Gość: normalny chłopak
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
10.03.06, 21:31
Ciągną się długi po Linodrucie
Piątek, 10 marca 2006r.
Setka osób zwolnionych z Linodrutu w likwidacji i pokrewnych spółek, kolejny
rok czeka na swoje pieniądze. Niektórzy nie dostali odpraw ani pieniędzy
należnych im z Karty Hutnika. Najwyższe zaległości wobec niektórych
pracowników sięgają ponad 30 tys. zł. Niektórzy mają w rękach wyroki, ale
komornik nie potrafi ściągnąć należności.
REKLAMA
Były prezes firmy Ryszard Wawrzyniak mówi, że czuje się w obowiązku spłacać
zobowiązania, ale nie jest winien zapaści w firmie.
Pierwszy raz na naszych łamach pisaliśmy o sprawie blisko trzy lata temu.
Walczą od lat
Teraz został nam już tylko minister Ziobro - mówi Teresa Sobiesiak, jedna ze
zwolnionych pracownic Linodrutu. Nie wierzy już, że uda jej się dojść
sprawiedliwości, dlatego poprosiła o pomoc ministra. Nie można się dziwić
desperacji kobiety, która miała usłyszeć od sędziny, że korzystny dla niej
wyrok może sobie powiesić na ścianie, bo jest ważny 10 lat! I jeszcze
usłyszała, że powinna się zwrócić do Sejmu, bo to on uchwala ustawy, w
których nie ma winnych. Dowiedziała się także, że wyczerpała już tryb
dochodzenia roszczeń ze stosunku pracy.
- I dlatego minister jest dla mnie ostatnią nadzieją w naszym kraju -
podkreśla Sobiesiak. Wtórują jej i inni byli pracownicy. Nie wszyscy jednak
chcą się wypowiadać z nazwiska. Mają dość. Podobnie, jak Ireneusz
Kaźmierczak, który pracował jako operator wózka widłowego.
Historia pani Teresy jest tylko jedną z wielu. Pogmatwane losy Lindrutu
sprawiają, że przeciętnemu człowiekowi trudno się połapać w powiązaniach
spółek i kolejnych ich losach. Przekształcanych, ciągle jednak powiązanych z
tymi samymi osobami. Roszczenia finansowe mają zarówno ludzie z Linodrutu,
jak i ze spółki CZG Stal. Ta zatrudnia dziś około 200 osób w Zabrzu i drugie
tyle w Sosnowcu. W lecie 2002 roku przejęła ona większość pracowników
Linodrutu a wraz z nimi - zobowiązania płacowe. Jednak, jak twierdzi prezes
Wawrzyniak, z tego się akurat nie wywiązała, choć miała być panaceum na
kłopoty Linodrutu.
Prokurator umorzył
Zwolnieni pracownicy złożyli doniesienie do prokuratury o naruszeniu praw
pracowniczych, a także o stosowaniu wobec nich bezprawnych gróźb, w celu
zmuszenia ich do wycofania pozwów z Sądu Pracy. Jednak prokurator umorzył
postępowanie. Po przesłuchaniu świadków i przeanalizowaniu dokumentów
stwierdził, że nie znalazł znamion czynów zabronionych.
Wokół osoby prezesa wśród pracowników narosły legendy. Podobno jest
nietykalny. Pracownicy twierdzą, że na wieść o sądowych pozwach miał ich
przekonywać, że i tak nic nie wskórają.
Przekreślone nadzieje
Ludzie łapali się różnych sposobów na odzyskanie pieniędzy. Zwrócili się
m.in. do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Niestety, uzyskana
przez nich odpowiedź przekreśliła ich nadzieję. Jedna z kobiet otrzymała
odpowiedź, że wprawdzie z przedłożonych dokumentów wynika, że do dnia
dzisiejszego nie otrzymała od pracodawcy wynagrodzeń za pracę, jednak nie
jest możliwe ich wypłacenie, ponieważ - krótko mówiąc - kto został zwolniony
przed ogłoszeniem likwidacji, z funduszu dostanie figę z makiem.
Jak podkreśla Ryszard Wawrzyniak, w 2004 roku właściciel, Linodrut SA, zabrał
jego firmie - Linodrutowi Sp. z o. o. - pośrednictwo handlowe, nie miał więc
szans na spłacanie pracowników. A w dodatku wynagrodzenia zatrudnianych osób
były nieodpowiednio wysokie do kondycji firmy. Prezes uważa, że winę ponoszą
także związki zawodowe, z którymi negocjował rezygnację z przywilejów i
jubilatów, jednak nie zgodziły się one na zmniejszenie wynagrodzeń. Jak mówi,
ludzie zarabiali wówczas netto pomiędzy 2 a 3 tys. zł, co kwartał brali
należności z Karty Hutnika. A teraz mają po 650 zł - i podobno są zadowoleni.
Prezes twierdzi, że spłaca należności wobec byłych pracowników Linodrutu. Pan
Ireneusz dwa razy po 300 a raz 200 złotych. Firma jest mu winna ponad 30
tysięcy złotych brutto.
Marlena Polok-Kin - Dziennik Zachodni
prawa autorskie zabrze.naszemiasto.pl/wydarzenia/577779.html