby mi zaczal fochy stroic, to od razu do domu i dopoki nie wyrosnie z
                  ustawiania swiata do siebie, szlaban na wyjscia, niech wie, ze nie on tu rzadzi,
                  a swiat to nie jego podwladni (niestety, ale tak sa wychowywane niektore
                  dzieciaki). i od malego niech ma tego swiadomosc, ze krzykiem, zloscia i
                  piesciami nie bedzie wyznaczal sobie posluchu.


                  zauwaz, co reprezentuja soba nowoczesne matki. gdyby nie zinformatyzowane
                  internetem spoleczenstwo i dostep do cudow techniki, malowidel, itd. itp. to
                  dzieci mialyby wiecej rodzicow, a nie tylko w przerwie pomiedzy piep..em bzdur
                  przez gadu gadu i bezsensownym spedzaniem dyskusji na forach, w stylu "wiesz
                  kochana, masz racje, zrobie to samo", ktore powielaja niektore zle rzeczy, a
                  ludzie przestaja miec wlasne zdanie.

                  po drugie, naprodukowalo sie za duzo badziewia, ktore ma swoje zdanie i nie da
                  sobie przetlumaczyc, ze zle robi. mysle takie cos, ze jak urodzila dziecko, to
                  dokonala cudu i niech inni je wychowuja. stad pomysl na bezdzietne knajpki, bo
                  widocznie dziecko dla coniektorych jest ciezarem i kula u nogi, wiec poswiecaja
                  mu obowiazkowe minuty, a potem dalej w swoj swiat. nie wiem, moze to tylko ja
                  tak uwazam, ze dziecko to tylko 18 lat wspolnie spedzonego czasu, istota, ktora
                  na poczatku cieszy, potem straszy, nastepnie uczy sie zycia, potem zaczyna miec
                  wlasne i wlasne poglady. bardzo piekny czas, gdy mozna byc ojcem, pokazywac i
                  tlumaczyc niuanse zawilosci swiata, jak cos tam dziala, dlaczego deszcz jest
                  mokry, uczyc jazdy na rowerze, zasad ruchu drogowego, odkrywac zycie owadow......

                  dobry pomysl wysnuto ostatnio na forum GW, dobrze ze tak pozno, ale lepiej
                  wogole. to znaczy, ktos wpadl na pomysl testow u psychologa, czy ta osoba nadaje
                  sie na ojca/matke. moze to obrazliwe dla niektorych forumowiczow, ale niestety
                  jak matka jedzie na saksy i dla pieniedzy zostawia dziecko w domu dziecka, albo
                  inna bluzga na nie na ulicy, bo dzieciak nie spelnia jej oczekiwan (ukladnej
                  lalki), to tylko taka mozliwosc odfiltrowania dzieci, ktore sa chciane od
                  niechcianych.
                • magdajeden Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 18:29
                  a co ci przeszkadza, że rodzic zabierze do restauracji 2, 3 , 4 latka?
                  zakładam, że takie dziecko jest odpowiednio przystosowane do życia w
                  społeczeństwie (ale tu juz rola rodziców, i nie ma znaczenia czy potomek ma 4
                  czy 24 lata, jak jest niewychowany do niezależnie od wieku natrzaska kichy)
                  dlaczego rodzice małych dzieci mieliby być w ten sposób ograniczani? moje córki
                  bywały w restauracjach od najmłodszych lat (nawet nie potrafie określić wieku,
                  w którym zaczynały "bywać"). i zachowywały i zachowują sie w takich miejscach
                  odpowiednio. niby jak mają sie dzieci nauczyć zachowywać w restauracjach jeśli
                  zabronimy im tam bywać i ograniczymy je tylko do wygryzanych z papieru buł z
                  mcdonald'a?
                  wszystko zależy od rodziców - czym skorupka za młodu..... itd.

                  przedmówczyni zastanawiała sie nad sensem zabierania kilkuatka do restauracji:
                  1. rodzice chcą wyjść na obiad a nie mają z kim zostawić dziecka (nie pisz, że
                  mogą zrezygnować, przyjmij założenie, że lubią żywić sie w takich lokalach)
                  2. rodzice chcą nauczyć dziecko zasad współżycia w grupie innej niż rówieśnicy
                  w przedszkolu i mama i tata w domu. (wiesz, sztućce, zamawianie, rozmowa z
                  kelnerem)
                  3.specjalny rodzaj celebracji śwąt rodzinnych - wykluczyć dziecko?

                  wszędzie można spotkac bezstresowe "sierotki" (tak mówimy na dzieci, w
                  obecnosci ktorego cisną sie na usta słowa "gdzie do cholery sa rodzice tego
                  dziecka?!"), ale nie uogólniajmy, to jest margines i przez niego nie życzę
                  sobie ograniczania możliwości "bywania" gdziekolwiek moim dzieciom.
                  • simpson.50 Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 19:29
                    magdajeden napisała:

                    > a co ci przeszkadza, że rodzic zabierze do restauracji 2, 3 , 4 latka?
                    > zakładam, że takie dziecko jest odpowiednio przystosowane do życia w
                    > społeczeństwie (ale tu juz rola rodziców, i nie ma znaczenia czy potomek ma 4
                    > czy 24 lata, jak jest niewychowany do niezależnie od wieku natrzaska kichy)
                    > dlaczego rodzice małych dzieci mieliby być w ten sposób ograniczani? moje córki
                    >
                    > bywały w restauracjach od najmłodszych lat (nawet nie potrafie określić wieku,
                    > w którym zaczynały "bywać"). i zachowywały i zachowują sie w takich miejscach
                    > odpowiednio. niby jak mają sie dzieci nauczyć zachowywać w restauracjach jeśli
                    > zabronimy im tam bywać i ograniczymy je tylko do wygryzanych z papieru buł z
                    > mcdonald'a?
                    > wszystko zależy od rodziców - czym skorupka za młodu..... itd.
                    >

                    czytalas dokladnie moj post, czy tylko wybiorczo?
                    napisalem tam, ze chetnie zabralbym dziecko do resturacji, zeby oswajal sie z
                    ludzmi, ale w momencie, gdyby zaczal rzadzic wyprowadzilbym go i w ten sposob
                    nie przyczynial sie do tematu stosownosci przebywania malych dzieci w takich
                    lokalach.




                    > przedmówczyni zastanawiała sie nad sensem zabierania kilkuatka do restauracji:
                    > 1. rodzice chcą wyjść na obiad a nie mają z kim zostawić dziecka (nie pisz, że
                    > mogą zrezygnować, przyjmij założenie, że lubią żywić sie w takich lokalach)
                    > 2. rodzice chcą nauczyć dziecko zasad współżycia w grupie innej niż rówieśnicy
                    > w przedszkolu i mama i tata w domu. (wiesz, sztućce, zamawianie, rozmowa z
                    > kelnerem)
                    > 3.specjalny rodzaj celebracji śwąt rodzinnych - wykluczyć dziecko?

                    Akurat dyskusja nie wynikla z opisanych prez ciebie powyzej sytuacji, lecz na
                    podstawie ogolnych wypowiedzi wzietych zapewne z onetu, gdyz tam takie tematy
                    sie porusza. podajesz jako pierwsza powody, dla ktorych dziecko ma rowne prawa
                    przebywac z ludzmi. jak sie dokladnie wczytasz w moja wczesniejsza wypowiedz, to
                    zapewniam, ze nie zobaczysz tam sprzeciwu, a tylko zastanawianie sie (jako
                    odpowiedz dla poprzedniczki) czy na pewno niektore miejsca sa wlasciwe dla
                    dziecka ze wzglwdu na jego temperament i niestety dominujaca role...
                    oraz czy niektorzy ludzie powinni wogole myslec o dzieciach, skoro nie potrafia
                    ich wychowac


                    >
                    > wszędzie można spotkac bezstresowe "sierotki" (tak mówimy na dzieci, w
                    > obecnosci ktorego cisną sie na usta słowa "gdzie do cholery sa rodzice tego
                    > dziecka?!"), ale nie uogólniajmy, to jest margines i przez niego nie życzę
                    > sobie ograniczania możliwości "bywania" gdziekolwiek moim dzieciom.
                    >

                    jesli masz do mnie zastrzezenia, ze zabraniam Ci przebywac z dziecmi w
                    restauracji, to widac nie czytasz dokladnie wypowiedzi (i ze zrozumieniem).
                    • magdajeden Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 20:24
                      jedno ale, przyłóż sobie linijeczkę do monitorka winki zobaczysz wtedy, że
                      odpowiadałam nie na twój post a post schodek wyżej wink
                      pozdrawiam nie nerwowo.
                  • very_famous Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 20:37
                    > a co ci przeszkadza, że rodzic zabierze do restauracji 2, 3 , 4 latka?

                    Nie przeszkadza, do momentu aż nie zacznie terroryzowac otoczenia swoim
                    zachowaniem i wrzaskiem, co u tak MAŁEGO dziecka jest wielce prawdopodobne.

                    > zakładam, że takie dziecko jest odpowiednio przystosowane do życia w
                    > społeczeństwie (ale tu juz rola rodziców, i nie ma znaczenia czy potomek ma 4
                    > czy 24 lata, jak jest niewychowany do niezależnie od wieku natrzaska kichy)
                    > dlaczego rodzice małych dzieci mieliby być w ten sposób ograniczani?

                    Przystosowane do życia w społeczeństwie w wieku 2,3 czy nawet 4 lat....
                    Tja, ale weź pod uwagę jedno: dziecko tak małe może usiedzieć spokojnie tylko
                    kilka minut. Bo jest na takim etapie rozwoju i taką ma koncentrację.


                    > moje córki bywały w restauracjach od najmłodszych lat (nawet nie potrafie
                    określić wieku,
                    > w którym zaczynały "bywać"). i zachowywały i zachowują sie w takich miejscach
                    > odpowiednio.

                    Co nie zmienia faktu, że inne dzieci innych rodziców nie są już takie grzeczne a
                    ich rodzice potrafią zapanować nad sytuacją.

                    niby jak mają sie dzieci nauczyć zachowywać w restauracjach jeśli
                    > zabronimy im tam bywać i ograniczymy je tylko do wygryzanych z papieru buł z
                    > mcdonald'a?
                    > wszystko zależy od rodziców - czym skorupka za młodu..... itd.

                    Fajnie ale czemu zaczynać od wieku 2-3 lat?

                    > przedmówczyni zastanawiała sie nad sensem zabierania kilkuatka do restauracji:
                    > 1. rodzice chcą wyjść na obiad a nie mają z kim zostawić dziecka (nie pisz, że
                    > mogą zrezygnować, przyjmij założenie, że lubią żywić sie w takich lokalach)

                    No i później ci sami rodzice wcinają obiadek a ich urocza pociecha śmiga po
                    lokalu i robi generalnie co chce.

                    > 2. rodzice chcą nauczyć dziecko zasad współżycia w grupie innej niż rówieśnicy
                    > w przedszkolu i mama i tata w domu. (wiesz, sztućce, zamawianie, rozmowa z
                    > kelnerem)

                    Magda! Mówimy o 2-3latkach!! Takie tematy dobre są dla dzieci starszych.

                    > 3.specjalny rodzaj celebracji śwąt rodzinnych - wykluczyć dziecko?

                    Możesz sprecyzować?
                    • magdajeden Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 21:08
                      very_famous napisała:

                      > > a co ci przeszkadza, że rodzic zabierze do restauracji 2, 3 , 4 latka?
                      >
                      > Nie przeszkadza, do momentu aż nie zacznie terroryzowac otoczenia swoim
                      > zachowaniem i wrzaskiem, co u tak MAŁEGO dziecka jest wielce prawdopodobne.

                      to jest zupełnie inna sprawa, ja cały czas twierdzę ,że nie należy
                      generalizować. jeśli w naszym mieście mieszka pijak to całe miasto nadaje sie
                      do eksterminacji??

                      >
                      > > zakładam, że takie dziecko jest odpowiednio przystosowane do życia w
                      > > społeczeństwie (ale tu juz rola rodziców, i nie ma znaczenia czy potomek
                      > ma 4
                      > > czy 24 lata, jak jest niewychowany do niezależnie od wieku natrzaska kich
                      > y)
                      > > dlaczego rodzice małych dzieci mieliby być w ten sposób ograniczani?
                      >
                      > Przystosowane do życia w społeczeństwie w wieku 2,3 czy nawet 4 lat....
                      > Tja, ale weź pod uwagę jedno: dziecko tak małe może usiedzieć spokojnie tylko
                      > kilka minut. Bo jest na takim etapie rozwoju i taką ma koncentrację.

                      może się przeciez wiercić, może nawet pochodzić wokół stolika ale chodzi o to,
                      żeby nie przeszkadzalo innym gościom. jeśli dziecko nie potrafi sie zachowac -
                      nie zabieramy go do lokalu. ale zabranianie wstepu wszystkim dzieciom tak a
                      priori? eeee
                      >
                      >
                      > > moje córki bywały w restauracjach od najmłodszych lat (nawet nie potrafi
                      > e
                      > określić wieku,
                      > > w którym zaczynały "bywać"). i zachowywały i zachowują sie w takich miejs
                      > cach
                      > > odpowiednio.
                      >
                      > Co nie zmienia faktu, że inne dzieci innych rodziców nie są już takie
                      grzeczne
                      > a
                      > ich rodzice potrafią zapanować nad sytuacją.

                      patrz wyżej
                      >
                      > niby jak mają sie dzieci nauczyć zachowywać w restauracjach jeśli
                      > > zabronimy im tam bywać i ograniczymy je tylko do wygryzanych z papieru bu
                      > ł z
                      > > mcdonald'a?
                      > > wszystko zależy od rodziców - czym skorupka za młodu..... itd.
                      >
                      > Fajnie ale czemu zaczynać od wieku 2-3 lat?

                      a czemu nie? dzięki temu dziecko w wieku 6-7 lat potrafi zachować sie idealnie
                      w każdej tego typu sytacji.


                      >
                      > > przedmówczyni zastanawiała sie nad sensem zabierania kilkuatka do restaur
                      > acji:
                      > > 1. rodzice chcą wyjść na obiad a nie mają z kim zostawić dziecka (nie pis
                      > z, że
                      > > mogą zrezygnować, przyjmij założenie, że lubią żywić sie w takich lokalac
                      > h)
                      >
                      > No i później ci sami rodzice wcinają obiadek a ich urocza pociecha śmiga po
                      > lokalu i robi generalnie co chce.

                      pociecha też je, a jak sie naje to grzecznie konwersuje z rodzicami albo bawi
                      sie czymkolwiek na stoliku i czeka.
                      znowu przypominam - nie mówię o ekstremalnych przypadkach.

                      >
                      > > 2. rodzice chcą nauczyć dziecko zasad współżycia w grupie innej niż rówie
                      > śnicy
                      > > w przedszkolu i mama i tata w domu. (wiesz, sztućce, zamawianie, rozmowa
                      > z
                      > > kelnerem)
                      >
                      > Magda! Mówimy o 2-3latkach!! Takie tematy dobre są dla dzieci starszych.
                      a dlaczego nie? im wcześniej zaczniemy uczyć dzieci kultury i sposobów
                      zachowania w towarzystwie tym wcześniej przestaniemy miec obawy o ich
                      zachowanie w miejscach publicznych.
                      >
                      > > 3.specjalny rodzaj celebracji śwąt rodzinnych - wykluczyć dziecko?
                      >
                      > Możesz sprecyzować?

                      oj nie wiem, obiad z okazji urodzin taty czy cokolwiek innego
                      >
                      >
                      • very_famous Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 21:48
                        > > > a co ci przeszkadza, że rodzic zabierze do restauracji 2, 3 , 4 lat
                        > ka?
                        > >
                        > > Nie przeszkadza, do momentu aż nie zacznie terroryzowac otoczenia swoim
                        > > zachowaniem i wrzaskiem, co u tak MAŁEGO dziecka jest wielce prawdopodobne.
                        >
                        > to jest zupełnie inna sprawa, ja cały czas twierdzę ,że nie należy
                        > generalizować. jeśli w naszym mieście mieszka pijak to całe miasto nadaje sie
                        > do eksterminacji??

                        To jest ta sprawa, o której mówimy i od której zaczął się pomysł. I to nie jest
                        jakaś wyjątkowa sytuacja.

                        > > > zakładam, że takie dziecko jest odpowiednio przystosowane do życia
                        > w społeczeństwie (ale tu juz rola rodziców, i nie ma znaczenia czy po
                        > tomek ma 4 czy 24 lata, jak jest niewychowany do niezależnie od wieku natrzask
                        > a kichy) dlaczego rodzice małych dzieci mieliby być w ten sposób ograniczani
                        > ?
                        > >
                        > > Przystosowane do życia w społeczeństwie w wieku 2,3 czy nawet 4 lat....
                        > > Tja, ale weź pod uwagę jedno: dziecko tak małe może usiedzieć spokojnie t
                        > ylko kilka minut. Bo jest na takim etapie rozwoju i taką ma koncentrację.
                        >
                        > może się przeciez wiercić, może nawet pochodzić wokół stolika ale chodzi o to,
                        > żeby nie przeszkadzalo innym gościom. jeśli dziecko nie potrafi sie zachowac -
                        > nie zabieramy go do lokalu. ale zabranianie wstepu wszystkim dzieciom tak a
                        > priori? eeee
                        > >
                        Jasne ale weź wytłumacz to takim rodzicom co nie widzą tego co wyrabia ich
                        "pociecha". A może nie chcą widzieć? Generalnie tego typu pomysły to właśnie
                        konsekwencja zachowan takich osób.

                        > >
                        > > niby jak mają sie dzieci nauczyć zachowywać w restauracjach jeśli
                        > > > zabronimy im tam bywać i ograniczymy je tylko do wygryzanych z papi
                        > eru buł z mcdonald'a?
                        > > > wszystko zależy od rodziców - czym skorupka za młodu..... itd.
                        > >
                        > > Fajnie ale czemu zaczynać od wieku 2-3 lat?
                        >
                        > a czemu nie? dzięki temu dziecko w wieku 6-7 lat potrafi zachować sie idealnie
                        > w każdej tego typu sytacji.
                        >
                        Jeśli rodzice UCZĄ czegokolowiek w restauracji. Zauważ że my tu dyskutujemy o
                        przypadkach totalnego braku zainteresowania czymś wiecej niż czubkiem własnego
                        nosa w trakcie obiadu/kolacji. A to nie są wcale rzadkie przypadki.
                        > >
                        > > > przedmówczyni zastanawiała sie nad sensem zabierania kilkuatka do r
                        > estauracji:
                        > > > 1. rodzice chcą wyjść na obiad a nie mają z kim zostawić dziecka (n
                        > ie pisz, że mogą zrezygnować, przyjmij założenie, że lubią żywić sie w takich
                        lokalach)> >
                        > > No i później ci sami rodzice wcinają obiadek a ich urocza pociecha śmiga
                        > polokalu i robi generalnie co chce.
                        >
                        > pociecha też je, a jak sie naje to grzecznie konwersuje z rodzicami albo bawi
                        > sie czymkolwiek na stoliku i czeka.
                        > znowu przypominam - nie mówię o ekstremalnych przypadkach.

                        Magdo - czy czytałaś wątek do którego dałam linka parę postów wyżej?

                        > > > 2. rodzice chcą nauczyć dziecko zasad współżycia w grupie innej niż
                        > rówieśnicy w przedszkolu i mama i tata w domu. (wiesz, sztućce, zamawianie,
                        rozmowa z kelnerem)
                        > >
                        > > Magda! Mówimy o 2-3latkach!! Takie tematy dobre są dla dzieci starszych.

                        > a dlaczego nie? im wcześniej zaczniemy uczyć dzieci kultury i sposobów
                        > zachowania w towarzystwie tym wcześniej przestaniemy miec obawy o ich
                        > zachowanie w miejscach publicznych.

                        No tak ale weź znowu pod uwagę fakt że dziecko 2-3 letnie niewiele rozumie bo ma
                        taki a nie inny poziom psychicznego i emocjonalnego rozwoju. Toteż szybciutko
                        znudzi się "zabawą" w zamawianie. W uczeniu takich zasad zachowania ważna jest
                        systematyczność oraz przyswajanie zasad "po trochu". A na to trzeba dużo czasu i
                        wcale niekoniecznie należy uczyć tego w restauracji.
                        • magdajeden Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 23:26
                          to ja już nie wiem. spotkałam sie z takimi przypadkami ze dwa trzy razy,
                          częsciej wkurzaly mnie takie wyluzowane dzieci w kościele, ale że generalnie
                          olewam to co sie wokół dzieje, więc i teraz jakoś nie zauważam skali problemu
                          aż tak jak wy.
                          pozostaje mi sie tylko cieszyć, że udało mi sie wyhodować wink grzeczne
                          dzieci ,jezeli już ktoś sie musiał za kogoś wstydzić w knajpie to one za
                          wyluzowanych rodziców a nie odwrotnie wink i to tez z przymrużeniem oka.
              • dobrotka06 Re: Obszar wolny od dzieci... 26.07.06, 12:20
                Nie wszystko tylko rozpuszczone, drące się, biegające bez opamiętania
                wychowywane bezstresowo bachory. Dzieci też powinny wiedzieć, że są miejsca
                gdzie eksponowanie swoich uczuć należy ograniczyć. Jak się ich tego za młodu
                nie nauczy to potem wszyscy się z nimi dalej męczą - robi się chamska młodzież
                bez kontroli, potem różni buce na stanowiskach.
                To nie getta, to jak sale dla niepalących - nie każdy ma ochotę na swoim
                ubraniu znajdować rzucane przez dzieciaków żarcie, nawet jeśli nie rzucają
                specjalnie.
        • wadera3 Re: Obszar wolny od dzieci... 23.07.06, 11:36
          muka77 napisała:

          > E nie, poprostu chyba nie masz dzieci.. wink

          ja mam(dorosłe) ale takie akcje o jakich wspomina Sloggi, bądź w/w artykuł,
          są dla mnie nie do przyjęcia,
          gwoli ścisłości:
          moje dzieci były "zywe" , jedno nadpobudliwe
    • a.g.n.i Re: Obszar wolny od dzieci... 23.07.06, 12:10
      No niestety. Ale to czesto wina rodziców, którzy pozwalają dziecku włazić sobie
      na głowę. Pamiętam, że jako dziecko jeden jedyny raz pozwoliłam sobie na
      urządzenie histerii w sklepie z rzucaniem się na podłogę itp. Zaraz okazało
      się, że jestem w tym sklepie sama, moja mama powiedziała "do widzenia córeczko"
      i wyszła.
      Więcej nie próbowałam...
      Byłam teraz na wakacjach z ośmiolatkiem i też nie pozwalałyśmy się szantażować.
    • umfana starzeję się 23.07.06, 12:30
      Chciałabym mieszkać w takim miejscu, gdzie jest totalna cisza i można mieć
      zwierzaka w domu.
    • ania.silenter nie chadzam do restauracji z dziećmi, bo 23.07.06, 21:26
      są za małe (2,5 roku i 15 miesięcy). Gdybym poszła to musiałabym później
      wysprzątać całą podłogę w promieniu 5 m od naszego stolika (mają fazę rzucania
      jedzeniem, kiedy już nie są głodne), sama nic bym nie zjadła.
      Natomiast chciałabym mieć możliwość zabrania ich do restauracji, kiedy już
      osiągną poważny wiek 5,6,7 i więcej lat.
      pozdrawiam
    • reniatoja Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 18:09
      Gdy powiedziałam kiedyś, ze nie lubię Albańczyków, to jednoznacznie okrzyknięto
      mnie rasistką. A ten pomysł to niby co jest jak nie objaw rasizmu? Za chwilę
      bedą powstawac strefy wolne od brzydkich, otyłych, tych z piskliwym głosem i
      nieuczesanych. Bez sensu. To nie dzieci są winne, tylko rodzice, jeśi nie
      potrafią ich wychowac. Mam sie kryc po kątach, bo mam dzieci? Nonsens. Poza tym
      upieprzyc ubranie może równie dobrze inny dorosły, nie tylko dziecko. Sama raz
      wylałam babce na spódnicę kawę, czy colę, w kinie. Fatalna sytuacja, ale cóż,
      zdarzyła się, mimo, że bez dziecka byłam.
      • simpson.50 Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 18:25
        reniatoja napisała:

        > Gdy powiedziałam kiedyś, ze nie lubię Albańczyków, to jednoznacznie okrzyknięto
        >
        > mnie rasistką. A ten pomysł to niby co jest jak nie objaw rasizmu? Za chwilę
        > bedą powstawac strefy wolne od brzydkich, otyłych, tych z piskliwym głosem i
        > nieuczesanych. Bez sensu. To nie dzieci są winne, tylko rodzice, jeśi nie
        > potrafią ich wychowac. Mam sie kryc po kątach, bo mam dzieci? Nonsens. Poza tym
        >
        > upieprzyc ubranie może równie dobrze inny dorosły, nie tylko dziecko. Sama raz
        > wylałam babce na spódnicę kawę, czy colę, w kinie. Fatalna sytuacja, ale cóż,
        > zdarzyła się, mimo, że bez dziecka byłam.


        Widzisz najwiecej krzycza ludzie, ktorzy cie nie rozumieja. mialas wtedy inne
        zdanie na pewien temat i zostalas usunieta ze stadka. wyskoczylas ponad
        zdolnosci percepcyjne, bo cie nie zrozumiano. uslyszano, ze "nie lubisz kogos" i
        zostalas rasistka. jakbys powiedziala, ze "ludzie sa glupi, bo nie rozumieja co
        sie do nich mowi", to uslyszalabys, ze jestes niedorozwinieta idiotka, ktorej
        ciezko zrozumiec i pare innych epitetow. wiec "ciesz sie", ze nie jestes na
        forum WIADOMOSCI GW, bo tam to jest na porzadku dziennym.

        tu sie z toba zgodze. getta powstaly juz dawno, za czasow saksow do cieplych
        krajow (w okresie okraglego stolu) i ciagna sie dalej, nie masz komory, albo
        ciuchow lewisa, to odpadasz. ale tez dorosli nie sa lepsi. powiedzialas, ze nie
        lubisz ciemnoskorych, to zostalo zaburzone poczucie bezpieczenstwa i dostalas
        klapsa w postaci obrazenia sie i agresji. z dzieciakami tak jest, ze albo same
        sie pozamykaja w gettach (bogaci - biedniejsi), albo zamkna je tam dorosli,
        skoro sami zamkneli sie w getcie i boja sie innosci. przeciez nie lubic kogos,
        nie znaczy od razu byc rasista. ograniczenie doroslych to wlasnie getto, przez
        ktore wyrastaja niedorobione dzieci, a potem dorosli (nie nauczeni przydatnych w
        zyciu rzeczy, bo mamusia z tatusiem uznali, ze dziecko nie bedzie sie
        przemeczac, albo po prostu zbyt tepi, zeby dokladnie posluchac i zrozumiec
        intencje innych ludzi).

        tak getto dla dzieci, niestety zaczyna sie w domu. kiedy tatus mowi dziecku, ze
        jest idiota, bo ten szacowny tatus uslyszal jakas mysl dziecka, ktorej nie
        zrozumial, bo przekroczyla jego zdolnosci myslowe. tatus tepak robi zatam kare
        dziecku i przez to wychowuje potencjalnego drugiego tepaka, ktory potem
        doszukuje sie we wszystkich rasistow, nacjonalistow, szowinistow (tepakiem moze
        tez byc mamusia). klasyczny przyklad, zeby nie wystawiac glowy ponad przecietnosc.
        • to.ja.kas Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 19:30
          Wczoraj bylam z kolega w Pizza Hut. Pod parasolkami. Osmiolatka biegała dookola
          naszego stolika, wdrapywała sie na parasol i darła jape jak poparzona. Rodzice
          zajeci byli rozmowa. Zwrocilam malej uwage bo prawie wlazła z tyu butami na
          moja ławe i....zero reakcji. mamusi rowniez.

          Mialam ochote najpierw rodzicow złapac za łep i walnac o stół a potem mala
          przelozyc przez kolano i zdrowo nauczyc rozumu.

          Dla jasnosci - moja corka ma 14 lat i umie zachowac sie w lokalu. Gdy byla
          mlodsza robilam wszystko by innym w takich miejscach nie przeszkadzała.

          Mi pomysl ze strefa bezdzietna sie podoba. Sa miejsca nie dla dzieci. Miejsca
          gdzie chce odpoczac od wrzasku, nerwow , krzyku i gdzie nie mam ochoty dostac
          kartoflem.
          • simpson.50 Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 19:41
            to.ja.kas napisała:

            > Wczoraj bylam z kolega w Pizza Hut. Pod parasolkami. Osmiolatka biegała dookola
            >
            > naszego stolika, wdrapywała sie na parasol i darła jape jak poparzona. Rodzice
            > zajeci byli rozmowa. Zwrocilam malej uwage bo prawie wlazła z tyu butami na
            > moja ławe i....zero reakcji. mamusi rowniez.
            >
            > Mialam ochote najpierw rodzicow złapac za łep i walnac o stół a potem mala
            > przelozyc przez kolano i zdrowo nauczyc rozumu.
            >
            > Dla jasnosci - moja corka ma 14 lat i umie zachowac sie w lokalu. Gdy byla
            > mlodsza robilam wszystko by innym w takich miejscach nie przeszkadzała.
            >
            > Mi pomysl ze strefa bezdzietna sie podoba. Sa miejsca nie dla dzieci. Miejsca
            > gdzie chce odpoczac od wrzasku, nerwow , krzyku i gdzie nie mam ochoty dostac
            > kartoflem.


            czy magdajeden dalej uwaza, ze jest dyskryminowana?
            • magdajeden Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 20:27
              simpson.50 napisał:

              > czy magdajeden dalej uwaza, ze jest dyskryminowana?

              przeczytaj uważnie moją wypowiedz. na temat "sierotek" mam odmienne zdanie.
              takie dzieci najpierw nalezy "wytresować" a dopiero potem wypuszczac do ludzi.
              ale nadal utrzymuję, to jest margines.
              • simpson.50 Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 20:38
                magdajeden napisała:


                > przeczytaj uważnie moją wypowiedz. na temat "sierotek" mam odmienne zdanie.
                > takie dzieci najpierw nalezy "wytresować" a dopiero potem wypuszczac do ludzi.
                > ale nadal utrzymuję, to jest margines.
                >
                >
                wlasnie giertych i swita zamierzaja sie tym zajac, ale jak baby beda drzec w
                nieboglosy swoje twarzyczki, ze im dzieci musza ziemniaki na obozie obierac, to
                nic z tego wychowania nie bedzie
                • to.ja.kas Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 20:41
                  No mnie tez krew jasna zalala z tym czepianiem sie obozow harcerskich.
                  Głupie babiszcza.
                • magdajeden Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 21:11
                  simpson.50 napisał:

                  > wlasnie giertych i swita zamierzaja sie tym zajac, ale jak baby beda drzec w
                  > nieboglosy swoje twarzyczki, ze im dzieci musza ziemniaki na obozie obierac,
                  to
                  > nic z tego wychowania nie bedzie

                  to ja nie zrozumiałam o co chodzi.
                  co ma giertych do wychowania? poza przypadkową nominacją na ministra edukacji.
                  co ma giertych do obozów?
                  moje dziecko jest na takim obozie. koszmarne warunki. apele mundurowe - żeby mi
                  mieli zapłacić nie pojechalabym na coś takiego. ale mojej córce to odpowiada -
                  jej wybór - nie zaszkodzi jej. najwyżej, jak to poradziła mi gdzies muka77,
                  odrobaczę ją po powrocie wink

                  ale jaki to ma związek z tematem wątku?
                  trzeba znaleźć złoty środek - nie zamordyzm i nie bezstresowe wychowanie -
                  naprawdę sie da!
                  • simpson.50 Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 21:16
                    magdajeden napisała:

                    > simpson.50 napisał:
                    >
                    > > wlasnie giertych i swita zamierzaja sie tym zajac, ale jak baby beda drze
                    > c w
                    > > nieboglosy swoje twarzyczki, ze im dzieci musza ziemniaki na obozie obier
                    > ac,
                    > to
                    > > nic z tego wychowania nie bedzie
                    >
                    > to ja nie zrozumiałam o co chodzi.
                    > co ma giertych do wychowania? poza przypadkową nominacją na ministra edukacji.
                    > co ma giertych do obozów?


                    do obozow nic, ale zaczyna ustawiac kompanie braci szkolnej w mundurki, a potem,
                    kto wie.....
                    moze zwolni kucharki i w ramach kozy dzieciaki beda kebaby smazyc smile

                    obozow oczywiscie nie zrobi, ale wystarczy jak przywroci apele szkolne..
                    • to.ja.kas Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 21:18
                      Dlaczego kebaby? Nie moga to byc zwykłe, polskie, tradycyjne, o niebo lepsze
                      schabowe??? smile
          • very_famous Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 20:21

            >Osmiolatka biegała dookola
            > naszego stolika, wdrapywała sie na parasol i darła jape jak poparzona. Rodzice
            > zajeci byli rozmowa. Zwrocilam malej uwage bo prawie wlazła z tyu butami na
            > moja ławe i....zero reakcji. mamusi rowniez.


            No i takich zachowaniach właśnie rozmawiamy.
            • magdajeden Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 20:29
              very_famous napisała:

              > No i takich zachowaniach właśnie rozmawiamy.


              nie uogólniajmy. rozmawiacie o strefach bez JAKICHKOLWIEK dzieci, a to nie jest
              to samo.
              czy porównujesz sie do obsikanego menela leżącego obok wiaty przystankowej?
              nie? w końcu i ty czlowiek i on człowiek. a jednak, jest chyba roznica?
              podobnie jest z dziećmi. obsługa lokalu powinna byc przeszkolona w zwracaniu
              uwagi uciązliwym klientom i tyle.
              • to.ja.kas Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 20:34
                A ja uwazam mimo wszystko, ze sa takie lokale w ktorych dzieci najzwyczajniej w
                swiecie przeszkadzaja. I jak ide nie mam ochoty przy romantycznej kolacji
                siedziec kolo 5-latka. Tak jak sa lokale gdzie sa specjalnie wydzielone miejsca
                dla dzieci. Powinny byc i takie i takie i "koedkacyjne". Ale jak nie mam ochoty
                yzykowac ze spotkam sie z jakims malym potworem to ide do taiej ktora mi to
                gwarantuje. Jak ide z dzieckiem to wybieram taka w ktorej jest to dobrze
                widziane a dziecko przeszkadzac nie bedzie.

                Potwory to margines?????
                Akurat. Niezbyt czesto siedzenie kolo rodziny z dziecmi w restauracji nie meczy
                gorzej niz kilka godzin w pracy. Wrzaski, krzyki, bieganie, marudzenie i
                inne "atrakcje".
                • magdajeden Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 21:17
                  kurde, to może wy o mcdonald's caly czas piszecie? lokale, w których ja bywam
                  nie są zapakowne dziećmi.
                  romantyczna kolacja, jak sama nazwa wskazuje zwykle odbywa sie wieczorem - więc
                  w tym przypadku pora wyklucza juz raczej obecność rozszalałej dzieciarni.
                  jezeli chcesz zjeść obiad w popularniej knajpce, szczególnie teraz w wakacje,
                  to nie odbieraj prawa rodzicom i ich dzieciom do tego samego.

                  ta dyskusja jest tak naprawdę bezsensowna bo jest czysto akademicka. dzieci są
                  rózne i rodzice sa rożni, nie da sie tego sprowadzić do wspólnego mianownika,
                  i, mam nadzieję, nei da sie zamknąć lokali dla dzieci.

                  zaraz ktoś napisze, że mu dzieci w nocnych klubach przeszkadzają.
                  • to.ja.kas Re: Obszar wolny od dzieci... 24.07.06, 21:22
                    czasem kolacja zaczyna sie po 17. Dlaczego piszesz, ze sprowadzam rodzicow tyko
                    do wizyt w burgerowniach???
                    Napisalam , ze chetnie widziałabym lokale w ktorych dzieci nie bylyby mile
                    widziane bo sa przeznaczone dla dorosłych. Nie, ze wszystkie lokale poza
                    Mc'Donadsem maja byc dla małych potworów zakniete. Ale chciałabym miec
                    alternatywe. Isc do lokalu gdzie beda dzieci lub do takiego w ktorym wiem, ze
                    na spotkanie z nimi i ich czesto fantastycznymi opiekunami nie bede narazona.
            • reniatoja Re: Obszar wolny od dzieci... 25.07.06, 00:13
              very_famous napisała:

              >
              > >Osmiolatka biegała dookola
              > > naszego stolika, wdrapywała sie na parasol i darła jape jak poparzona. Ro
              > dzice
              > > zajeci byli rozmowa. Zwrocilam malej uwage bo prawie wlazła z tyu butami
              > na
              > > moja ławe i....zero reakcji. mamusi rowniez.
              >
              >
              > No i takich zachowaniach właśnie rozmawiamy.

              Uważam, że rozwiązaniem na takie sytuacje nie jest tworzenie stref bez dzieci,
              lecz wyproszenie przez ochronę/kierownictwo z lokalu całej rodzinki, bo
              ośmiolatka nie umie się zachowac, ale jej rodzice tym bardziej. Gdyby moje
              dziecko szalało po restauracji zakłócając spokój innych użytkowników, to albo
              bym je przywołała do porządku, albo po prostu wyszła. Wczoraj byłam z
              trzytygodniowym Michałkiem w kościele - w połowie mszy zaczął płakać w
              niebogłosy, wiec cóż, mogłam klęknąć i prosić Boga o błogosławieństwo dla całej
              mojej rodziny olewając to, zę nikt wokół mnie nie słyszy co ksiądz mówi, mogłam
              też wiżać dziecko w ramiona i wyjść z kościoła. Wybrałam drugą opcję. Podobnie
              jest z każdym innym miejscem użytku publicznego - nie jestem pępkiem świata ani
              ja ani moje dzieci, wiec albo zachowujemy się kulturalnie, albo proszę dać
              zjebkę MNIE, a nie wyganiać ze społeczeństwa moje dziecko.

              Również uważam, że są miejsca, do których dzieci nie mają i nie powinny mieć
              wstępu - takie children-free zones z definicji i samo przez się się rozumie, że
              tam nie pójdę z dzieciakami, a jak pójde to mnie nie wpuszczą. Mam na myśli
              nocne kluby, dyskoteki, czy np mecze piłkarskie.
              • to.ja.kas Re: Obszar wolny od dzieci... 25.07.06, 08:00
                Mozna oczywiscie wyprosic rodzinę. Tylko jak rodzina własnie dostała zamowienie
                i zaczyna jesc a potwory szaleja to.......w swietle prawa ma chyba miec
                mozliwosc dokonczenia posiłku. POza tym co dla jednych jest dopuszczalne, to
                dla mnie jest juz wrzaskiem. Jak widac na przykładzie ktory opisałam, mamusia i
                tatus tej osmioletniej dziewczynki uwazali jej zachowanie za standard i normę.
                Takich rodzin dla ktorych dziecko jest pępkiem świata do których powinien sie
                dostosowac cały autobus, restauracja, ulica , plaża jest całe mnóstwo. Jak
                patrze na niektóre naprawdę rozwydrzone potwory i rodziców ktorzy nie zwracają
                uwagi bo nie chce im się, albo są zajęci swoimi sprawami i dobrze ze dzieciak w
                lokalu gdzies pobiegł bo oni maja spokój jest przerazajaca WIEKSZOSC!
                Wybacz ale nikt nie mowi o wyrzucaniu ze spoleczenstwa dzieci, ale o miejscach
                gdzie dorosle osoby moga miec zagwarantowany swiety spokoj, bo dorosłe osoby
                tez tego czasem potrzebuja. Nic nie stanie sie dzieciom jak jakis procent
                lokali bedzie strefą wolną od kidsów. Podrosną, pojda, chociaz bedzie w zyciu
                rzecz na ktora beda musieli poczekac. Bo wlasnie niecierpliwosc, wrazenie, ze
                wszystko jest dla dzieci bo jakzeby nie czesto jest powodem "wspanialego"
                zachowania naszych milusinskich ktorym inni najchetniej urwaliby głowę.
                Film od 18 lat powinien byc rzeczywiscie dla osob od 18 lat (ile emocji bylo
                jak czlowiek nielegalnie probowal sie dostac i nikt tego za ponizajace dla
                malolatow nie uwazal) i lokale gdzie spotykaja sie własnie ludzie pracy by
                omowic pewne sprawy lub gdzie bywaja ludzie by spokojnie i w ciszy porozmawiac
                tez nie sa miejscem dla dzieci. Ale jedna mamusia z druga musi oczywiuscie
                wszystkich wkoło uszczesliwic dracym i biegajacym małolatem, no bo przeciez
                dziecko i jego osoba jest najwazniejsza, reszta ma siepodporzadkowac. Sa
                oczywiscie wyjatki i sa rodzice reagujacy w takich miejscach na zachowanie
                swoich dzieci. Ale pytam sie, jaka to frajda dla 2 latka siedziec we wloskiej
                knajpie przys stole, gdzie zarcie wjezdza na stol po 40 minutach (przystawki),
                w tle leci cicha muzyka i wwzyscy oczekuja, ze dziecko nie bedzie przeszkadzac
                i nie bedzie biegac, krzyczec czy pluc jedzeniem (mi ten widok np. odbiera
                apetyt)? Zadna atrakcja. To widzimisie i przekora i chory snobizm rodzicow. A
                inni maja za to słuchac rykow ich dziecka, bo w koncu to taki milusi, maly
                czlowiek.
    • kriss67 Re: Obszar wolny od starców 25.07.06, 09:35
      Wypada zyczyc tym "młodym, wykształconym", aby obecne 5-6 latki za 30 lat
      załozyly stowarzyszenie walczące o zakaz wstepu do restauracji osobnikom w
      podeszłym wieku. Do komunikacji miejskiej też, bo nie pasuja do panującego
      kultu młodości.

      Pozdro
      Krzysztof
      • to.ja.kas Re: Obszar wolny od starców 25.07.06, 09:52
        Jak osoby w podeszłym wieku czyli np ja bede wrzeszczec, pluc, wskakiwac komus
        w knajpie na siedzenie i rzucac kartoflami, to niech zaloża. Mowie to z pełna
        swiadomoscia.
        Osoby starsze maja na szczescie swiadomosc tego, ze ich ewentualnie złe
        zachowanie moze byc uciazliwe dla innych i nie spotkalam sie by wrzeszczały,
        rzucaly jedzeniem, czy biegały po restauracji tylko dlatego, ze sie nudza.
    • braineater Re: Obszar wolny od dzieci... 25.07.06, 10:37
      Getta gettami, są może i trochę przegięciem, ale jesli idę gdzieś zjeść na
      mieście, to chciałbym mieć w miarę spokój i niekoniecznie byc skazanym na
      towarzystwo nadaktywnych kilkulatków. Proste przełożenie - skoro ja z zoną
      jesteśmy dyskryminowany w większości knajp ze wzgledu na fajki i staramy sie
      zrozumieć, że komuś to przeszkadza, to może przydałaby się tez odrobina
      zrozumienia dla faktu, że istnieją ludzie, ktorym kontakt z dziećmi bardziej
      szkodzi na psychikę, niz nikotyna na płuca.

      z góry zaznaczam, że nie chodzi mi tu o ekhm... restauracje rodzinne typu
      MacDonald, czy Pizza Hut, ale w normalnej, obkelnerowanej restauracji jest dużo
      fajniej gdy nie ma dzieci.

      Psmile
      • to.ja.kas Re: Obszar wolny od dzieci... 25.07.06, 10:43
        Ja juz nie mowie, ze w kazdej, ale w niektorych. Byloby milo odpoczac od kidsow
        od czasu do czasu .
        • dj73 Re: Obszar wolny od dzieci... 25.07.06, 14:20
          Czy nie uwzacie ze rodzic jest od tego, aby dozowac wizyty w odpowiednich dla 2-
          latka restauracjach.Kwestia tkwi w przygotowaniu emocjonalnym malucha (no i
          wiadomo że nie wytrzyma tyle co dorosły - bo sie znudzi, tak jak dorosły placem
          zabaw) Ja mam corke, prawie 3 latka, chrzest zrobilam w domu ( choc rodzina
          chciala w restauracji- szkoda mi bylo malucha , nie WAS ),chodzimy do różnych
          restauracji ( lecz nie gdzie palą, i nie są to pub-y, dyskoteki itp) Zakazac
          dziecku restauracji, kina ( byla), teatru (byla), koncertu (byla)itp. to kiedy
          je oswajac i wychowywać ( jak dorosnie tzn. ukonczy 18lat?).
          Dobrze "wyregulowany" dwulatek lepiej daje sobie rade niz niektórzy dorosli
          bluzgajacy na zbyt powolnego kelnera itp. Dziecko rzucajace kartoflem w wieku
          dwu lat, w wieku lat 17 rzucac moze i nie bedzie, kartoflem lecz " mięsem" -
          proste. Problem tkwi w ksztalceniu dziecka i samego siebie .
          Odrazu widac ze dzieci to nie macie - szkoda, nie wiecie o czym mówicie.
          Kiepskiej baletnicy to i rąbek spódnicy... w tancu przeszkadza.
          • dj73 Re: Obszar wolny od dzieci... 25.07.06, 14:27
            nie przeczytalam wszystkiego, ale ktos napisał - co kiedy to my bedziemy
            starzy - zakazac nam "bywania" ?
            Jestesmy społeczenstwem - TOLERANCJA i WSPÓŁŻYCIE
            wszystko w zyciu wraca bumerangiem ( i zle i dobre)
            Życzę przyjemnej starości, chodzac po wyznaczonej stronie chodnika, jadac
            wyznaczonym przedziałem w pociągu, żyjąc w domu starości.............Milego dnia
            • braineater Re: Obszar wolny od dzieci... 25.07.06, 14:46
              Raz - nie mamy dzieci, ale sie na nie natykamy, tak jak ty natykasz sie na
              palących i nawet nie paląc wyrabiasz sobie zdanie o ich zachowaniu w
              przestrzeni PUBLICZNEJ.
              Dwa - wątek o ile się zorientowałem nie dotyczy dzieci żadnej z Pań i Panów
              piszących tutaj, tylko problemu dziecka w przestrzeni PUBLICZNEJ. A jest to
              problem duzo bardziej dotkliwy niż palacze na przystankach czy w restauracjach.
              Palacz przeszkadza osobą stojącym w promieniu paru metrów od niego, dziecko
              może w 3 sekundy w.ć wszystkich w całej knajpie lub doprowadzić wrzaskiem do
              spazmów cały autobus. (przepraszam, że ja tak ciągle na jednym porównaniu ale
              sytuacja wydaje mi się bardzo zblizona po prostu - cos co dla jednych jest
              normalne i naturalne, dla innych jest po prostu koszmarem)
              Trzy - offtopicowo - starsi ludzie (Po 60tce) sa dyskryminowani na każdym
              kroku, wystarczy się rozejrzeć. Polecam mały tescik (najlepiej w większych
              miastach) i próbę porownania ilości rodzin z dziećmi w restauracjach i innych
              przestrzeniach publicznych z ilością ludzi, którzy urodzili sie podczas IIWŚ.
              Im nikt nie zakazuje wstepu - im po prostu wyraźnie acz dyskretnie sugeruje
              się, że to nie jest miejsce dla nich (plus na dodatek wrzaski dzieci, na które
              starośc nie uodparnia.)

              Psmile
              • braineater Przepraszam:) 25.07.06, 14:46
                Brak dużej litery w zaimkusmile
                Oczywiście: Ty.

                Psmile
          • very_famous Re: Obszar wolny od dzieci... 25.07.06, 17:37
            Odrazu widac ze dzieci to nie macie - szkoda, nie wiecie o czym mówicie.
            > Kiepskiej baletnicy to i rąbek spódnicy... w tancu przeszkadza.

            No tak - gdy brakuje argumentów to pojawia się zawsze taka sama schematyczna
            odpowiedź: nie masz dzieci to morda w kubeł.
            Błędne podejście droga pani.
            • to.ja.kas Re: Obszar wolny od dzieci... 26.07.06, 08:29
              Mam dziecko.
              Mam 14 letnia corke. I dlatego pitolenie, ze 2 latek wyczula sie na swiat
              bywajac w knajpie gdzie daja meksykanskie zarcie jest dla mnie smieszne.
              Teatr ?? Tak kukielkowy. Nie wiem jak czesto bywasz w teatrze , ja bardzo
              czesto i jak jest wazna i piekna sztuka to czasem.....oddechy przeszkadzaja i
              slychac szmer przelatyjacej muchy.....juz widze tolerancje ludzi w sumie
              kulturalnych na tylko gaworzenie malucha. A do cholery co taki maluch zrozumie
              z "poskromienia złosnicy" w rezyserii Warlikowskiego???? Moze pojmie ostatni
              monolog Stenki?????
              Pieprzysz wacpani farmazony.

              Moja corka zaczela bywac w restauracjach rodzinnych. Potem kiedy byla starsza i
              wiedzialam, ze jest juz odpowiednio wytrzymala na nude zaczelam ja zabierac w
              inne miejsca PILNUJAC by nie przeszkadzała. Trenuuj sobie kobieto wlasne
              dziecko i jego odpornosc, ale dlaczego ja mam byc przy tych treningach obecna i
              znosic jego konsekwencje???

              Dyskryminacja starszycjh ludzi???
              Wole isc do restauracji z wlasna mama bo wiem, ze to doceni i bedzie to czas
              dla nas niz zabrac 3 letniego bratanka. Jego to moge zabrac w miejsca gdzie z
              zasady sa dzieci, lody, kidsowe jedzenie w karcie i to wszystko co dzieciom
              sprawia frajde.

              Acha ja tez moja corke w w wieku 4 lat zabralam do kina na film familijny nie
              rysunkowy. Taka madra mama byla ze mnie. Zasnela. Sama smialam sie z wlasnej
              glupoty.
              • to.ja.kas Re: Obszar wolny od dzieci... 26.07.06, 08:40
                I jeszcze cos.
                Moja corka ma swiadectwa z czerwonym paskiem, jest harcerka, dziala w fundacji
                na rzecz bezdomnych zwierzat, umie posługiwac sie nozem i widelcem, lubi kino,
                czyta ksiazki i chodzi do teatru, aczkolwiek na sztuki Warlikowskiego jej nie
                zabieram do tej pory.
                Nic nie stracila na wrazliwosci pomimo tego, ze jako 2-latka nie bywala w
                restauracjach. No chyba ze ten brak wrazliwosci uwidacznia sie w tym, ze stawia
                hamburgery ponad sushi ktore ja ubostwiam. No trudno, zniszczylam jako zla
                matka, nie myslaca o przyszlosci swojego dziecka jej wrazliwosc.

                ech....
              • very_famous Re: Obszar wolny od dzieci... 26.07.06, 16:55
                Chyba źle wpisałaś odpowiedź, bo to nie do mnie chyba smile
                • to.ja.kas Re: Obszar wolny od dzieci... 26.07.06, 23:33
                  a bardzo prawdopodobne ze zle, ja wpisuje na koncu liczac na domyslenie sie
                  komu odpowiadam. Blondyna ze mnie i......gubie sie smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka