Smoleńskie Wikileaks

27.01.11, 13:52
Wiewiórka z grupy polskich dyplomatów czekających 10 kwietnia w Smoleńsku mówi tak:
"Jeszcze kilkanaście minut przed katastrofą było ustalone, że z powodu złej pogody prezydencki samolot leci do Moskwy i tam przeczekuje mgłę. Nie wiem, co wpłynęło na zmianę tych planów - mówi "GW" jeden z dyplomatów."

Wszystko fajnie, ale:
"O przeczekaniu mgły na lotnisku zapasowym nic się nie mówi w odczytanych stenogramach z czarnych skrzynek tupolewa."

Prosty wniosek wynikający z zestawienia tych dwóch faktów jest taki, że to nie załoga decydowała o tym, gdzie i czy lądować. Nie wiem z kim z samolotu była ustalana kwestia lądowania na zapasowym lotnisku i przeczekania mgły, ale gdyby to był ktokolwiek z załogi zostałby po takiej rozmowie jakiś ślad. Wiewiórka chyba wie, z kim to przeczekanie było ustalane - z Błasikiem, Kazaną czy bezpośrednio z Lechem?

To dość ważne, bo wskazuje kto wówczas de facto dowodził w tym samolocie. I oczywiście mówi bardzo wiele o tym ile warte są (były) procedury, skoro to dyplomaci uzgadniają gdzie ma lądować samolot :/

Źródło:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,9009742,Tu_154_mial_przeczekac_mgle__I_wrocic_na_lotnisko.html
    • polazrski Re: Smoleńskie Wikileaks 27.01.11, 14:06
      Mnie jednak dziwi, ze do tak waznej informacji dociera sie dopiero teraz. Czy czasem ktos jej nie wytrzasnal z rekawa?
      • scoutek Re: Smoleńskie Wikileaks 27.01.11, 15:44
        polazrski napisał:

        > Mnie jednak dziwi, ze do tak waznej informacji dociera sie dopiero teraz. Czy c
        > zasem ktos jej nie wytrzasnal z rekawa?

        zależy czyj to był rękaw
      • sclavus Re: Smoleńskie Wikileaks 27.01.11, 15:56
        Jeśli dzisiaj Święczkowski mówi, że Borusewicz na niego naciskał, to jest to nie tylko wytrzepane z rękawa, ale wręcz wyssane z palucha... ;)
        Dyplomaci mają jakieś tam standardy i nie pytani... - nie kłamią ani nie ssią...
        Chyba, że rozwój sytuacji jest taki, że skłania ich do puszczenia pary...
        Tu - nawet nie wiadomo, czy dyplomata pisi jest, czy platformiany...
        A może aniztychaniztych?
    • mariner4 Moim zdaniem decydował Jarosław K. 27.01.11, 15:52
      Lech K. był tylko bezwolną kukła w reku brata. I to kiedyś wyjdzie.
      M.
    • taziuta Re: Smoleńskie Wikileaks 27.01.11, 15:53
      Piloci mówią, że w przypadku tak ważnych lotów zawsze przygotowane są informacje o co najmniej dwóch lotniskach alternetywnych. Np. w razie gdyby na pasie, na którym mają lądować coś się rozbiło i nie ma szans aby posprzątano na czas, czyli nawet jak jest doskonała pogoda.
      W przypadku tego lotu nie było żadnej alternatywy przygotowanej. Czemu?
      • martusia_krolowa_wolski Re: Smoleńskie Wikileaks 27.01.11, 19:42
        taziuta napisał:


        > W przypadku tego lotu nie było żadnej alternatywy przygotowanej. Czemu?

        Były wyznaczone 2 lotniska, nawet Protasiuk o tym mówi. Zresztą jest to oblig w kazdym locie.

        Nie mem co rozumiesz przez "alternatywe przygotowana".
    • woda_woda Wynika z tego, 27.01.11, 15:55
      że - ewentualnie - kontaktowano się z owym dyplomatą z pominięciem kabiny pilotów.
    • you-know-who entropia 28.01.11, 00:30
      jak bylem studentem, dorabialem w biurze podrozy jako kierownik grup, przyjmowalem takze czasem grupy z zagranicy.

      wycieczka do smolenska dorownuje entropii w ktorej zanurzone czesto byly tamte tandetnie improwizowane wyjazdy i przyjazdy. nawet ja przewyzsza!

      tam mielismy tylko dwa-trzy poziomy dowodzenia, ktore nie mialy pojecia o niczym. tu bylo wiecej: kancelaria, bor, msz, rosjanie jedni, rosjanie drudzy, generalicja, kapitan statku, pierwszy (i ostatni) pasazer.
    • vobo7 Binarny demon rzeczywistości 28.01.11, 16:23
      Ten sam dyplomata stwierdza później:

      "Dyplomata mówi gazecie, że z płyty lotniska w Smoleńsku dzwonił nawet do ambasad RP w Moskwie i Mińsku, by je uprzedzić o możliwym lądowaniu prezydenta."

      Hm, to skoro była decyzja o lądowaniu w Moskwie w jakim celu dzwoniono do Mińska?

      > Prosty wniosek wynikający z zestawienia tych dwóch faktów jest taki, że to nie
      > załoga decydowała o tym, gdzie i czy lądować.


      No właśnie. Strasznie ten wniosek prosty.

      A co, gdybym ja zaproponował takie rozumowanie. W kokpicie słychać, że załoga zdecydowała się lecieć do Smoleńska. Jednocześnie wiemy, że jacyś dyplomaci albo inni politycy podjęli decyzję o locie do Moskwy i ta decyzja "była podjęta". Samolot poleciał jednak do Smoleńska.
      Mój prosty wniosek: to załoga podejmowała decyzje. Pomimo istnienia wyraźnych nacisków politycznych na lot do Moskwy, pomimo politycznych prób odebrania załodze inicjatywy decyzyjnej, załoga nie uległa naciskom, okazała się twarda i poleciała do Smoleńska.

      Dajmy spokój. Jak można prowadzić wnioskowania para-logiczne w oparciu o powyrywane fragmenty obrazka? Przecież to wszystko się dzieje w jakimś przedziale czasowym. Zmienia się sytuacja. Ludzie są niedoinformowani, potem zyskują nowe informacje. Decyzje się kształtują, a nie "są podejmowane" w niepodzielnych kwantach czasu.

      Ludzie, którzy brali udział w organizacji przedsięwzięcia dowiadywali się o tym, że pogoda się psuje, istnieje możliwość, że samolot nie wyląduje w Smoleńsku i coś trzeba zrobić. Mogli się dowiadywać od rosyjskiej obsługi w Smoleńsku albo od kogoś, kto po rosyjskiej stronie odpowiadał za organizację (w końcu Krasnokutski co chwilę wychodził z wieży, nie mówiąc o tym, ile różnych osób informował telefonicznie). Być może to całe centrum УВД było w jakimś kontakcie z ambasadą, albo z rosyjskimi organizatorami. Szukano najlepszego rozwiązania, rozważano na gorąco warianty, sprawdzano możliwości, na wszelki wypadek uprzedzano, przygotowywano.

      Ktoś używa w rozmowie z gazetą terminu "decyzja" a my z tego robimy wielkie halo.
      • jamnik_belial Re: Binarny demon rzeczywistości 28.01.11, 16:58
        vobo7 napisał:

        > > Prosty wniosek wynikający z zestawienia tych dwóch faktów jest taki, ż
        > e to nie
        > > załoga decydowała o tym, gdzie i czy lądować.

        >
        > No właśnie. Strasznie ten wniosek prosty.
        >
        > A co, gdybym ja zaproponował takie rozumowanie. W kokpicie słychać, że załoga z
        > decydowała się lecieć do Smoleńska. Jednocześnie wiemy, że jacyś dyplomaci albo
        > inni politycy podjęli decyzję o locie do Moskwy i ta decyzja "była podjęta". S
        > amolot poleciał jednak do Smoleńska.

        Sprawa jest oczywista. Polscy piloci (najlepsi na świecie) bez trudu by wylądowali, ale do kabiny wszedł Kazana i szarpał im sterami żeby skierować samolot do Moskwy. A z salonki pewnie prezydent zawołał "Po moim trupie wylądujecie w tej niebezpiecznej mgle, dziady". No i tak jakoś wyszło...

    • gat45 Re: Smoleńskie Wikileaks 28.01.11, 17:58
      Z wywiadu Torańskiej z ambasadorem RP w Moskwie Bahrem wynika, że z "dyplomatów" na smoleńśkim lotnisku był on sam, kierowca i ochroniarz. Reszta obsługi z ambasady i konsulatu była w lasku katyńskim.
      • fury11 Re: Smoleńskie Wikileaks 30.01.11, 10:48
        Załoga jednak czekała na decyzję prezydenta, co wyraźnie jest w zapisach. Musiała dotyczyć lądowania albo odejścia na inne lotnisko. Obecność Błasika i Kazany świadczy, że jakieś rozmowy z prezedentem - no bo z kim innym? - musiały być. Ale decyzja nie zapadła (a ta decyzja miała wagę życia prawie stu ludzi). Może ktoś dzwonił do brata? Piloci postanowili odejść. Coś jednak poszło nie tak. Kapitan zamilkł, w rozmowach już nic nie ma.
        Nic się nie wyjaśni bez zapisów rozmów telefonicznych pasażerów. Na pewno gdzieś są - nie ma cudów, żeby ich nie podsłuchiwano i nie nagrywano
        • vobo7 Re: Smoleńskie Wikileaks 30.01.11, 11:22
          fury11 napisał:

          > Załoga jednak czekała na decyzję prezydenta, co wyraźnie jest w zapisach.

          Niezupełnie. Załoga nie przerwała wykonywania swoich działań. Nie zawiesiła się w czasie, nie zamarła w ruchach i w mowie - w oczekiwaniu na tę wiekopomną decyzję.

          > ta decyzja miała wagę życia prawie stu ludzi.

          Tego ani w stenogramach nie widać, ani tego nie wykazałeś, ani na dodatek nie zwracasz uwagi na drobny fakt przeczenia sobie samemu. Bo jak się ma ten definitywny wniosek do późniejszego stwierdzenia, że "nic się nie wyjaśni bez zapisów rozmów telefonicznych"? :)

          Zginęło 96 osób. Może warto temu poświęcić odrobinę więcej dyscypliny intelektualnej, hm?

          > Obecność Błasika i Kazany świadczy, że jakieś rozmowy z prezedentem - no bo z kim innym? - musiały być.

          Raczej tak. Choć zmieniłbym "ze" na "zy" ;)

          > Musiała dotyczyć /decyzja/ lądowania albo odejścia na inne lotnisko.

          Nic o tym nie świadczy. Załoga wiedziała, że na wylądowanie praktycznie nie ma szans. Wobec czego kwestia "co robić dalej" nie mogła oznaczać "dalej - czyli od bieżącej chwili", ale "dalej - czyli po procedurze nieudanego podejścia". Ta pierwsza interpretacja jest po wielkokroć bez sensu. Poza tym, znacznie gorzej świadczyłaby ona o załodze, niż o prezydencie. Ten ostatni nie zna się na lotnictwie i nie może decydować o tym, czy można/należy lądować, czy też nie. Poza tym, na pokładzie jest dowódca sił zbrojnych, który się na tym zna lepiej.

          Słynny "brak decyzji prezydenta" mógł co najwyżej mieć taki wpływ, że dodatkowo powiększał stres i poczucie niepewności w załodze. Czego by zresztą bądź to nie było, bądź nie miałoby to tak istotnego wpływu, gdyby załoga była lepiej wyszkolona. Natomiast nawet przy tej załodze i tym jej wyszkoleniu, nikt rozsądny nie uwierzy w to, że "brak decyzji prezydenta" doprowadził do faktu, że załoga nie wykonała odejścia, o którym sama zdecydowała.

          > Może ktoś dzwonił do brata?

          Trochę dziwne byłoby, gdyby ten ktoś w tych okolicznościach nie zadzwonił. Załóżmy więc, że były podsłuchy, że kiedyś wysłuchamy tej rozmowy i że okaże się, iż padają tam słowa w rodzaju: "Jeśli się spóźnisz, to o twojej kolejnej prezydenturze możemy zapomnieć". Czy to wszystko wyjaśni? Czy to nam wyjaśni dlaczego pilotom zajęło aż 7 sekund przejście do wykonania własnej decyzji o przerwaniu podejścia?

          Nacisk ze strony Kaczyńskiego - o ile zostanie wykazany - mógł doprowadzić to tego, że samolot, zamiast od razu skierować się na inne lotnisko (bądź zamiast powisieć w powietrzu nad lotniskiem) poleciał wprost do zamglonego Smoleńska i tam wykonał podejście. Dalsze przyczyny katastrofy nie są jednak do wyjaśnienia przez koncepcję "nacisku". To nie nacisk zdecydował o tym, że załoga łamała procedury, stosowała co najmniej kontrowersyjną technikę latania, wykazała się bardzo prawdopodobnymi a poważnymi brakami w wyszkoleniu, a w tym w znajomości systemów samolotu.

          Na te ostatnie problemy wpływ mógł mieć także czynnik polityczny, choć nie koniecznie aż tak banalny, jak arogancja pana prezydenta.
          • maccard Re: Smoleńskie Wikileaks 30.01.11, 11:40
            vobo7 napisał:

            > Załó
            > żmy więc, że były podsłuchy, że kiedyś wysłuchamy tej rozmowy i że okaże się, i
            > ż padają tam słowa w rodzaju: "Jeśli się spóźnisz, to o twojej kolejnej prez
            > ydenturze możemy zapomnieć"
            . Czy to wszystko wyjaśni? Czy to nam wyjaśni dl
            > aczego pilotom zajęło aż 7 sekund przejście do wykonania własnej decyzji o prze
            > rwaniu podejścia?

            Zakładam, że ktoś jednak podsłuchiwał. Monitorowanie rozmów na takim poziomie (przywódców państw) to sens życia każdego wywiadu. Nie wierzę natomiast, aby kiedykolwiek zostało to ujawnione. Tajemnica nie zostanie dochowana z powodu treści rozmowy, po prostu bez potrzeby nie ujawnia się metody. A jaką korzyść mógłby odnieść wywiad, lub reprezentowany przez niego kraj, z ujawnienia faktu podsłuchiwania głowy obcego (lub nawet własnego) państwa? Z tego płynęłyby same kłopoty!
            • vobo7 Re: Smoleńskie Wikileaks 30.01.11, 12:33
              Maccard,

              Dokładnie tak samo to widzę, jak wyżej opisałeś :)
            • szerszen0 Re: Smoleńskie Wikileaks 31.01.11, 21:32
              >Nie wierzę natomiast, aby kiedykolwiek zostało to ujawnione.<
              Hm...Pis obecnie ma bezpiecznie niskie poparcie, więc to co wyczynia J.Kaczyński woła o pomstę do nieba, ale nie prowadzi do niczego. Wydaje mi się , że gdyby poparcie dla PISu było większe, znalazł by się sposób na poinformowanie społeczeństwa o słynnej już rozmowie.

              PPIS oskarżając obecnego prezydenta , że jest winny śmierci 3 posłów przekracza nie tylko granice dobrego smaku, ale nawołuje do wojny domowej.
          • jot-es49 Re: Smoleńskie Wikileaks 30.01.11, 12:22
            vobo7 napisał:
            ...Dalsze przyczyny katastrofy nie są jednak do wyjaśnienia
            > przez koncepcję "nacisku". To nie nacisk zdecydował o tym, że załoga łamała pro
            > cedury, stosowała co najmniej kontrowersyjną technikę latania, wykazała się bar
            > dzo prawdopodobnymi a poważnymi brakami w wyszkoleniu, a w tym w znajomości sys
            > temów samolotu.


            Vobo masz o tyle rację, że słowa padające w kokpicie stanowią jedynie poszlakę o wywieraniu nacisku i może bardziej psychicznego, niż werbalnego czy fizycznego.
            Mnie jednak bardziej interesuje nie reakcja czy brak reakcji prezydenta, bo jednoznacznie zgadzam się, że zielonego pojęcia o lotnictwie nie miał, poza byciem pasażerem. Mnie interesuje brak kompletnej reakcji dowódcy lotnictwa na brak reakcji załogi. Czyżby pięć osób będących w kokpicie, posiadających, co prawda bardzo różne, ale doświadczenie lotnicze - tak zgłupiało, że wszyscy wyglądali przez okno wypatrując ziemi?
            Nikt, poza nawigatorem, nie patrzył na przyrządy a nawet nie słuchał tego ostatniego? Nikt z członków załogi i osoba, generalnie ujmując, odpowiedzialna za lotnictwo wojskowe, a więc pośrednio i za załogę nie reagował na komunikaty TAWS - dlaczego?
            Przez 7 sekund oczekiwano - no właśnie na co? Nie było również żadnej reakcji po komendzie kontrolera "horyzont 101". Co było tego przyczyną?

            Czy zatem możemy używać tylko takiego określenia jak to które wytłuściłem w twojej wypowiedzi?

            Czy zaniechanie działania, milcząca zgoda na popełniane przestępstwo przez załogę o niczym nie świadczy?
            Albo powiem inaczej - czy świadczy tylko i wyłącznie o bezgranicznej głupocie i niewyszkoleniu załogi i dowódcy sił powietrznych???
            • madameblanka Re: Smoleńskie Wikileaks 30.01.11, 12:37

              >Czyżby pięć osób będących w kokpicie, posiadających, co prawda bardzo różne, ale doświadczenie lotnicze - tak zgłupiało, że wszyscy wyglądali przez okno wypatrując ziemi?

              nie nie nie, każdy dobrze wiedział co następuje. Działania załogi odczytane jako nieświadome błędy były celowym zamierzeniem. Choć głupim i niepotrzebnym.
              To tak jak wyprzedzanie na podwójnej - jest kierowca, pasażer też kierowca, z tyłu pasażerowie tez kierowcy - i co, każdy widzi wykroczenie, no ale trza tak zrobić zeby być szybciej na miejscu, heh. I nie jest to nieświadomy błąd kierowcy tylko świadome łamanie przepisów celem szybszego dostania się do celu. I tak jak wyżej - głupie i niepotrzebne, często zakończone śmiercią.



            • vobo7 Re: Smoleńskie Wikileaks 30.01.11, 12:57
              Jot-es,

              Moim zdaniem, w ocenie - ogólnie mówiąc - nacisków, czy też całej psychologicznej otoczki bądź warunków pracy załogi mamy taki problem, że, o ile można stwierdzić, iż były one - zarówno długoterminowo, jak też incydentalnie - niekorzystne, to bardzo ciężko wykazać wpływ w jakkolwiek wymierny sposób.

              Nie ulega dla mnie wątpliwości, że znaczenie mogło mieć wszystko to, o czym pisano (i czytano):
              - pilot od latania jak d.pa od srania,
              - naciski w wykonaniu kolejnych oficjeli z kolejnych ekip od wałęsowego Miecia począwszy,
              - zarobki kilkukrotnie mniejsze niż za miedzą
              - coraz gorsze warunki szkoleniowe, szybka rotacja personelu, zerwanie łączności pokoleniowej
              - ostatni incydent gruziński
              - ociąganie się Kaczyńskiego z decyzją o dalszych kolejach lotu
              - oraz oschły przełożony za uchem

              Takie rzeczy człowieka w pracy warunkują. Zresztą na tym akurat się znasz. Pytaniem pozostaje - o ile bezpośrednie, namacalne dowody o tym nie świadczą - na ile w danej, konkretnej, na dodatek ekstremalnej sytuacji, czynniki takie wywierały wpływ i jaki on był.

              O ile uważam za całkiem uprawnione rozważania tego, na ile owe czynniki mogły się przełożyć na upływające sekundy czy nawet ich ułamki, to obawiam się też, że to nie jest do stwierdzenia.

              A Błasik? Cóż. Wyjątkowo ambitny chłopak ze wsi, który własną pracą i zaciśniętymi zębami dorobił się trzech gwiazdek. Moim zdaniem, bardziej uzależniony od prezydenta i podatny na rozmaite naciski, niż załoga. Nie powinno go tam być. Niemniej, jeśli pomiędzy "odchodzimy" a pierwszą czynnością (wciśnięcie uchod (?) która i tak się na FDR nie nagrała, więc nawet nie wiemy czy i kiedy nastąpiła) pojawiło się oczekiwanie na reakcję generała, to był to także błąd kapitana.

              Nie wiem. Ja bym się nie podjął klasyfikowania przyczyn i wpływów w sposób inny niż taki, który miałby na celu wyłącznie dyskusję. Hm. Może trzeba poczekać na to, co wymodzi komisja Millera. Może tam coś nowego jeszcze wyjdzie?
              • jot-es49 Re: Smoleńskie Wikileaks 31.01.11, 08:55
                Vobo, zgadzam się z twoim rozumowaniem prawie w 100%. Prawie - bowiem z tych wszystkich ruchów pozorowanych, wykonywanych ostatnio przez naszą tzn. millerowską komisję, w moim odczuciu, wynika, że nie o prawdę chodzi a wykazanie ruskom, że nasz diabeł starszy!
                Doskonałym przykładem tego była polska, nieudana i naciągana, moim zdaniem nawet bardziej niż MAKu, rekonstrukcja lotu i podejścia do lądowania (może podejścia do odejścia bardziej - bo tak usiłowano to przedstawić).
                Co prawda zgadzam się, że Polacy przez 9 miesięcy mogli odczytać dużo więcej, niż Rosjanie przez 19 dni, choćby dlatego, że lepiej znają język polski a stenogram MAK wskazał wyraźnie miejsca nieczytelne w zapisach. Wszystko cacy ale, jak mi się wydaje, oni odczytali co chcieli odczytać - takie jest moje odczucie i nic na to nie poradzę.
                Jeden tylko przykład (pisałem już na ten temat): II pilot mówi: "odchodzimy" a reakcja załogi jest jak na "podchodzimy". Załogi + generała!
                Ale, żebyśmy sobie nie byli w stanie wyjaśnić do końca tego zachowania a jednocześnie do końca zrobić z naszej załogi kompletnych idiotów, którym nawet latawca pilotować nie wolno, odczytujemy głos "komandira": "odchodzimy na drugi krąg". Nie mogło być zatem "podchodzimy". W żadnym wypadku!
                Tyle tylko, że z załogi wojskowego samolotu, którą uczono, że najważniejsze jest wykonanie zadania za wszelką cenę, zrobiono jednocześnie niedouczonych głąbów, którzy wciskają guziczek i czekają co będzie dalej, a wszystkiemu temu ze spokojem duch przygląda się kompletnie zidiociały doświadczony pilot-dowódca wojsk lotniczych.
                Osobiście wolałbym wersję z podchodzeniem.
                Świadczyło by to o wartości bojowej naszej załogi, gotowej postawić swoje życie na szali aby wykonać postawione zadanie, którym po prostu zabrakło żołnierskiego szczęścia...

                A i jeszcze jedno! W raporcie MAK nigdzie, w sposób bezpośredni, nie ma stwierdzenia wprost, o jakichkolwiek naciskach. Jedynie możemy to wyczytać między wierszami...
                No i wyczytaliśmy...

                Ta opinia jest wyłącznie moja! I nie ma tu z mojej strony żadnej propagandy (no przynajmniej ja jej nie widzę - co zapewne źle o mnie świadczy!).
            • fury11 Re: Smoleńskie Wikileaks 30.01.11, 13:04
              Rzecz pierwsza. Prezydent chciał polecieć do Katynia. Po spotkaniu z Tuska z Putinem tamże. Nieoficjalnie, bez uzgodnień z analogicznym szczeblem dyplomatycznym w Rosji. Prezydent to nie jakiś tam premier rządu. Zechciał - poleciał. Wbrew wszelkiej logice i zasadom na pokład jednego samolotu zaprosił całą wierchuszkę - od polityków po dowódców sił zbrojnych. Nikogo nie obchodziło, że może dojść do tragedii albo zamachu, jak kto woli. Beztroska?
              Rzecz druga: aha, to Tusk powinien zadbać o bezpieczeństwo. Dziecko gramoli się do wózka, a niania zaniedbuje obowiązek niańczenia. Kancelaria prezydenta nie ma nic do powiedzenia - wsadzamy prawie stu najważniejszych ludzi w państwie i czekamy, aż premier zacznie im zmieniać pieluchy.
              Rzecz trzecia. Warunki pogodowe są znane - kiepskie, ale lecimy.
              Rzecz czwarta. Piloci nad Smoleńskiem widząc mgłę deliberują zamiast od razu odlecieć już z wysokości kilometra co najmniej. "Wścieknie się"... "Jaka będzie decyzja..." W kabinie wbrew jakimkolwiek przepisom jest Błasik, przychodzi Kazana. Co to jest? Kabina pilotów to kawiarnia, pub?
              Rzecz piąta. Brakuje zapisów rozmów telefonicznych pasażerów. Bez tego tła niczego się nie dowiemy. Prawdopodobnie te zapisy są, ale to taka bomba. że nie odważa się jej odpalić żaden wywiad.
              Rzecz szósta. Między "naciskiem" a "presją" jest jednak różnica. Słowa nie musiały padać, ale wiadomo było, że musi być wylądowane ze względów prestiżowych.
              Rzecz siódma. Za "ze" zamiast "zy" przepraszam. Literówki się zdarzają.
              Rzecz ósma. Prezydent, najważniejszy w końcu na pokładzie, musiał wiedzieć, że nie jest ok. Gdyby miał jaja, po prostu powiedziałby o wiele wcześniej, żeby lądować na innym lotnisku. W końcu nie raz latał tym tupolewem. Nie odezwał się - dla stanu psychicznego pilotów to musiało być jeszcze gorsze niż jakakolwiek reakcja. Całe brzemię odpowiedzialności spadło na nich. Nie wiem, co zrobiłbym na miejscu Protasiuka. lądowanie to samobójstwo. Odejście - wściekłość prezydenta, Błasika, zarwana uroczystość, interpelacje Gosiewskiego i zarzut tchórzostwa, wałkowany w gazetach...
              • vobo7 Re: Smoleńskie Wikileaks 30.01.11, 13:35
                Słuchaj,

                Prawie wszystko się zgadza. Mniej czy bardziej - kwestia wyczucia akcentów - ale zgadza się.
                Może dwa uzupełnienia:

                > Nieoficjalnie, bez uzgodnień z analogicznym szczeblem dyplomatycznym w Rosji.

                Wszelkie niezbędne uzgodnienia dyplomatyczne zostały poczynione. Protokół przewiduje także tzw. wizyty prywatne, które bynajmniej takowymi nie są w potocznym tego słowa znaczeniu, acz odbywają się bez zaproszenia ale z inicjatywy gościa.

                Już bardziej bym się czepiał tego, że ta niby "oficjalna" (nie w sensie protokołu) wizyta była jednocześnie zaplanowana jako mocny początek kampanii prezydenckiej.

                > Rzecz druga: aha, to Tusk powinien zadbać o bezpieczeństwo.

                Szczerze? Uważam, że trochę racji w tym jest. 36splt podlega MON a nie Kancelarii Prezydenta. BOR też podlega rządowi. A różne techniczne aspekty organizacji tego lotu pozostawiają sporo do życzenia. Niemniej patrząc czysto od strony lotnictwa, przepisy będą poniekąd po twojej stronie: za bezpieczeństwo pasażerów, a także za ich dobór, odpowiada dysponent lotu.


                Natomiast cała przytoczona przez Ciebie argumentacja, na dodatek nawet wyżej przeze mnie poniekąd wsparta nie wystarcza dla uzasadnienia tezy, iż "brak decyzji prezydenta" był powodem, dla którego pilot lądował. Bynajmniej nie wiemy, czy on w ogóle lądował, a ostatnio coraz więcej przeciw temu przemawia. Z pewnością zaś żaden brak prezydenckiej decyzji nie miał wpływu na to, że:

                - używano radiowysokościomierza i to nie jako dodatkowego zabezpieczenia odczytu wysokości, ale jako głównego przyrządu wskazującego wysokość
                - nie zdawano sobie sprawy z tego, iż w takich okolicznościach nie może być mowy o "odejściu w automacie"
                - nie wyłączono rozszerzonych trybów TAWS a zamiast tego tracono czas na jakieś dziwne i mało skuteczne manewry z wysokościomierzem kodującym
                - zastosowano kombinację autopilot + automat ciągu w podejściu bez ILS i poniżej wysokości decyzji sterując samolotem przy użyciu kółeczek autopilota zamiast ręcznie - wolantem
                - nie uzgodniono z wieżą rodzaju podejścia stosując najprawdopodobniej nielegalne podejście przy użyciu FMS (i GPS), zaś radiolatarni oraz informacji z wieży używając wyłącznie pomocniczo.
                - itd.
                • fury11 Re: Smoleńskie Wikileaks 30.01.11, 14:00
                  Pilot zapewne podjął decyzję o odejściu, ale za późno. Efekt był taki, co barwnie opisuje autor bloga na stronie Smoleńska (nie wiem, na ile jego hipoteza jest prawdziwa, ale chyba warto przeczytać): włączyli pełny ciąg, byli bardzo nisko, samolot zawadził - pisze ten człowiek - kawałkiem skrzydła o drzewo, potem ogonem. Zwiększenie nośności całego drugiego skrzydła wprawiło samolot w ruch wirowy. Przy wznoszeniu obrócił się na plecy i wpadł w ruch wirowy facet pisze "jak rakieta pozbawiona jednego stabilizatora" i spadł (facet rysuje wykresy na zdjęciach drzew ze ściętymi gałęziami) pod kątem jakichś 45 stopni przy pełnym ciągu silników z wysokości 20 metrów. To wystarczyło, żeby rozmazać kadłub, który dodatkowo został sprasowany przez urwane drugie skrzydło.
                  Może tak było, może nie.
                  Jedno jest pewne: do tego lotu w ogóle nie powinno dojść, jak w każdym normalnym państwie z okazji tak ważnej rocznicy prezydent i premier powinni polecieć razem. O ile wiem, Kaczyński z Tuskiem lecieć nie chciał. Na pierwszy sygnał, że warunki są niebezpieczne, samolot powinien lądować gdzie indziej nawet kosztem spóźnienia się delegacji na uroczystości. Życie ludzi i bezpieczeństwo państwa są ważniejsze. Tak się nie stało.
                  Polska niefrasobliwość i bardak zetknęły się z rosyjskim zakłopotaniem nieproszoną wizytą i rosyjskim bardakiem. Problem w tym, że żadna ze stron nie chce przyznać się do swojego bardaku, zwalając winę na bardak u tej drugiej. Wina jest "po połam" - tyle że uznania tego nigdy nie doczekamy - polityka... Cała reszta to wrzask informacyjny. Gazety muszą się sprzedawać...
                  W filmiki na youtube nie wierzę, można nakręcić wszystko. Sam poszedłem do lasku za pewnym dworcem, komórką nakręcałem drzewa, śmieci i kawałki żelastwa (to coś a la wysypisko) i powtarzałem "Ni ch..ja niet!". Filmik niczym nie różni się od tego na youtubie. Biało-czerwony znak na ogonie samolotu zrobiłem filmując w zbliżeniu kawałek plastikowego modelu boeinga. I jeszcze w tle łazi jakiś facet z psem - najwyraźniej przeżyli:)))

                  Ludzi żal.
Pełna wersja