IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.11, 15:26
Mam 35 lat, męża od 3 lat, dwoje dzieci (2 latka i roczek). Półtora roku temu mąż zaczął nową pracę, pracował całymi dniami, wracał późnym wieczorem a wtedy i tak często telefon dzwonił, pracował też często w weekendy, czasem w nocy. Zarabiał dobrze. Ja byłam wtedy w ciąży, źle się czułam, z małym dzieckiem w domu sama, bo nie mieliśmy nikogo do pomocy. Potem miałam bardzo ciężki poród, anemię itd. i znów sama, tym razem z dwójką dzieci. Żaliłam mu się, prosiłam, żeby wracał wcześniej, żeby mi pomagał, w końcu krzyczałam. W końcu pół roku temu zmienił pracę na od- do, ale mniej płatną, no i jak się okazało nie odpowiadającą mu. Od tego czasu jest przygnębiony, wini mnie. Nie ma między nami bliskości i czułości, od prawie pół roku ani razu mnie nie przytulił, nie zapytał jak moje sprawy, jestem dla niego niewidzialna (z wyjątkiem seksu, wtedy sobie o mnie przypomina). Nie szanuje mnie, mówi że nie wie, czy mnie kocha, że ma do mnie żal i jest ze mną tylko ze względu na dzieci. Ja sama czuję się winna, widzę swój błąd, więc chodzę wokół niego na palcach, przyjmuję jego warunki, siedzę cicho i niczego nie oczekuję. Sprzątam, gotuję, staram się w łóżku, dbam o siebie. W między czasie odkryłam jego smsy z koleżanką, były pikantne, z wyznaniem uczucia włącznie. Mówił, że tylko się całowali i że nie są już w kontakcie. Przeczekałam i to. Ale się zastanawiam jak długo jeszcze ma trwać ta moja kara i pokuta? Mam coraz mniej siły i cierpliwości, ale nie wiem co dalej.
Obserwuj wątek
    • Gość: mm Re: moja kara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.11, 18:25
      chyba trochę sie wam" zapętliło" w życiu.
      Jeżeli potraficie z sobą rozmawiać,tak na spokojnie, bez emocji,to myślę,że sprawa jest do uratowania.Tylko tutaj trzeba takiego dojrzałego podejścia do rozmowy.
      Bez urażania się i pretensji.Każde z was powinno powiedzieć,co go boli w związku i wtedy spróbować szukać porozumienia.
      Każde z was ma prawa i obowiązki i dobrze byłoby wypracować taki kompromis żeby nikt nie czuł sie pokrzywdzony.Mąż ma prawo spełniać się zawodowo i wykonywać taką pracę,jaką lubi,a ty z kolei masz prawo żądać od niego pomocy przy dzieciach i w domu w ogóle.
      Jeżeli każde z was wykaże dobrą wolę,to powinniście się dogadać.
      A te telefony,czy sms-y od koleżanki z pracy sa tylko skutkiem nie najlepszych relacji między wami,a nie przyczyną.I dlatego uważam,że jeszcze możecie wszystko uratować, o ile oczywiście oboje tego chcecie.

    • mamtajemnice Re: moja kara 09.11.11, 19:32
      A ja wiem jak długo będzie trwała Twoja kara: tak długo, jak na to pozwolisz. On znalazł pracę, która mu nie odpowiada, i za to Ty masz być ukarana? Bo się zniżył do poziomu opieki nad własnymi dziećmi, korona mu z głowy spadła? Nie żyjemy w XIX w., jesteś tak samo rodzicem i człowiekiem jak Twój mąż i możesz mu mówić co myślisz i czego chcesz. Może zadbaj o siebie, swoje potrzeby, olej księcia pana, to może sam przybiegnie. Albo przybiegnie inny książę ;) Życzę Ci dużo odwagi.
      • n.wataha Re: moja kara 10.11.11, 09:26
        Dwa fragmenty przykuły moją uwagę w Twojej wypowiedzi:
        > Nie szanuje mnie, mówi że nie wie, czy mnie kocha, że ma do mnie żal i jest ze mną tylko ze względu na dzieci.

        > ...więc chodzę wokół niego na palcach, przyjmuję jego warunki, siedzę cicho i niczego nie
        > oczekuję. Sprzątam, gotuję, staram się w łóżku, dbam o siebie. W między czasie odkryłam
        > jego smsy z koleżanką, były pikantne, z wyznaniem uczucia włącznie.

        Czyli, że nie szanuje Cię, więc by naprawić sytuację starasz się robić wszystko by utwierdzić go jeszcze w braku szacunku do Ciebie?
        Jaki sens? Jeśli kogoś nie szanujemy, to jeśli będzie płaszczył się przed nami i lizał nam buty, to jego szacunek do nas jeszcze bardziej spadnie.
        A właśnie Ty tak postępujesz. Zamiast pokazać mu ile jesteś warta (we własnych oczach), że potrafisz być konkretną osobą, z konkretnymi potrzebami i wymaganiami, czasami zrobić coś samodzielnie, starasz się być dla niego taką "słodką Barbie", powodując zapewne, że jego szacunek do Ciebie spada na wyżyny depresji w Holandii.
        • lexi777 Re: moja kara 10.11.11, 09:35
          Całkowicie się zgadzam z tą wypowiedzią. Robisz z siebie niewolnicę, a na niego nie możesz niestety w ogóle liczyć. Idzcie może na jakąś terapię małżeńską.
        • Gość: szikse Re: moja kara IP: *.pzuci.pl 10.11.11, 15:50
          "Czyli, że nie szanuje Cię, więc by naprawić sytuację starasz się robić wszystko by utwierdzić go jeszcze w braku szacunku do Ciebie?
          Jaki sens? Jeśli kogoś nie szanujemy, to jeśli będzie płaszczył się przed nami i lizał nam buty, to jego szacunek do nas jeszcze bardziej spadnie. "

          Nie, ona pójdzie za radą Pani ekspert i załatwi mu robotę co by był szczęśliwszy, hehe. no max:))))
    • ewa.zeromska Re: moja kara 10.11.11, 09:56
      Prawda jest taka, że podcięłaś facetowi skrzydła, a on na to pozwolił.
      To nie jest tylko twój błąd , jego też.
      Trzeba to było inaczej ułożyć. Trudno, stało się.
      Teraz masz w domu sfrustrowanego faceta, który wie, że ominęła go jakaś szansa.
      Nie wystarczą obiadki i chodzenie na palcach.
      Trzeba intensywnie szukać innej pracy, która przywróci mu wiarę w siebie, pozwoli na powrót rozwinąć skrzydła.
      Dzieci urosną szybciej niż się spodziewasz, a w między czasie jego frustracja i gnuśność będzie rosła i rosła, a także żal do ciebie.
      Nie opowiadaj o karze, tylko uruchom znajomych,rodzinę, wszelkie kontakty, żeby znaleźć mu inną pracę. Taką, która go wyrwie z marazmu. I nie bądź egoistką, bo widzisz do czego to prowadzi.
      • zawsze_na_nie Re: moja kara 10.11.11, 10:01
        a Pani ekspert nie zauważyła, że facetowi ewidentnie to odpowiada? "tylko całował się z kolezanką" .. wyznał jej uczucie?
        Nikt nikomu nie podcinał sklrzydeł, gdyby facetowi zalezało na pracy to nie odszedłby z niej a szukałby mozliwości pogodzenia pracy i życia rodzinnego

        Do autorki wątku:\

        Powinnaś podziękować Panu za współpracę

        i tyle

        Wiem, że go kochasz, ale pora teraz żeby to On się postarał o wasz związek

        • violon-czela Re: moja kara 10.11.11, 16:14
          a ze się spytam jak można pogodzić życie rodzinne z praca która polegała a tym na czym autorka pisała? Nadczłowiek czy jak?
      • Gość: szikse Re: moja kara IP: *.pzuci.pl 10.11.11, 11:38
        Z cały szacunkiem Pani ekpert ale nie wierze w to co Pani wypisuje!!!!!!
        Ja się pytam jaka to z niej egoistka? jakie podcięcie skrzydeł? i że ona ma roboty biednemu misiowi szukać? szczyt!!!! toż to normalne że miała potrzebę widywania własnego męża cześciej niż kilka minut dziennie będąc jednocześnie ograniczoną do obowiązków domowych wyłącznie.
        Czy Pani wie że wpędza Ją w jescze większe poczucie winy? Sory ale musze zgodzić się z mniejszościa na tym forum że niektóre Pani opinie są conajmniej niewłaściwe żeby nie powiedzieć krzywdzące.
        • Gość: mm Re: moja kara IP: 148.81.254.* 10.11.11, 12:18
          pani expert od dawna rózne dziwne rzeczy wpisuje na temat roli kobiet z związkach forumowicze tak to łykają i łykają
          • rubarom Re: moja kara 10.11.11, 13:18
            Pani ekspert nie pierwszy raz pokazuje, że w jej opinii życiowym zadaniem kobiety jest dbanie o męża i jego dobre samopoczucie. Owszem, niektórzy łykają to gładko, niestety.
            Oby autorka wątku tego nie łyknęła, już wystarczająco dała sobie wyprać mózg (przez męża)...
            • Gość: sb Re: moja kara IP: *.dynamic.chello.pl 10.11.11, 15:28
              ja tak nie uwazam. czytam rozne watki i tak naprawde nie uwazam, ze opinie Pani expert sa jednoznaczne. Są różne. Poza tym pani Ewa, tez jest człowiekiem - jeszcze taki sie nie urodził by kazdemu dogodził
              • Gość: szikse Re: moja kara IP: *.pzuci.pl 10.11.11, 15:45
                wydawało mi sie że Pani Ewa jest na tym forum głównie i przede wszystkim ekspertem o specjalności psycholog co wiąże sie z wyjatkowo delikatnym acz rzeczowym podejściem do problemów forumowiczy.
                amen
                • mama_myszkina Re: moja kara 10.11.11, 18:47
                  To może przeczytaj dokładnie opis forum. Wtedy dowiesz się, że p. Ewa nie jest psychologiem.
          • Gość: mm Re: moja kara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.11, 17:21
            ponieważ tak się stało,że mój nikc został zdublowany,to chciałam powiedzieć,że nie podzielam poglądów prezentowanych wyżej przez mojego imiennika i z żalem ale muszę zrezygnować z z używania nicku"mm"
            • Gość: hahah Re: moja kara IP: *.cheeloo.pl 10.11.11, 17:32
              tu nie masz nicka. Podpisujesz się jako autor. Jak chcesz mieć nicka, którego nikt ci nie ukradnie to się zarejestruj. Na pewno nikt cię nie zdubluje. Amen.
      • Gość: xena Re: moja kara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.11, 17:54
        Dziękuję za odpowiedź Eksperta, ale czegoś nie rozumiem: jeśli sytuacja, w której się znaleźliśmy jest winą błędu obojga (ja nalegałam, mąż na to pozwolił), to dlaczego tylko ja mam ponosić konsekwencje? I co to znaczy, że mam mu szukać pracy? Przecież to mój mąż, a nie syn. A wszelkie znajomości i kontakty uruchomiliśmy już dawno, żeby znaleźć tę pracę, którą ma.

        Co do wypowiedzi większości- dziękuję, muszę to sobie przemyśleć.
        • ewa.zeromska Re: moja kara 11.11.11, 21:49
          Nie traktuj tego dosłownie. Nie chodzi o to, że on ma siedzieć i czekać, aż ty mu znajdziesz pracę.
          Ale to za twoją sprawą zrezygnował, z czegoś dla siebie ważnego, więc teraz musisz podziałac w drugą stronę.
          A dlaczego sądzisz, że tylko ty ponosisz konsekwencje? Właściewie jakie?
          Przecież to on z czegoś zrezygnował, to on coś stracił!
          Zresztą do niczego nie prowadzi takie punktowanie - on - to, ty - tamto.
          Nie jest dobrze, więc oboje musicie postarać się.Ty wiesz, czego jemu potrzeba, mam nadzieję, że on wie, czego tobie potrzeba. A jeśli tak, to oboje macie wyznaczoną drogę. I tego trzeba się trzymać.
    • Gość: i tyle Re: moja kara IP: *.cheeloo.pl 10.11.11, 18:56
      "A wszelkie znajomości i kontakty uruchomiliśmy już dawno, żeby znaleźć tę pracę, którą ma. "

      jak dla mnie głupota nienakłanianie z twojej strony i rezygnowanie z jego z strony z satysfakcjonującej ii dobrej pracy bo ktoś ma dość. No chyba, że ma się na oku równie dobrą a mniej czasochłonną. Jak ktoś nie daje rady siedzieć w domu to zawsze można kogoś do pomocy zatrudnić, chętnych studentek do zarobienia niewielkich pieniędzy jest sporo. Żłobki są..itd itd.

      A gdyby tej pracy którą teraz ma nie było? Siedziałby na bezrobociu i by miał kupę czasy dla was a żylibyście z powietrza nie?


      Skoro byłaś taka chętna do nakłaniania go do zmiany pracy krzykiem i wiecznym mamrotaniem to teraz zamiast robić z siebie męczennicę która nadaje się do gnojenia idź i powiedz że zmiana to był błąd że nie powinnaś tego robić ( bo nie powinnaś) i wspieraj go w szukaniu nowego zajęcia nawet czasochłonnego. Może możliwość powrotu?
      A następnym razem zamiast ględzić i krzyczeć pogadajcie i przeróbcie wszystkie ZA i PRZECIW - czego oczekujesz ty, czego oczekuje on, jak to można rozwiązać, jakie będą tego konsekwencje, czy warto.

      "to dlaczego tylko ja mam ponosić konsekwencje?"

      Jakbyś nie zauważyła on też ponosi konsekwencje.

      "Przecież to mój mąż, a nie syn."

      No tow weź to sobie do serca i zamiast krzyczeć, mamrotać, nakłaniać jak mamusia pogadajcie jak partnerzy.


      Nie bronie twego męża ale uważam, że obydwoje jesteście równie niedojrzali i wina leży po obydwu stronach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka