Gość: joabo27
IP: *.adsl.inetia.pl
01.09.11, 00:14
Jestem na etapie wychodzenia z trzyletniego związku i chciałabym, żeby ktoś się przyjrzał tej sytuacji z boku i ewentualnie coś doradził. Po paru pierwszych randkach (mieliśmy wtedy odpowiednio 24 i 28 lat) mój partner powiedział się, jest po rozwodzie, małżeństwo zawarł bardzo wcześnie, związek rozpadł się po pół roku. Ponieważ uważałam sytuację za czystą, nikomu nie odbierałam męża ani ojca (dzieci nie mieli), przez rok byliśmy bardzo szczęśliwą parą. Po mniej więcej roku dowiedziałam się od niego, że była jeszcze jedna ... żona, z tą drugą żoną małżeństwem byli 8 miesięcy, tuż po ślubie ona zaszła w ciążę, ale poroniła. Oczywiście przyznał się sam, a zatajenie argumentował tym, iż bał się, że mnie straci, zapytałam się wtedy ile tych kobiet w jego życiu było - no i dowiedziałam się, że w sumie 5. Jakoś przebolałam tę drugą żonę, byłam zakochana, poza tym jego zachowaniu wobec mnie nie mogłam nic zarzucić. Nie mieszkaliśmy razem, ale spotykaliśmy się codziennie i wydawało mi się, że z jego strony nie spotkają mnie już żadne niespodzianki. Po dwóch latach zaręczyliśmy się i planowaliśmy ślub. Tuż po zaręczynach zmieniłam pracę i konieczne stało się "bywanie" w towarzystwie - do tamtej pory byliśmy raczej domatorami. No i przeraziło mnie to, że bardzo wiele kobiet on zna. Czułam się jak ostatnia kretynka, bo np. chciałam go przedstawić mojej koleżance z pracy i słyszę "znamy się":( Okazuje się, że jest spore grono pań, do których można rzec "startował", już nawet nie wnikałam czy z powodzeniem czy nie. W ciągu ostatniego roku dowiedziałam się, że oprócz tych żon są jeszcze syn i córka, z kolejnymi dwiema paniami. Z córką nie utrzymuje żadnych kontaktów, ponieważ wyjechała razem z matką za granicę, z synem sporadyczne, jego była dziewczyna nie życzy sobie częstszych spotkań. Oczywiście tego już było za wiele, jakoś też na krótko przed wiadomością o dzieciach znalazłam jego komórkę, o której istnieniu nie wiedziałam i przez przypadek widziałam, że kontaktował się niedawno z inną dziewczyną- potem jakoś się mętnie tłumaczył, ale przede wszystkim był wściekły, że tę komórkę znalazłam. Wiem, że to brzmi jak fabuła jakiegoś kiepskiego filmu, ale załamałam się kompletnie, dla mnie był to pierwszy tak poważny związek, również pod względem intymnym. Czuję się teraz jak pierwsza naiwna, już rozumiem te wymowne spojrzenia jego rodziny - pewnie sobie myśleli, że jestem kolejna idiotka. Wiem, że w takim przypadku dalsze bycie razem nie ma sensu, ale... nie wiem, jak się mogłam w takie coś wpakować- dzieliło nas 30 km, więc nie bardzo miałam jak go sprawdzić. Pani Ewo, czy ja naprawdę byłam taka głupia, czy też mężczyzna może się tak maskować?