Gość: hasłohaslo
IP: *.centertel.pl
30.07.12, 23:00
Mam 27 lat, jestem kobietą, nie uprawiam seksu. Podobno jestem całkiem znośna, podobno ładna. Miałam kilku chłopaków ale zawsze było to krótkotrwałe. Boję się zaangażowania, nie mam ochoty poznawać facetów, żeby się z nimi wiązać na stałe - ślub te sprawy. A z drugiej strony bez takiego zaangażowania nie umiem być z chłopakiem radosna. No i co? "znormalnieje" po 30 jak mi wszystkie mięśnie zwiotczeją? już nie mówiąc o mózgu... Nie wiem skąd to się bierze. Z jednej strony straszy mnie katolicka moralność i poczucie powinności pozostania w pewnej czystości (mimo iż uprawiałam seks z paroma partnerami, którzy byli na krótko), z drugiej strony wydaje mi się że powinnam kochać się sado-maso czy analnie i w ogóle bo to w dzisiejszych czasnach znak wyzwolenia.. a poza tym faceci tego chcą. A ja nie chcę. Ja chcę opieki, i przyjaźni. I poezji. Na seks mam czasem ochotę, ale mogę to załatwić jak inne sprawy fizjologiczne, a nie chcę!