dimanche
06.10.06, 12:10
Jak mam komuś robić tzw. łaskę, to jej nie robię. I wolę, żeby mnie ktoś tej
łaski też nie robił. Najlepszy pzykład: mój chrzestny bardzo się opierał, żeby
mnie prowadzić do ślubu i jakże był zdziwiony gdy dowiedział się dzień przed
faktem, że plany uległy zmianie. Stwiedził, że go wyrolowałam (dobre!)...Inny
przykład: kuzynka, która nie może jakoś dziwnie od wiosny znaleźć czasu, żeby
do mnie zadzwonić czy skrobnąć maila. Ja do niej dzwoniłam w tym czasie i
smsowałam...A to dziecko, a to praca, a to choroba i takie tam tłumaczenia.
Dostałam dwa smsy, że przeprasza i zadzwoni, i to już długo trwa. Ale
zważywszy na fakt, że nie kontaktowała się ze mną ponad 10 lat, bo była tak
zaabsorobowana studiami, że nie znalazła czasu, by odpisywać na moje listy -
to chyba nie powinnam być zdziwiona. W zeszłym roku spotkałysmy się i myślałam
(głupia i naiwna), że coś sie zmieni. A jej mama powiedziała, że Ona stała się
teraz taka rodzinna (pic na wodę fotomontaż). Nazywam to pierdoleniem trzy po
trzy i robieniem łachy. Czemu człowiek wierzy ludziom i traktuje ich serio?