skiela1
13.02.09, 02:50
W twoim domu wszyscy byli szczupli, nawet dziadkowie. Jadało się z umiarem, bo
rodzice wychodzili z założenia, że od stołu trzeba odejść lekko głodnym.
Jadłospis był bogaty w warzywa, owoce i nabiał, ubogi zaś w mięso, zwłaszcza
czerwone.
Smak niektórych potraw, np. golonki, poznałaś dopiero po wyjściu za mąż.
Wtedy właśnie wszystko się zmieniło. Twój mąż wyniósł z domu zupełnie inne
upodobania kulinarne. Odmówił kategorycznie jedzenia surówek, argumentując, że
nie jest królikiem. Okazało się, że z ryb toleruje tylko śledzia i karpia na
Wigilię, a mięso je tylko smażone, gotowane lub smażone na oliwie w ogóle mu
nie smakuje. Z miłości zaczęłaś więc gotować tak, jak on lubi.
www.kobieta.pl/zdrowie/medycyna/zobacz/artykul/kto-z-kim-przestaje-takim-sie-staje/
Duzo w tym prawdy.