chateau
27.01.11, 13:52
Wiewiórka z grupy polskich dyplomatów czekających 10 kwietnia w Smoleńsku mówi tak:
"Jeszcze kilkanaście minut przed katastrofą było ustalone, że z powodu złej pogody prezydencki samolot leci do Moskwy i tam przeczekuje mgłę. Nie wiem, co wpłynęło na zmianę tych planów - mówi "GW" jeden z dyplomatów."
Wszystko fajnie, ale:
"O przeczekaniu mgły na lotnisku zapasowym nic się nie mówi w odczytanych stenogramach z czarnych skrzynek tupolewa."
Prosty wniosek wynikający z zestawienia tych dwóch faktów jest taki, że to nie załoga decydowała o tym, gdzie i czy lądować. Nie wiem z kim z samolotu była ustalana kwestia lądowania na zapasowym lotnisku i przeczekania mgły, ale gdyby to był ktokolwiek z załogi zostałby po takiej rozmowie jakiś ślad. Wiewiórka chyba wie, z kim to przeczekanie było ustalane - z Błasikiem, Kazaną czy bezpośrednio z Lechem?
To dość ważne, bo wskazuje kto wówczas de facto dowodził w tym samolocie. I oczywiście mówi bardzo wiele o tym ile warte są (były) procedury, skoro to dyplomaci uzgadniają gdzie ma lądować samolot :/
Źródło:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,9009742,Tu_154_mial_przeczekac_mgle__I_wrocic_na_lotnisko.html