Gość: barabasz
IP: *.bund.de
15.08.01, 15:55
mam jedno male pytanie w kontekscie watku "zdrada", jednak abstrahujace nieco
od opisanej tam sytuacji:
czy Pan jako seksuolog nie powinien zwrocic uwagi respondentow na fakt,
ze "zdrady" rozumianej jako zblizenie fizyczne (odbycie stosunku?) z inna osoba
nie mozna oceniac w kategoriach moralno-etycznych ?
pisalem o tym juz przy innych okazjach: "monogamicznosc" gatunku ludzkiego w
sensie fizycznego wspolzycia z jednym tylko partneren miala zawsze co najwyzej
periodyczny charakter, mowiac w sposob uproszczony: baba dawala chlopu
(mysliwemu) dopoki przynosil zarcie dla niej i potomstwa, chlop (mysliwy)
przynosil zarcie, dopoki mu dawala.
wymog monogamicznosci w sensie "dozywotniego" wspolzycia z jednym partnerem
pojawil sie w basenie morza srodziemnego w zasadzie dopiero z chwila narodzin
religii monoteistychnych (judaizm, ´chrzescijanstwo).
wymog ten jest sprzeczny z natura ludzka (nie tylko mezczyzny), w zwiazku z
czym nalezaloby wreszcie przestac przeceniac i stawiac na swieczniku "wiernosc"
fizyczna.
wile malzenstw (i zwiazkow partnerskich) byloby bardziej udanymi i
szczesliwszymi, gdyby "wiernosc" zaczeto interpretowac jako to, czym naprawde
jest: byciem dla drugiego w dobrym i zlym, przejmowaniem za niego
odpowiedzialnosci, poczuciem wspolnoty duchowej. aby sie zbytnio nie
rozpisywac: prawdziwa wiernosc umiejscowiona jest powyzej pepka. pamietajmy o
tym !!!
b.