zyta2003
26.08.06, 14:14
Od kilku miesiecy powszechnie sie mowi o spadku ilosci sprzedanych domow i
ich cen. Wczoraj w programie ekonomicznym na 13-tce rozmawiano o tym. Ilosc
sprzedanych domownowych w porownaniu z analogicznym okresem w zeszlym roku
spadla dla nowych 0 20%, dla starych o 40%. Rownoczesnie spada cena domow i
lokali. Wyjasniono, ze nie jest to rynek jak gielda i wahania w roznych
rejonach kraju sa rozne. Na pytanie czy to wszystko jest tylko korekta
rynkowa, czy sprawa powazniejsza ekspert powiedzial z usmiechem - jesli nie
dot. to ciebie to tylko korekta, jesli ciebie to moze to byc nawet kleska.
Zwlaszcza dlatego, ze w ostatnich latach zaczeto traktowac dom jak maszyne
MTA i wybierano pieniadze, tzn. brano kolejne pod niego pozyczki nie na
remont, tylko splacenie dlugow, podroz. Podal przyklad, ze dom w NC, ktory
wyceniono na 1,1 mln poszedl po wielu miesiacach za 550 tys. Znam przypadki
z "przedmiescia" NY - czyli Nassau County, gdzie ceny jeszcze w ubieglym roku
osiagaly absurdalne ceny za jakakolwiek ruine, a teraz spadly o wiecej niz
10%. Jednak naogol w dalszym ciagu sa to przegnite, niefunkcjonalne pudla,
ktore najlepiej byloby zrownac z ziemia, bo kolejne czesciowe remonty
niewiele daja. Polacy staraja sie, cos zrobic z tych marnosci, ale jesli nie
ma sie meza kontraktora z zawodu, lub utalentowania, to cudow nie ma.
"Uczciwy" pod wzgledem jakosci dom jest w wielu rejonach w dalszym ciagu
poza zasiegiem mozliwosci klasy sredniej.
Teraz ceny domow spadaja, ale oprocentowanie pozyczek rosnie, wiec chyba w
sumie rachunek niewiele sie rozni.