Gość: Terres
IP: *.rhrz.uni-bonn.de
27.08.01, 20:07
Hallo Forum !
- ta mysl mialam juz zawsze, poniewaz chlopacy tez nie poswiecaja sie tylko dla
jednej kobiety. Wszyscy wokol mnie potwierdzili mi, ze sex nie mam nic
wspolnego z miloscia, w co naiwnie do sprzed 3 lat wierzylam.
-->>> Kobiety: moze ktoras kobieta byla juz w podobnej sytuacji???
-->>> Chlopacy: co wy myslicie? gdyby wasza "jedyna" byla w takiej sytuacji???
Wiec... mam 25 lat i chlopaka, z ktorym jestem od dwu lat bardzo szczesliwa!
Jest moim wymarzonym facetem i nasz zwiazek jest bardzo powazny. On, odkad mnie
poznal, spal juz z innymi kobietami-ot tak sobie (bardzo mi niedobrze ja zawsze
o tym mysle). Ja spalam do teraz jednak tylko z nimi i nie przypuszczalam przy
naszym pierwszym stosunku, ze "to on". Pokochalam go- nie dlatego ze jest
moim "pierwszym", lecz ze jest fascynujacym, dla mnie psychicznie super
dopasowanym facetem. Jest wiecej niz wyjatkowy.
I coz- z jednej strony chce na zawsze zostac z nim, a z drugiej strony pragne
poczuc jeszcze innego mezczyzny.
Nie chce byc pozniej mezatka i matka "narazajaca" z potrzeby psychicznej swojej
rodziny, tylko dlatego, ze w mlodosci "nie uzywala" i nie spelnila swoich
marzen i celow. Nie wiem jak mam zdecydowac:
Mam zostac przy mojej milosci lub pojsc swoja egoistyczna droga i wszystko
zaryzykowac, bo wiem ze go skalecze i strace i dzis wierze, ze nikogo takiego
juz nie znajde.
a)"chce stac sie mojemu chlopakowi rowna" by mu nie muc zarzucac, ze on
juz "tyle razy" bez skrupul spal z innymi kobietami;
b)pragne zabic obrazy w mojej glowie, ktore przedstawiaja jego z tamtymi
kobietami, bo wszystko wiem i nie dobrze mi zawsze gdy sobie go "wyobrazam";
c)ze swojej ciekawosci i przekonan, ze sex nie ma nic wspolnego z miloscia;
Dla mnie ta sytuacja jest poteznym dylematem, poniewaz obojetnie ktory kierunek
wybiore, wtedy duzo, bardzo duzo strace. I obojetnie co strace, zawsze bede
sobie miala cos do zarzucenia. Co mam zrobic ??? Czuje sie jak pomiedzy dwoma
ogromnymi scianami i musze ktorac zburzyc, by wyjsc i ruszyc na przud!
I nie mowcie, ze takie mysli tylko doswiadczaja ze nie zalezy mi na moim
chlopaku. Bylo by tak, to bym go juz dawno opuscila i nie bolalo mnie serce i
miala strach. Zalezy mi jedynie na mojej psychice.
pozdrowienia
PS: wydaje mi sie, ze otwarta rozmowa z moim chlopakiem nic nie da.
No bo i chocby "zrozumial/zaakceptowal" muj problem i powiedzial, "no dobra, to
idz do innego mezczyzny, jezeli bedziesz szczesliwsza i boisz sie, ze ci tego
zawsze bedzie brakowac, zanim sobie powiemy "tak, chce do konca zycia!"-ja cie
i tak bede zawsze kochal i nie opuszcze", ... to ja wtedy nie bede mogla nigdy
zrozumiec, jak moze byc gotowy mnie z kims "dzielic".
... "bledne kolo" ...