burak_cukrowy
05.10.04, 12:30
natknalem sie w sieci na nastepujacy tekst:
"M.L.King marzył o świecie bez dyskryminacji rasowej.
Usenet jest takim miejscem.
Tu nie widać koloru skóry, płci, wieku, religii, orientacji seksualnej. Także
przynależność do klasy społecznej i tytuły naukowe pozostają tajemnicą. Przez
tekstowy interfejs nie przedostaje się uroda i fizyczna atrakcyjność.
W Usenecie oceniamy człowieka _tylko_ po tym co napisze i co sam chce nam
ujawnić.
Straszliwie okrutna realizacja zasady równości.
Okrutna bo odpowiedzialność za stworzenie samego siebie od nowa spoczywa na
nas samych."
w sumie racja, mysle sobie, ale zafrapowala mnie fraza "stworzenie samego
siebie od nowa"; bo czy mozna tworzyc siebie od nowa?; slowo "tworzenie"
nieodlacznie kojazy mi sie z aktem kreacji, powolaniem do zycia czegos
nowego; czy zatem "tworzac siebie od nowa" jestesmy wciaz soba, czy tez
odrebnym, wirtualnym bytem?