Dodaj do ulubionych

Praca 'na posadzie'. Horror rozważania ma 'łykend'

05.09.03, 17:10
Pod rozwagę:
1. Nikt (no, prawie) "na posadzie" nie został milionerem.
2. Nie znamy "dnia ani godziny".
Nasza "robota na posadzie". Może być ZAWSZE niespodziewanie zakończona. N.p.
w "ten piątek" powiedzą nam, że to właśnie nasz ostatni dzień i że jest
im "przykro". Jak wrócimy do swojego "kubikula" to "nasz" wierny dotąd jak
pies PC-t "nie pozna nas" czyli nie przyjmie już hasła, które jeszcze rano
działało że aż "myszka machała ogonem" a obok będzie czekał cierpliwie aż
się spakujemy pan wartownik z recepcji z dołu, tak żebyśmy czasem nie
zapieprzyli "służbowego ołówka" lub nożyczkami nie przecięli kabelka od
klawiatury. W ogóle nie stanowi, że pracowaliśmy tam wiernie przez ostatnie
10 lat czy ileś lat.
Taka jest niestety ciemna strona tej pięknej złoto lśniącej tarczy
amerykańskiego księżyca i warto o tym pamiętać w celu nieustannej pracy nad
własnym spokojem wewnętrznym gwarantującym conajmniej zdrowie psychiczne a
podobno i fizyczne bo stres jest niezdrowy.

story.news.yahoo.com/news?tmpl=story&u=/030905/161/562vl.html
Obserwuj wątek
    • corn_flake Re: Praca 'na posadzie'. Horror rozważania ma 'ły 08.09.03, 03:22
      a ci na nie-posadzie to zostali?

    • sondra Re: Praca 'na posadzie'. Horror rozwaz˙ania ma '?y 08.09.03, 04:21
      To co piszesz, dotyczy zwlaszcza szeregowych pracownikow biurowych i
      profesjonalistow nizszego szczebla w duzych i srednich firmach (chociaz
      zdarzaja sie zwolnienia ludzi na posadach "egzekutywnych" wg tego samego
      rytualu). Procedura usuwania ich z miejsca pracy w wypadku zwolnienia jest
      rzeczywiscie obrzydliwa. O lojalnosci (obustronnej) firma-pracownik mozna
      zapomniec.

      Na szczescie nie wszystkie posady sa takie. Oto kilka przykladow miejsc pracy,
      gdzie zwolnienia z reguly sa poprzedzone negocjacjami i obowiazuje okres
      wypowiedzenia i/lub "severance pay":

      Pracownicy urzedow miejskich i powiatowych (np. pracownik City Hall czy
      urzednik w sadzie powiatowym)
      Army - Navy - Air Force
      Policja, straz pozarna (tzn. oczywiscie redukcje sa, ale zawsze poprzedzone
      negocjacjami ze zw. zawodowym)
      Pracownicy federalni (w wielu przypadkach gwarancja zatrudnienia)
      Naukowcy z grantem federalnym, np. z NSF lub NIH (gwarancja zatrudnienia na
      okres grantu)
      Profesor na tenure-track position (tzn. jak bedzie molestowac studentki to go
      wyrzuca).
      Profesor bez tenure-track - w wielu uczelniach obowiazkowy okres wypowiedzenia
      1-3 lat.
      Lekarz w klinice uniwersyteckiej lub w szpitalu miejskim - mimo, ze te
      instytucje cienko przeda, zwolnienia (zwykle tych lekarzy, ktorzy nie sa w
      stanie sami na siebie zarobic) poprzedzaja negocjacje plus kilkumiesieczny
      okres wypowiedzenia. Z kolei male kliniki i zespoly "for profit" nie zapewniaja
      wlasciwie posady - kazdy jest tam wolnym strzelcem - jest dobrze dopoki jest
      sie "billable".
      Prawnik - partner w kancelarii adwokackiej (niestety "associates" sa mniej
      bezpieczni, ale wartownik ich usuwal nie bedzie)
      Pracownicy fizyczni i techniczni zrzeszeni w zwiazkach zaw., ktorych posady sa
      chronione przez collective bargaining agreement.

      Ale wszyscy tacy szczesliwcy to mniejszosc populacji. Reszta nauczyla sie juz
      chyba, ze nie zna sie dnia ani godziny.
      • corn_flake Re: Praca 'na posadzie'. Horror rozwaz˙ania ma '? 08.09.03, 05:39
        sondra napisała:

        > To co piszesz, dotyczy zwlaszcza szeregowych pracownikow biurowych i
        > profesjonalistow nizszego szczebla w duzych i srednich firmach (chociaz
        > zdarzaja sie zwolnienia ludzi na posadach "egzekutywnych" wg tego samego
        > rytualu).

        **Duzo sie zmienilo od czsow gdy to co piszesz bylo prawda. My tu mowimy o tak
        na oko 100 kola.

        Procedura usuwania ich z miejsca pracy w wypadku zwolnienia jest
        > rzeczywiscie obrzydliwa. O lojalnosci (obustronnej) firma-pracownik mozna
        > zapomniec.
        **Truizm.
        >
        > Na szczescie nie wszystkie posady sa takie. Oto kilka przykladow miejsc
        pracy,
        > gdzie zwolnienia z reguly sa poprzedzone negocjacjami i obowiazuje okres
        > wypowiedzenia i/lub "severance pay":
        >
        > Pracownicy urzedow miejskich i powiatowych (np. pracownik City Hall czy
        > urzednik w sadzie powiatowym)
        ** Daj se siana...


        > Army - Navy - Air Force
        ** Po kiego grzyba tam sie pchac?

        > Policja, straz pozarna (tzn. oczywiscie redukcje sa, ale zawsze poprzedzone
        > negocjacjami ze zw. zawodowym)
        ** Wymieniasz caly czas jakies dno socjalne

        > Pracownicy federalni (w wielu przypadkach gwarancja zatrudnienia)
        **Tak ale co tam trzeba wytrzymywac...

        > Naukowcy z grantem federalnym, np. z NSF lub NIH (gwarancja zatrudnienia na
        > okres grantu)
        **Margines spoleczny

        > Profesor na tenure-track position (tzn. jak bedzie molestowac studentki to go
        > wyrzuca).
        **Tak, ale sa przyjemniejsze zawody. Ci co wiedza-robia, ci co nie wiedza -
        ucza.

        > Profesor bez tenure-track - w wielu uczelniach obowiazkowy okres
        wypowiedzenia 1-3 lat.
        **j.w.


        > Lekarz w klinice uniwersyteckiej lub w szpitalu miejskim - mimo, ze te
        > instytucje cienko przeda, zwolnienia (zwykle tych lekarzy, ktorzy nie sa w
        > stanie sami na siebie zarobic) poprzedzaja negocjacje plus kilkumiesieczny
        > okres wypowiedzenia.
        **Jest wiecej takich zawodow i zapewniaja dobre warunki. Terapolek napisal ze
        wyrzucaja np w 5 minut i to jest prawda ale do lapy daja koperte z czekiem np
        na 100k i o tym nie wspomnial bo to jest normalka.


        Z kolei male kliniki i zespoly "for profit" nie zapewniaja
        > wlasciwie posady - kazdy jest tam wolnym strzelcem - jest dobrze dopoki jest
        > sie "billable".
        **Jakies marginalne przypadki.

        > Prawnik - partner w kancelarii adwokackiej (niestety "associates" sa mniej
        > bezpieczni, ale wartownik ich usuwal nie bedzie)
        ** Nie bedzie? Pewnie ze nie, bo wczesniej wyskoczyl oknem ze stresu albo
        sluzbowy samolot nagle wyladowal pionowo... vide Tom Clancy. Wiekszosc
        prawnikow to nedzarze, anyway.

        > Pracownicy fizyczni i techniczni zrzeszeni w zwiazkach zaw., ktorych posady
        sa
        > chronione przez collective bargaining agreement.
        **O, k. A tu przywalilas przykladem. Az mnie zmrozilo na sama mysl o zwiazkach.
        nie wiem czy wiesz ale do zwiazkow nie przyjmuja od 10u czy 20u lat i dotyczy
        to tylko starych 'zwiazkowcow'.
        >
        > Ale wszyscy tacy szczesliwcy to mniejszosc populacji. Reszta nauczyla sie juz
        > chyba, ze nie zna sie dnia ani godziny.
        ** na sam koniec napisalas prawde. Chociaz kto to wie czy co jest dla niego
        lepsze. Znam przypadek gdy w pracy facet strzelil sobie w leb.
        • sondra Re: Praca 'na posadzie'. Horror rozwaz˙ania ma '? 08.09.03, 14:39
          corn_flake napisa?:

          > sondra napisa?a:
          >
          > > To co piszesz, dotyczy zwlaszcza szeregowych pracownikow biurowych i
          > > profesjonalistow nizszego szczebla w duzych i srednich firmach (chociaz
          > > zdarzaja sie zwolnienia ludzi na posadach "egzekutywnych" wg tego samego
          > > rytualu).
          >
          > **Duzo sie zmienilo od czsow gdy to co piszesz bylo prawda. My tu mowimy o
          tak
          > na oko 100 kola.

          Ale w wielu dziedzinach high-tech jak (np. IP, biotech), 100k to pensja
          profesjonalisty nizszego szczebla, np. programisty z dluzszym stazem, managera
          sieci, czy naukowca przy stole laboratoryjnym. Project Managers (czesto bez
          wyksztalcenia businessowego) zarabiaja wiecej, nie mowiac o Project/Group
          Leaders. Tylko ze te wysokie zarobki wcale nie sa uzasadnione - pozostalosc
          "irrational exuberance" z lat dziewiecdziesiatych.
          Ja juz nie mowie o tych dwudziestoparoletnich "przedsiebiorcach", ktorym
          inwestorzy wciskali miliony, a ktorzy czesto nie umieli sporzadzic spojnego
          "business plan", a o zarzadzaniu przedsiebiorstwem nie mieli pojecia. Ludzie na
          posadach tez mieli zawyzone oczekiwania. Dwudziestodwulatek po przecietnym
          technicznym college'u uwazal, ze nalezy mu sie 70-80k jako pierwsza pensja, bo
          on sie zna na internet security (tzn. potrafi wlamac sie za firewall). I po
          roku pracy kupowal BMW, a na koncie oszczednosciowym pusto. Teraz wielu z nich
          siedzi z powrotem w garazu u rodzicow i kombinuje jak sie zalapac na
          przewracanie kotletow w McDonaldzie.

          Kilka miesiecy temu the New York Times opublikowal dlugi artykul
          przedstawiajacy gorzka droge w dol (z pieniedzy do nedzy) kilku typowych ofiar
          peknecia banki internetowej. Byli to faceci kolo trzydziestki - czterdziestki,
          ktorzy zarabiali po 150 - 200k, a tu nagle okazalo sie, ze sa gospodarce
          zupelnie niepotrzebni. Teraz sfrustrowani nie moga znalezc zadnej pracy, a tu w
          domu zona bez posady, zdazyli zrobic sobie dwoje dzieci i kupic McMansion za
          poltora miliona, do ktorego za chwile wedrze sie komornik. Uwazaja sie za
          bardzo skrzywdzonych i nie chca przyjac do wiadomosci, ze ich poprzednie pensje
          i przywileje byly rownie niesprawiedliwe jak szybkosc, z ktora znalezli sie na
          bruku. Jakos nie umiem wykrzesac w sobie wspolczucia dla nich.

          > > Profesor na tenure-track position
          > **Tak, ale sa przyjemniejsze zawody. Ci co wiedza-robia, ci co nie wiedza -
          > ucza.

          LOL. Uwierz, ze tutaj na MIT jest kilku nie dosc ze kompetentnych, to jeszcze
          zadowolonych. Moze gdyby sie dowiedzieli co o nich sadzisz, to by sie zalamali
          ;-).
          Wszystko jest kwestia indywidualnych upodoban. Dla mnie praca naukowa z
          mozliwoscia uczenia jest jednym z najatrakcyjniejszych zawodow... but maybe
          it's just me :-).

          >Pewnie ze nie, bo wczesniej wyskoczyl oknem ze stresu albo
          > sluzbowy samolot nagle wyladowal pionowo... vide Tom Clancy.

          Wiem ze to bedzie dla Ciebie szok, ale powiesci Toma Clancy nie zawsze
          odzwierciedlaja przecietna rzeczywistosc :-))).

          > Wiekszosc
          > prawnikow to nedzarze, anyway.

          ??? Chodzi Ci o nedze moralna czy materialna?

          > Az mnie zmrozilo na sama mysl o zwiazkach.
          > nie wiem czy wiesz ale do zwiazkow nie przyjmuja od 10u czy 20u lat i dotyczy
          > to tylko starych 'zwiazkowcow'.

          Nie masz racji. Wszyscy elektrycy, ktorzy pracuja w moim budynku sa objeci
          collective bargaining. Polowa z nich to chlopcy przed trzydziestka, dziesiec
          lat temu to oni byli w high school. Mozna ich zwolnic, ale IBEW trzyma lape na
          tych posadach i na ich miejsce przyjda inni zrzeszeni. Chyba ze sie zredukuje
          liczbe miejsc pracy, ale to jest niemozliwe bez negocjacji.

          Podsumowujac - troche trudno jest z Toba powaznie dyskutowac. Jesli sie
          zgadzasz z jakas opinia - piszesz ze to truizm. Jesli nie - rozmowca jest
          idiota. Z tej przekory wychodza takie rewelacje, ze profesorowie uniwersytetu
          to niedojdy, a policjanci i strazacy to dno spoleczne.
          • dyplomata MITomania i rzeczywistosc 08.09.03, 15:14
            sondra napisała:

            > LOL. Uwierz, ze tutaj na MIT jest kilku nie dosc ze kompetentnych, to
            >jeszcze zadowolonych. Moze gdyby sie dowiedzieli co o nich sadzisz, to by sie
            >zalamali ;-).

            Kilku na MIT, hehe. Jest tez pewnie jeszcze kilku w Stanford, Princeton i
            Caltech, lacznie pewnie kilkunastu sie zbierze - do nich dzwonia z
            konkurencyjnymi ofertami.

            A przeciez tu chodzilo o przecietna wlaczajac niezmierzona mase w Universitach
            of the Boondocks.

            > Wszystko jest kwestia indywidualnych upodoban. Dla mnie praca naukowa z
            > mozliwoscia uczenia jest jednym z najatrakcyjniejszych zawodow... but maybe
            > it's just me :-).

            W MIT ma sie rozumiec, nie? Czy w UofBoon... takze?
            • sondra Re: MITomania i rzeczywistosc 08.09.03, 15:52
              Na MIT pracuje dziesieciu laureatow Nobla. Jesli myslisz, ze w calym USA jest
              kilkunastu kompetentnych profesorow, to gratuluje kontaktu z rzeczywistoscia.
              Ale oczywiscie nie tylko ich mialam na mysli piszac, ze praca profesora wyzszej
              uczelni jest atrakcyjna.

              Oprocz Ivy League z jednej strony a Community College z drugiej jest jeszcze
              mase stopni posrednich. Chociazby system uniwersytetow stanowych - niektore na
              bardzo wysokim poziomie jak w Kalifornii, chociaz nawet na UMass tez jest sporo
              dobrych grup. Na terenie wielkiego Bostonu jest kilkanascie uniwersytetow,
              pracuja w nich tysiace ludzi. Konkurencja o granty jest ogromna i poziom bardzo
              wysoki.

              Podaje takie przyklady jakie znam - akurat w Massachusetts sluzba zdrowia,
              uniwersytety i biotech to najwieksi pracodawcy. A w skali calego kraju, w
              duzych konferencjach zwiazanych z badaniami medycznymi czy z biotech
              uczestniczy po kilkanascie czy nawet trzydziesci (!) tysiecy ludzi,
              reprezentujacych setki instutucji i tysiace laboratoriow. I wiekszosc robi
              bardzo dobra nauke.
          • corn_flake nie denerwuj sie Sondra 08.09.03, 15:50
            1."by Paul Sherr

            U.S. unions surged markedly in membership in the last year. After over 20
            years of decline, the American Federation of Labor-Congress of Industrial
            Organizations (AFL-CIO) reported that in 1999 more than 265,000 people joined a
            union in their workplace. " Czyli tak jak pisalem ale w twoim budynku na pewno
            jest inaczej bo przeciez tak piszesz.

            2. Szafujesz argumentami ad personam. Ja nie mam nic do ciebie tylko nie
            zgadzam sie z twoimi opiniami w wiekszosci. Zgadzam sie natomiast ze twoj
            algorytm na zupe jest wspanialy, kostki Knorra to jest to, a gotowac to ja
            naprawde umiem. Polecam jogurt do zabielania, a zasmazki z maki doradzam
            zostawic babciom.

            3. Moja opinia nie byla o tobie a o twoich pogladach. Jestes przewrazliwiona.

            4. Ostateczna konkluzja jest jak najbardziej prawdziwa.

            5. Pamietasz jak nie tak dawno udowadnialas dziewczynom jak to dobrze
            inwestowac w domy? Teraz podajesz przyklad faceta ktory traci dom bo nie ma
            pracy... O to mi wlasnie chodzilo. Zakladasz nieslusznie ze Polki w USA oraz
            ich mezowie/przyjaciele/menazerowie beda mieli(-ly) stala prace przez 30 lat.
            Ten facet w podanym przykladzie wplacil na ten dom $350,000 przez 5 lat i w
            zamian stal sie dumnym posiadaczem klamki (lub kranu- do wyboru).



            • sondra Re: nie denerwuj sie Sondra 08.09.03, 19:45
              Ja sie zupelnie nie denerwuje :-)). Piekny dzien dzisiaj, musialam cos
              zalatwiac na miescie, wiec zamiast siedziec w czterech scianach, bylam na
              dworze i humor mi dopisuje.

              corn_flake napisał:

              > U.S. unions surged markedly in membership in the last year. After over 20
              > years of decline, the American Federation of Labor-Congress of Industrial
              > Organizations (AFL-CIO) reported that in 1999 more than 265,000 people joined
              a
              > union in their workplace. " Czyli tak jak pisalem ale w twoim budynku na
              pewno
              > jest inaczej bo przeciez tak piszesz.

              Cos sie zaplatales. Najpierw pisales, ze do zw. zaw. od 10-20 lat nie przyjmuja
              (?), a teraz cytujesz zrodlo, ze "membership surged" i ze w 1999 r. przyjeli
              ponad cwierc miliona ludzi. A ja tylko pisalam, ze w moim budynku mlodzi
              elektrycy naleza do zwiazku. Czy to sie kloci z tym co cytujesz?
              Ja nie twierdze, ze zwiazki sa panaceum na wszystkie klopoty na rynku pracy,
              ani ze przynaleznosc do zwiazkow jest w Ameryce powszechna, bo nie jest. Tylko
              tyle, ze w zawodach objetych "collective bargaining" nie zdarza sie, zeby byc
              nieoczekiwanie zwolnionym pod eskorta wartownika.

              > 2. Szafujesz argumentami ad personam.

              ??? Nie tylko nie "szafuje", ale nigdy ich nie uzywam.

              > Ja nie mam nic do ciebie tylko nie
              > zgadzam sie z twoimi opiniami w wiekszosci.

              To interesujace, bo ja zgadzam sie z wieloma Twoimi pogladami. Natomiast nie
              zawsze odpowiada mi forma, w jakiej je prezentujesz.

              > Zgadzam sie natomiast ze twoj
              > algorytm na zupe jest wspanialy, kostki Knorra to jest to, a gotowac to ja
              > naprawde umiem. Polecam jogurt do zabielania, a zasmazki z maki doradzam
              > zostawic babciom.

              W zaden sposob nie moge wykoncypowac jaki to ma zwiazek z tematem :-).

              > 3. Moja opinia nie byla o tobie a o twoich pogladach. Jestes przewrazliwiona.

              ???

              > 5. Pamietasz jak nie tak dawno udowadnialas dziewczynom jak to dobrze
              > inwestowac w domy? Teraz podajesz przyklad faceta ktory traci dom bo nie ma
              > pracy... O to mi wlasnie chodzilo.

              Wiesz, ja wychodze z zalozenia, ze osobie mieszkajacej w Stanach, ktora
              skonczyla lat przynajmniej dwanascie, nie trzeba tlumaczyc, ze tutaj mozna
              prace stracic. Poza tym Polacy troche starsi pamietaja czego sie uczyli o
              okropnosciach kapitalizmu na lekcjach wychowania obywatelskiego :-). Tamten
              watek nie byl o tym, jak planowac sobie zycie i kariere i czy i jakie ryzyko w
              zyciu podejmowac. Watek byl o oplacalnosci kupowania domu (w porownaniu do
              wynajmowania) na obecnym rynku. I to nie ja nalegalam, ze kupno domu jest
              koniecznoscia - tylko osoba uzywajaca nicka Terapolka.

              > Zakladasz nieslusznie ze Polki w USA oraz
              > ich mezowie/przyjaciele/menazerowie beda mieli(-ly) stala prace przez 30 lat.

              Menazerowie??? czy to niefortunne przejezyczenie, czy chciales napisac cos
              obrazliwego?
              • corn_flake What a wonderful day, day I will never forget 08.09.03, 20:34
                przeczytalem, dziekuje za odpowiedz i jak zwykle slowa powoduja, ze sie
                kompletnie nie rozumiemy-takie zycie ale zycze przyjemnej reszty dnia.
                Wieczorem gryluje kure posypana proszkiem 'Creole Seasoning' (a propos,
                wnetrznosci zawsze wyrzucam).

                Gryl marki Ronco, zeby nie bylo niedomowien. Jak masz jakis dobry prosty
                przepis na kure z gryla to podaj.
                • sondra kura 08.09.03, 21:14
                  Kure na grill czasami marynujemy w najprostszej marynacie: oliwa, duzo soku z
                  cytryny, sol, pieprz. Ale zwykle wszystko sie robi na ostatnia chwile, wiec
                  tylko solimy plus duzo czerwonej papryki. Grill jest tradycyjny (najtanszy
                  Weber na brykiety), wiec produkuje bardzo dymny aromat.
                  Ja zreszta nie umiem dobrze gotowac. Od przyrzadzania mies jest zwykle moj
                  mezczyzna.
                  Natomiast od wielkiego dzwonu pieke dobra kure z nadzieniem (tradycyjnie
                  polskim, z tarta buleczka i watrobka, albo wariant z kasztanami i rodzynkami).
          • jack39nyc Re: Praca 'na posadzie'. Horror rozwaz˙ania ma '? 08.09.03, 16:10
            Sondra, te wiadomosci o tych wspanialych i bezpicznych posadach dzialaja w
            czasach bezkryzysowych, nie ma nietykalnych,
            nawet IBEW (czyli bogowie elektrycy) sa tykalni jak jest kryzys i mimo ze oni
            sa bardziej aktywni w wykrywaniu projektow nie-zwiazkowych... mozna ich
            zwolnic. A skad to wiem... no coz pracuje w NYC w firmie ktore sie okresla CM
            (construction managers, aha NYC - mozna nazwac to miasto zwiazkowym) gdzie
            praktycznie nie dzieje sie tutaj nic jesli zwiazki nie zaakceptuja. No i
            wyobraz sobie ze to firmy dogaduja sie ze zwiazkami w sposob wlasnie taki ze
            albo zmniejszymy zatrudnienie albo, wywalimy wszystkich bo mozemy zbankrutowac,
            dlatego czasami przed budynkami w NYC widac wielkie napompowane szczury
            i "walczacych unijnych" z ulotkami jacy to wlasciciele tych budynkow (lub firm)
            sa i jak wyzyskuja "nie-unijna brac"
            zadsada jest taka jesli pracujesz dla kogos to "nie znasz dnia ani godziny" ...
            czy to latwiej czy trydniej cie zwolnic mozesz byc zwolniona....
            co do MIT... gratuluje posady wspaniala szkola, zycze samych sukcesow, w jakiej
            dziedzinie siedzisz?
            powodzenia....

            • sondra Re: Praca 'na posadzie'. Horror rozwaz?ania ma '? 08.09.03, 19:51
              jack39nyc napisał:

              > Sondra, te wiadomosci o tych wspanialych i bezpicznych posadach dzialaja w
              > czasach bezkryzysowych, nie ma nietykalnych,

              Oczywiscie. Nie ma pewnosci zatrudnienia, poza nielicznymi wyjatkami. Ja tylko
              chcialam powiedziec, ze ta upokarzajaca procedura pakowania swojego dobytku z
              biurka do kartonowego pudelka i wychodzenia pod eskorta nie jest regula.

              > co do MIT... gratuluje posady wspaniala szkola, zycze samych sukcesow, w
              jakiej
              >
              > dziedzinie siedzisz?
              > powodzenia....

              Ja nie pracuje na MIT (fajnie byloby miec tu tenure...). Kiedys robilam tu
              post-doc... dawne czasy. Ale ciagle mam kontakty z MIT. No i mieszkam
              niedaleko.
    • jack39nyc Re: Praca 'na posadzie'. Horror rozważania ma 'ły 08.09.03, 15:47
      z drugiej strony mamy wybor:
      ciepla posadka na kubie (ostatni bastion socializmu)
      albo wspomnienia z PRLa........
      cieple posadki typu czy sie stoi czy sie lezy cos tam sie nalezy...
      zabijalo to kompletnie inwencje tworcze i ochote do pracy oraz chec
      podwyzszania kwalifikacji stawanie sie lepszym...
      wiem ze strata pracy jest strasznym przezyciem (choc nadal pracuje ... to masz
      racje nikt nie zna dnia ani godziny...) ale wiekszosc znanych mi amerykanow tym
      sie akurat nie przejmuje, twierdzac ze no w zasadzie mysla to tym ale nie
      martwia sie tym na zapac jak spadnie to na nich wtedy zaczna sie martwic tym,
      co jednak zauwazylem to kazdy z nich czy ma ochote zmienic prace czy nie szuka
      pracy tak "na wszelaki sluczaj",
      wiec nie ma sie co martwic na zapac... ale trzeba uwazac, robic "back-up"
      waznych files i... pracowac...
      wszystkich martwiacym sie i nie martwiacym sie zycze powodzenia w pracy i
      utrzymania sie w pracy, lepsze idzie malymi kroczkami ... podobno za 6-8
      miesiecy bedziemy mieli widoczna poprawe w kazdej dziedzinie amerykanskiej (no
      i pewnie pozniej swiatowej...) gospodarki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka