26.11.06, 21:11
Logatom' to sylaba służąca do badania rozumienia mowy w audiometrii słownej,
która łączona jest z innymi logatomami w wyrazy nie mające znaczenia w danym
języku. Bezsensowne wyrazy tworzone są po to, aby badany nie wspomagał się
znajomością języka w procesie rozumienia mowy.


No to juz teraz wiemsmile
Obserwuj wątek
    • sibeliuss Re: Logatom 26.11.06, 22:09
      I o ten brak sensu mi chodziło smile
    • ania.silenter już wiem skąd znam to słowo! 26.11.06, 22:17
      "Klin" Chmielewskiej.
      pozdrawiam
      • sibeliuss Re: już wiem skąd znam to słowo! 26.11.06, 22:19
        ania.silenter napisała:

        > "Klin" Chmielewskiej.
        > pozdrawiam

        Bingo smile
    • sibeliuss Re: Logatom 27.11.06, 00:07
      Dżabbersmok
      Maciej Słomczyński

      Było smaszno, a jaszmije smukwijne
      Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
      Peliczaple stały smutcholijne
      I zbłąkinie rykoświstąkały.

      "Ach, Dżabbersmoka strzeż się, strzeż!
      Szponów jak kły i tnących szczęk!
      Drżyj, gdy nadpełga Banderzwierz
      Lub Dżubdżub ptakojęk!"

      W dłoń ujął migbłystalny miecz,
      Za swym pogromnym wrogiem mknie...
      Stłumiwszy gniew, wśród Tumtum drzew
      W zadumie ukrył się.

      Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
      Płomiennooki Dżabbersmok
      Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
      Sapgulcząc poprzez mrok!

      Raz-dwa! Raz-dwa! I ciach! I ciach!
      Miecz migbłystalny świstotnie!
      Łeb uciął mu, wziął i co tchu
      Galumfująco mknie.

      "Cudobry mój; uściśnij mnie,
      Gdy Dżabbersmoka ściął twój cios!
      O wielny dniu! Kalej! Kalu!"
      Śmieselił się rad w głos.

      Było smaszno, a jaszmije smukwijne
      Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
      Peliczaple stały smutcholijne
      I zbłąkinie rykoświstąkały.
      • skiela1 Re: Logatom 27.11.06, 00:18
        Tekst dla moich dzieciakowsmile

        Mnie sie tez troszke poplataltongue_out
        (jezyk)
      • skiela1 Żabrołak 27.11.06, 05:32
        Żabrołak
        Janusz Korwin-Mikke

        Błyszniało – szlisgich hopuch świr
        Tęczując w kałdach świtrzem wre,
        Mizgłupny był borolągw hyr,
        Chrząszczury wlizły młe.

        Żabrołak kąsa chwytem szczęk
        – mój synu – szponów cięć się strzeż!
        Dziabdziaba bój się! Budzi lęk
        Bandaper, skroźny zwierz!

        Żarłacny miecz wziął w dłoń i wciąż
        Człowroga tropem dążył wraz
        Aż skrywszy się, gdzie Tumtumu pnie,
        Zadumał jakiś czas.

        Wtem jak w uffnieniu myśli wstał:
        Żabrołak z płogniem w oku wżdy
        Przez tłuszczy gwiszcząc drze się zwał,
        Burklotem idąc grzmi!

        Raz-dwa! Raz-dwa! Na wskroś! Na wskroś!
        Żarłacny miecz tnie ściachu-ciach!
        Gdy ścierwem legł, wziął jego łeb
        W dom galopyszniąc gna!

        Tyś żabrołaka zrąbł! Pójdź zaś
        W ramiona me promieńcze cny!
        O chwielbny dniu! Hej-ho! Hej-lu!
        Chichrypiał rad przez łzy.

        Błyszniało – szlisgich hopuch świr
        Tęczując w kałdach świtrzem wre,
        Mizgłupny był borolągw hyr,
        Chrząszczury wlizły młe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka