Dodaj do ulubionych

Tropami Winnetou:)

08.07.08, 11:43
Czołemsmile


I zobaczcie do czego kiedyś dochodziło. Tajne służby jednego z
państw socjalistycznych zajeły sie tropieniem.... Winnetou.

"Ścisłej kontroli enerdowskiej bezpieki byli poddawani nie tylko
dysydenci, ale też Indianie - choćby tylko przebrani. Pokazują to
dokumenty Stasi, do jakich dotarli Jens-Uwe Fischer i Friedrich von
Borries, autorzy książki "Sozialistische Cowboys".

Niemieckie państwo robotników i chłopów żywiło oficjalną sympatię
dla amerykańskich Indian jako ofiar imperializmu. W końcu Niemcy
były ojczyzną Karola Maya, najsłynniejszego autora powieści o Dzikim
Zachodzie. Oficjalna enerdowska wytwórnia filmowa Defa produkowała
od lat 60. liczne westerny kręcone w skalistych plenerach Jugosławii
i Rumunii. Kino NRD wykreowało swoje westernowe gwiazdy z Gojko
Miticiem, odtwórcą ról szlachetnych Indian, na czele.
Prostolinijnych kowbojów grywał z kolei Dean Reed, postępowy
Amerykanin, który poprosił o azyl polityczny w NRD i jako piosenkarz
został tu wykreowany na "czerwonego Elvisa". Polskim akcentem w tym
świecie enerdowskiej mody na Dziki Zachód były wydawane za Odrą
powieści naszego pisarza Wiesława Wernica i udział we
wschodnioniemieckich westernach aktorów Brunona O'yi (mieszkającego
w Polsce Estończyka) i Leona Niemczyka.

Nic dziwnego, że za Odrą w latach 70. i 80. powstawały liczne grupy
kultywujące indiański folklor i styl życia. Indiańskim ruchem – jak
każdą niekontrolowaną przez władze działalnością – natychmiast
zainteresowała się Stasi. Raport z lat 80. wylicza skrupulatnie, że
w NRD grupy indiańskie działały w 60 miejscowościach i skupiały
tysiące ludzi. Stasi w ramach sprawy operacyjnej "Tomahawk" zaczęła
umieszczać w grupach swoich agentów, aby wiedzieć, o czym enerdowscy
Indianie rozprawiają w swoich tipi i przy rytualnych ogniskach.
Oficjalnie wyznaczonym zadaniem było czuwanie, aby indiańskie życie
na terytorium NRD nie kolidowało z interesami państwa.

A było czym się niepokoić. W raporcie z 1988 roku pojawia się
informacja o pojawieniu się na obrzeżu poligonu armii sowieckiej
obozowiska-komuny miłośników indiańszczyzny z własnym ogródkiem
warzywnym i hodowlą zwierząt. Autorzy raportów z niepokojem
podkreślali, że Indianie izolują się od socjalistycznej wspólnoty.

Snuto podejrzenia, czy indiańscy przebierańcy nie wchodzą na drogę
ekologicznego eskapizmu odrzucającego interesy państwa. Zastanawiano
się, jakie drugie dno kryje się za sloganem "Dzicy i wolni", którym
ozdobiono jedną z indiańskich wiosek namiotowych. Czujnie wyłapywano
też antypaństwowe aluzje w rodzaju: "NRD też jest rezerwatem".

Po lekturze "Socjalistycznych kowbojów" można dodać, że ten rezerwat
miał wyjątkowo uważnych strażników.

Źródło : Rzeczpospolita"


Pozdro
Krzysztof
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka