beatkaa32
15.01.12, 18:06
kiedyś , dawno temu kochalam go , bardzo. on mnie też, ale chyba nie tak bardzo. skończyło się zanim tak naprawde się zaczęło. w międzyczasie on ożenił się , doczekał dziecka i rozwiódł. ja również wyszłam za mąż, mam dwoje dzieci. w ubiegłym roku odnowiliśmy kontakty. zaczęło się
od sms-ów, potem były telefony... w sierpniu spotkaliśmy się. kiedy go zobaczyłam po tylu latach
tamto uczucie powróciło ze zdwojoną siłą. nigdy nie wierzyłam , że można tak od razu wiedzieć, że się kogoś kocha. ja wiedziałam. do niczego między nami nie doszło, chociaż on bardzo chciał. dawno nikt tak na mnie nie patrzył. znów poczułam się kobietą.
wyjechałam. były sms-y, bardzo czułe, telefony, deklaracje. potem powiedział, że mnie kocha i chce ze mną być, że żałuje że wtedy , przed laty w tak głupi sposób nasz związek się skończył. przestałam odpisywać na sms-y, nie odbierałam telefonów. nie wiem dlaczego. może się bałam, że skoro przed laty nam nie wyszło to teraz będzie tak samo? nie wiem.
od jakiegoś czasu w moim małżeństwie się nie układa. było kilka sytuacji, które "otworzyły" mi oczy na pewne sprawy. przymykałam oczy, bo nie chciałam fundować moim dzieciom koszmaru. kiedy mój m zorientował się, że coś się dzieje zaczął mnie adorować, jest miły, grzeczny... ale mnie to już nie wzrusza. wiem, jaki potrafi być chamski, bezwględny i mściwy.
dawno mu nie powiedziałam , że go kocham bo uważam że to byłoby nieuczciwe względem jego i mnie samej.
niedawno spotkaliśmy się. kiedy go zobaczyłam, popłakałam się z radości, że go widzę. a kiedy przytulał mnie na powitanie, czułam się jakbym wróciła do domu z dalekiej podróży... nie potrafię o nim zapomnieć, choć naprawdę się staram. co robić?