Czołem
Podniebne potrawy, czyli co można zjeść w powietrzu:
"Pasy zapięte, personel pokładowy sprawdził drzwi. A ja już czekam
niecierpliwie na samolotowe jedzenie. Nie dlatego, że jestem głodna.
Po prostu bardzo je lubię.
Nie ma znaczenia, że czasami jest to pasza dziwnej treści. W tym
względzie nikt nie dorówna rosyjskiemu Aerofłotowi i dotychczas
jeszcze podawanej „aeropticzce”, ćwiartce kurczaka niezmiennie
surowego pod pachami. Ale linie oszczędzają dzisiaj, na czym tylko
się da. Najłatwiej jest ciąć wydatki na pasażerach ekonomii. Ci na
ucztę nie mają co liczyć, jeśli w ogóle mogą liczyć na cokolwiek.
Czasami dostaną bułkę, od której zęby odbijają się jak od piłki
gumowej, albo wacianą kanapkę, specjalność British Airways. LOT
podaje gigantyczne buły, których ugryzienie grozi wypadnięciem
szczęk z zawiasów. W środku tego specjału można trafić na kawałek
sera lub szynki, tak przezroczysty, że gdyby nie pacnięto go
keczupem, nie wiadomo byłoby, że rzeczywiście tam jest.
"...
I całość:
www.rp.pl/artykul/9132,263202_Aeroptica_z_Aeroflotu_surowa_pod_pachami.html
Jedliście jakies frykasy podczas podróży lotniczych?
Pozdro
Krzysztof