Dodaj do ulubionych

szkoda gadac

05.07.05, 14:50
Jeszcze przed koncem sesji zaplanowalam sobie caly lipiec. W lipcu mialam
przede wszystkim uczyc sie codziennie na kursie, a przez wiekszosc czasu
odpoczywac, czytac, sluchac muzyki, uprawiac sport, dbac o siebie (kosmetyki)
i rozsadnie jesc. Zalezalo mi tez oczywiscie zeby schudnac bo moj chlopak
akurat wyjechal i tak bardzo chcialam zeby zobaczyl mnie po powrocie choc
troche szczuplejsza.. Wydawalo mi sie ze tak duzo nie oczekuje od siebie, ze
spokojnie dam rade..
Tymczasem spie do poludnia, obzeram sie slodyczami, opuszczam kurs, leze caly
dzien na kanapie (nie potrafie sie zmusic do ruchu w taki upal). Jestem na
siebie po prostu wsciekla. Najgorsze oczywiscie jedzenie. Wiedzialam ze musze
teraz schudnac bo potem jak moj chlopak wroci to bede juz tylko tyc (to co jem
z nim to zazwyczaj pizza i slodycze, bo on sie nie odchudza a jemy przeciez
razem..). Ech, jak utyje jeszcze pare kg to po prostu nie pozwole mu sie
dotknac i bardzo mnie to martwi. Dlatego tak bardzo chce schudnac teraz, poki
mam okazje. Poki nie musze prowadzic zycia towarzyskiego i moge skoncentrowac
sie na prtzygotowywaniu dietetycznych posilkow i czytaniu gazet o odchudzaniu.
A najgorsze jest po prostu to ze wiem ze te zalozenia od poczatku do konca sa
zle. Nie powinnam koncentrowac sie na zadnej diecie, tylko normalnie zyc i nie
myslec o jedzeniu. Tak bym zrobila gdybym byla sama. Gdybym wiedziala ze
nikomu nie musze sie podobac, ani przed nikim sie rozbierac, odpuscilabym
sobie. Wstydze sie swojego ciala i tylko dieta i sport jest to wstanie
zmienic. Zadne mowienie sobie ze wygladam ladnie, ze mam kobiece kraglosci
(choc nie wiem czy duzy brzuch mozna nazwac kobiecym), czytanie artykulow na
temat akceptacji, kompletnie nic nie daje. Ciagle wole byc zgrabna, a nie
otluszczona. Wiec ciagle probuje i zalamuje sie najdalej po 3 dniach.. I
naprawde nie probuje sie glodzic, jem ok (choc dokladnie nie wiem) 1500 kcal
wiec nie powinnam byc glodna. Ale ja po prostu wole lezec przed tv i objadac
sie buleczkami. Moze to po prostu kwestia lenistwa.
Tak strasznie wkurza mnie to ze kwestia kilku kg decyduje o moim samopoczuciu
i checi do zycia. Czuje sie jak niewolnik jedzenia lub niejedzenia. Po prostu
nie umiem sie przez to cieszyc zyciem. Z jednej strony nie spotykam sie z
przyjaciolmi bo tam bedzie piwo i zarcie, z drugiej obzeram sie na drugi dzien
w domu.. Boze, najbardziej boje sie chwili gdy moj ukochany dowie sie z jak
zalosna osoba sie zwiazal. Nigdy nie dalam mu odczuc ze jedzenie jest dla mnie
takim problemem, ze nienawidze jedzenia i chcialabym zeby czlowiek swoja
dzienna dawke energi przyjmowal w bezsmakowych tabletkach (fajny pomysl,
nie?). Nie chce mu sie do niczego przyznawac, wiec po prostu musze przez
wakacje rozwiazac ten problem i skonczyc z tym pi***nym zarciem. Tylko
jak?????????????????????????????????????????????????????????????????????

Przepraszam ze slowna agresje, ale musialam to z siebie wyrzucic
Obserwuj wątek
    • negritha Re: szkoda gadac 05.07.05, 15:03
      POwiedzcie mi jeszcze jedno: dlaczego mimo ze jestem zakochana i strasznie
      tesknie za Nim to jednoczesnie czasem mam ochote go zbyc, spławić i zostać sama
      (z jedzeniem)??? Ech moze po prostu w tej trojce (on, ja i jedzenie) jest nas za
      duzo......
      • yagula Re: szkoda gadac 08.09.05, 17:35
        negritha napisała:

        > POwiedzcie mi jeszcze jedno: dlaczego mimo ze jestem zakochana i strasznie
        > tesknie za Nim to jednoczesnie czasem mam ochote go zbyc, spławić i zostać
        sama
        > (z jedzeniem)???


        Mam wrażenie, że problemy z wagą i samoakceptacją wynikają u Ciebie z tego, że
        chcesz schudnąc i byc piękna właśnie dla niego. Nie wierzysz mu, gdy mówi, że
        mu się podobasz, bo przecież Ty sama wiesz, jaka jesteś naprawdę... prawda?
        Twój chłopak staje się dla Ciebie przeszkodą w jedzeniu, które notabene
        chciałabyś odsunąć jak najdalej od siebie, a z każdego kilograma masz wrażenie,
        że musisz mu się tłumaczyć. Czy tak właśnie jest?
        Jeśli go nie będzie, będziesz "tylko dla siebie" i będziesz przejmować się
        tylko sobą a nie tym, co on sobie pomyśli, a na pewno nie powie.
        Tak sądzę.
        • negritha Re: szkoda gadac 08.09.05, 18:52
          Co prawda mialam juz nie pisac na tym forum, ale zaciekawilo mnie to co napisalas.
          Wynika z tego ze powinnam rozstac sie ze swoim facetem, zeby "byc tylko dla
          siebie". Brzmi paradoksalnie, bo czy mam rezygnowac z milosci tylko po to, zeby
          nie przejmowac sie tym co on moze pomyslec? Ale wydaje mi sie ze wiem o czym
          piszesz. Coz, bylam cale wakacje sama i ten czas udalo mi sie jednak dobrze
          wykorzystac. Czytajac moj list mozna zobaczyc jak chcialam spedzic wakacje.
          Chcialam sie odchudzic przez nie i to byl moj cel (nie jedyny, ale najwazniejszy).
          Wydawalo mi sie ze jesli tego nie osiagne to wszystko bedzie do niczego. Jestem
          z wygladu dokladnie taka sama jak przed wakacjami, ale teraz widze jak wiele
          przez ten czas osiagnelam. Zmienilam swoj sposob patrzenia na siebie, i
          odzyskalam pewnosc siebie. Czuje sie atrakcyjna kobieta a przede wszystkim
          wartosciowym czlowiekiem. Tak sie czuje niezaleznie od tego czy zjem mniej czy
          wiecej. Czuje ze naprawde moge wiele osiagnac w zyciu i jestem po prostu
          szczesliwa. Nie schudlam, ale zyskalam znacznie, ZNACZNIE wiecej.
          I tu wroce do rzeczy o ktorej mowilas. Wakcaje spedzilam bez mojego Ukochanego,
          sama ze soba i moze ten fakt sprawil ze sama wyrobilam sobie opinie na temat
          swojej atrakcyjnosci i nie zamartwiam sie juz tym, jak wygladam w jego oczach.
          Pozdrowienia dla wszystkich!
    • emotions Re: szkoda gadac 05.07.05, 19:21
      Właściwie żadnej rady Ci nie dam, bo nie jestem kompetentna. Ale u mnie jest
      odwrotnie, tzn. będąc zakochana nie jem, ćwicze i chudnę. Dwa lata temu
      zrzuciłam w ten sposób 20 kg, ale niestety on wyjechał (nota bene była to miłość
      czysto platoniczna) a ja przytyłam od tamtego czasu 30 kg !!!!!. Nie wiem
      dlaczego od tej pory nie potrafie się przemóc i skończyć z obżarstwem. Siedzę w
      domu, chowam jedzenie po kontach i jak nikt nie patrzy pochłaniam w pośpiechu.
      Chodzę ubrana 3-warstwowo a żar leje się z nieba. Widzę wszędzie głupwe
      uśmieszki chudych dziewczyn, więc kupuję kolejnego loda i pochłaniam go po
      kryjomu. Pierwszą myślą po przebudzeniu jest to co dziś zjem i jakie programy
      obejżę w tym czsie w TV (tak lepiej wchodzi). Masakra. Nie wiem co zrobić. Tzn.
      wiem ale potrzebuję kopa w d....
      Pozdrawiam
    • joanna.c Re: szkoda gadac 06.07.05, 06:21
      Dziewczyny! Moja rada wyda Wam się pewnie dziwna, okropna, nie do zrobienia.
      Tez tak myślałam przez ok 20 lat, a może wcześniej nie wiedziałam że taka pomoc
      istnieje itd. Mam 41 lat, a od liceum borykam się z bulimią. Potrafię wyżreć
      całą lodówkę itd. Wiem,że Wy nie macie bulimii, ale jak czytałam różne strony,
      to dochodzę do wniosku,że to wszystko ma jedno podłoże-psyche.
      I moja rada: iść do psychiatry. Grudzień, styczeń-juz nie mogłam sobie
      poradzić z żarciem, ze smutkiem, ulubiony areobic nie przynosił mi w ogóle
      radości, na dodatek facet gdzies ie zapodział:)Byłam u psychiatry w lutym,
      jestem na lekach i juz mi się poprawia nastrój a ataki obżarstwa mijają.
      Nie leciałąm wcale do prywatnego, tylko do poradni zdrowia psychicznego NFZ.
      Pierwszy psychiatra wydał mi się "suchy", bez usmiechu, nie mniej jednaj
      fachowiec-wyciągnął ze mnie wszystko, mimo,że na początku wizyty na pytanie "co
      pania tu sprowadziło?" odpowiedziałam "Nie wiem". Potem zmieniłam lekarza na
      bardziej miłego, ciepłego.
      Nie warto swojego życia tak "marnować"-nie realizować planów, tracić radości
      zycia, zajadać smutki i na zapas denerwować się, co będzie [oczywiscie źle]w
      przyszłości , w szczególności w relacjach z facetem czy koleżankami.
      Nie chę absolutnie moralizować. Przeszłam prawie to, co Wy-obżerałam się mimo
      obietnic itd. I coraz bardziej czułam,że jak nie zgłoszę się do specjalisty, to
      nie dam sobie rady.
      Proszę, przemyślcie to. I nie pozwólcie, aby czas decyzji trwał lata.
      Pozdrawiam Joanna
      • trycka Re: szkoda gadac 06.07.05, 09:27
        Joanno,czemu nie poszłas najpierw do psychologa...?Chorym na zaburzenia odzywiania potrzebny jest "lekarz dusz",bo to ona choruje...Czytałam o osobach,ktore najpierw szły do psychiatry i nic im nie to dawało...Po odstawieniu proszkow wracały do starych zachowan,bo problem nie został rozwiazany,przeanalizowany,przegadany...
        Jak ide do mojej psycholog to mam wrazenie,ze ide na pogaduchy do starej znajomej.Ona mnie juz tak dobrze zna...:)
        Polecam wizyte u psychologa,bo mam watpliwosci co do Twojego wyboru...

        Negritha,koniecznie musisz zmienic swoje plany na lipiec.Mysle,ze był on zbyt ambitny.Przemysl to sama,zbyt idealnie.Robisz to i to,jesz to i to,chudniesz...tratatata...Jestesmy tylko ludzmi...i tow dodatku chyba niezbyt konsekwentnymi...?
        Ja tez czesto mialam zbyt ambitne plany,a potem byłam zla na siebie.Wybierz sobie moze jedno zajecie,jeden proiorytet,ktorego bedziesz sie trzymac.cos nie zwiaznego z jedzeniem!I zrob tak jak sobie obiecałas.pamietaj,zeby nie obiecywac sobie zbyt wiele,bo potem zwyczajnie nie udje nam sie wszytskiego zrobic i jestesmy z siebie niezadowolone...
        POZDRAWIAM!agnieszka
        • marciia Re: szkoda gadac 06.07.05, 20:13
          Hej!

          Ja tez choruje na te sama chorobe, chociaz musze przyznac, ze ostatnio jest
          duuuuuzo lepiej. To "ostatnio" trwa juz jakis czas, jednakze nie moge
          absolutnie mowic o calkowitym wyzdrowieniu.
          Opowiem jak zaczelo sie moje powolne wychodzenie z tego nalogu.

          W pewnym momencie terapeutka delikatnie zwrocila mi uwage, iz od dluzszego
          czasu na terapii nie rozmawiamy o niczym innym jak o jedzeniu i ze jest
          to "latwy" temat do zajmowania sie. Latwy w sensie takim, ze wszystkie swoje
          zle humory, nieudane zycie "zwalalam" na kompulsywne odzywianie sie, nie
          pracujac jednoczesnie nad czyms innym-moze bardziej istotnymi cechami mojego
          charakteru. I ze ciagle walkowany jest jeden i ten sam temat podczas gdy
          wazniejsze jest to OD CZEGO SIE UCIEKA niz DO CZEGO SIE UCIEKA.
          No i od tamtej pory zaczelam pracowac na terapii nad innymi obszarami mojego
          zycia. Dzieki temu problem jedzenia niejako samoistnie sie zmniejszyl i zszedl
          na drugi plan-poczatkowo tylko na terapii.
          W wolnych chwilach nadal szperalam w internecie w poszukiwaniu jakichs
          ciekawych informacji i tekstow dotyczacych zaburzen odzywiania sie- np.
          zapisalam sie do angielsko-jezycznej grupy dyskusyjnej dla anonimowych zarlokow.

          Jednoczesnie zaczelam sporo chodzic pieszo!!! Z czego sie bardzo ciesze!!!!!!
          Przynajmniej godzine dziennie poswiecam na spacerowanie a wlasciwie szybki
          chod!!!! Dzieki temu mam lepsze samopoczucie.

          Jestem zdecydowana przeciwniczka tabletek. Tez je bralam ale niestety czulam
          sie z czasem coraz bardziej zmeczona....Chociaz nie twierdze, ze mi nie pomogly
          poniewaz dzieki nim wyszlam z dosc ciezkiej depresji. Tyle, ze teraz najpierw
          wybralabym chyba psychologa:)
          Pozdrawiam
          m.

        • joanna.c Re: szkoda gadac 07.07.05, 06:23
          Psychiatra wysłał mnie do psychologa. Ten z kolei "kazał" szukać w innym
          ośrodku terapii grupowej.Przerażała mnie sama myśl na ten temat.Uciekłam spod
          gabinetu, nie czułam sie na siłach. Drugi psychiatra zalecił pychoterapię
          indywidualaną i wskazał 3 ośrodki, gdzie mam szukać lub ośrodek leczenia
          mnerwic [pare tygodni pobytu w innym mieście]. Jednak cały czas mam
          watpliwości. Jestem osobą małomówną, rozmowy mnie przerażają. Moze za jakis
          czas wreszcie dojrzeję i nie bede sie bała terapii.
          Wiem,że to głupio, jak na starą babę.
          Pozdrawiam i dziękuję
          Joanka
          • trycka Re: szkoda gadac 07.07.05, 09:13
            Joanno,a ty myslisz,ze ja sie nie bałam...?Wiedziałam,ze to mi pomoze,byłam o tym przekonana.bardzo chciałam tej pomocy,wiedziałam,ze dzieki niej sie lepiej poczuje.
            Pierwsza wizyta,moze kilka pierwszych były lekko stresujacych,bo mowiłam o sobie...nie ukrywałam niczego.W tej chwili jak jade na wizyte(juz bardzo rzadko)to tak jakbym odwiedzała stara kumpele.Opowiadam jej co u mnie...:)Smiejemy sie,zartujemy,ale i rozmawiamy powaznie.Przewałkowałysmy prawie całe całe moje zycie w rozmowach ,troche plakałam,ale teraz jestem dumna,ze tak wiele udało mi sie zmienic...:)
            Nie ma sie co bac.Psychologaumie z nami rozmawiac...Prosze sie odwazyc,a na pewno nie bedziesz załowac.
            Pozdrawiam.agnieszka.
    • wersia Re: szkoda gadac 07.07.05, 17:42
      Negritha,czytając Twój post miałam wrażenie,że sama go napisałam. Czuję
      dokładnie to co Ty,nawet wyjazd chłopaka i plany na lipiec – wszystko się
      zgadza.
      Ale mam już dość takiego życia. Przyznałam się moim dwóm przyjaciółkom do
      kompulsów (trwa to u mnie od ponad 2 lat). Dałam się już namówić na wspólne
      wyjście (wcześniej końmi nikt nie był w stanie wyciągnąć mnie z domu – wolałam
      zamknąć się w pokoju z torbą pełną słodyczy,byłam wściekła nawet gdy ktoś w tym
      czasie do mnie dzwonił),a wczoraj nawet byłyśmy pobiegać (a raczej potruchtać;-
      ) Od wczoraj też próbuje się zdrowo odżywiać,na razie czuję się dobrze,ale to
      dopiero drugi dzień. Bardzo chciałabym schudnąć – teraz czuję się taka
      brzydka,gruba,straciłam ochotę na jakiekolwiek przytulanie z chłopakiem,a
      przecież tak bardzo go kocham:-( Nie chce być już dłużej niewolnikiem jedzenia!
      • negritha Re: szkoda gadac 07.07.05, 21:25
        Dziekuje wszystkim za slowa otuchy, czuje sie juz troche lepiej. Hmmm to dziwne,
        glosno dzis bylo o wydarzeniach w Londynie, i przez to udalo mi sie dzis troche
        zdystansowac do swoich problemow, do przejmowania sie jedzeniem, sylwetka.
        Jednak to tylko taka chwilowa refleksja. Dzis zdaje sobie sprawe ze powinnam sie
        cieszyc ze zyje i udaje mi sie to, ale za pare dni zapomne o tym dystansie do
        siebie..niestety
        --->>> wersia
        Dobrze moc przeczytac ze ktos jest w tak podobnej sytuacji. Tez masz pewnie
        takie pragnienie zeby schudnac do czasu powrotu chlopaka, zeby on mogl Cie
        zobaczyc szczuplejsza... ech, tymczasem to ma tak male znaczenie, bo przeciez
        kilka kg w jedna czy druga nie robi wiele roznicy (zwlaszcza jak sie kogos
        kocha) a ja traktuje to jako jeden z priorytetow wakacyjnych :-((
        Ja tez ostatnio dalam sie namowic kolezance na pojscie do pubu. Poszlam na
        godzine i poczulam sie naprawde lepiej. Ech, tylko tak trudno sie przelamac...
        tez nieraz bylam wrecz zla ze ktos mnie chce wyciagnac z domu, zwlaszcza do
        miejsca gdzie sie je i pije :-((
        Tez nie moge sie przelamac z przytulaniem. Mysle wtedy nie o przyjemnosci ale o
        tych wszystkich faldach ktore mi w danej chwili widac i ktorych on dotyka. Jego
        brzuszek mi oczywiscie nie przeszkadza,jest miekki.. ale w druga strone to nie
        dziala: ja nie jestem miekka czy przytulna tylko otluszczona....:-(
        Ech, odpuscilam sobie diete o ktorej myslalam ze zrealizuje w wakacje. Postaram
        sie po prostu mniej jesc, z tymze bez ograniczen np nie jem w ogole slodyczy.
        Chce jesc tak zeby nie byc glodna, ale i nie przejedzona. Naprawde chce tak
        jesc, juz zawsze. Na zle emocje mam juz troche wypracowane inne sposoby wiec
        licze ze sie uda.
        Poza tym caly czas mam wrazenie ze zyje w trojkacie uczuciowym: on, ja i
        jedzenie. Jak mam problem to zamiast porozmawiac z moim ukochanym wole jesc, jak
        tesknie za chlopakiem to zamiast to przezyc, poczuc smutek od razu uprzedzam te
        uczucia i jem. Wypelniam ta pustke ktora jest teraz po nim... Jedzenie to moj
        partner zastepczy. Idealny tez podczas klotni, spiec w zwiazku bo zawsze
        pocieszy... Ale mam juz dosc jego obecnosci :-(


        • wersia Re: szkoda gadac 08.07.05, 14:14
          „Poza tym caly czas mam wrazenie ze zyje w trojkacie uczuciowym: on, ja i
          jedzenie. Jak mam problem to zamiast porozmawiac z moim ukochanym wole jesc, jak
          tesknie za chlopakiem to zamiast to przezyc, poczuc smutek od razu uprzedzam te
          uczucia i jem. Wypelniam ta pustke ktora jest teraz po nim... Jedzenie to moj
          partner zastepczy. Idealny tez podczas klotni, spiec w zwiazku bo zawsze
          pocieszy...”
          – doskonale Cię rozumiem.

          Ale teraz się trzymam. Dziś jest 3 dzień bez obżarstwa. Zawsze było tak, że
          najpierw byłam na jakiejś diecie (najdłużej wytrzymałam 12 dni), potem miałam
          właśnie napady obżarstwa (zazwyczaj trwały do tygodnia – w tym czasie zdarzało
          mi się w ogóle nie chodzić na uczelnię – nie chciałam, żeby ktokolwiek oglądał
          mnie w takim stanie, zostawałam w domu i jadłam dalej, przestawałam też w ogóle
          o siebie dbać; boże jak ja nienawidziłam tego, że nie jestem w stanie zapanować
          nad jedzeniem, pomimo że bolał mnie już bardzo brzuch, było mi niedobrze to
          nadal jadłam, płakałam że tyle jem i znowu utyję i jadłam dalej),potem znowu
          kilka dni diety (przez objadanie się przytyłam ok.10kg) i tak w kółko. Jakiś
          miesiąc temu kupiłam sobie książkę o diecie South Beach – to właściwie nie tyle
          dieta, co zmiana sposobu odżywiania i właśnie zgodnie z zaleceniami autora (dr
          Agatstona) odżywiam się trzeci dzień. Czuję się naprawdę dobrze. A jutro pójdę
          chyba na koncert (sama nie mogę w to uwierzyć – jeszcze jakieś 2 tygodnie temu
          to byłoby nie do pomyślenia – odkąd zaczęłam się objadać zrobiłam się strasznie
          aspołeczna – mój chłopak jest chyba najcierpliwszym człowiekiem na świecie, że
          to wszystko wytrzymuje)


          „Tez masz pewnie takie pragnienie zeby schudnac do czasu powrotu chlopaka, zeby
          on mogl Cie
          zobaczyc szczuplejsza”
          – oj tak, jak wróci (za 6 tygodni) to chciałabym zrobić mu przyjemność –
          zaprosić go na kolację, ładnie się ubrać (już nie pamiętam kiedy miałam na
          sobie sukienkę! - chyba na studniówce - teraz w żadną się nie mieszczę) i takie
          tam…:-)

          Pozdrawiam bardzo serdecznie
          • negritha Re: szkoda gadac 10.07.05, 16:50
            Tak wersia, ja tez nie chodzilam na uczelnie dzien po wieczornym obzarstwie.
            Zawalalam uczelnie ale ludziom sie nie chcialam pokazywac :-( Jak juz mi sie
            udawalo jednak przemoc to chodzilam zla, zdolowana i nie chcialam z nikim slowa
            zamienic :-(
            Tez nie chcialo mi sie o siebie dbac. Teraz jednak postanowilam zmienic chociaz
            to. Chce byc zadbana, mimo ze czasem musze sie wrecz zmuszac do tego. Pewne
            efekty juz sa, mam zawsze czyste wlosy, zadbane paznokcie, kobieco sie ubieram,
            stosuje balsamy i peeling- przez to wszystko wygladam ladniej i czuje sie po
            prostu lepiej. Mala rzecz, ale jednak pomaga. Przez te wszystkie zabiegi
            pogodzilam sie juz troche ze swoim wygladem i probuje co moge zeby wydobyc ze
            swojego wygladu to co najlepsze.
            Jak Ci idzie z trzymaniem sie diety SB?
            Mi niestety nie idzie :-( Jestem po napadzie, choc mniejszym niz zwykle. Jest mi
            strasznie smutno, ale mam nadzieje ze jutro juz bede czuc sie lepiej. W sumie
            jakby mi nie bylo zle, pocieszanie sie jedzenie nie jest wyjsciem. Ale
            przynajmniej nie jem juz do bolu brzucha..
            Co do stosowania roznych diet, to ja bylam okolo miesiaca na montignacu.
            Schudlam bardzo ladnie najadajac sie do syta. Tylko ze to bardzo restrykcyjna
            dieta i nie moglam przebolec ze wiekszosc normalnego jedzenia byla zakazana. Tak
            wiec zarzucilam ten sposob odzywiania. Choc nie powiem, ogromnym plusem podczas
            tej diety bylo swietne samopoczucie (sprawa uregulowanego poziomu cukru) brak
            napadow, zdrowy sen, ladna skora itd. TYlko to poczucie ze tak wielu rzeczy nie
            wolno w niej jesc.. Jakby wiec nie chwalic roznych diet, to niestety one
            wszystkie bardzo ograniczaja i powoduja ze za bardzo skupiamy sie na jedzeniu.
            Dlatego chce stosowac zasade "mniej żreć".
            Ja tez zrobilam sie aspoleczna, ale powoli zaczynam sie przelamywac. Tyle jest
            zyczliwych osob ktore przeciez nie zwracaja uwagi na moi wyglad. Ostatnio
            przekonalam sie ze mam naprawde milych znajomych, ktorzy nie zapomnieli o mnie
            mimo mojego izolowania sie. Staram sie wiec choc troche z nimi spotykac. CHoc
            niestety nigdy np na ciastko czy lody :-( Nie wiem, jak jestem z ludzmi to nie
            mysle o jedzeniu, nie potrzebuje go. Wiem ze jedzenie lodow uprzyjemnia np
            spacer, ale chyba juz nie mi. Jedzenie nie kojarzy mi sie z niczym milym :-(
            A co do checi schudniecia zanim chlopak wroci to dzis przezylam lekki szok.
            Okazalo sie ze nie tylko ja chce mu sie bardziej podobac i pracowac nad
            sylwetka. On robi dokladnie to samo :-/ POwiedzial ze chce schudnac przez
            wakacje i robi to dosc restrykcyjna dieta... moja pierwsze reakcja byla taka ze
            moze sobie zaszkodzic, zmartwilam sie...:-( Po raz pierwszy jestem po drugiej
            stronie: ktos sie odchudza zeby mi sie podobac. Zdalam sobie teraz sprawe jak
            niewiele znaczy to czy kochana osoba ma iles kg mniej czy wiecej... wrecz nie
            znaczy to nic. I powinnam to zapamietac na zawsze, zanim znowu zaczne sie
            wstydzic przed nim....
            • wersia Re: szkoda gadac 10.07.05, 18:22
              Weszłam właśnie na forum z nadzieją, że może się odezwiesz i ucieszyłam się
              widząc Twój post:-)
              Diety się trzymam – dziś mija 5 dzień i czuję się bardzo dobrze, jakoś tak
              lekko, lepiej mi się śpi i co najważniejsze – napadów brak:-) Tym razem na
              poważnie wzięłam się za siebie, jutro wieczorem czeka mnie truchtanie na
              miejskim stadionie (mam ambicję przez całe wakacje truchtać lub maszerować 3
              razy w tygodniu, przynajmniej po pół godziny). Pielęgnacją ciałka też się
              zajmuję – dzięki temu czuję się dużo lepiej. Wczoraj też spotkałam się ze
              znajomymi, oczywiście nie na jedzeniu – wolę nie ryzykować.
              Przykro mi, że miałaś napad:-( Rozumiem jak się teraz czujesz. Ale głowa do
              góry! Dasz radę się z tym uporać – skoro ja się trzymam, to Ty na pewno też
              potrafisz! Jedzenie nie może być sensem naszego życia!
              Pozdrawiam serdecznie
              • negritha Re: szkoda gadac 10.07.05, 19:58
                Dzieki za cieple slowa, wersia.
                Jakos sie trzymam mimo wszystko. Staram sie nie przejmowac. I tak wyglada to
                lepiej niz jeszcze jakies dwa miesiace temu. Wtedy bylam po prostu
                nieszczesliwa, rozstalam sie z chlopakiem, nie widzialam zadnego jasnego punktu
                w swoim zyciu i po prostu chcialam zeby sie ono skonczylo. Wtedy napady jakie
                mialam byly po prostu nie do zniesienia - do bolu brzucha, placzu, nienawisci do
                siebie. Teraz moge powiedziec o sobie ze jestem szczesliwa osoba. Kocham i
                jestem kochana, mam przyjaciol, i dostrzegam ze zycie jednak moze byc ok. Jednak
                caly czas to pelni szczescia brakuje mi umiejetnosci zapanowania nad jedzeniem
                (a w zasadzie nad soba). Nie wiem moze wymagam za duzo, moze kazdy ma prawo do
                jakiejs slabosci (moja sa slodycze i pieczywo), ale zeby to jeszcze mialo
                normalny, ludzki wymiar no i rzeczywiscie bylo przyjemnoscia a nie
                przymusem...:-( Dzisiejszy napad to moja porazka, ale wiem ze bedzie ich jeszcze
                troche. Ale nie trace nadziei.
                Jesli wytrzymalas juz 5 dni to tylko pogratulowac :-) U mnie 3 jest kryzysowy,
                5tego juz daaawno nie doczekalam. Trzymam za Ciebie kciuki. I pamietaj ze jak
                zrobisz jakies odstepstwo (wiem ze w SB wiele rzeczy jest zakazanych) to nie
                jest powod zeby sie zalamywac i zaprzepascic kilkudniowy wysilek. Po prostu
                zjesc ze smakiem i przejsc nad tym do porzadku dziennego. Sama tez tak probuje
                podchodzic, choc roznie to bywa.
                Tez probuje sie ruszac. Mialam taki miesiac kiedy codziennie przez godzine albo
                marsz albo plywanie. Czulam sie swietnie mimo ze jadlam nadal duzo. Ruch
                swietnie wplywa na samopoczucie, wiec teraz tez staram sie troche w ciagu dnia
                przespacerowac. Ale nie zakladam juz ze koniecznie codziennie godzina ruchu.
                Wkoncu w zyciu bywa roznie i czasem sa wazniejsze sprawy a czasem po prostu nie
                ma sie ochoty. Zreszta nie wiem jak Ty ale ja po prostu lubie chodzic :-)
                Zastanawia mnie to co napisalas o spotkaniu ze znajomymi, ze nie chcesz
                ryzykowac wspolnego jedzenia. To ze wzgledu na diete, ze boisz sie ze zlamiesz
                jej zasady? Albo wstydzisz sie jesc przy ludziach? Ja zauwazylam ze jak jestem z
                ludzmi to mam normalny apetyt. Wcale nie mam ochoty pochlaniac wszystkiego co
                stoi na stole. Dopiero jak jestem sama... i nie chodzi o wstyd, tylko... no
                wlasnie nie wiemo co. :-/
                Zgadzam sie ze jedzenie nie moze byc sensem naszego zycia. Wole wypelnic je
                prawdziwymi emocjami, mimo ze teraz wydaje mi sie ze jest to trudne. Czasem
                niektore uczucia wydaja mi sie po prostu nie do udzwigniecia, a jedzenie
                tymczasowo odwraca od nich uwage. Ale nie chce juz uciekac w jedzenie. Wiesz,
                mysle ze jestesmy w niezlej sytuacji, mamy kogos bliskiego, o kim mozemy myslec
                w zlych chwilach, kto moze nam pomoc.. Mimo ze moj chlopak jest daleko to czasem
                myslenie o nim daje mi duzo sily do znoszenia wszystkiego. Twoj luby tez jest
                daleko ale tez mozesz o nim myslec w chwilach zwatpienia :-)
                Pozdrawiam :-)

                • wersia Re: szkoda gadac 11.07.05, 15:22
                  Za wcześnie się pochwaliłam, że jest dobrze – dziś był napad, nawet nie chce
                  myśleć ile pochłonęłam kalorii:-( Teraz bardzo boli mnie brzuch, najchętniej
                  bym to wszystko zwymiotowała, ale nie potrafię się zmusić... nawet tego nie
                  potrafię:-( Czemu tak trudno jest skończyć z tym objadaniem się?!

                  • negritha Re: szkoda gadac 11.07.05, 15:57
                    Trzymaj sie wersia... Wiem co czujesz bo tak sie czulam wczoraj :-( Sprobuj
                    pomyslec o tym jak o wpadce ktora sie moze zdazyc kazdemu. Pomysl ze natrafilas
                    na przeszkode w swoim dazeniu do celu, ale to jest tylko 1 przeszkoda a nie
                    koniec tej drogi. Troche Ci nie wyszlo i koniec. Po tym wszystkim czujesz sie
                    zle wiec sprobuj przez reszte dnia zrobic cos dla siebie, cos co lubisz i wiesz
                    ze poprawi Ci samopoczucie. Obejrzyj sobie film, poczytaj dobra ksiazke, wez
                    moze jakis lek na niestrawnosc (mi pomaga zwykla mieta), zaloz luzne ciuchy zeby
                    nic Cie nie cisnelo i spedz ten dzien nawet w domu tak jak lubisz (bo pewnie nie
                    masz ochoty nikogo widziec). Zrobilam tak wczoraj i zly nastroj wkoncu minal. To
                    ze sie zjadlas za duzo znaczy ze czegos Ci brakowalo, ze cos bylo nie tak. Moze
                    to kwestia ze cos przykrego Cie spotkalo a moze chodzi o ograniczenia jakie
                    narzuca Ci dieta. Dlatego moim zdaniem dla nas "kompulsywnych" nie jest dobre
                    trzymanie sie stalych diet i lepsze jest po prostu wypracowanie dobrych nawykow
                    - np zastapienie choc czesci jedzenia tzw zdrowa zywnoscia.
                    Nawet nie mysl o wymiotowaniu. My i tak juz jestesmy "pol-bulimikami", nie mozna
                    pogorszac swojego stanu bo wtedy droga do wyjscia jest baaaardzo trudna.
                    Naprawde latwiej wyjsc z tej choroby na takim etapie jakim teraz jestesmy...
                    A czemu trudno jest skonczyc?
                    Mysle ze u kazdego jest troche inny powod. Ale mysle ze nie chodzi o to by
                    staczac niewiadomo jak wielka walke ze soba, bo nie mozna walczyc z potrzebami
                    wlasnego ciala. To musi wyplywac z nas: nie chcemy przeciez zwalczac kazdej
                    checi zjedzenia czegos. Nie mozemy toczyc same ze soba bo to walka z gory
                    przegrana. Chodzi chyba o to zeby troszczyc sie o siebie, dostarczac sobie tyle
                    jedzenia ile sie naprawde ptrzebuje, sluchac swego organizmu. Tak mi sie wydaje.
                    Mam nadzieje ze uda Ci sie jeszcze zrobic cos milego dla siebie. Szczegolnie po
                    napadzie potrzebujesz chwili przyjemnosci i odprezenia. Przede wszystkim
                    zapomnij o tym co bylo. To tylko mala wpadka. Nie trac z oczu celu. "Nie chcemy
                    by jedzenie rzadzilo naszym zyciem" T
                    Trzymaj sie cieplo i sprobuj sie usmiechnac...:-)
                    • wersia Re: szkoda gadac 11.07.05, 17:59
                      Jak dobrze, że odpisałaś. Już mi lepiej, wypiłam 3 miętowe herbatki i tak jak
                      poradziłaś – zajęłam się czymś przyjemnym - poczytałam książkę (oj od dobrych
                      kilku miesięcy nie miałam na to czasu) i wybawiłam się z psem (pewnie się
                      uśmiejesz z tego co teraz napiszę, ale mam wrażenie, że ten mój psiak czuje
                      kiedy jest mi źle – zawsze kiedy mam napad przybiega do mnie, przytula się i
                      zabiera mi jedzenie – ale nie je go sam, tylko wynosi gdzieś, żebym nie
                      znalazła), a teraz przygotowuję sobie kąpiel wyszczuplającą ;-) Dobrze, że
                      jestem dziś cały dzień sama, bo zazwyczaj po napadzie nie mam ochoty z
                      kimkolwiek rozmawiać i jak tylko mama się do mnie wtedy odzywa – kończy się to
                      awanturą:-(
                      Chyba masz rację – dla nas najlepsze jest po prostu racjonalne odżywianie się.
                      Ja uwielbiam mączne rzeczy (pieczywo, makarony, naleśniki, pierogi), ale
                      postaram się przynajmniej zastępować zwykłą białą mąkę mąką razową, no i
                      oczywiście wszelkie słodycze i ciasta (z przerażeniem muszę przyznać, że na
                      słodycze wydawałam wszystkie oszczędności!) – postaram się ograniczyć. Poza tym
                      chude mięsko, nabiał i dużo warzyw. No i ruch – bardzo lubię spacerować –
                      szczególnie po lesie, z psiakiem albo jakąś bratnią duszą:-)
                      Fajnie, że znalazłam to forum, pozdrawiam:-)
                      • negritha Re: szkoda gadac 11.07.05, 21:30
                        Bardzo sie ciesze ze moglam ze juz sie lepiej czujesz. Czasem nie dajemy sobie
                        wrecz szansy na poprawe, po napadzie czujemy jakas dziwna nienawisc do siebie i
                        nakrecamy sie tak ze te ciagi jedzeniowe trwaja nieraz i tydzien :-( A jesli
                        potraktuje sie taki napad jako wpadke (ktora moze przeciez kazdemu sie zdarzyc)
                        i zrobimy na pocieszenie cos przyjemnego dla siebie, bedzie o wiele lepiej.
                        Trzeba spojrzec na siebie z perspektywy kogos kto Cie kocha - pocieszyc,
                        powiedziec sobie dobre slowo, zrobic cos milego.
                        Dobrze ze znalazlas ta chwile dla siebie, wlasnie tak nalezalo zrobic :-)
                        To co sie stalo jest juz teraz niewazne. Jutro jest nowy dzien i mozesz z nim
                        zrobic co zechcesz. Nie mysl o tym co bylo wczoraj, tylko wyobraz sobie ze to
                        kontynuacja tego co zrobilas dla siebie dzis wieczorem. Jutro tez bedziesz dla
                        siebie dobra. A jesli przejdziesz sie jeszcze na spacer to poprawa nastroju
                        gwarantowana :-)
                        Tez mam pieska, ale niestety nie zabiera mi jedzenia ;-) CHoc rzeczywiscie
                        wyczuwa bardzo nastroje. Zawsze kiedy placze przychodzi do mnie z drugiego konca
                        mieszkania i kladzie sie przy moich nogach..
                        A jak wyglada kapiel wyszczuplajaca??
                        Ja stosuje tylko co ktorys dzien (tzn jak mi sie przypomni) peeling z kawy.
                        I wiesz, ogolnie jak tak zaczelam dbac o siebie, peeling, balsam na cellulit,
                        lakier na paznokcie, wiecej warzyw dla zdrowia to od razu czuje sie ze soba
                        lepiej i czuje sie prawie ladna. ;-)
                        Co do odzywiania sie to mam identycznie. Uwielbiam weglowodany pod kazda
                        postacia, placuszki, nalesniki, makarony, platki, pieczywo (uwielbiam zwyczajne
                        bulki posmarowane maslem) no i niestety ciasta i ciastka. Na szczescie bardzo
                        lubie tez razowe pieczywo i takie staram sie jesc. CHoc jak mam ochote na
                        kajzerke z maslem to tez juz jem. Kiedys to bylo dla mnie ogromne przewinienie
                        (no bo ogromny indeks glikemiczny) i unikalam jak ognia, po czym zjadalam wkoncu
                        ich mnostwo :-( Tak samo jest z ciastem i w ogole wszystkim co lubimy. Jesli
                        bedziemy powstrzymywac ta ochote to potem to sie zemsci i pochloniemy kilka razy
                        tyle :-( Dlatego nie obiecuje juz sobie ze nie bede czegos tam jadla. Mowie
                        sobie ze to kwestia wyboru. Rozwazam jak duza ochotre mam na ten "zakazany owoc"
                        jesli duza to czemu by troche nie zjesc? (Przeciez nie chodzi o to zeby sie
                        napchac np ciastem, bo tak naprawde najbardziej zawsze smakuje pierwszy kawalek
                        i to nim fajnie jest sie delektowac. Kazdy nastepny bedzie smakowal coraz gorzej
                        wiec po co?) Jesli ochota jest nie duza to mozna sobie powiedziec ze zje sie
                        innym razem. Taka jest moja konkluzja na temat jedzenia dobrych rzeczy i diet.
                        Ja sie ostatnio odzywiam: serem bialym (ktory uwielbiam), troche owocow, troche
                        macznych (da przyjemnosci :-)), duzo warzyw (dla zdrowia ;-) ), no i oczywiscie
                        miesko i jajka (i dla zdrowia i dla smaku :-) ), Tez sie troche ruszam (ulubiony
                        ruch - chodzenie bo mam dlugie nogi ;-) )ale nie kazdego dnia mi sie to udaje.
                        Probuje tez myslec o sobie jak o szczuplej osobie. POdobniez osoby ktore uwazaja
                        sie za szczuple (neiwazne czy takie obiektywnie sa) instynktownie wybieraja
                        ciasto drozdzowe zamiast kawalka tortu. Ciekawostka to dla mnie, nie wiem czy
                        zawsze prawdziwa, ale u mnie troche sie sprawdza. BO zanim jeszcze wpadlam w
                        krag odchudzania a potem ostrych kompulsow uwazalam sie za raczej szczupla osobe
                        i rzeczywiscie jadlam na ogol chude produkty. No chyba ze to po prostu przypadek
                        :-) Powodzenia w walce o siebie.. :-)


                        • wersia Re: szkoda gadac 11.07.05, 23:13
                          Kąpiel wyszczuplająca – kąpiel z olejkiem cyprysowo – cedrowym firmy Bielenda:-
                          ) Potem balsam ujędrniający, a na buzię maseczka nawilżająca:-) Peeling z kawy
                          był rano:-)
                          Pomimo dzisiejszego napadu nie czuję do siebie takiej nienawiści i odrazy jak
                          zwykle, chociaż nadal nie mogę się przemóc i zapalić w łazience światła (od
                          kilku lat kąpie się zawsze po ciemku – mam w łazience ogromne lustro, a odkąd
                          przytyłam nie chcę oglądać swojego ciała, wielkiego brzucha i w ogóle…)
                          Co do jedzonka – ser biały też uwielbiam (ostatnio jem ciągle na słodko – z
                          kakao i orzechami/słonecznikiem, z aromatem waniliowym albo dżemem), kiedyś
                          miałam uczulenie na jajka, ale na szczęście minęło (uwielbiam omlety). Wiesz,
                          ja tak właściwie to non-stop myślę o jedzeniu, niedawno skończyłam oglądać
                          film, ale nawet w czasie jego trwania zastanawiałam się co to jutro zjem, przed
                          snem zawsze zastanawiam się nad śniadaniem, albo układam sobie w myślach
                          idealny jadłospis i wyobrażam sobie, jakby było cudownie jeść te wszystkie
                          pyszności i nie tyć… oj rozmarzyłam się – przymknęłam na chwilkę oczy i
                          wyobraziłam sobie jak pałaszuje olbrzymi kawał jeszcze ciepłej szarlotki, potem
                          lody bakaliowe, a potem staję na wagę i okazuje się, że jest mnie mniej o 5kg;
                          wstyd mi teraz, że piszę takie głupoty…:-(
                          No nic, idę już spać, bo o 6 rano czeka mnie spacer z psem.
                          Dobranoc

                          • wersia Re: szkoda gadac 12.07.05, 19:02
                            Przez cały dzień się obżerałam, w między czasie pokłóciłam się z lubym
                            (zadzwonił akurat kiedy pałaszowałam kolejną tabliczkę czekolady – byłam
                            wściekła, że mi przeszkadza) i z mamą (prosiła, żebym wyszła z psem na spacer –
                            w czasie napadu – chyba oszalała!)
                            Kilka lat temu oglądałam jakiś film dokumentalny o bulimiczkach, które mówiły,
                            że podczas jednego napadu pochłaniają nawet do 8000 kcal, wtedy wydawało mi się
                            to dużą przesadą, ale z czasem sama się przekonałam, że jednak jest to możliwe:-
                            (
                            Czuję się okropnie, jak zawsze koszmarnie boli mnie brzuch, wypiłam teraz
                            miętę, Pu-erh, Duphalac, może coś pomoże. Dobrze, że kiedyś po jakimś napadzie
                            wyrzuciłam wagę, chociaż i tak się pewnie jutro tradycyjnie się popłaczę
                            próbując dopiąć spodnie:-(
                            Nie rozumiem czemu nie potrafię nad tym zapanować, nie potrafię zjeść np.
                            jednego wafelka czy kawałeczek czekolady i na tym poprzestać. Studiuję na
                            Akademii Medycznej, miałam seminarium z psychologii na temat zaburzeń
                            odżywiania, wiem nawet co spowodowało że zaczęłam się objadać, ale pomimo tego
                            nie mogę przestać. Najgorzej było w marcu – obżerałam się przez cały miesiąc –
                            ani jednego dnia „czystego”, nie chcę nawet o tym pamiętać. Mama chce mnie
                            umówić do psychiatry, ale nie sądzę, żeby faszerowanie mnie lekami przyniosło
                            cudowne ozdrowienie.
                            Mam nadzieję, że chociaż Ty się trzymasz,
                            pozdrawiam
                            • negritha Re: szkoda gadac 12.07.05, 21:17
                              U mnie niestety nie lepiej :-(
                              Czytalam Twoj wczesniejszy post w ktorym pisalas z caly czas myslisz o jedzeniu.
                              Ja musze skolei przyznac ze o jedzeniu mysle coraz mniej. Jeszcze niedawno tez
                              walczylam z obsesyjnymi myslami na temat slodyczy, albo tez wieczorem juz
                              zastanawialam sie co zjem na sniadanie. Ale teraz juz rzadko. Im bardziej sie
                              nad tym wszystkim zastanawiam tym bardziej dochodze do wniosku ze mam jakas
                              straszna niechec do jedzenia, zwlaszcza jak sobie pomysle ile wycierpialam przez
                              sprawy zwiazane z jedzeniem. Nie znajduje juz w nim prawdziwej przyjemnosci tak
                              jak kiedys. Jedzenie to w tej chwili dla mnie albo czysta fizjologia (kiedy jem
                              by zaspokoic prawdziwy glod) lub wyrzuty sumienia (kiedy zaspokajam emocjonalny
                              glod)....
                              Tez mialam dzis napad, na pewno nie 8000 tys ale jednak. Jesli mowic o
                              przyczynach to byly 2: z jednej strony naturalna przyczyna zwana napieciem
                              przedmiesiaczkowym z drugiej: moja glupota i przewrazliwienie. Glupota bo rano
                              wpadlam na pomysl zeby sprawdzic ile waze. Mimo ze wydawalo mi sie ze zmierzam
                              powoli w dobrym kierunku waga wskazala 2 kg wiecej :-/ Niby glupota i nie
                              powinnam sie przejmowac ale jednak naszla mnie mysl ze i tak jestem gruba i
                              skoro juz tak to co za roznica ile zjem... No i zjadlam zdecydowanie za duzo :-/
                              Myslalam ze nie wyjde w ogole z domu (na kurs) ale musialam bo nie mialam
                              wymowki przed rodzicami, tak wiec z wielkim brzuchem i niestrawnoscia musialam
                              udac sie miedzy ludzi :-((( Do tej pory brzuch mnie boli ale nie objadlam sie
                              juz na kolacje. Mimo wszystko jutro jest nowy dzien i chce zeby byl udany..
                              POza tym czuje lekka presje bo za 2 tygodnie musze sobie kupic kostium kapielowy
                              i troche ubran i wolalabym do tego czasu troche schudnac a nie utyc..
                              Ech, tak wiec dokladnie wiem co w tej chwili czujesz..
                              Twoj chlopak wie o Twoich problemach, albo mama?
                              Tez pije miete...
                              Wiesz, ja juz nawet nie probuje zjadac jednego wafelka czy kostki czekolady, ale
                              wiem ze wielu "zdrowych" ludzi ma podobnie. Moge podac przyklad swojej rodziny.
                              Nikt z mojej rodziny nie potrafi zjesc jednego wafelka. Ograniczaja sie na
                              codzien itd ale jak np sa imieniny to zjadaja przecietnie okolo 2-4 kawalkow
                              ciasta. Rzadko spotyka sie ludzi ktorzy nasycaja sie jednym kawalkiem czekolady.
                              Mysle ze chodzi o to zeby zjesc wlasnie raz na jakis czas te 2-4 kawalki
                              ciasta i nie robic z tego problemu (a nie tak jak w moim przypadku dopychac
                              jeszcze 3 razy tyle w domu). Sadze ze taka jest wlasnie norma. Mysle ze nie ma
                              co sie oszukiwac. Jestem lakomczuchem i raczej nigdy nie bede czula ze nasycilam
                              sie 1 kawalkiem czekolady..
                              Oj, nie zazdroszcze takiego miesiaca obzerania, domyslam sie ze to bylo dla
                              Ciebie ciezkie przezycie...
                              Pomysl z psychiatra tez nie wydaje mi sie dobry, dziewczyny na forum nie raz
                              wypowiadaly sie ze 100z wazniejsza jest terapia u psychologa. Ja jednak probuje
                              walczyc wlasnymi silami. Na razie jak widac dobrze mi to nie wychodzi...
                              I na koniec jeszcze co do chlopaka. Tak to chyba juz musi byc, ze z jednej
                              strony czasem otrzymujemy od nich wsparcie w walce z kompulsami i milosc, a z
                              drugiej nieporozumienia i spiecia z nimi sa przyczyna naszych kolejnych napadow :-(
                              No nic. Jutro jest kolejny dzien. Nie bede stawac na wage, pojde rano na spacer,
                              poczytam ksiazke i mysle ze bedzie lepiej. Trzymaj sie i Tobie tez zycze (tak
                              jak sobie) milego dnia jutro :-)


                              • wersia Re: szkoda gadac 13.07.05, 12:29
                                Pomimo wczorajszego napadu rozpoczęłam nowy dzień z uśmiechem na twarzy:-)
                                Staram się jeść normalnie. Przykro mi tylko, że nie spotkam się dziś ze
                                znajomymi – jestem za gruba na wychodzenie z domu:-(
                                O moim objadaniu się wiedzą 4 osoby:
                                - mój chłopak (wspiera mnie jak tylko potrafi, ale szczerze przyznaje, że nie
                                bardzo rozumie jak można mieć taki problem z jedzeniem, dla niego to proste –
                                je kiedy jest głodny i tyle, żeby ten głód zaspokoić; denerwuje się, kiedy ja
                                nie chcę się przytulać, myśli, że to jego wina i że po prostu ja już nie chcę z
                                nim być, a przecież ja tylko nie chce żeby on dotykał mój wielgachny brzuch po
                                tym, jak się objadłam)
                                - moje 2 najlepsze koleżanki (nie wierzą, że potrafię faktycznie tyle zjeść na
                                raz, ile im mówiłam. Wiedzą, że chcę schudnąć i ciągle jestem na jakiejś
                                diecie, dlatego uważają że kiedy ja mówię, że znowu miałam napad to ten napad
                                polegał na zjedzeniu np. 1 wafelka albo dodatkowego talerza zupy i że
                                niepotrzebnie panikuję)
                                - no i mama (wiedziała, że jestem chora jeszcze zanim ja sama dowiedziałam się
                                że istnieje coś takiego jak kompulsywne objadanie się – wcześniej myślałam, że
                                jestem po prostu taką niedorobioną bulimiczką; jest przekonana że to wszystko
                                przez stres na studiach – to po części też prawda, ale zaczęłam się objadać
                                zanim poszłam na studia)
                                Co do Twojej wagi, to pamiętaj że przecież przed okresem w organizmie
                                zatrzymuje się woda i ta woda to właśnie te dodatkowe 2 kg! Także tym
                                absolutnie się nie przejmuj – nie przytyłaś!!!
                                Podziwiam Cię, że wyszłaś po napadzie do ludzi – ja bym nie potrafiła.
                                Pod koniec lipca też muszę kupić kostium kąpielowy i parę innych rzeczy,
                                chociaż nie wyobrażam sobie siebie paradującej po plaży w kostiumie obok tych
                                wszystkich ślicznych, zgrabnych dziewczyn:-(

                                Miłego dnia!
                                • negritha Re: szkoda gadac 13.07.05, 13:37
                                  U mnie tez na razie w porzadku, nawet mam calkiem mily dzien :-)
                                  Humor psuje mi troche ten PMS, nawet drobnostki probuja wyprowadzac mnie z
                                  rownowagi (np dzis pies nie dal mi rano spac a jak juz z nim wyszlam to okazalo
                                  sie ze nie potrzebowal tylko tak sobie piszczal....). No moze jeden maly
                                  drobiazg. Bylam u fryzjera i kobieta miala mi obciac tylko koncowki i z moich
                                  dlugich wlosow zrobily sie takie do ramion.... nie wygladam niestety najlepiej w
                                  takiej dlugosci. Dobrze ze zanim sie zobacze z chlopakiem troche odrosna (on tez
                                  woli mnie w dluzszych) ;-)
                                  Ech, wiem ze Twoj chlopak rzeczywiscie moze tego nie rozumiec. Po pierwsze jest
                                  facetem i nie przywiazuje pewnie takiej wagi do wygladu jak to robia kobiety, no
                                  i sam nie ma tego problemu. Wiesz, kiedys jak bylam w drugiej klasie liceum
                                  mialam calkiem rozsadne podejscie do jedzenia. Tzn uwielbialam slodycze ale nie
                                  mialam jeszcze obsesji na ich punkcie. Po prostu jadlam duzo slodkich rzeczy ale
                                  nie lubilam za bardzo innych wiec bylam wzglednie szczupla. Bylam na wakacjach
                                  na obozoe z moja kolezanka. Pamietam ze nie moglam sie nadziwic jak wielkie
                                  porcje sobie naklada (byl szwedzki stol) i dlaczego tak lapczywie wszystko
                                  zjada. Pochlaniala wszystko blyskawicznie i wzdychala ze to jest przepyszne i
                                  takie smaczne. Wowczas troche mi sie smiac chcialo ze az tak kocha jesc, ale nie
                                  bylo mi do smiechu jak zobaczylam ze po kazdym posilku spedza 20-30 minut w
                                  lazience.. Wtedy jeszcze nie wiedzialam co to jest bulimia, myslalam ze to
                                  jakies zaburzenia pokarmowe. Jak sie dowiedzialam to po prostu sluchalam z
                                  szeroko otwartymi oczami i myslalam: to po co az tyle jesc?? NO i w glowie mi
                                  sie nie miescilo ze mozna to potem wymiotowac...
                                  Tak, to byly piekne czasy, ktore juz nie wroca :-( A wracajac do sedna sprawy to
                                  dobrze wiem ze mozna tego nie rozumiec.. ze po prostu nie miescic w glowie.
                                  Zreszta moj poprzedni chlopak jak sie dowiedzial to tez nic z tego nie rozumial.
                                  Kompletnie nie wiedzial jak mi pomoc :-( Co gorsza sam mowil mi ze chcialby miec
                                  taki apetyt (byl chudy i nie mogl przytyc). Jesli Twoj chlopak tez jest typem
                                  ktory nie moze przytyc to nigdy nie zrozumie tego.Mysle ze trzeba choc raz byc
                                  na diecie by zrozumiec co to znaczy powstrzymywac instynkt jedzenia..
                                  Ale mow mu dlaczego nie chcesz zeby Cie przytulal. Nie pozwol mu myslec ze
                                  zrobil cos nie tak. Ja tez mam obsesje na punkcie brzucha (nie tylko jak jest
                                  napchany) i nie lubie jak mnie ktos tam dotyka. Moze wystarczy jak powiesz mu
                                  zeby omijal to miejsce? Albo powiedz ze po prostu czujesz sie grubo i ze masz
                                  kompleksy. Na taki tekst faceci juz na ogol sa przygotowani bo wiekszosc kobiet
                                  ma takie kompleksy.
                                  Fajnie ze powiedzialas kolezankom. Ja tez tak zrobilam. Jedna tez mi nie bardzo
                                  wierzy ze tyle zjadam, ale druga sama miala to samo i (uwaga!) wyleczyla sie
                                  juz. Jesli Twoje kolezanki wiedza co jest Twoim problemem to odpada Ci juz
                                  problem dlaczego nie chcesz np wspolnie jesc. No chyba ze bagatelizuja sprawe i
                                  kompletnie jej nie rozumieja, proponuja cos mowiac np " e tam, od takiej ilosci
                                  jedzenia nic Ci sie nie stanie"
                                  Wydaje mi sie tez ze nie ma co z nimi rozmawiac o problemie jedzenia tylko
                                  skupic sie w rozmowie na Twoich innych problemach (tych ktore moga byc wlasnie
                                  przyczyna napadu). Ja tak robie z moimi kolezankami. Rozmawiam z nimi o
                                  wszystkim tylko nie o tym. Bardzo pomaga mi to ze jak mam zly dzien to moge im
                                  sie wyzalic, a nie np zaczac jesc. Mnie codzienne rozmowy z ludzmi bardzo
                                  pomagaja choc tak dlugo od nich stronilam...jesli wyrazam na biezaco swoje
                                  emocje i mysli to mniejsze prawdopodobienstwo ze wkoncu wszystko sie we mnie
                                  skumuluje i skonczy obzarstwem..
                                  A jak to jest z Twoja mama? Ja swojej nie powiedzialam bo balam sie ze zacznie
                                  zwracac uwage na to co jem. Nawet jak mam napad to jem rzeczy ze sklepu zeby nie
                                  zauwazyla braku. Nie chcialam zeby wiedziala, zeby nie kontrolowala mnie.
                                  Odzywiam sie po swojemu i chce zeby tak zostalo. Choc czasem wolalabym zeby
                                  wiedziala bo wtedy moze nie slyszalabym od niej przykrych dla mnie zartow. Np
                                  ostatnio o 21-22 smarowalam sobie bulki maslem ona spojrzala na mnie i
                                  powiedziala "Ty grubasku!" tak zartobliwie. Jezu, to glupie ale dotknelo mnie
                                  to :-/ Powiedzialam zeby dala mi spokoj i ucieklam z jedzeniem do pokoju.
                                  Twoja mama patrzy na to czy i co jesz?
                                  Co do tych 2 kg to raczej nie sadze zeby to bylo przed okresem bo nigdy przed
                                  okresem nie zauwazalam wzrostu wagi a zwlaszcza teraz jak biore pigulki. Takze
                                  to niestety nie to :-(
                                  A do ludzi niestety musialam wyjsc choc w pierwszej chwili chcialam wymyslic
                                  jakas wymowke zeby nie wychodzic z domu. Niestety nic nie znalazlam i musialam
                                  pojsc :-( Zarzucilam luzniejsza bluzke, wciagalam brzuch i nie patrzylam na
                                  mijajacych mnie ludzi.
                                  A co do paradowania w kostiumie to tez bedzie to pewnie problem. Na szczescie
                                  bede nad jeziorem wiec tam tlumow nie ma. Ale nad morze pozniej pewnie pojade.
                                  NO coz, staram sie dystansowac do takich szczuplutkich lasek. Nie jestem typem
                                  "panienki" ktory poswieca godziny na cwiczenia, diete, solarke. Stawiam raczej
                                  na naturalnosc wiec nigdy nie bede tak wygladac i juz sie z tym troche
                                  pogodzilam. Chodzi mi tylko o to zeby te faldki tluszczu na brzuchu nie byly tak
                                  bardzo widoczne i zeby nie czuc sie zle. Ech, wkoncu to ma byc wypoczynek na
                                  cieplym slonku a nie dreczenie sie tym jak sie prezentuje na tle innych.
                                  Ufff rozpisalam sie
                                  Ale przyznaje ze ta korespondencja w pewnym stopniu mi pomaga (bo pisze o
                                  wlasnych uczuciach) wiec sie nie ograniczam ;-) Jesli jednak Tobie sie dluzy to
                                  bede bardziej zwiezla :-)
                                  Niech ten dzien rowniez skonczy sie z usmiechem na twarzy :-)
                                  pozdrawiam
                                  • wersia Re: szkoda gadac 13.07.05, 15:10
                                    Wcale mi się dłuży, cieszę się, jak widzę kolejny post od Ciebie:-)
                                    Oj tak, mój luby to typ, który chciałby przytyć. Ciągle tłumaczę mu, czemu nie
                                    chcę, żeby mnie przytulał, ale on zawsze powtarza, że dla niego i tak jestem
                                    najpiękniejsza na świecie i nie ma to żadnego znaczenia, czy ważę 5 kilo mniej
                                    czy więcej. Dla mnie z kolei ma to ogromne znaczenie – od tego ile akurat ważę
                                    zależy mnóstwo rzeczy – to jak się czuję, jaki mam humor, jaki mam do siebie
                                    stosunek, jak się ubiorę, czy spotkam się ze znajomymi, czy poprzytulam się z
                                    chłopakiem, czy pójdę do kina itd.
                                    Koleżanki raczej bagatelizują sprawę, ich zdaniem skoro nie jestem gruba (ja
                                    widzę w lustrze potwora) to nie mogę mieć aż takiego problemu z jedzeniem. Ale
                                    mało o tym rozmawiamy. Nie chcę rozmawiać na temat jedzenia, dlatego chwile
                                    spędzane z nimi są takie cudowne, bo chociaż na moment zapominam o żarciu.
                                    Moja mama jest prawie cały dzień poza domem – po pracy wpada na obiad, a potem
                                    zawsze ma do pozałatwiania tysiąc spraw. Wie, kiedy miałam napad – bo po
                                    powrocie zastaję praktycznie pustą lodówkę, a mnie wściekłą i zapłakaną. Chce
                                    ze mną pogadać, ale ja na to nie pozwalam, jestem dla niej bardzo niemiła i
                                    wyżywam się na niej, za to, że znowu nie zapanowałam nad jedzeniem. Ma już
                                    dosyć mojego zachowania i uważa, że powinnam udać się do kogoś kto może mi
                                    pomóc – psychologa lub psychiatry.
                                    Jak Twojej koleżance udało się z tym skończyć? Chodziła na terapię czy dała
                                    sobie radę sama?
                                    Też stawiam na naturalność:-) A włosy odrosną:-)
                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    • negritha Re: szkoda gadac 13.07.05, 22:21
                                      Na poczatku powiem tyle ze sie ciesze ze nie przynudzam ;-)
                                      Druga sprawa: Jesli Twoj luby jest chudy to bedzie mu ciezko zrozumiec co to
                                      znaczy probowac zapanowac nad apetytem. Ale nie znaczy to ze nie bedzie Cie
                                      wspieral. Zreszta z tego co piszesz to akceptuje Cie rowniez z choroba, wiec
                                      chyba nie jest to dla niego problem. Dla mojego bylego chlopaka to problem byl
                                      :-( Moze nie wypominal mi ale mial juz dosc tego ze robie z tego taka tragedie.
                                      Poslugiwal sie argumentami typu: ludzie na swiecie gloduja a Ty nie umiesz po
                                      prostu docenic tego co masz.. Z ta jego chudoscia to tez mialam mala obsesje.
                                      Zawsze to bylo tak ze on jadl wszystko smaczniejsze, bardziej kaloryczne a ja
                                      przy nim tylko dietetyczne posilki (oczywiscie jak poszedl to juz nie..). Po
                                      prostu przy nim sie czulam jakby nie nalazaly mi sie slodycze czy inne smakolyki
                                      bo i tak dobrze wygladam :-/ Nie wiem, moze zbyt czesto mnie krytykowal w innych
                                      sprawach, nie mialam jego akceptacji i dlatego balam sie normalnie przy nim
                                      jesc.. a juz o napadzie przy nim to mowy nie bylo. Zawsze zaczynalo sie jak
                                      wyszedl z mojego mieszkania, doslownie po paru sekundach rzucalam sie na
                                      jedzenie :-( Tobie sie zdazylo przy nim wiecej zjesc??
                                      Marzylam zeby mi kiedys powiedzial ze nie wazne ile waze ze to nie ma znaczenia.
                                      Niestety nigdy tego nie uslyszalam.. No ale to juz nieaktualne. Jestem teraz z
                                      kims kogo kocham i kto mnie akceptuje wiec o tyle jest mi latwiej. To wspaniale
                                      ze Twoj luby tez Cie akceptuje taka jaka jestes. Wyobraz sobie jakby dawal Ci do
                                      zrozumienia ze moglabys schudnac, to jest dopiero dolujace...:-(
                                      Mysle ze akceptacja innych osob wiele ulatwia. Oczywiscie mozna sobie mowic ze
                                      nikomu nie musze sie podobac, ale ja niestety nie umiem tak do tego podejsc..
                                      U mnie niestety waga jest takze wyznacznikiem nastroju ale ostatnio to sie
                                      zmienilo. Wystarczy ze pare dni nie mam napadu, ze jem nieduzo wrecz i wszystko
                                      zaczyna robic sie luzne to od razu tryskam humorem, nawet jak jeszcze nic nie
                                      schudlam. Dzien po napadzie z kolei zawsze czuje sie grubo, nawet jak wczesniej
                                      schudlam 10 kg..
                                      Ale od jakiegos czasu probuje zmieniac zaleznosc nastroju od wagi. Po pierwsze
                                      nie waze sie (z wyjatkiem wczorajszej wpadki).
                                      Jesli chodzi o dobior ubran to rzeczywiscie zalezy to od tego jak aktualnie
                                      wygladam. Jesli chodzi o wychodzenie ze znajomymi to w tej kwestii przelamalam
                                      sie w paru przypadkach: chodze do kina (jest ciemno a popkornu nie musze
                                      kupowac), na spacery, na kawe (bez ciacha), na imprezy domowe do znanych mi
                                      dobrze osob. Unikam miejsc typu dyskoteki, puby, wieksze imprezy. Ostatnio
                                      rowniez przekonuje sie do grillowania ze znajomymi. W sumie nikt mi nie kaze
                                      przeciez jesc, mieska mozna spokojnie troche zjesc a i winko/piwo nie zaszkodzi
                                      raz na jakis czas. Takze udalo mi sie dokonac pewnych postepow.
                                      Jesli chodzi o przytulanie sie z chlopakiem, to po prostu przed jego przyjsciem
                                      nie miewam napadow (chocby nie wiem jak mnie przycisnelo) przynajmniej jak
                                      dotad.. ale jesli np czuje ze przytylam to mam maly problem nie z przytulaniem
                                      ale z "czyms wiecej". Swiadomosc tego jak wygladam totalnie mnie do wszystkiego
                                      zniecheca...:-(
                                      Rozumiem Cie ze nie chcesz rozmawiac z mama. Ja robie dokladnie to samo. Nie
                                      wiem czemu, przeciez ja kocham. A z kimkolwiek masz ochote wtedy (po napadzie)
                                      porozmawiac? Czy tylko z mama tak jest?
                                      Jesli chodzi o moja kolezanke to ona zapisala sie do AŻ i tam spotykala sie z
                                      ludzi. Ale mowila ze nie to jej pomoglo najbardziej ale to ze zaczela sie
                                      spotykac z ludzmi. Ma teraz mnostwo znajomych i mowi ze jak sie kiepsko czuje to
                                      po prostu do kogos dzwoni zamiast jesc. Wyzbyla sie tego uczucia niecheci do
                                      "narzucania sie", a to wlasnie to nas czesto hamuje..
                                      Myslimy sobie ze inni maja gorsze problemy itd. A ona po prostu przelamala to.
                                      Nie kazdy ja za to polubil ale jest teraz pewna siebie, realizujaca sie w zyciu
                                      osoba. Kiedy ja pytalam jak jej sie udalo to powiedziala ze to przede wszystkim
                                      nie jest walka ze soba i ze wlasnie kontakt z ludzmi pomogl jej o tym wszystkim
                                      zapomniec. Mowi ze nadal ma sytuacje ze np ma na cos straszna ochoe i zjada np
                                      podwojna porcje nalesnikow ale obraca to w zart albo mowi otwarcie ze chyba nie
                                      powinna az tyle jesc. Nie dietuje sie, nie mysli o tym co i kiedy je. Nie
                                      przejmuje sie swoim wygladem a z czasem i schudla i wyglada ladnie. Po prostu
                                      zyje. Absorbuje ja wiele rzeczy, zyje na wysokich obrotach i jak mowilam zawsze
                                      w towarzystwie.
                                      Ale widzisz, to nie jest tak ze do czegos takiego powinnismy dazyc. Kazda z nas
                                      jest inna i ja np wcale nie marze o takim zyciu na wysokich obrotach zeby nie
                                      miec chwili na myslenie o jedzeniu. Uwielbiam miec wolny czas, cieszyc sie
                                      chwila, lezec na lozku czytajac ksiazki, sluchac muzyki. Lubie ta swoja
                                      samotnosc. Potrzebuje codzien pobyc chwile sama ze soba. Tak juz mam, ze nie
                                      lubie szybkiego tempa. Tak wiec dla mnie rozwiazaniem nie byloby wpadanie w wir
                                      zajec i imprez. Bardziej chodzi mi o pogodzenie ze soba i spokoj wewnetrzny.
                                      Tak, tego wlasnie najbardziej potrzebuje..
                                      pozdrawiam Cie i zycze milego, slonecznego dnia jutro :-)
                                      • wersia Re: szkoda gadac 14.07.05, 10:18
                                        Wczoraj niestety znowu był napad. Może nie dobiłam do tych 8000kcal (chociaż…),
                                        ale brzuch bolał mnie przez całą noc, a poziom nienawiści do siebie osiągnął
                                        niebezpiecznie wysoki poziom. Powód był banalny - znalazłam kartkę ze swoimi
                                        wymiarami z października (zapisałam przed rozpoczęciem jakiejś kolejnej diety,
                                        żeby potem mieć porównanie). Od razu pobiegłam po centymetr, wymierzyłam się i
                                        załamałam. Ruszyłam w kierunku lodówki – no bo przecież i tak jestem gruba,
                                        więc co mi tam…
                                        Od dziś robię kolejne podejście do South Beach – ja po prostu muszę być na
                                        diecie, albo jestem na diecie albo się obżeram – nie ma nic pośrodku. Inaczej
                                        już nie potrafię.
                                        Przy lubym nigdy nie zdarzyło mi się mieć napadu, przy nim jem normalnie.
                                        Chociaż nie przepadam za jedzeniem w towarzystwie – obojętnie czy jestem na
                                        diecie czy nie – nie lubię, kiedy ktoś patrzy jak jem, co jem i ile jem. I
                                        nigdy się nie objadam kiedy jesteśmy umówieni na wspólny wieczór (chyba
                                        rozumiesz o co mi chodzi;-)
                                        Potrzebuję akceptacji innych, przejmuję się tym, jak mnie postrzegają, dlatego
                                        tak bardzo chciałabym schudnąć, moje koleżanki są ładne i szczupłe, czuję się
                                        przy nich jak brzydkie kaczątko. Mam teraz dwa marzenia – być szczupłą i
                                        przestać się objadać (jedno wiążę się oczywiście z drugim), w tej chwili nic
                                        innego nie potrzeba mi do szczęścia.
                                        Po napadzie jedyną osobą, z którą ewentualnie rozmawiam jest chłopak. Bardzo
                                        często do mnie dzwoni, więc siłą rzeczy trafia na momenty, kiedy jestem po.
                                        Wtedy się na niego złoszczę i mówię, że nie mam ochoty rozmawiać, ale on nie
                                        pozwala mi odłożyć słuchawki. Opowiada mi o różnych rzeczach i prosi mnie żebym
                                        też mu koniecznie o czymś poopowiadała – byle nie o jedzeniu i mojej urojonej
                                        (jego zdaniem) nadwadze. Po jakimś czasie złość mi przechodzi i chociaż chwilę
                                        nie myślę o żarciu.
                                        Tak naprawdę to lubię jak wtedy dzwoni:-)
                                        Spotykanie się ze znajomymi to rzeczywiście świetne lekarstwo, jak poczuję się
                                        lepiej (czyli chociaż po kilku dniach bez napadów), to na pewno wyjdę do ludzi.
                                        Też nie lubię życia na wysokich obrotach, szaleńczego tempa, dlatego tak męczy
                                        mnie Warszawa. Uwielbiam chwile kiedy wracam do rodzinnego domu (mała
                                        miejscowość, spokój, blisko las, jezioro), lubię być sama ze sobą – może to
                                        dlatego, że jestem jedynaczką i przyzwyczaiłam się do spędzania czasu w swoim
                                        towarzystwie.
                                        • negritha Re: szkoda gadac 14.07.05, 13:23
                                          Wlasnie jestem po napadzie. Dni ukladaja mi sie jak widac w kratke, jednego dnia
                                          dobrze drugiego zle. Zaczelo sie od tego ze czulam sie slabo rano i mialam
                                          zawroty glowy. Pierwsza mysl ze za malo zjadlam na sniadanie no i sie
                                          zaczelo........
                                          Ech, normalnie tylko plakac.. cdn


                                          • wersia Re: szkoda gadac 14.07.05, 15:01
                                            Trzymaj się Negritha! Pamiętasz co sama niedawno pisałaś – że trzeba
                                            potraktować napad jak wpadkę, która może przytrafić się przecież każdemu. Nie
                                            myśl już o tym, wypij miętę i zrób coś co sprawi, że znowu się uśmiechniesz –
                                            to naprawdę trochę pomaga. Ja po wczorajszym napadzie obejrzałam film i zdjęcia
                                            z wakacji sprzed 3 lat, wtedy byłam taka szczęśliwa, bez dodatkowych kilogramów
                                            i bez BED. I wiesz co, chyba mnie to zmobilizowało.
                                            Czekam na wieści jak się czujesz
                                            • wersia Re: szkoda gadac 14.07.05, 17:45
                                              Znowu miałam napad. Już nie mam na to siły:-(
                                              • negritha Re: szkoda gadac 14.07.05, 22:13
                                                Jak sie teraz czujesz?
                                                Z tego co widze ja mialam napad rano a Ty popoludniu... co za dzien.
                                                Mi juz troche przeszlo (czas leczy rany) i probuje ciagle odnalezc przyczyne.
                                                Zauwazylam ze ciagnie mnie do jedzenie w okolicach przedpoludnia. Wiaze sie to z
                                                tym ze wstaje i nie mam nic zaplanowane. I na ogol 2 h po sniadaniu wszystko sie
                                                zaczyna. W innych porach jest mi latwiej. Postanowilam wiec ze bede rano
                                                wychodzic z domu i pojde gdziekolwiek, na stare miasto, do centrum gdziekolwiek
                                                i nawet bez wyraznego celu. Zajme sie czyms po prostu. Zobaczymy co z tego
                                                wyjdzie..
                                                Ty masz jakas mniej wiecej stala pore kiedy Ci sie to przytrafia? Jesli tak to
                                                moze mozna cos z tym zrobic.
                                                Co do mierzenia sie centymetrem to chyba nalezy zrobic tak jak z waga, nie
                                                kontrolowac tego. Wieksze zmiany i tak czuje sie po ubraniach a po co dolowac
                                                sie jakimis malo znaczacymi cyferkami. Zwlaszcza ze z tego co napisalas nie
                                                jestes osoba ktora inni postrzegaja jako gruba wiec pewnie nie wygladasz zle.
                                                Wiem o co chodzi z tym ze mozna albo byc na diecie albo obzerac sie. Moze wiec
                                                sprobuj czegos takiego ze wiekszosc posilkow niech bedzie zgodna z dieta a np
                                                jeden w ciagu dnia nie dokonca zgodny (oczywiscie jak bedziesz miec ochote). W
                                                sumie uwazam ze ze wszystkich diet SB i Montignac sa jeszcze najlepsze bo sa to
                                                raczej sposoby odzywiania na cale zycie. Wiesz, tak naprawde wazne jest zebys
                                                lubila to co jesz na SB bo wtedy jest szansa ze stanie sie to po prostu Twoim
                                                sposobem odzywiania. Mysle ze wiekszosc ludzi ma taki wlasnie swoj sposob
                                                odzywiania, ktory sklada sie z rzeczy ktore lubia. Przeciez nie musimy jesc
                                                wszystkiego co kochamy. Z pewnych rzeczy mozna zrezygnowac jesli zastapimy je
                                                takimi ktore takze nam smakuja. Moze to i jest jakis sposob?
                                                Moje kolezanki tez sa ladne i szczuple. jedna wazy ok 47 kg druga 53. Dla mnie
                                                wyniki nieosiagalne i w sumie niechciane bo jestem tez od nich wyzsza. Ale coz,
                                                one po prostu malo jedza. Taki ich wybor i nie powiem tez bym tak chciala,
                                                przezywac dzien na 3 malutkich posilkach. Ale coz, ja mam po prostu inne
                                                potrzeby i koniec.
                                                Czemu czujesz sie jak brzydkie kaczatko? Pamietaj ze uroda to nie jest tylko
                                                sylwetka, ale przede wszystkim spojrzenie, usmiech, sposob poruszania, rysy
                                                twarzy. Ja nie czuje sie tak zle z moimi kolezankami ale moze dlatego ze uwazam
                                                ze kazdy ma w sobie cos ladnego :-)
                                                Tak naprawde wiele rzeczy moglabym pozazdroscic ale obecnie jestem na etapie
                                                myslenia ze wystarcza mi to co mam. Nie musze miec idealnej sylwetki, twarzy,
                                                niczego. Moja przecietnosc mnie calkowicie zadowala, zarowno fizyczna jak i
                                                psychologiczna. Nie musze byc przeciez nadzwyczajna i nie lubie wyrozniac sie w
                                                tlumie ;-). Wazne ze ludzie wokol mnie mnie lubia za to jaka jestem. Dzis
                                                wlasnie jakies 3 h po napadzie szlam ulica i powtarzalam sobie pod nosem:
                                                "jestem swietna dziewczyna, jestem wyjatkowa bo kazdy jest wyjatkowy, zyje tu i
                                                teraz i doceniam wszystko co mam, mam tylko jedno zycie i chce je szczesliwie
                                                przezyc" Mimo ze nie wierzylam w to za bardzo to jednak humor mi sie poprawil a
                                                i pewnosc siebie troszke wzrosla. W sumie kazdy ma jakies slabosci a nikt nie
                                                powiedzial ze odchudzanie jest proste. Mimo to nie chce rezygnowac.
                                                Tak patrzec z perspektywy czasu widze jak zmienilo mi sie podejscie do siebie
                                                samej. Niechec do siebie szybko mi po napadzie mija i nie czuje sie przez ta
                                                chorobe gorsza od innych. A jeszcze niedawno po prostu czulam sie najbardziej
                                                zalosna, beznadziejna osoba. Warto wiec myslec o sobie lepiej i sluchac
                                                znajomych jak mowia ze jestes ok :-)
                                                Widzisz, to wspaniale jak piszesz ze chlopak dzwoni do Ciebie i nie pozwala
                                                odlozyc CI sluchawki. Widac jak bardzo troszczy sie o Ciebie. Dobrze ze masz
                                                takie wsparcie :-)
                                                A wiec obie lubimy przebywac same ze soba :-) Trzeba tylko znalezc jakis sposob
                                                by w takim samotnym wypoczywaniu nie bylo miejsca na jedzenie i myslenie o nim.
                                                Mi bardzo brakuje jakiegos pasjonujacego hobby :-( A Ty masz jakies?
                                                Napisalas ze masz 2 marzenia: schudnac i przestac sie objadac. W sumie mysle ze
                                                jak osiagniesz to drugie to i pierwsze samo przyjdzie..
                                                trzymaj sie tam
                                                jutro bedzie lepiej
                                                I dziekuje za slowa pociechy po moim napadzie (miete juz wypilam :-) )


                                                • wersia Re: szkoda gadac 15.07.05, 11:11
                                                  U mnie napady prawie zawsze mają miejsce po południu, wieczorem lub – najgorsza
                                                  wersja – w nocy. Bardzo rzadko przed południem. Może mój organizm zapamiętał
                                                  sobie, że zawsze najwcześniej po południu wracałam z zajęć i dopiero wtedy
                                                  mogłam sobie „pozwolić” na napad.
                                                  Zasady South Beach bardzo mi pasują i przez te kilka dni na diecie czułam się
                                                  świetnie, chociaż absolutnie się nie głodziłam i nie liczyłam kalorii. Zaczynam
                                                  od jutra, dziś jeszcze pojem owoce - przez pierwsze 2 tygodnie są w SB
                                                  zabronione. Poza tym od jutra do wtorku będę musiała ciągle wychodzić z psem na
                                                  spacer (zazwyczaj 2 razy dziennie wychodzę ja i 2 razy mama), dlatego nie może
                                                  być mowy o napadzie – taka obżarta nie wyszłabym z domu.
                                                  Może to jest właśnie sposób na uniknięcie napadów?
                                                  Żadnego pasjonującego hobby nie posiadam i bardzo mi z tym źle. Mój luby od
                                                  dawna nurkuje, uwielbiam słuchać o jego kolejnych nurkowych wyprawach, mówi o
                                                  tym wszystkim z takim przejęciem, z błyszczącymi oczami i wypiekami na
                                                  policzkach – zazdroszczę mu tego. Ja raz spróbowałam – było niesamowicie, ale
                                                  moja mama nie zgadza się, żebym poszła na kurs – jej zdaniem nurkowanie jest
                                                  niebezpieczne, po prostu boi się o mnie. Ja w ogóle uwielbiam wodę, gdybym nie
                                                  była taka gruba, to w tej chwili zamiast przed komputerem siedziałabym nad
                                                  jeziorem:-(
                                                  Właśnie dostałam sms od koleżanki z propozycją spotkania. Już nie wiem jak mam
                                                  się wykręcać od tych spotkań, nie powiem, że nie przyjdę bo jestem gruba i nie
                                                  chce żeby mnie ktokolwiek oglądał - pomyślą, że jestem pustą lalką, której
                                                  zależy tylko na wyglądzie. Chociaż w sumie to prawda, bardzo zależy mi na
                                                  wyglądzie:-(

                                                  Życzę miłego, słonecznego, beznapadowego dnia!
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 15.07.05, 15:44
                                                    Hmmm a wiec masz rowniez taka trudna pore. Trzeba sie teraz zastanowic co
                                                    moglabys robic w tym czasie. W sumie jesli to jest czas kiedy wracasz z zajec to
                                                    pewnie masz napad z powodu tego co sie podczas nich wydazylo albo moze ze
                                                    zmeczenia?Ale musze powiedziec ze ja z powodu uczelni mialam rowniez wiele
                                                    napadow, rowniez na uczelni jak mnie nikt ze znajomych nie widzial albo jak
                                                    wrocilam do domu :-/
                                                    W kazdym razie teraz sa wakacje i problem pozostal... Ale teraz najgorsze jest
                                                    dla mnie przedpoludnie bo po poludniu jestem po prostu pochlonieta czyms innym.
                                                    No i dzis ruszylam sie godzine po sniadaniu z domu. Przespacerowalam sie niecala
                                                    godzinke, zalatwilam pare spraw zwiazanych z moimi wakacjami. Kupowalam bilety
                                                    na pociag w jedna strone i z powrotem i zajelo mi to troche czasu przy kasie,
                                                    zwlaszcza ze kobieta musiala sie dopytac kolezanek czy przysluguje mi znizka.
                                                    Zrobila sie kolejka i jakis facet naskoczyl na mnie ze to nie informacja tylko
                                                    tu sie kupuje bilety. Bardzo sie ciesze z tego jak zareagowalam. Kiedys bym
                                                    tylko poczerwieniala i przeprosila ze to tak dlugo trwa. Ale wrecz przeciwnie.
                                                    POmyslam sobie ze mam prawo stac tak dlugo przy okienku zeby zalatwic wszystkie
                                                    sprawy. Odpowiedzialam wiec glosno i chlodno ze to moja sprawa ile kupuje
                                                    bilety, o co pytam i ze Pani w kasie musi cos sprawdzic dlatego tyle to trwa. I
                                                    koniec. Zero czerwienienia, zdenerwowania i mysli o tym zeby cos zjesc po tym
                                                    niemilym incydencie. Jestem naprawde zadowolona ze swojej reakcji :-) A facet
                                                    rozumiem ze spieszyl sie na pociag ale mogl przyjsc wczesniej, kto kupuje bilet
                                                    w ostatniej chwili wiedzac ze zawsze sa kolejki??? POza tym pytalam wczesniej o
                                                    pociag w informacji ale odeslali mnie do kasy, takze sumienie mam czyste ;-P
                                                    Tak, mysle ze szukanie sobie zajec jest najlepszym sposobem na unikniecie
                                                    napadow. W domu bede siedziec wieczorami, a "krytyczne godziny" (zazwyczaj
                                                    10-13) bede spedzac na miescie, na spacerach, gdziekolwiek byle nie w domu.
                                                    Kiedys zainteresowalam sie troche SB ale potem stwierdzilam ze jak na MOntim
                                                    nie dalam rady to na bardziej rygorystycznej tez moze byc ciezko. Ale sama
                                                    stosuje pewne zasady SB, np na obiad miesko z warzywami. :-)
                                                    Trzymam wiec za Ciebie kciuki. Za kazdym razem jak najdzie Cie ochota na
                                                    zlamanie diety to pomysl sobie ze jak juz wytrzymalas iles dni to jak teraz sie
                                                    poddasz to zmarnujesz poprzedni wysilek. No i ze w sumie odchudzanie to
                                                    cwiczenie silnej woli, nikt nie powiedzial ze to jest latwe... Tak wiec badz
                                                    cierpliwa i wytrwala :-)
                                                    No wlasnie, moj kochany tez ma pasjonujace go hobby a ja niestety nie mam :-(
                                                    Nie wiem, moze to dlatego ze za rzadko sie w zyciu nudzilam i nie znalazlam
                                                    sobie czegos interesujacego.
                                                    Hmmm fajnie Ci ze masz jezioro, ja bym poszla na Twoim miejscu poplywac (chocby
                                                    w towarzystwie psa). Swietny sport i duza przyjemnosc :-) Nie masz w poblizu
                                                    jakis dzikich plaz? Poza tym jakbym szla tylko np z kolezanka to chyba bym sie
                                                    przelamala z kostiumem. Przeciez kolezanke nie interesuje to, jak wygladasz (co
                                                    innego kolege ;-) ) i powinnas sie czuc swobodnie.
                                                    Mnie jak ktos proponuje spotkanie na ktore nie chce isc to otwarcie mowie ze
                                                    dzieki ale mam dola i chce byc sama. Czasem chyba lepiej powiedziec prawde, niz
                                                    wymyslac malo wiarygodne wymowki. Przynajmniej na moich znajomych to dziala, nie
                                                    odwracaja sie ode mnie ale daja spokoj.
                                                    Uch, jutro weekend, zastanawiam sie co zrobic zeby byl udany i beznapadowy.
                                                    CHyba sobie wymysle jakies zajecie..
                                                    Mam nadzieje ze w dalszym ciagu dobrze sie trzymasz :-) Pisz jak Ci idzie. Nie
                                                    tylko z jedzeniem :-)
                                                    pozdrawiam
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 15.07.05, 18:39
                                                    To donoszę co u mnie:
                                                    Musiałam dziś pójść do banku, upał straszny, a ja oczywiście w długich, grubych
                                                    spodniach. Co chwila mijały mnie szczuplutkie, opalone dziewczyny bez
                                                    cellulitu, w baaardzo krótkich spodenkach czy spódniczkach i z odsłoniętymi
                                                    brzuchami. Wróciłam do domu i w płacz. No a potem tradycyjnie napad.
                                                    Opustoszyłam całą lodówkę i barek ze słodyczami. I znowu płacz. Mama wróciła z
                                                    pracy, nawrzeszczała na mnie (w lodówce zostało tylko jedzenie dla psa),
                                                    powiedziała, że już dłużej tego nie wytrzyma i że mam wracać do Warszawy. Płacz
                                                    po raz kolejny.
                                                    Jedzenie już mnie nie cieszy, odbiera mi radość z życia. Przez jedzenie
                                                    znienawidziłam siebie, stałam się bardzo nerwowa, oziębła i aspołeczna – nie
                                                    wiem jak długo jeszcze moi znajomi będą to tolerować. Nie mogę na siebie
                                                    patrzeć, nie mieszczę się praktycznie w żadne ciuchy, mam coraz gorszą cerę.
                                                    Nie wiem gdzie się podziała ta roześmiana i zadowolona z życia dziewczyna
                                                    sprzed 3 lat…
                                                    Powinnam znaleźć sobie jakieś zajęcie. Jest mnóstwo do zrobienia na działce
                                                    (sprzątanie, wyrywanie chwastów, sadzenie nowej trawy itp.), ale ja po prostu
                                                    nie mogę się zmusić do ruszenia się z domu – nie chcę, żeby ktokolwiek na mnie
                                                    patrzył, pomyślał, że jestem gruba czy coś takiego. O pójściu nad jezioro nie
                                                    ma nawet mowy, dopóki nie wrócę do swojej normalnej wagi nikt nie zobaczy mnie
                                                    w kostiumie. Miałam jechać z lubym nad morze (myśleliśmy o kursie
                                                    windsurfingu), ale w tej sytuacji to niemożliwe.
                                                    Jutro mam zamiar posprzątać cały domek – chociaż przez jakiś czas nie będę
                                                    myśleć o jedzeniu. No i tak jak napisałam wcześniej – dieta. Jeśli sama sobie
                                                    nie poradzę – w październiku pójdę na terapię.
                                                    Co do sytuacji podczas kupowania biletów – to ja na 100% czerwona ze
                                                    zdenerwowania i wstydu przeprosiłabym tego faceta, że tyle czasu zajmuję
                                                    kolejkę. Już mi się to kiedyś przytrafiło.
                                                    Postaram się, żeby następny post był bardziej optymistyczny,
                                                    pozdrawiam
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 16.07.05, 11:19
                                                    A jak sie czujesz dzis?
                                                    Wiem ze na ulicach spotkac mozna mnostwo szczuplutkich dziewczyn, ale tak samo
                                                    mozna spotkac wiele niskich i wysokich, blondwlosych i czarnowlosych, z
                                                    kobiecymi szerokimi biodrami i z chlopiecymi. Jestesmy przeciez tak rozni i
                                                    przez to kazda z nas jest niezwykly bo niepowtarzalny. Ja tez wolalabym miec
                                                    plaski brzuszek i szczuplejsze uda, ale takze inne rysy twarzy, ladniejsze
                                                    paznokcie, gladka i miekka skore bez krostek, cellulitu, rozstepow i zrogowacen.
                                                    Niektorych rzeczy nie zmienie (np rysow twarzy) i sie z nimi pogodzilam a na
                                                    reszte moge tylko troche wplynac, np przez kremy i cwiczenia. Ale wiem ze nie
                                                    zmienie juz swoich naturalnych proporcji i nigdy nie bede szczuplutka modelka bo
                                                    jestem po prostu zbyt solidnie zbudowana. Nie porownuj sie pod zadnym pozorem do
                                                    innych dziewczyn. Wszystkie sobie czegos zazdroscimy ale nie mozna pozwolic by
                                                    ta zazdrosc przyslaniala nam wlasne szczescie. Przeciez nie jestes chorobliwie
                                                    otyla tylko pewnie normalna. Prosze wiec, nie patrz na inne dziewczyny, ale dbaj
                                                    o siebie i powiedz sobie ze jestes piekna jak kazda zadbana kobieta :-)
                                                    Zdziwilo mnie zachowanie Twojej mamy, nie powinna w zadnym razie na Ciebie
                                                    krzyczec! POtrzebujesz przytulenia, pocieszenia, akceptacji a nie "terapi
                                                    wstrzasowej". Ale moze sama miala zly dzien, jestesmy tylko ludzmi...
                                                    Ja tez znienawidzilam siebie, zrobilam sie aspoleczna i oziebla ale postanowilam
                                                    ze to musi sie zmienic. Co do nienawisci to od jakiegos czasu szukam we
                                                    wszystkim i wszystkich jakiegos potwierdzenia ze jestem fajna. I sama tez sobie
                                                    powtarzam ze jestem super, mimo ze na poczatku w ogole w to nie wierzylam. Teraz
                                                    powoli odzyskuje poczucie wlasnej wartosci i jestem na pewno pewniejsza siebie.
                                                    Kiedys nie chcialam byc podswiadomie pewna siebie, bo kojarzylo mi sie to z
                                                    pycha i samouwielbieniem. Teraz widze ze ludziom pewnym siebie zyje sie po
                                                    prostu latwiej i ze nie musi wiazac sie ona z brakiem pokory.
                                                    Takze sprobuj docenic swoje zalety (charakteru- bo caly czas o nim mowie),
                                                    chlopak nie raz Ci pewnie mowil ze jestes swietna i powinnas w to uwierzyc,
                                                    przeciez z jakiegos powodu jest z Toba i z tego samego powodu masz i znajomych,
                                                    kolezanki. Skoncentruj sie na tych swoich zaletach, niech dobre myslenie o sobie
                                                    bedzie Twoja sila ktora pozwoli Ci wyjsc z choroby.
                                                    Na pocieszenie powiem Ci ze ja takze nie mam co na siebie wlozyc i juz od pol
                                                    roku czekam na schudniecie zeby moc wybrac sie na zakupy. Ale mam juz dosc, w
                                                    ten sposob moge czekac do smierci... Za jakies 10 dni wybieram sie na zakupy (bo
                                                    wtedy juz bede po @) i kupie sobie cos na swoja aktualna sylwetke. Z pewnoscia
                                                    nowy ciuch poprawi mi nastroj i pozwoli poczuc sie pewniej.
                                                    A na cere coz....lykanie witamin? Byl chyba jakis topic tutaj o cerze..
                                                    Tak mysle ze powinnas znalezc sobie zajecia, ale takie ktore lubisz. Dzis pewnie
                                                    wlasnie sprzatasz. Ja tez musze sie za to zabrac ale potem w nagrode poczytam
                                                    ksiazke ktora wczoraj kupilam ("Bez mojej zgody" zapowiada sie niezle).
                                                    Odezwij sie co u Ciebie. czekam na wiadomosc i trzymaj sie cieplo..
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 16.07.05, 19:46
                                                    Dziś będzie post optymistyczny:-)
                                                    Cały dzień jadłam zgodnie z zasadami South Beach. A że nie było napadu, to i
                                                    nie było wielkiego, bolącego brzucha (nareszcie!).
                                                    Jestem już wykąpana, wypeelingowana, pachnąca, wysmarowana żelem
                                                    antycellulitowym i ujędrniającym, na włosach, buzi i stópkach maseczka:-)
                                                    Humor zdecydowanie lepszy niż wczoraj.
                                                    Domek posprzątany – jestem pedantką i mam bzika na punkcie czystości
                                                    (odziedziczone po tacie).
                                                    Zaliczony długi spacer z psem.
                                                    Po drodze kupiłam w aptece witaminki – na ładną cerę, włosy i paznokcie:-)
                                                    Mam wady, ale mam i zalety - wypisywałam je sobie dziś na kartce, będę na nią
                                                    patrzeć w chwilach załamania.

                                                    Pozdrawiam bardzo serdecznie i czekam na beznapadowe wieści:-)
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 17.07.05, 08:14
                                                    Ciesze sie ze sie wczoraj udalo. Dzisiaj zrob tak samo :-)
                                                    U mnie tez w porzadku, przynajmniej jak na razie. Postanowilam ze przestawie
                                                    sobie godziny wstawania i chodzenia spac na wczesniejsze, zeby powoli
                                                    przyzwyczajac sie do warunkow w jakich bede na wakajcach (tam bede wstawac przed
                                                    6ta). Tak wiec dzis wstalam pare minut po 6tej podczas gdy do tej pory wstawalam
                                                    9-10. Zasypiam nadal kolo 23 wiec moze nie jestem do konca wyspana, ale o dziwo
                                                    czuje sie lepiej. Latem slonce wczesniej wstaje i chyba dlatego bez problemu
                                                    budze sie o tej porze (no i poza sloncem budza mnie tez golebie gruchajace na
                                                    dachu co juz moze troche mniej mi sie podoba, ale i tak jest 100x lepsze niz
                                                    dzwonek budzika ;-) ).
                                                    Twojego zamilowania do sprzatania nie podzielam ;-) ale moja mama jest za to
                                                    pedantka wiec dzis chyba wlasnie porzadki bede robic. W sumie jedyna rzecza jaka
                                                    podoba mi sie w sprzataniu to to, ze czuje sie jakbym porzadkowala jednoczesnie
                                                    wlasne zycie i mysli. Kiedy w pokoju wszystko jest posprzatane ja rowniez czuje
                                                    sie jakos bardziej poukladana i spokojniejsza. W trakcie napadu zawsze robie
                                                    wokol siebie niesamowity bajzel, w kuchni, w pokoju,porzadek mnie wtedy
                                                    denerwuje. Kiedy juz po sobie posprzatam to robi mi sie jakos minimalnie lepiej.
                                                    Ja tez ostatnio zaopatruje sie w rozne srodki, zaczelam sie zastanawiac nawet ze
                                                    chyba juz troche przesadzam bo codziennie lykam:
                                                    -rutinoscorbin (na odpornosc i naczynka)
                                                    -citrosept (na odpornosc i przeciw roznym swinstwom jakie mam w ukl pokarmowym z
                                                    powodu bezmyslnego napadowego jedzenia)
                                                    -blonnik (zeby uregulowac sprawy "lazienkowe" i ponoc ma zmniejszac apetyt przez
                                                    pecznienie w zoladku ale tego dzialania raczej nie zauwazylam)
                                                    -magnez (na nerwy)
                                                    -chrom (na slodycze, biore juz od dlugiego czasu, mimo wszystko wydaje mi sie
                                                    ze na mnie dziala, bo ochota na slodkie mimo wszystko mniejsza niz kiedys)
                                                    -omega 3 (ze wzgledu na rozne role w organizmie, juz nie pamietam ;-) )
                                                    -wit A+E (oczy i skora)
                                                    Sporo tego nie powiem... ale z pewnoscia nie przekraczam zalecen, wiec raczej
                                                    nie zaszkodzi. Zreszta wiekszosc to tylko tymczasowe kuracje bo te preparaty sa
                                                    w sumie drogie. Potem pewnie zostane tylko przy magnezie, chromie i
                                                    rutinoscorbinie. A na razie poszaleje ;-)
                                                    Nie wiem jeszcze co dzis bede robic, ale to powinien byc udany dzien.
                                                    Ja mam nad biurkiem kartke gdzie mam wydrukowane 12 sposobow na szczescie. Na
                                                    samej gorze tej kartki napisalam wyraznie dlugopisem: "Jestem silna!"
                                                    Patrze nie raz na to i probuje pamietac o tym.. nei jest to jakas motywacja do
                                                    diety czy cos podobnego. Po prostu ma to na celu umocnienie mojej wiary w to, ze
                                                    jest we mnie wystarczajaco duzo sil by sprostac roznym wydarzeniom i problemom w
                                                    moim zyciu.
                                                    Z zaletami to mysle rownie dobry pomysl. Skup sie wlasnie na nich. Patrz na nie
                                                    jednak nie tylko w chwilach zalamania (bo wtedy juz mozesz w nie nie uwierzyc)
                                                    ale w kazdej chwili jaka Ci sie przypomni. Wkoncu latwiej zapobiegac. Takze
                                                    profilaktycznie kilka razy dziennie powinno wystarczyc ;-) W samouwielbienie
                                                    raczej nie popadniesz ;-) Pamietaj ze ludziom swiadomym swojej wartosci, pewnym
                                                    siebie naprawde zyje sie latwiej.
                                                    Zycze Ci wiec milego dnia i napisz koniecznie co slychac :-)
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 17.07.05, 17:49
                                                    Czyli wczoraj obie miałyśmy udany = beznapadowy dzień:-)
                                                    Ja codziennie wstaję ok.6-7 (pies zawsze o tej porze wygania mnie z łóżka, a
                                                    jak już wstanę, to wskakuje na moje miejsce – spryciarz), ale po powrocie ze
                                                    spaceru zdarza mi się jeszcze przysnąć.
                                                    Jak w pokoju mam posprzątane to czuję się o niebo lepiej, jestem jakaś taka
                                                    spokojniejsza i dopiero mogę zabrać się za naukę, czytanie itp. Odkurzać muszę
                                                    właściwie codziennie – psiak zostawia na moim dywanie tony kłaków (chociaż ma
                                                    krótką sierść).
                                                    Od wczoraj zaczęłam łykać Merz Spezial Dragees – witaminki i składniki
                                                    odżywcze, efektem ma być promienna skóra, lśniące włosy i mocne paznokcie. Poza
                                                    tym tak jak Ty – chrom (chociaż nie wydaje mi się, żeby u mnie działał) i
                                                    magnez (od kilku lat z małymi przerwami). Błonnik też kiedyś brałam, teraz pije
                                                    mleko z lnem mielonym. Mam w domu jeszcze BioDrain – tabletki wspomagające
                                                    oczyszczanie organizmu – przetestuję na jesieni.
                                                    To będą chyba moje pierwsze niewyjazdowe wakacje (najwyżej parę dni z lubym).
                                                    Mam teraz mnóstwo wydatków, poza tym od września muszę wynająć nowe mieszkanie
                                                    w stolicy i nie mogę zostać z pustym kontem. A od mamy nie wezmę ani grosza –
                                                    mam już dość słuchania, że jestem skarbonką bez dna.
                                                    Dziś niestety był napad – ale mniejszy niż zazwyczaj. Postanowiłam nie dołować
                                                    się jeszcze bardziej, opiłam się mięty, założyłam najluźniejszą bluzkę jaką mam
                                                    i poszłam na spacer do lasu. Pierwszy raz od kilku tygodni wyszłam po napadzie
                                                    z domu i uważam to za swój malutki sukces:-)
                                                    Oby jutrzejszy dzień był jeszcze lepszy!
                                                    Pozdrawiam
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 17.07.05, 21:11
                                                    Ech, ja tez zjadlam dzis za duzo. Nie wiem czy moge powiedziec ze mialam napad,
                                                    choc zjadlam ok 150% normy. Caly dzien nieduze posilki (sycace) a wieczorem
                                                    mialam ochote na cos dobrego no i sie rozpedzilam. Ech, jest mi zle... ale nie z
                                                    powodu napadu. Jakos w miare splynelo to po mnie i nie jestem nawet na siebie
                                                    zla. Moje poczucie wlasnej wartosci nie ucierpialo na tym ze zjadlam za duzo.
                                                    Zreszta w pewnym momencie juz sie nasycilam wszystkim na co mialam ochote i
                                                    zaczelam czytac ksiazke... Jest mi zle bo strasznie tesknie za moim ukochanym :-((
                                                    Weekend dluzyl mi sie koszmarnie bo mam okres, bol brzucha i zadnych wyjsc nie
                                                    planowalam. Ech, dobrze ze w tygodniu mam kurs bo bym chyba zwariowala..
                                                    Moj pies tez zostawia gore klakow na wykladzinie ale dlatego mam ja dobrana pod
                                                    kolor siersci psa ;-) no i przyznaje ze wstydem ze mi klaki nie przeszkadzaja..
                                                    A w ogole to jestem pod wrazeniem ze ktos poza mna wstaje w niedziele ok 6-7 ;-)
                                                    no ale jak potem wracasz do snu to nie wiem czy nalezy to odnotowac jako
                                                    "wstawanie" ;-) Ja jakos jak juz wstane to miewam problemy zeby znowu sie
                                                    polozyc. Choc jak zjem za duzo w ciagu dnia to spie mocno i dlugo. ciekawe..
                                                    Jestem z Ciebie dumna ze sie przelamalas i wyszlas po napadzie z domu :-)
                                                    Takie male sukcesy to wazne kroki w jednym kierunku. Ja tak to sobie dzis
                                                    tlumacze, ok, zjadlam za duzo ale nie trace z oczu glownego celu jakim jest
                                                    wyzdrowienie. Schudniecie wierze ze przyjdzie jak przestane sie objadac.
                                                    Mam nadzieje ze rzeczywiscie jutrzejszy dzien bedzie lepszy.
                                                    I mowiac lepszy nie mam na mysli tego ze mniej zjem, ale to ze bede miala lepsze
                                                    samopoczucie. Czego i Tobie zycze. Dobranoc :-)


                                                  • negritha Re: szkoda gadac 18.07.05, 21:18
                                                    Jak Ci dzien minal?
                                                    U mnie tak srednio, ale i tak lepiej niz wczoraj. CHoc wstalalm w kiepskim
                                                    humorze i nie wiedzialam za co sie wziac. Ponadto kusily mnie nalesniki ktore
                                                    moja mama przywiozla.... ale pomyslalam ze zjem sobie tradycyjne sniadanko, bo
                                                    nalesniki wiadomo - tucza. No i takie myslenie to byl blad, bo w efekcie
                                                    zjadlam sniadanko (skromne raczej) a potem 6 nalesnikow z dzemem... tzn na
                                                    ostatnie 2 nie mialam juz ochoty ale jakis diabel mi podpowiedzial zeby zjesc bo
                                                    2 juz nikt nie zechce. Czasem zastanawiam sie czy nie lepiej cos wyrzucic niz
                                                    traktowac siebie jako pojemnik na rzeczy ktorych nikt nie chce.. Normalnie bylby
                                                    to wstep do napadu ale zamiast tego zaczelam czytac wciagajaca ksiazke i z
                                                    czasem mysli o jedzeniu przestaly mnie zaprzatac. POtem udalam sie na godzinny
                                                    marsz (tak juz mam ze po zjedzeniu sporej ilosci rozpiera mnie energia ;-) ) no
                                                    i jakos humor sie poprawil. Potem zajecia i w sumie nie byl to zly dzien. Z tymi
                                                    nalesnikami tez by uszlo, tylko czemu zjadlam 6 a nie 3? W sumie nie wiem na ile
                                                    to bylo kompulsywne jedzenie a na ile zwykle lakomstwo. No nic, a jak Ty sie
                                                    trzymasz??
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 18.07.05, 23:19
                                                    U mnie też średnio – napadu na szczęście nie było (chociaż sporo zjadłam), ale
                                                    tęsknie za chłopakiem:-( Wraca za 3 tygodnie, do tego czasu postaram się nie
                                                    objadać i chociaż trochę poćwiczyć (nie wyjdzie – trudno, ale się postaram), bo
                                                    nie chce po takim czasie niewidzenia się odtrącać go za każdym razem kiedy
                                                    będzie chciał się „poprzytulać” i zamiast cieszyć się jego obecnością znowu
                                                    rozpaczać z powodu wielkiego brzucha itp.
                                                    Sytuacje podobne do tej z naleśnikami zdarzają się u mnie bardzo często. Od
                                                    rana kuszą mnie świeżutkie bułeczki (zwykłe i słodkie), początkowo ich nie
                                                    ruszam, jem zdrowe, dietetyczne śniadanie, a prędzej czy później i tak rzucam
                                                    się na bułeczki – i żadnej nie popuszczę. Ale najważniejsze, że udało Ci się
                                                    uniknąć napadu!!!:-)
                                                    Oczy już mi się kleją, a rano znowu z psem.
                                                    Dobranoc i udanego dnia jutro!
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 19.07.05, 09:04
                                                    Ech, tak dobrze Cie rozumiem z ta tesknota.. Ja mojego zobacze za 10dni (jade do
                                                    niego) ale potem znow 3 tygodnie tesknoty :-( Ech, po raz pierwszy zdaza mi sie
                                                    za kims tesknic, bo mam taka nature, ze umiem i lubie spedzac sama czas. Ale
                                                    chyba po raz pierwszy naprawde kocham i dlatego trudno jest sobie z tym poradzic.
                                                    Czasem zaluje ze nie jestem typem osoby ktora nie moze jesc z tesknoty, bylaby
                                                    jakas korzysc ;-)) Tak samo jest z reszta z reakcja na stres, zazdroszcze tym
                                                    ktorym zoladek sie wtedy zaciska..
                                                    Z przytulaniem tez mam lekki problem, ale staram sie wmowic ze do bardziej
                                                    puszystego cialka przyjemniej jest sie przytulic. Wiem ze przez te 10 dni nie
                                                    schudne 10 kg (choc ta naprawde az tyle bym nie chciala bo mnie samej podobaja
                                                    sie kobiece figury) wiec nawet nie probuje tego dokonac. Chce natomiast do tego
                                                    czasu troche unormowac sobie jedzenie zeby nie miec napadow na wyjezdzie. No i
                                                    nie powiem, po cichu licze ze spadnie mi choc 1 kg na zachete.
                                                    Wiem ze latwo radzic ale skup sie mimo wszystko na tej radosci z jego
                                                    towarzystwa a nie na tym jak wygladasz. Faceci widza nas inaczej i oceniaja
                                                    znacznie lagodniej niz my same (choc moj np zaklina sie ze jak na mnie patrzy to
                                                    w ogole nic nie ocenia, tylko podziwia ;-) ). Skoro Cie kocha to kocha rowniez
                                                    Twoj brzuch jakby nie wygladal, wiec sprobuj o tym nie myslec. Zreszta, zycie
                                                    jest za krotkie zeby sobie takie mile chwile psuc kompleksami :-)
                                                    To samo rowniez mowie sobie i zaczyna docierac, mimo ze brzuch to moj prawie
                                                    najwiekszy kompleks i nawet jak bylam bardzo szczupla to mialam na nim faldki.
                                                    Taka juz moja budowa ze nogi mam wzglednie szczuple a tulow hmmm....
                                                    CHoc musze przyznac ze dopoki ogladam sie w lustrze to nie czuje sie zle,
                                                    dopiero jak wyjde na ulice to zaczynam czuc sie taka "wielka". Mam szerokie
                                                    ramiona, jestem wysoka i czasem chcialabym byc taka drobna kobietka. Ale coz,
                                                    nigdy taka nie bede, a wierze ze mimo wszystko moge sie podobac, nawet jesli nie
                                                    mam figury typu 170/55 kg
                                                    A co do pysznosci w domu to juz sama nie wiem w jaki sposob dzialac. Problem w
                                                    tym ze u mnie na codzien nie ma slodyczy w domu, wiec jak sie pojawia to nie
                                                    moge nie pamietac o nich... i tak jest ze zjem sniadanie, siade do komputera i
                                                    za jakis czas biegne do lodowki. No ale wlasnie nie wiem na ile to jest po
                                                    prostu lakomstwo. Jak juz mowilam slodycze nigdy mi nie spowszednialy bo nie
                                                    mialam ich na codzien, wiec moze to dlatego?
                                                    Juz nie wiem jak robic, czy:
                                                    1. zjesc cos dobrego po prostu zamiast sniadania i nie robic z tego problemu
                                                    -wtedy jest wieksza szansa ze nie zjem wszystkiego
                                                    2. Trzymac sie jednak z dala od tego i walczyc ze soba (to trudne, ale po jakims
                                                    czasie satysfakcja naprawde duza)

                                                    No ale wlasnie ciesze sie ze to nie byl wstep do napadu, ze nie zalamalam sie
                                                    tym ze rzucilam sie na slodkie i ze nie potraktowalam tego osobiscie ("i tak
                                                    jestem beznadziejna, gruba wiec pojde do sklepu i nakupie gore slodyczy"). Takze
                                                    maly sukces w tym wszystkim jest.
                                                    Dzis czuje sie troche lepiej niz wczoraj i zaraz wybieram sie na spacer. Oby nie
                                                    zaczelo padac. A teraz czekam juz na wiesci od Ciebie :-) Milego dnia!
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 19.07.05, 11:45
                                                    Wszystkie moje koleżanki reagują na stres niejedzeniem, a ja zupełnie
                                                    przeciwnie - od zawsze zajadam stres i potem tyję, to niesprawiedliwe.
                                                    Możliwe, że w sobotę zobaczę się z chłopakiem, tylko jeden dzień, ale jestem
                                                    tak wytęskniona, że chyba do niego pojadę:-) Wiem, że faceci oceniają nas
                                                    łagodniej niż my siebie, ale ja już mam jakąś obsesję na temat swojego wyglądu,
                                                    na okrągło myślę o tym, że jestem gruba. Wczoraj spotkałam koleżankę z
                                                    podstawówki (tak, tak, wyszłam do ludzi:-) i przez cały czas naszej rozmowy
                                                    miałam wrażenie, że patrzy na mnie i myśli „ale ona przytyła” czy coś w tym
                                                    rodzaju.
                                                    Brzuch nie jest moim największym kompleksem – kiedy się nie objadam jest w
                                                    miarę płaski, ale po napadzie wyglądam jak słonica w zaawansowanej ciąży. Za to
                                                    nie cierpię swoich nóg (ze szczególnym uwzględnieniem ud) i ukrywam je jak
                                                    tylko mogę. Pewnie nie powinnam się do tego przyznawać, ale jestem strasznie
                                                    ciekawa jak wyglądasz. Wyobrażam sobie, że jesteś ciemną blondynką lub szatynką
                                                    z jasnymi oczami, wiem, że jesteś wysoka (moja była współlokatorka ma 182cm i
                                                    rzeczywiście jest wysoka, przeszkadza jej to zwłaszcza jeśli chodzi o facetów –
                                                    rzadko spotyka wyższych od siebie, a o takim właśnie marzy). Absolutnie nie
                                                    musisz opisywać jak wyglądasz!
                                                    Myślę, że raz na jakiś czas lepiej zjeść coś dobrego zamiast śniadania i nie
                                                    robić z tego problemu – sama dziś tak zrobiłam:-)
                                                    Pozdrawiam
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 19.07.05, 13:45
                                                    Co do reagowania na stres jedzeniem to kiedys przeczytalam ze to jest takze
                                                    sprawa hormonow w organizmie. U jednych ludzi w stresie wydziela sie wiecej
                                                    kortyzolu u innych adrenaliny i dlatego jedni reaguja wzrostem apatytu a inni
                                                    utrata.
                                                    Z tymze trzeba wziac pod uwage ze my dodatkowo nakrecamy sie negatywnymi myslami
                                                    o sobie, myslimy ze i tak nie damy rady, ze to nas przerasta, uciekamy przed
                                                    stresem. Mnie stresuje wiele rzeczy bo jestem dosc nerwowa i to tez jest duze
                                                    utrudnienie.. Z drugiej strony kiedys bylam normalna, pewna siebie osoba i
                                                    zdecydowanie lepiej radzilam sobie ze stresem. Wiec wiara w siebie bardzo
                                                    pomaga. Ja powtarzalam sobie wtedy: spokojnie, dam rade i naprawde w to
                                                    wierzylam. Dlatego teraz do tego daze: wieksza pewnosc siebie przede wszystkim.
                                                    Czasem w sytuacji stresowej pomagalo mi zamkniecie oczu i oddychanie przepona
                                                    ale to jak bylam na miescie. W domu byl jeden sposob: lodowka.....
                                                    Ale wiesz, bardziej juz jestem w stanie zaakceptowac fakt ze potrzebuje zjesc
                                                    cos slodkiego w chwilach stresu (bo niektorzy tak maja) niz to ze czesto bez
                                                    powodu objadam sie od rana do wieczora.
                                                    Czemu myslisz o sobie na okraglo ze jestes gruba?
                                                    Mysl raczej ze jestes normalna, w sam raz, ewentualnie po prostu kobieca. Wtedy
                                                    latwiej bedzie Ci po pierwsze pogodzic ze soba po drugie masz wieksze szanse na
                                                    schudniecie (kiedys czytalam o tym w SL) a wiem ze do tego dazysz.
                                                    BTW co sadzisz o kobietach z reklamy Dove? uwazasz ze sa grube?
                                                    Hmm a do swojego wygladu wyglada na to ze mamy odwrotny problem, bo ja skolei
                                                    ukrywam brzuch i szerokie ramiona a nogi odkrywam bo inaczej wygladam juz
                                                    zupelnie grubo. Takze ja np fatalnie wygladam w dopasowanych bluzkach i
                                                    szerokich spodniach a lepiej w szerszych gorach (rozpinanych zwlaszcza) i
                                                    krotkich spodnicach. Ale coz, masz w takim razie kobieca budowe i pozostaje
                                                    tylko to podkreslic :-) Nogi ukryc w szerokich, zwiewnych spodniach albo pod
                                                    dluzsza spodnica i bedzie dobrze.
                                                    A co mojego wygladu to moge Ci napisac, nie widze w tym zadnego problemu :-)
                                                    Ja tez jestem ciekawa jak Ty wygladasz. Hmmm ale napisze Ci o cechach wygladu, z
                                                    ktorych jestem zadowolona, tak na poprawe humoru :-) I Ty tez moze wpisz tu to
                                                    co w sobie lubisz (albo cos co lubi w Tobie Twoj chlopak, bo czasem
                                                    niedostrzegamy wlasnych zalet).
                                                    Wiec u mnie wyglada to tak:
                                                    lubie swoj wzrost 176 (kiedys mialam kompleks wzrostu ale teraz jest ok, nie
                                                    musze byc mala, drobna dziewczynka zeby poczuc sie rozpieszczana i kochana :-),
                                                    tez zawsze szukalam faceta wyzszego od siebie, z jednym bylam 2,5 roku, a teraz
                                                    kocham nizszego i nie jest to dla mnie zaden problem :-) )
                                                    lubie swoje wlosy - blond (wiec ta szatynka to troszke chybione ;-) )
                                                    lubie swoj usmiech - szeroki i ponoc cieply :-)
                                                    lubie swoje oczy - jasnozielono-zolte
                                                    lubie swoje lydki - nie sa idealne, ale troche umiesnione i zgrabne
                                                    lubie swoje rece (odkad powiedzial mi o tym moj chlopak bo przedtem do glowy by
                                                    mi nie przyszlo ze moga sie podobac ;-) ) - nei sa drobne ale dosc ksztaltne
                                                    lubie swoje piegi na nosie no i to ze cera nie sprawia mi wiekszych problemow
                                                    Tak wiec tak wygladam. Nie lubie w sobie wielu innych rzeczy ale skupiam sie na
                                                    zaletach. Podobnie robie zreszta jesli chodzi o cechy charakteru. Jesli czegos
                                                    nie moge zmienic nie mysle o tym. Ostatnio przeczytalam cos dosc waznego, tzn ze
                                                    krytyka jest szansa na doskonalenie siebie. Zawsze traktowalam krytyke jako
                                                    napasc na moja osobe, jako cos co niszczy i sprawia ze calosciowo zaczynam sie
                                                    nienawidziec. Ale na ogol ludzie poprzez krytyke mowia nam tylko o jednej rzeczy
                                                    ktora im sie nie podoba, to my dorabiamy sobie reszte ze w takim razie jestesmy
                                                    "beznadziejne". Ot, taka refleksja.. sprobuje o tym pamietac jak uslysze
                                                    nastepnym razem od kogos cos niemilego.
                                                    Pozdrawiam i udanego dnia :-)

                                                  • wersia Re: szkoda gadac 19.07.05, 17:12
                                                    To opisuję siebie:
                                                    - wzrost - 170cm - no dobra, może 169, ale w dowodzie mam 170:-)
                                                    - długie, brązowe, wycieniowane, kręcone włosy (chociaż rzadko pozwalam im się
                                                    kręcić, najczęściej prostuje)
                                                    - zielone oczy, czarne rzęsy – henna:-)
                                                    - dołeczki w policzkach jak się uśmiecham - luby uwielbia mój uśmiech:-)
                                                    - figura kobieca;-) podoba mi się wcięcie w talii, mogę nosić dopasowane
                                                    bluzeczki, ale za to nie mogę pozwolić sobie na krótkie spodenki czy spódniczkę
                                                    przed kolano.
                                                    Bardzo podobają mi się piegi – ja nie mam ani jednego.
                                                    Przez chwilę przeszło mi przez myśl, żeby wysłać Ci swoje zdjęcie, ale w porę
                                                    się opamiętałam;-)
                                                    Kobiety z reklamy Dove są różne. Podziwiam je, że wystąpiły w tej reklamie
                                                    zamiast kolejnych anorektycznych modelek.
                                                    Mam dziś podejrzanie dobry humor, posłuchałam muzyki, trochę potańczyłam i
                                                    chyba wydzieliło mi się za dużo hormonów szczęścia, bo tak sobie myślę, że
                                                    życie nie jest wcale takie złe:-)
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 20.07.05, 15:09
                                                    Co do Twojego wygladu to juz mniej wiecej sobie wyobrazam :-) Zaloze sie ze
                                                    jestes naprawde ladna dziewczyna (zwlaszcza ze nic nie zdobi kobiety bardziej
                                                    niz ladny usmiech ) i nie powinnas miec kompleksow. Mysl o sobie calosciowo, nie
                                                    skupiaj sie na szczegolach ktore Ci sie nie podobaja. No i spojrz na siebie tak
                                                    jak patrzysz na innych ludzi. Raczej nie spodziewam sie zebys tak samo
                                                    krytycznie oceniala dziewczyny ktore widzisz na ulicach. Ja jak na kogos patrze
                                                    to zawsze staram sie znalezc w nim cos ladnego lub interesujacego. Tak juz jakos
                                                    mam :-) I podobnie staram sie spojrzec na siebie.
                                                    Co do reklam kobiet z Dove to ucieszylam sie jak uslyszalam ze wielu facetow
                                                    wypowiada sie o nich ze sa urocze i kobiece. W sumie przyzwyczajona do modelek
                                                    na okladkach w pierwszej chwili pomyslalam ze sa mocno puszyste, ale to trwalo
                                                    tylko chwile. One sa imo piekne bo promieniuje z nich pewnosc siebie i
                                                    swiadomosc swoich atutow. Strasznie mi sie to podoba i chcialabym zeby taka
                                                    pewnosc bila rowniez ode mnie :-)
                                                    Co do dnia dzisiejszego to nie jest zbyt dobrze. Rano przeczytalam w mailu od
                                                    mojego ukochanego cos co mi popsulo humor i sprowokowalo jakies watpliwosci.
                                                    Gryzlo mnie to dluzszy czas az wkoncu zaczelam podjadac kanapki, a na samym
                                                    koncu pobieglam jeszcze do sklepu po czekolade (i tak sie ciesze ze tylko po
                                                    nia). Mialam taka mysl ze moze zamiast na kurs jechac do marketu, nakupowac
                                                    zarcia i zaszyc sie z nim w jakims miejscu, ale coz... juz mi przeszlo, zbieram
                                                    sie na kurs jakbym nie wygladala. Smutno mi ale nie jestem na siebie zla. Po
                                                    prostu jest mi smutno...mam nadzieje ze jutro przyniesie mi wiecej radosci.
                                                    Co do milych rzeczy to wczoraj wieczorem poszlam ze znajomymi do teatru i bylo
                                                    swietnie :-)
                                                    POzdrawiam Cie i milego dnia :-)
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 20.07.05, 18:41
                                                    Wczoraj późnym wieczorem zjadłam kilogramowy bochenek chleba z miodem. Chyba
                                                    nie muszę dodawać, jak się potem czułam:-( Dziś był napad. Pokłóciłam się
                                                    wczoraj wieczorem z chłopakiem i chyba to jest powód. Jestem gruba, brzydka,
                                                    beznadziejna. Nie chce zmarnować całych wakacji na objadaniu się, ale jak do
                                                    tej pory nie potrafię inaczej:-(
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 20.07.05, 21:18
                                                    Wiec widze ze u Ciebie tez nie najlepiej. Ja tez w ten sposob odreagowuje nawet
                                                    najmniejsze niejasnosci i niedopowiedzenia w zwiazku z chlopakiem a co dopiero
                                                    klotnie. Dzis np przeszlam sama siebie w zamartwianiu sie naprawde glupota, ale
                                                    mimo to byl to powod zeby jesc :-/
                                                    Swoja droga zastanawiam sie czy w ten sposob chcemy szrobic sobie na zlosc
                                                    (ukarac) czy rekompensowac sobie brak ciepla a wiec pocieszac sie. U mnie jest
                                                    to raczej ta druga opcja. Skoro nie dostaje uczuc od chlopaka to probuje sobie
                                                    to chociaz zrekompensowac jedzeniem. Dlatego tez chce znalezc inna metode, ktora
                                                    pomoglaby mi uporac sie z tym. Jak na razie sprawdzilam ze najbardziej pomaga:
                                                    rozmowa w 4 oczy z bliska kolezanka, w ostatecznosci daleeeeki spacer podczas
                                                    ktorego moge sobie wszystko przemyslec i przeczekac az emocje troche opadna.
                                                    Najgorsza rzecza jaka wtedy moge zrobic to np siedziec i np probowac czytac
                                                    ksiazke, albo siedziec przed kompem bo to w zbyt malym stopniu absorbuje uwage i
                                                    mysli sie o jedzeniu.
                                                    Ale to sa na razie proby bo jak widac nie zawsze wychodzi :-(
                                                    Druga rzecz: nie jestes beznadziejna i nie mow tak o sobie, najlepiej juz nigdy.
                                                    Zapamietaj ze jestes fajna, tylko ze po prostu jak kazdy zmagasz z jakimis
                                                    slabosciami. Ale walczysz, probujesz sie zmienic i to jest cenne. Mow i mysl o
                                                    sobie ze jestes super, powtarzaj az zapamietasz i zaczniesz wierzyc. Bo niby
                                                    czemu masz nie byc? Jestes mila, wrazliwa i zapewne ciekawa osobka. Takie
                                                    odnioslam wrazenie z tego co tu pisalas w naszej korespondencji :-)
                                                    Nie wierze ze jestes brzydka, nie po tym opisie ktory przedstawilas na forum.
                                                    Ale w sumie nasza samoocena zalezy od samopoczucia wiec czemu sie dziwic...
                                                    Co do marnowania wakacji to ja mam wrazenie ze tez marnuje czas.
                                                    Mialam rozne plany i wiekszosc nie wychodzi. Ale tlumacze sobie ze wakacje sa po
                                                    to zebym mogla na nich odpoczac, a wiec moge robic co chce. Jesli mam ochote
                                                    lezec calymi dniami na kanapie, albo siedziec przed kompem to tak zrobie. Tak
                                                    wiec wyrzuty sumienia co do tego ze nic nie robie juz pokonalam, teraz pozostaje
                                                    mi pozbyc sie przekonania ze musze koneicznnie schudnac podczas wakacji..
                                                    Co do chleba z miodem to widze ze ciagnie nas do tych samych rzeczy.
                                                    Ja tez dzis zajadalam sie kanapkami, albo samym chlebem z maslem.
                                                    Najsmieszniejsze jest to ze zanim wpadlam po raz pierwszy na pomysl odchudzania,
                                                    krzywilam sie na widok kanapek. W ogole nie mialam na nie ochoty. Jak juz
                                                    chcialam zjesc cos dobrego to byly to slodycze (takie z troche wyzszej polki,
                                                    nie najtansze). A teraz rzucam sie na kazda kromke chleba, nawet sama...
                                                    Wystarczylo poczuc co to znaczy odmawiac sobie jedzenia na diecie zeby miec
                                                    nagle ochote na produkty na ktore bym wczesniej raczej nie spojrzala...
                                                    Przez odchudzanie nagle kazdy kes jedzenia wydaje mi sie wspanialy, podczas gdy
                                                    kiedys nie zwracalam na to szczegolnej uwagi. Co robi z czlowieka dieta.....ech
                                                    Co moge dodac na zakonczenie?
                                                    Nie przejmuj sie juz tym co bylo. Patrz przed siebie, na dzien jutrzejszy. Te
                                                    napady to kolejne przeszkody na drodze do wyzdrowienia. Nie trac wiary w siebie
                                                    (powtarzaj sobie "jestem fajna")i dalej na gore po tych schodach.. :-)
                                                    POzdrawiam Cie serdecznie


                                                  • wersia Re: szkoda gadac 21.07.05, 11:18
                                                    Bardzo Ci dziękuję za wczorajszy post, uchronił mnie przed skradaniem się do
                                                    kuchni po kolejne kanapki. Wczoraj przeszłam samą siebie jeśli chodzi o ilość
                                                    zjedzonych kalorii, coś ostatnio te napady zdarzają mi się za często.
                                                    Co do chleba, to ja zanim zaczęłam się objadać przez kilka lat w ogóle nie
                                                    jadłam pieczywa (ale wcale się nie odchudzałam), a teraz to jest pierwsza rzecz
                                                    na jaką się rzucam. Wstyd się przyznać, ale podczas napadu zdarza mi
                                                    się „wykraść” z kuchni cały bochenek, a potem zamknąć się w pokoju i jeść do
                                                    bólu brzucha.
                                                    Z chłopakiem nareszcie sobie wszystko wyjaśniliśmy (męczyło mnie to już kilka
                                                    dni), czuję się dużo lepiej i nie mam już powodu do objadania się:-) Jadę do
                                                    niego na weekend, o ile oczywiście zmieszczę się w jakieś spodnie, bo coś
                                                    ostatnio mam z tym kłopot. Potrzebuję, żeby mnie przytulił, to nasza pierwsza
                                                    taka długa rozłąka (a jesteśmy razem 1,5 roku). Ty pewnie też nie możesz się
                                                    doczekać spotkania ze swoim ukochanym.
                                                    W teatrze byłam ostatnio na jesieni, na komedii muzycznej – bardzo mi się
                                                    podobało i z przyjemnością wybrałabym się znowu.
                                                    Odezwę się jeszcze pewnie wieczorem.
                                                    Miłego dnia!
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 21.07.05, 13:23
                                                    Ciesze sie ze moglam w jakikolwiek sposob pocieszyc Cie wczoraj..
                                                    Nie wiem czemu ciagnie nas tak do tego chleba.
                                                    Ja dzis to co wczoraj (tylko ze bez czekolady). Moze ciut lepiej bo czesc
                                                    kanapek zastapilam otrebami ze sliwkami wiec kalorycznie wyjdzie pewnie mniej.
                                                    Ale w sumie jakby ktos przede mna postawil slodycze i chleb wybralabym slodycze.
                                                    Chodzi chyba o to ze chleb zawsze jest w domu i na poczatku nie widze nic zlego
                                                    w zjedzeniu 1 kanapki (w przeciwienstwie do zjedzenia 1 batona). Dopiero
                                                    opychanie sie nimi juz nie jest normalne, z tymze granice wyczuc nie latwo..
                                                    Ja tez wykradam jedzenie z kuchni, zdazylo mi sie nawet wykradac zamrozone
                                                    kajzerki.. albo np jesc w lazience. To juz uwazam za szczyt wszystkiego, ale tak
                                                    wlasnie robilam. Paczka wafelkow przemycona pod ubraniem a potem zamkniecie sie
                                                    w lazience (oczywiscie na jedzenie a nie wymiotowanie). Po prostu urocze miejsce
                                                    do konsumowania.....
                                                    Ciesze sie ze sobie wyjasniliscie wszystko :-) U mnie tez juz lepiej,
                                                    watpliwosci minely, ale tesknota zostala.........:-((
                                                    Co do spodni ja sie mieszcze tylko w jedne, w dodatku dosc zniszczone. W
                                                    przyszlym tygodniu musze sie przelamac i pojechac mimo wszystko na zakupy, bo
                                                    nie mam co spakowac na wyjazd. Srednio usmiecha mi sie kupowanie ubran w
                                                    rozmiarze min 42 ale nie mam wyjscia....
                                                    Wiesz, tak sobie mysle ze raczej nie uda mi sie schudnac w wakacje i pozostane
                                                    taka jak teraz (o ile nie grubsza). Ok, jakos to przeboleje, ale boje sie co
                                                    bedzie po wakachach :-( CHodzi mi np o takie sytuacje ze bede spedzac ze swoim
                                                    Misiem duzo czasu a on raczej nie jada dietetycznie. Chcialam schudnac teraz bo
                                                    wiem ze w ciagu roku pewnie przytyje, wlasnie dlatego ze bede jesc przypadkowe
                                                    rzeczy w przypadkowych ilosciach i porach. To jest nawet smieszne (szkoda ze tez
                                                    tragiczne) ze boje sie zjedzenia pizzy na spolke, podczas gdy w samotnosci
                                                    pochlaniam 2 razy tyle kcal.. Teraz kiedy tyje to przynajmniej wiem od czego,
                                                    boje sie takiego nieswiadomego, powolnego zbierania kg, kiedy np po pol roku
                                                    okaze sie ze jest mnie 5kg wiecej mimo ze nie bede miec tradycyjnych napadow.
                                                    Tylko tego sie boje.... i dlatego chcialam schudnac teraz, (zabrzmi to smiesznie
                                                    ale) na zapas przed prawdziwym zyciem, bo życie tuczy :-(
                                                    A teatr bardzo polecam. Duze przezycie dla mnie za kazdym razem :-)
                                                    nieporownywalne w ogole do kina (ktore tez przeciez lubie). Mam zamiar wybrac
                                                    sie jeszcze na jedna wystawe, ale to sie jeszcze zobaczy :-)
                                                    Nie powiem, czuje sie troche smutna po dzisiejszym napadzie, ale wierze ze jak
                                                    bede poruszac sie malymi kroczkami to napady beda sie zmniejszac i pojawiac
                                                    rzadziej. Raczej nie ma szans na uciecie tego raz na zawsze.
                                                    A jeszcze co do chlopaka to zazdroszcze Ci tego weekendu z nim. Ja jeszcze musze
                                                    tydzien czekac (choc to i tak niewiele bo wyjechal 5 tygodni temu). W sumie to
                                                    sie troche wyglupilam bo powiedzialam mu przed wyjazdem ze mam zamiar zrzucic
                                                    jakies 3-4 kg (na poczatek.. bo w ogole to 6) i ze spokojnie mi sie to uda, bo
                                                    wakacje, malo stresu i ruch i ze zawsze mi sie to udawalo w kazde wakacje. A tym
                                                    razem nic nie zrzucilam, a kto wie czy jeszcze przez tydzien nie przytyje. Ale
                                                    staram sie o tym nie myslec. Zreszta czasem sie zastanawiam czy nie mam jakiejs
                                                    wewnetrznej blokady przed chudnieciem. Bo jak to robie to mi szybko biust maleje
                                                    (a i tak jest raczej maly :-( ) i czuje sie wtedy malo kobieco... wiem ze mojemu
                                                    kochanemu podoba sie duzy biust wiec tym bardziej mam opory czy w ogole sie
                                                    odchudzac. Ale z drugiej strony ten brzuch....:-/ Ech, chyba sama do tgeo nie
                                                    wiem czy chce sie odchudzac.. moze wlasnie dlatego nie wychodzi?
                                                    Ok, to mialbyc krotki post a tradycyjnie sie rozpisalam
                                                    ale przyznaje ze nie mam komu sie wyzalic z tego wszystkiego wiec dziekuje ze
                                                    jestes, czytasz i ze odpisujesz :-)
                                                    milego dnia zycze :-)

                                                  • wersia Re: szkoda gadac 21.07.05, 15:44
                                                    Też staram się zastępować chlebek otrębami (lubię szczególnie granulowane z
                                                    jabłkami lub śliwkami) albo musli. Ale podczas napadu i tak najchętniej jem
                                                    pieczywo i słodycze. Dopiero jak się skończą, rzucam się na coś innego,
                                                    nałogowo jem też orzechy, migdały, słonecznik czy pestki dyni z miodem w
                                                    ilościach hurtowych. Nie wiem jakie słodycze lubisz, ale ja uwielbiam wszystko
                                                    co kokosowe – moja mama wie o tym doskonale i zawsze jest o to awantura –
                                                    proszę ją o to, żeby nic z tych rzeczy nie kupowała, a ona i tak kupuje,
                                                    chociaż sama nie je.
                                                    Mam 12 par spodni, a mieszczę się tylko w jedne (i to z trudem), rok temu bez
                                                    problemu mieściłam się we wszystkie:-( ale nie mam zamiaru kupować następnej
                                                    pary – jak już w żadne nie wejdę, to może w końcu się opamiętam i przestanę się
                                                    objadać.
                                                    Mój luby też nie jada dietetycznie, je głównie poza domem (zazwyczaj jakieś
                                                    fast-foody) i bardzo nieregularnie (studiuje i pracuje, i na nic nigdy nie ma
                                                    czasu). A ja robie zawsze tak samo – nie jem z nim np. pizzy (no bo przecież
                                                    taka niezdrowa i tyle kalorii), a potem wracam do domu i zjadam np. kilka
                                                    czekolad – gdzie tu logika?
                                                    Zbliżają się krytyczne godziny pod względem objadania się – zazwyczaj mam
                                                    napady po 16. Idę się czymś zająć, bo siedzenie przed komputerem sprzyja
                                                    podjadaniu.
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 21.07.05, 19:45
                                                    Do 17.00 było dobrze, ale potem… szkoda gadać:-(
                                                    W poniedziałek zaczynam starania o lepszy wygląd i samopoczucie (dieta +
                                                    codzienne długie spacery z psem + pielęgnacja). Wiem, wiem – pisałam już pewnie
                                                    z 10 razy, że „od jutra”, a potem nic z tego nie wychodziło, ale tym razem
                                                    będzie inaczej:-) Dodatkową motywacją jest to, że pod koniec wakacji mam
                                                    urodziny – chce tego dnia dobrze wyglądać i jeszcze lepiej się czuć.
                                                    Pozdrawiam i czekam na wieści co u Ciebie
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 21.07.05, 21:29
                                                    Tak, dokladnie takie otreby mialam na mysli, granulowane z jabłkiem i śliwką, bo
                                                    inne mi na sucho nie przechodza. Zastapily mi dzis polowe kanapek takze nie jest
                                                    zle... tzw "mniejsze zlo". Ale tez nie jadlam do bolu brzucha, nie mialam takiej
                                                    potrzeby.. Wszystko dlatego ze znow nie zmobilizowalam sie i nie wyszlam z domu.
                                                    Siedzialam przy kompie, nie mialam co robic i sie zaczelo. Musze zorganizowac
                                                    sobie lepiej czas. Szkoda ze Tobie tez nie wyszlo... bylo by na troche optymizmu
                                                    na tym topicu dzisiaj. Ale jesli zaczynasz starania w poniedzialek to w sumie
                                                    juz troche optymistyczniej :-) Trzymam mocno kciuki!
                                                    Co do mnie to tez mam pewien plan. Wyjezdzam w przyszly piatek wiec mam tydzien
                                                    czasu. Wiem, ze juz nie schudne do tego czasu, nie bede fundowac sobie w
                                                    desperacji diety 500 kcal bo potem wroci z duza nawiazka. Wymyslilam sobie ze
                                                    poczawszy od jutra zadbam o siebie i o swoj wyglad bardziej niz do tej pory.
                                                    Moze wiec i bede miala brzuszek, ale wypielegnowana i opalona bede troche lepiej
                                                    wygladac. Tak wiec od jutra rozne peelingi, wcieranie kremow, moze maseczki,
                                                    opalanie (troche, na zloty kolor, nie braz), lykanie witamin i roznych
                                                    preparatow, duzo warzyw, troche brzuszkow przed snem, godzina chodzenia
                                                    dziennie. Taki mam plan siedmiodniowy. O ile sie uda to chce tez ograniczyc do
                                                    minimum (czyli najlepiej do zera ;-) ) pieczywo i nadmiar soli. Mam silna
                                                    motywacje bo naprawde zalezy mi zeby ladnie wygladac jak juz bede z moim
                                                    Ukochanym :-) Takie dbanie o siebie jest zreszta rowniez przyjemne. Ostatnio
                                                    zaczelam przywiazywac wieksza uwage do wygladu rak i paznokci. I teraz musze
                                                    powiedziec ze jak patrze na swoje rece to naprawde mi sie bardzo podobaja.
                                                    Natura nie dala mi zbyt ladnych rak ale wygladaja uwazam niezle :-)) naprawde
                                                    czuje sie bardziej zadbana i kobieca :-)
                                                    Tak wiec nie schudne, ale postaram sie mimo to ladnie wygladac. :-)
                                                    Co do slodyczy ktore lubie to w sumie zalezy to troche od pory roku. Ale takze
                                                    uwielbiam wszystko co kokosowe, szczegolnie wafelki, rafaello i rurki, no i
                                                    ciasta, w sumie wszystko :-) Mam wlasnie od niedawna ochote na cos kokosowego,
                                                    albo na krowki. Te dwa smaki sie mnie ostatnio "uczepily". Ale kocham wszystkie
                                                    slodycze. Wiem z doswiadczenia ze jak mam napad podczas ktorego jem same
                                                    slodycze to jest on ilosciowo mniejszy (ale kalorycznie chyba wrecz
                                                    przeciwnie..), slodycze szybciej syca, pod warunkiem ze je sie to samo w
                                                    wiekszej ilosci. Kiedys kupowalam sobie w liceum codziennie jakies 200 g
                                                    wafelkow i pamietam ze jak jadlam tylko te slodycze i nic wiecej to moglam
                                                    spokojnie skonczyc. Jak po slodyczach zaczelam jesc kanapki to chcialam ciagle
                                                    wiecej.... Tak wiec najgorsze to chyba jesc wiele rzeczy o roznych smakach i
                                                    staram sie tego unikac (wychodzi roznie). No ale tyle o jedzeniu.
                                                    Jesli chodzi o ubrania to heh coz, ja mam ledwie 4 pary spodni, z ktorych
                                                    mieszcze sie w 1. Nie lubie robic zakupow, chodzic po sklepach, tak wiec nawet
                                                    jak bylam szczuplejsza to nie mialam tyle ciuchow :-) Uwazam ze super byloby
                                                    miec krawca ktory szyl by na miare, oszczedzilo by to biegania po sklepach i
                                                    stresu zwiazanego z mierzeniem. Nie wiem czy dobrze robisz nie kupujac sobie
                                                    spodni. Ja czekam z kupnem juz jakies 8 miesiecy wlasnie na chwile kiedy
                                                    schudne. Na szczescie mam tez spodnice bo bym te 8 miesiecy przechodzila
                                                    jednakowo ubrana. Moze nie warto sobie kupowac teraz drogich spodni jesli
                                                    planujesz chudnac, ale jakies chyba w ogole warto. Na pewno cos ladnego
                                                    dobierzesz a poczujesz sie lepiej w nowym ciuchu i moze bedziesz miala wieksza
                                                    ochote wychodzic z domu? :-) Ja w kazdym razie nie mam juz wyboru i kupuje.
                                                    Co do wspolnych posilkow z chlopakiem to ja identycznie. Choc tak bylo glownie z
                                                    moim bylym facetem. On wkurzal sie ze z nim nie chce nic dobrego zjesc a pozniej
                                                    sama wsuwam ciastka. Z moim obecnym ukochanym jadlam juz kilka razy dobre rzeczy
                                                    i czulam sie przy tym cudownie (ale moze dlatego ze w ogole tak sie przy nim
                                                    czuje) ale teraz po powrocie chce z tym przystopowac bo mi to znowu w brzuch
                                                    pojdzie :-(
                                                    TO juz chyba wszystko co chcialam napisac. Trzymaj sie po napadzie, pamietaj o
                                                    miecie i kocyku. I mysl o swoim planie, ktory niedlugo zrealizujesz :-)
                                                    Od jutra ruszam z zabiegami kosmetycznymi, malymi cwiczeniami i jedzeniem duzej
                                                    ilosci warzyw :-) Bedzie dobrze, czuje to.. a nawet jesli (z lenistwa chyba
                                                    tylko) nie uda mi sie wszystkiego zrealizowac to 50% planu i tak jest lepsze niz
                                                    nic :-)
                                                    Milego dnia jutro, jak zwykle czekam na wiesci.
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 21.07.05, 22:33
                                                    To w takim razie ja też już od jutra zaczynam program pielęgnacyjny:-) a propos
                                                    peelingu z kawy to robisz go rano czy wieczorem? Ja zawsze rano, bo
                                                    przynajmniej na początku miałam wrażenie że kofeina wchłania się przez skórę i
                                                    byłam pobudzona jak po wypiciu kawy, teraz już tego nie czuję. Lubię te
                                                    wszystkie zabiegi pielęgnacyjne, rzadko kiedy kładę się spać niewybalsamowana –
                                                    mam suchą skórę, która domaga się codziennego nawilżania.
                                                    Też dbam o dłonie – w końcu to wizytówka kobiety:-)
                                                    Wracając do kokosowych pyszności, to jest lód Princessa kokosowa (firmy
                                                    Scholler) :-)
                                                    Wiesz co, myślę, że bardzo poprawiłaby mi humor wizyta u fryzjera, uwielbiam
                                                    jak ktoś się mną zajmuje, zawsze nadstawiam się chłopakowi do masowania:-)
                                                    Moja koleżanka ma bardzo ładną cerę i twierdzi, że to zasługa drożdży – pije
                                                    codziennie przed śniadaniem, może i ja spróbuję?

                                                    www.fit.pl/cwiczenie_na_waska_talie.htm :-)
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 22.07.05, 10:27
                                                    No wiec zaczal sie pierwszy dzien mojego dbania o siebie :-)
                                                    Pierwsze balsamy juz wtarte ;-)
                                                    Za jakies pol godziny mialam zamiar zrobic spacer, ale jak na zlosc deszcz
                                                    zaczal padac. No nic, spacer w kazdym razie bedzie najwyzej troche pozniej :-)
                                                    Niedlugo pojde na bazar kupic duuuzo warzyw i bede sie nimi zajadac dzis i w
                                                    weekend. No i do tego duuuuzo wody i malo jedzenia.
                                                    Ostatnio tak sobie pomyslalam o tym jaki jest stan mojego zdrowia przy takim
                                                    tragicznym w sumie sposobie odzywiania. Jem duuzo bialka, podczas napadow
                                                    zdecydowanie za duzo (bo wcinam bialy ser na slodko) i tak sobie mysle ze moja
                                                    watroba ma juz na pewno dosc bo to jest strasznie ciezkostrawne. Do tego
                                                    obciazam ja lykajac pigulki anty. Wczoraj mialam przed oczami wizje ze moja
                                                    watroba przestala pracowac i ze moge umrzec. Nie wiem czemu taka wizja (choc
                                                    domyslam sie ze pod wplywem powiesci ktora ostatnio przeczytalam) ale byla
                                                    straszna. Zdalam sobie sprawe jak bardzo taki napad jest szkodliwy dla mojego
                                                    zdrowia i boje sie chwili w ktorej organizm odmowilby mi posluszenstwa :-(
                                                    Wiesz, ze kazdy wiekszy posilek jest sporym obciazeniem dla watroby, a co
                                                    dopiero napad z kilku tysiecy kalorii?? Tak wiec musze (i chce) zadbac rowniez
                                                    o swoje zdrowie, nie tylko urode..
                                                    Co do skory to tez mam sucha, mam wrazenie ze balsamy szybko z niej znikaja.
                                                    Dlatego chce o nia zadbac, zeby nie byla taka niemila czy nawet szorstka w
                                                    dotyku. Mam sporo problemow ze skora, bo z jednej strony cellulit, z drugiej
                                                    mnostwo rozstepow (starych wiec juz nic z nimi nie zrobie) a z trzeciej plytko
                                                    unaczyniona skora. Musze wiec uwazac zarowno z kremami anty-cell jak i z
                                                    peelingami z kawy. Kiedy gdy wcieralam codziennie przez 8 dni krem anty-cell z
                                                    kofeina to mi w niektorych miejscach strasznie uwidocznily sie naczynka. Nie
                                                    jest to ladny widok wiec teraz z kofeina postepuje ostroznie. Robie peeling
                                                    wieczorem (bo rano jestem na to zbyt leniwa ;-) ) i tez nie codziennie. Planuje
                                                    co 2 dzien. Moze to glupie pytanie ale po takim peelingu uzywasz jeszcze zelu
                                                    pod prysznic/mydla czy tylko splukujesz woda?
                                                    Tak, zgadzam sie ze dlonie to wizytowka kobiety ale moje mi sie kiedys nie
                                                    podobaly wiec nie poswiecalam im zbyt wiele uwagi. Teraz widze ze zadbane dlonie
                                                    to duuza przyjemnosc wzrokowa :-) NO i bez skrepowania trzymam rece na torebce
                                                    podczas np jazdy autobusem. :-)
                                                    Co do cery to tez slyszalam o drozdzach. Nie wiem czy pomagaja bo ja jakos nie
                                                    mam problemow z cera. Mam po prostu sucha skore twarzy i jedyny problem to to ze
                                                    mam juz pierwsze zmarszczki wokol oczu (ale to chyba od czestego usmiechania
                                                    sie wiec nic na to nie poradze ;-)) i od zawsze fioletowe cienie pod oczami. Ale
                                                    na cienie chyba nic nie pomaga, wiec raczej z tym nic nie zrobie :-(
                                                    Co do kokosowych rzeczy to wiesz, ale mimo ze jest lato to mnie jakos nie lody w
                                                    glowie :-) Owszem, bardzo je lubie, ale stosunkowo latwo mi z nich zrezygnowac.
                                                    Wole slodycze w temp pokojowej ;-)
                                                    Fryzjera polecam jak najbardziej. Mnie co prawda sciela za duzo, ale mam teraz
                                                    ladne zdrowe koncowki. Poza tym zawsze sie dowartosciowuje u fryzjera bo mi mowi
                                                    ze mam geste wlosy :-) W sumie to sa zwyczajne, i nie wygladaja imponujaco (bo
                                                    sa dosc cienkie) ale moze dla fryzjera (w porownaniu z wlosami starszych
                                                    klientek) sa geste :-). No i ta przyjemnosc ze ktos sie Toba zajmuje.
                                                    Ja tez uwielbiam masaze, glaskanie i w ogole pieszczoch ze mnie straszny ;-) Nie
                                                    mam jak wiele osob z ED niecheci przed bliskoscia i bardzo sie z tego ciesze
                                                    (moj chlopak rowniez..)
                                                    Pozdrawiam i milego dnia :-)
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 22.07.05, 17:04
                                                    U mnie cały dzień pada, więc z dłuższego spaceru nici. Byłam tylko z psem i
                                                    znowu się nadenerwowałam – moja suczka nie znosi pewnej bokserki z naszego
                                                    osiedla i jak tylko ją zobaczyła rzuciła się w pogoń, była oczywiście na
                                                    smyczy, ale ma tyle siły, że przegoniła mnie w tym deszczu po wszystkich
                                                    osiedlowych kałużach.
                                                    Zrobiłam sobie dziś poranek piękności – 2 godziny siedziałam w łazience:-) Ale
                                                    tak jak Ty, poza urodą chcę zadbać też o zdrowie. Powinnam chyba wybrać się na
                                                    przegląd do stomatologa, bo coś czuję, że opychanie się słodyczami nie wychodzi
                                                    moim ząbkom na dobre.
                                                    Też mam naczynka tuż pod skórą, poza tym moja babcia i mama mają żylaki, więc i
                                                    mnie to czeka. Jeśli dodajesz do kawy żel pod prysznic, to już nie musisz
                                                    używać go po peelingu. Ja najpierw biorę prysznic, a dopiero potem peeling (do
                                                    kawy dodaje olej z pestek winogron albo oliwkę). Rozstępy również posiadam i
                                                    obawiam się, że już nic z nimi nie da się zrobić:-(
                                                    Z lodów jest mi zdecydowanie łatwiej zrezygnować niż z innych słodyczy, ale
                                                    koło tych kokosowych nie mogłam przejść obojętnie;-) Uwielbiam też bakaliowe:-)
                                                    Nie wiem czy uda mi się jeszcze dziś zajrzeć na forum, muszę się wreszcie
                                                    spakować, a wieczorem jadę do lubego:-)
                                                    Udanego weekendu!!!
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 22.07.05, 21:12
                                                    Poszukam tego zelu pod oczy skoro polecasz :-)
                                                    Wlasnie niedawno wrocilam do domu. Dzien udal mi sie wrecz wzorowo, nei mialam
                                                    ochoty na jedzenie. Wiekszosc zabiegow kosmetycznych juz za mna, czesc przede
                                                    mna wraz z wieczornym prysznicem.
                                                    Co do spaceru to udalo mi sie trafic w taka pore kiedy nie padalo, wiec nie
                                                    zmoklam. Przeszlam sie w sumie ponad godzine i bylo bardzo milo. Strasznie
                                                    lubie chodzic, chyba moj ulubiony sport ;-) (jeszcze plywanie bardzo lubie).
                                                    Podczas chodzenia mysle o bardzo wielu rzeczach, zarowno o przyjemnych (wtedy
                                                    ludzie sie troche dziwnie patrza ze ide i sie sama do siebie usmiecham ;-) ) lub
                                                    o problemach ktore mnie trapia (naprawde spacer jest tu lepszy od jedzenia, pod
                                                    warunkiem ze chcemy rozwiazac problem a nie go zagluszyc..).
                                                    POjechalam dzis na kurs ubrana troche ladniej niz zwykle. Tak dla poprawienia
                                                    samopoczucia zalozylam krotka spodniczke i buty na obcasach, umylam przed
                                                    wyjsciem wlosy, pomalowalam sie troche i ogolnie czulam sie naprawde super.
                                                    Ponadto jak wysiadlam z autobusu to dogonil mnie jakis facet (kolo 30tki, nawet
                                                    przystojny- tzn taki w moim typie) i zaczal przepraszac, cos tam krecic, ze nie
                                                    chce mnie zatrzymywac itd. Potem uslyszalam "Chcialbym o ile to mozliwe jeszcze
                                                    kiedys Pania zobaczyc..." Myslalam ze padne z wrazenia ;-) Rozesmialam sie i
                                                    powiedzialam ze przykro mi ale jestem zajeta. Spytal wiec czy calkowicie, no i
                                                    kiwnelam glowa za tak (wkoncu kocham mojego faceta wiec "calkowicie" :-) ). Heh,
                                                    dawno mnie tak nic nie podbudowalo, czuje sie prawie ladna ;-) Ale mojemu
                                                    Misiowi chyba nic o tym nie powiem, zeby sie nie zloscil..
                                                    Tak wiec w ten sposob podbudowana nie mam juz najmniejszej ochoty sie glodzic
                                                    czy tez objadac ;-)
                                                    Co do peelingu z kawy, rozumiem ze nakladasz go wiec po umyciu skory mydlem i
                                                    juz splukujesz woda. W sumie ja zawsze zmywam ta kawe mydlem bo myslalam ze to
                                                    konieczne, ale wkoncu to tylko kawa a nie jakas zraca substancja.
                                                    Ja tez musze za jakis czas isc do stomatologa, ale to juz po wyjezdzie. Pewnie,
                                                    warto czuc sie zadbana rowniez w tej dziedzinie.
                                                    Ja z lodow najbardziej lubie rozki (bo maja wafel - czyli kochane przeze mnie
                                                    wegle ;-) ) ale jak juz mowilam obchodze sie latem bez nich i nie mam z tym
                                                    problemu :-) Ale jak spotkam ta princesse to sprobuje :-) Oczywiscie jak bede
                                                    miala dobry nastroj i ochote na cos slodkiego, a nie w trakcie napadu, gdy ledwo
                                                    czuje smak polykanego jedzenia...
                                                    Co do rozstepow to pocieszam sie ze to taka "moja historia" tyle ze napisana na
                                                    skorze. Pamiatki po szybkim rosnieciu, ewentulnie przybieraniu na wadze (choc
                                                    raczej to pierwsze bo nigdy nie utylam duzo w krotkim czasie, raczej troche to
                                                    trwalo). Pewnie przeczytasz to jak wrocisz, ale mam nadzieje ze ten weekend
                                                    bedzie dla Ciebie udany. Mam tez nadzieje ze skupisz sie na wspolnie spedzonych
                                                    chwilach i zapomnisz w ogole ze masz jakis problem ze swoja sylwetka czy
                                                    jedzeniem. Jak wrocisz, napisz koniecznie co slychac :-)
                                                    Pozdrawiam

                                                  • wersia Re: szkoda gadac 26.07.05, 11:34
                                                    Cześć Negritha!
                                                    Wróciłam wczoraj wieczorem, ale byłam strasznie zmęczona, dlatego odpisuje
                                                    dopiero dziś. Było cudownie, przez moment przestałam myśleć jaka to jestem
                                                    gruba i brzydka, cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z chłopakiem:-)
                                                    Od wczoraj – tak jak postanowiłam sobie wcześniej – dietuję, tzn. na razie
                                                    ograniczam/eliminuję złe węglowodany, a przerzucam się na te dobre.
                                                    A jak Twój siedmiodniowy program dbania o siebie?:-)
                                                    W ogóle to założę się, że jesteś super laseczka! To, że zaczepił Cię na ulicy
                                                    przystojny facet jest dla mnie najlepszym dowodem:-) Mam nadzieję, że ta
                                                    sytuacja Cię podbudowała i wreszcie uwierzysz w siebie!
                                                    Tak, peeling z kawy spłukuję już tylko wodą, na zmianę chłodną, potem ciepłą i
                                                    tak kilka razy.
                                                    Czekam na wieści co u Ciebie,
                                                    Miłego dnia!
                                                    P.S. Chyba zamówię sobie tą książkę „Miłość i kalorie”
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 26.07.05, 21:51
                                                    Bardzo sie Ciesze ze mialas udany weekend. :-) Jak widac mozna zapomniec o
                                                    swoich kompleksach, problemach z jedzeniem i po prostu cieszyc sie zyciem. Oby
                                                    takich chwil bylo jak najwiecej :-)
                                                    U mnie niestety nie bylo tak milo jak zakladalam. Sobota i niedziela minely z
                                                    napadem, choc nie jakims wielkim. W sumie to na konto poprawy musze odnotowac to
                                                    ze juz nie objadam sie do bolu brzucha i ze nie mam autodestruktywnych mysli.
                                                    Coz, polubilam siebie. Wkoncu uwierzylam w to co sobie powtarzam (ze jestem
                                                    super ;-) ) i nie bylam mimo wszystko zla na siebie, wsciekla czy cos w tym stylu.
                                                    Program trzymam do pewnego stopnia. Np w niedziele nie poszlam na spacer i nie
                                                    zawsze pamietam rano o balsamie, ale ogolnie w 75% plan realizuje :-)
                                                    Mam teraz sporo zajec bo biegam na zakupy. Mam niewiele ubran bo zawsze
                                                    odkadalam zakupy na "jak schudne" no i teraz musze w ostatniej chwili biegac po
                                                    sklepach. Strasznie mnie mecza zakupy, nie mam w ogole do tego serca. Zaluje ze
                                                    ktos nie moze zrobic tego za mnie ;-)
                                                    Kupilam sobie kostium kapielowy, sukienke i spodnie i uwazam ze prezentuje w
                                                    miare zgrabnie (choc musialam sie naszukac bo w wielu rzeczach wygladalam po
                                                    prostu grubo :-/). Przez to latanie po sklepach nie mam tez czasu myslec o
                                                    jedzeniu ;-). Jutro ciag dalszy zakupow bo wyjazd juz w piatek..
                                                    Superlaseczka napewno nie jestem ;-) Nie jestem zbyt ladna, mam nieregularne i
                                                    nieklasyczne rysy, tyle ze jestem wysoka i mam dlugie dosc zgrabne (w stosunku
                                                    do wagi calkowitej..)nogi wiec niektorym facetom sie to podoba :-)
                                                    Co do ksiazki to tez o niej poczytalam. Z tymze ja mam teraz juz 3 ksiazki do
                                                    czytania i chyba nie bede sobie jeszcze 4 kupowac bo nie mam kiedy tego czytac
                                                    ;-) (a sesja wrzesniowa mnie jeszcze czeka wiec wypadaloby sie jeszcze pouczyc)
                                                    Milego dnia jutro i powodzenia z dieta :-) i z utrzymywaniem dobrego
                                                    samopoczucia bo to jest jeszcze wazniejsze..
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 22.07.05, 19:03
                                                    Wpadłam jeszcze na chwilkę, bo przypomniało mi się – na cienie pod oczami żel
                                                    Flos-lek z arniką:-) kosztuje 6,80 zł (50 ml), zachwalany na forum Uroda:-)
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 28.07.05, 18:52
                                                    Nie odzywam się, bo od wczoraj nieustannie żrę;-( Mam nadzieję, że przynajmniej
                                                    Ty się trzymasz
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 29.07.05, 09:28
                                                    Ja bylam ostatnio pochlonieta wyjazdem. Wychodze za 30 min wiec napisze tylko ze
                                                    nawet jesli ostatnio mialas zle dni, to to sie zmieni. To ze zjesz wiecej niz
                                                    zaplanowalas(nawet duzo) wcale nie zmniejsza Twojej wartosci jako czlowieka.
                                                    Jestes fajna i mila osoba i mam nadzieje ze jak wroce to przeczytam tu na forum
                                                    ze wkoncu w to uwierzylas :-) Nie trac celu glownego z oczu i ciesz sie kazdym
                                                    dniem. Trzymaj sie.
                                                    pozdrawiam (wracam za 10 dni)
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 29.07.05, 18:45
                                                    Dziękuję za miłe słowa:-)
                                                    Dziś niestety bez zmian, ale mam nadzieję, że już jutro pochwalę się
                                                    beznapadowym dniem
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 09.08.05, 23:13
                                                    Hej Wersia
                                                    Wczoraj wrocilam z wyjazdu. W sumie moze napisalabym wczesniej ale jestem w
                                                    fatalnym humorze. Sam wyjazd byl super, no moze z wyjatkiem 2 malych wpadek
                                                    jedzeniowych kiedy po prostu siedzialam w pokoju i sie nudzilam. Ale nawet to
                                                    nie zaklocilo mojego szczescia, bo bylam wkoncu z ukochanym.. W sumie 14 dobrych
                                                    dni (4 przed wyjazdem + 10 wyjazdu), podczas ktorych wkoncu jadlam jak czlowiek.
                                                    Na wyjezdzie niczego sobie nie odmawialam a jednak apetyt sam sie regulowal.
                                                    Jadlam na codzien rzeczy na ktore tutaj w domu patrzylam jak na zakazane czyli:
                                                    biale buleczki, spagetti,desery jogurtowe, czekolade. Wszystko w normalnych
                                                    dawkach, z duza przyjemnoscia i bez zadnych wyrzutow sumienia. Dochodze do
                                                    wniosku ze nic nie smakuje rownie slodko co tabliczka czekolady zjedzona na
                                                    spolke z kochana osoba.. Co smieszne wcale nie utylam, nawet chyba bym troche
                                                    zrzucila gdyby nie te wpadki i.... to co zaliczylam po powrocie.
                                                    Nawet zaczynam podejrzewac, ze jak czlowiek je to co _naprawde_ bardzo lubi (w
                                                    ograniczonych ilosciach) to odczuwa wieksza satysfakcje niz jak wcina chlebek
                                                    chrupki czy samo pieczywo i dlatego nie ma juz potem checi na objadanie sie
                                                    "zakazanym".
                                                    Tak wiec myslalam juz ze nauczylam sie normalnie jesc, ale jednak podczas
                                                    samotnej podrozy powrotnej zaczelam ladowac w siebie co popadnie.. z zalu i
                                                    tesknoty ze znow kolejne rozstanie :-( I dzis to samo. W sumie caly dzien sobie
                                                    dogadzam: dobre potrawy, makaronik, wszystko w malych ilosciach... a na kolacje
                                                    zamiast skromnego posilku (nie bylam juz glodna) 2 czekolady, 180g ciastek, 2
                                                    paczki drazy, mnostwo bialego sera, pieczywa Wasa, croissant z czekolada. Dawno
                                                    nie zjadlam az tyle...:-(( Ech, no coz... jutro jest nowy dzien. Ciagle wierze
                                                    ze jestem w stanie nauczyc sie radzic sobie inaczej z uczuciami niz przez
                                                    zajadanie ich. W sumie to wszystko w moim zyciu uklada sie naprawde dobrze (mam
                                                    szanse na ciekawe praktyki) i powoli zaczyna brakowac czasu i miejsca na
                                                    siedzenie w domu i objadanie sie. Cieszy mnie to bardzo bo zaczynam czuc ze
                                                    zyje. Mysle ze jeszcze nie raz zdazy mi sie wpadka ale nie bedzie mnie to
                                                    zalamywac ani tym bardziej wplywac na inne sfery zycia. Naprawde w to wierze..
                                                    W sumie czasem mysle sobie jak wielu ludzi zmaga sie na codzien z dietami i
                                                    ograniczaniem jedzenia. W sumie to juz koniecznosc w naszych czasach kiedy
                                                    jestesmy wprost zalewani zywnoscia - nauczyc sie umiaru w jedzeniu. Tez mam
                                                    zamiar sie tego nauczyc i nie usprawiedliwiac sie juz ze jem bo mam ED...
                                                    A co u Ciebie slychac?? Ciekawa jestem jak Ci sie zyje :-)
                                                    Pozdrawiam cieplo
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 10.08.05, 10:58
                                                    Ale Ci było dobrze – 14 dni z ukochanym:-) No i do tego normalne jedzenie, co
                                                    ja bym za to dała…
                                                    Naprawdę wierzyłam, że w czasie wakacji uda mi się wreszcie z tym skończyć, ale
                                                    teraz nie mam już chyba żadnej nadziei. Od tygodnia jeden wielki mączno-
                                                    słodyczowy napad, żołądek mam rozciągnięty do granic możliwości, nie pamiętam
                                                    już kiedy ostatnio nie bolał mnie brzuch, cera w coraz gorszym stanie, z domu
                                                    nigdzie nie wychodzę, przemieszczam się tylko między pokojem a kuchnią. Nie
                                                    mogę już patrzeć w lustro – jestem GRUBA:-( Z mamą oczywiście codziennie
                                                    kłótnia, twierdzi, że mam depresje i podsuwa mi odpowiednie leki (szczerze
                                                    mówiąc, gdyby nie miały tylu skutków ubocznych to bym brała). Chciałabym pójść
                                                    do psychologa, ale boje się, że ktoś kto nigdy nie cierpiał na zaburzenia
                                                    odżywiania po prostu tego nie zrozumie, powie, że to zwykłe łakomstwo i poradzi
                                                    udać się lepiej do dietetyka. Poza tym ciężko byłoby mi otworzyć się przed
                                                    zupełnie obcą osobą.
                                                    Przepraszam, że tak smęcę, ale naprawdę nie mam z kim pogadać, koleżanki
                                                    wyjechały (zresztą dla nich skoro nie mam anoreksji ani bulimii, to nic mi nie
                                                    jest), chłopak wspiera mnie na duchu jak może, ale ma już dość ciągłego gadania
                                                    o jedzeniu i mojej otyłości. Od mamy codziennie słyszę, że jestem gruba,
                                                    leniwa, bez ambicji itd…
                                                    Czemu to akurat nas spotkało?
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 10.08.05, 11:54
                                                    Hej. W sumie dobre pytanie: dlaczego to akurat nas spotkalo?
                                                    Mysle ze to taki typ osobowosci, ktory jest podatny na takie zaburzenia: z
                                                    chwiejna samoocena, wrazliwy, zbyt czuly na krytyke, niestabilny emocjonalnie.
                                                    Oczywiscie to tylko moje zdanie. Poza tym u mnie zaczelo sie od odchudzania..
                                                    W sumie ludzie rzeczywiscie czasem bagatelizuja zaburzenia odzywiania ktore nie
                                                    sa ani anoreksja ani bulimia. Wydaje im sie ze skoro nie zwracamy jedzenia to
                                                    nie ma problemu...Na szczescie nie wszystkim i od tego sa psycholodzy, a
                                                    przynajmniej Ci ktorzy sie na swoim znaja. Wydaje mi sie ze czytalam kiedys o
                                                    tym ze nawet normalni, pewni siebie i zadowoleni z zycia ludzie, jesli maja
                                                    problem z nadmiernym apetytem to udaja sie do psychologa (moze to jakis nowy
                                                    trend, stosowany rownolegle z dietami?). A co dopiero kiedy jedzenie staje sie
                                                    narzedziem autodestrukcji, wiaze sie z nienawiscia do siebie, niepewnoscia,
                                                    depresja... Moze poszukaj psychologa, ktory zajmuje sie ED? Choc mankamentem
                                                    jest ze na ogol tacy przyjmuja odplatnie. Choc w Warszawie jest mozliwosc
                                                    uzyskania dobrej bezplatnej pomocy w TPM, tylko ze na terapie trzeba czekac.
                                                    (Jesli chcesz to moge Ci wyslac co mi napisala Pani z tego towarzystwa na mojego
                                                    maila z prosba o pomoc). Z tymze psycholog moze conajwyzej pomoc w dojsciu do
                                                    pewnych rzeczy, reszte musisz zrobic sama..
                                                    Wczoraj po napadzie zdalam sobie sprawe ze w moim zyciu juz nie ma miejsca na
                                                    takie siedzenie w domu i objadanie sie. Po prostu musze to pozegnac, choc jest
                                                    to baardzo trudne. Jedzenie to pocieszyciel, ale mimo wszystko toksyczny. W
                                                    przyszlym semestrze mozliwe ze bede musiala sie troche usamodzielnic i
                                                    wydoroslec. Pieniadze zaczna sie bardzo liczyc i nie bede mogla ich trwonic na
                                                    napadowe jedzenie ktore nawet nie daje przyjemnosci. Po prostu bede musiala sie
                                                    pozegnac z napadami i wypelnic czyms te luke. Tzn nie tylko musze ale i chce to
                                                    zrobic. Zaczelo sie dzis rano. Bylam blisko napadu (bo skoro poprzednie dni
                                                    byly nieudane.......) ale pomyslalam sobie ze najwyzszy czas sie z tym pozegnac.
                                                    Zadne pozegnanie nie jest latwe, ale w zyciu bywaja o wiele gorsze rzeczy:
                                                    wypadki, choroby itd. Mysle ze czuje sie na silach aby zniesc ta "pustke" i
                                                    stopniowo zaczac ja wypelniac waznymi dla mnie rzeczami. Mowie ze czuje sie na
                                                    silach bo autentycznie wierze w siebie, w swoje sily i wartosc, jako czlowieka.
                                                    Podobam sie sobie (moze nie zaraz po napadzie, ale po paru dniach normalnego
                                                    jedzenia to jak najbardziej), chlopakowi, innym nie musze. Nie wiem jak moglam
                                                    jeszcze pare miesiecy temu myslec o smierci..
                                                    Wiem ze im dluzej trwa napad tym czasem dluzej go przerwac i nabrac sil i
                                                    nadziei. Przytulam Cie i mowie ze dasz rade... nawet pewnie nie zdajesz sobie
                                                    sprawy ile sil w Tobie drzemie (mnie sie wydawalo ze nie mam zadnych ale jednak
                                                    do nich dotarlam) i nie sa to sily do tego aby wytrwac w kolejnej diecie. Te
                                                    sily sa po to abys mogla realizowac swoje marzenia. Na pewno masz jakies. Mnie
                                                    sie kiedys wydawalo ze nie mam zadnych, albo ze chce po prostu wyzdrowiec czy
                                                    schudnac. Teraz jednak okazuje sie ze sa i zawsze byly..i to wcale nie zwiazane
                                                    z choroba. Choroba sama odejdzie z czasem, kiedy zaczniesz sie realizowac i
                                                    poswiecac czas i mysli na realizacje swoich celow. Gdzies pomiedzy tym wszystkim
                                                    czasem Ci sie przypomni ze jestes glodna ;-) i wtedy zjesz sobie cos zdrowego i
                                                    smacznego co da Ci energie do dalszego dzialania. Nawet nie zauwazysz jak waga
                                                    sama spadnie. A jak juz wrocisz do domu po przepracowanym ale satysfakcjonujacym
                                                    dniu, to polozysz sie zmeczona ze swoim ukochanym na kanapie i razem zjecie
                                                    sobie np po czekoladce :-) Heh, w sumie to zabrnelam w tym opisie w swoje wlasne
                                                    marzenia ;-)
                                                    Teraz czujesz sie gruba, dobrze wiem jak to jest. Czuje sie podobnie w tej
                                                    chwili ale wiem ze wystarczy pare dni normalnego jedzenia aby nabrzmialy brzuch
                                                    sie zmniejszyl. To po prostu kwestia czasu. Tymczasem zakladam luzne
                                                    podkoszulki, swetry, ladnie sie maluje, maluje paznokcie i nie przygladam sie w
                                                    lustrze. Tobie tez to radze. Wiem ze pogoda nie zacheca (przynajmniej u mnie).,
                                                    ale moze warto wyjsc na spacer przemyslec sobie pare spraw..
                                                    I na koniec tego przydlugiego maila: pisz o wszystkim co czujesz i myslisz.
                                                    Wygadaj sie tu na forum. Od tego ono jest i od tego jestesmy my zeby to
                                                    przeczytac i wspierac :-) W razie zbyt osobistych rzeczy, mozesz mi napisac
                                                    maila: negritha@gazeta.pl
                                                    Trzymaj sie cieplo!! :-)

                                                  • wersia Re: szkoda gadac 10.08.05, 19:08
                                                    Ja już dłużej tego nie wytrzymam, dziś był kolejny koszmarny dzień = żarłam->
                                                    płakałam-> żarłam dalej-> znowu płacz, w między czasie kłótnia z mamą i
                                                    chłopakiem. Tak mi źle:-(((
                                                    TPM to Towarzystwo Pomocy Młodzieży, tak? Mam do nich nr telefonu, zadzwonię
                                                    jak tylko wrócę do Warszawy. Jeśli mogłabyś mi wysłać to, co napisała Ci ta
                                                    pani, to będę bardzo wdzięczna (na maila gazetowego). Nie wezmę od mamy ani
                                                    grosza, a że sama nie pracuje, wolałabym pomoc bezpłatną.
                                                    Znalazłam sobie od jutra zajęcie – muszę zaprojektować łazienki w nowym domku
                                                    (w grudniu się przeprowadzam). No i jeszcze swój nowy pokój:-) Mam stos gazet i
                                                    katalogów do przejrzenia, liczę, że odciągnie mnie to chociaż na moment od
                                                    objadania się.
                                                    Pewnie, że mam marzenia… ale teraz jestem na takim etapie, że wszystkie moje
                                                    myśli krążą wokół jedzenia.
                                                    Cały czas boli mnie brzuch, idę sparzyć kolejną miętę.
                                                    Miłego wieczoru

                                                    P.S. Moim zdaniem jesteś na dobrej drodze do wyzdrowienia, czego Ci życzę z
                                                    całego serca:-)
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 10.08.05, 19:43
                                                    U mnie tez niestety zly dzien. Rano sie wymadrzalam ;-) ale praktyka wyglada o
                                                    wiele trudniej. Nie mniej jednak wiem czemu tak jest i skad chec jedzenia. Po
                                                    pierwsze czuje sie samotna bo spedzilam 10 cudownych dni z chlopakiem, a teraz
                                                    jestem sama 24 h/dobe (rodzice na urlopie). Nie mam do kogo ust otworzyc a
                                                    przede wszystkim nie ma komu mnie przytulic (a potrzebuje tego codziennie) :-((
                                                    Jedzeniem slodkich rzeczy probuje sobie to zrekompensowac. Drugi, tez wazny
                                                    powod mojego objadania sie to niepewnosc. Rozstrzyga sie wlasnie kwestia tego co
                                                    bede robic przez caly kolejny rok, a ja moge tylko czekac na te decyzje, ktora
                                                    nawet nie wiem kiedy nastapi. Nie moge nic planowac, nie wiem za co sie brac,
                                                    czego sie uczyc. Ech, straszna jest ta niepewnosc i oczekiwanie. Trzeci powod,
                                                    napiecie przedmiesiaczkowe.... nigdy w zyciu nie udalo mi sie chyba przezyc tego
                                                    okresu bez napadowo. Zawsze mam wtedy wilczy apetyt na wszystko. Ech, czuje sie
                                                    zagubiona i nic nie moge na to poradzic. Musze na nowo zaczac uczyc sie
                                                    funkcjonowac tak jak przed wyjazdem. Nawet nie kupilam do domu zadnych rzeczy
                                                    ktore prowokowaly by mnie do napadu, ale dla chcacego.... dzis nawet
                                                    wykombinowalam kluski leniwe z tego co mialam w domu. A wydawalo mi sie ze jak
                                                    kupie ser bialy i jajka to sie nie bede objadac (niestety cukier i maka zawsze
                                                    jest w domu). W sumie dostrzegam tez zabawna strone tego wszystkiego. Najpierw
                                                    rozwazam co kupic zeby mnie nie kusilo i nie miec czym sie objadac, a potem
                                                    strasznie kombinuje zeby cos z tego ugotowac/upiec. Normalnie smiac mi sie z
                                                    samej siebie chce.. Ech, no coz. Tragedii nie ma, kiedys tam wszystko sie spali
                                                    po drodze. Sprobuje sobie zaraz wymyslec jakies zajecie na jutro, najlepiej
                                                    takie zeby wyjsc z domu.
                                                    Oj w sumie to rozumiem jak to jest z tymi klotniami. Po napadzie kazdy jest
                                                    rozdrazniony i kazdy mi przeszkadza...:-( W sumie teraz jestem sama w domu, wiec
                                                    z jednej strony nikt mi w droge nie wchodzi, ale z drugiej jestem samotna.... i
                                                    tak zle i tak niedobrze...
                                                    Co do projektowania lazienki to super zajecie :-)) Pamietam jak projektowalam
                                                    swoj pokoj przy przeprowadzce. Duuzo radosci, szczegolnie dla kogos kto tak jak
                                                    ja, lubi wszystko robic powoli, analizowac i szukac zlotego srodka :-)Zabierz
                                                    sie za to od rana (tj po sniadaniu, nie przesadzajmy) i bedzie dobrze :-)
                                                    Ja tez z brzuchem mam problemy (a mieta sie niestety skonczyla) . Dzis w sumie
                                                    caly dzien latam do lazienki bo wypilam herbatke figure wczoraj. W sumie mam
                                                    wrazenie ze mam juz przewrazliwiony zoladek bo nawet jak jadlam normalnie to
                                                    ciagle rozne sensacje biegunki/zaparcia/wzdecia :-/ Kiedys nawet zastanawialam
                                                    sie ile z tego jedzenia we mnie zostaje a ile "przelatuje" tj nie wchlania sie
                                                    do konca. No ale tez nie czaruje sie, kalorie zostaja.
                                                    Co do maila to wysle Ci. W sumie nie ma tam konkretnych porad, ale raczej
                                                    namiary na tpm, ale zreszta...sama zobaczysz.
                                                    BTW ostatnio zyje w strachu ze sobie zniszcze zdrowie tym calym zarciem.
                                                    Psychicznie jestem na dobrej drodze, ale boje sie ze zanim sytuacja z jedzeniem
                                                    sie unormuje moj uklad pokarmowy bardzo na tym ucierpi. Ostatnio mam nawet
                                                    schize ze cos jest nie tak z moja watroba, bo mam zolty nalot na jezyku i troche
                                                    zoltawa skore. Oczywiscie moze to czysta hipochondria ;-) ale w sumie ogromne
                                                    ilosci zarcia do strawienia +pigulka anty dobrze nie dzialaja. Ech, z drugiej
                                                    strony gdyby zaczely sie jakies powazniejsze objawy, wkoncu musialabym sie
                                                    zmobilizowac do dbania o siebie, co moze nie byloby zle...choc jak mowie
                                                    naprawde chce mi sie zyc, a nie chorowac!
                                                    Co do Twojego PS to mam nadzieje ze jestem na dobrej drodze, jeszcze pewnie
                                                    wiele wpadek przede mna, ale poki co nie trace celu z oczu i staram sie
                                                    traktowac wszystko z wiekszym dystansem. Czego i Tobie zycze :-))
                                                    Trzymaj sie w ten niezbyt przyjemny dla nas obu wieczor... ja poczytam sobie
                                                    ksiazke i poslucham przyjemnej muzyki.. Jutro jest nowy dzien, oby byl udany.
                                                    pozdrawiam serdecznie :-)



                                                  • negritha Re: szkoda gadac 10.08.05, 21:17
                                                    Wiesz, postanowilam cos. Bardzo mnie denerwuje taka rzecz, ze kiedy mam duzo
                                                    czasu zeby zadbac o swoje zdrowie, urode i samopoczucie, to robie cos odwrotnego
                                                    - zaniedbuje sie i szkodze sobie. Od jutra powtarzam swoj program przedwyjazdowy
                                                    dotyczacy dbania o siebie. :-) Wtedy udalo mi sie zrealizowac 75% zaplanowanych
                                                    rzeczy wiec i tak niezly wynik. Teraz to samo. Od jutra (bo czemu nie od
                                                    czwartku?) dbam o siebie:
                                                    -dzien zaczynam od 1 szklanki wody i prysznica na rozbudzenie (rano jestem
                                                    senna, zla i czesto zaczynam na wpol swiadomie jesc)
                                                    -po prysznicu balsamik (ladnie pachnacy oczywiscie, ma mi poprawic nastroj :-) )
                                                    -poza tym oczywiscie depilacja i czasem peelingi (niby oczywiste ale jak chlopak
                                                    daleko i na dodatek chodze w dlugich spodbniach to zaniedbuje te sprawy..)
                                                    -codziennie 1 h przyjemnego szybkiego spaceru (bez wykrecania sie..)
                                                    -kupie sobie znowu jakies witaminki. Tym razem bez chromu i bez blonnika bo
                                                    zuwazylam ze nie ma roznicy w tym czy biore czy nie. Ale kupie magnez i omega 3
                                                    -wieczorem peeling z kawy (co 3 dzien)
                                                    -malowanie paznokci
                                                    -mycie glowy nawet jak nie wychodze z domu, tak dla wlasnego samopoczucia
                                                    -mysle o samoopalaczu, bo lekka opalenizna wyglada naprawde ladnie

                                                    poza tym:
                                                    -kupie sobie smaczna herbate na wage (albo ze 2 od razu). Herbata to moj maly
                                                    bzik. Uwielbiam kazda, czarna, czerwona, zielona, owocowa. W sumie nie jest to
                                                    najtansze, ale ze nie wydaje kasy na hobby to czemu nie zrobic sobie takiej
                                                    przyjemnosci?
                                                    -bede starac sie utrzymywac wzgledny porzadek wokol siebie, bo balagan wplywa na
                                                    mnie destrukcyjnie.
                                                    -jutro uporzadkuje wkoncu swoja szafke z notatkami (od roku na to czeka)
                                                    -bede spac w dzien jak mi sie zachce (zawsze uwazalam to za strate czasu)
                                                    -ogolnie planuje sie porozpieszczac :-) i nie zmuszac do niczego - w tej chwili
                                                    liczy sie dla mnie to zeby poukladac sobie rozne rzeczy w glowie, reszta
                                                    poczeka. W sumie jesli mam napad to i tak nic pozytecznego nie robie, wiec tu
                                                    przynajmniej zyskam lepsze samopoczucie i sily na przyszlosc.
                                                    Poczatek mojego planu to jutro: 11 sierpnia a ostatni dzien 16 sierpnia kiedy
                                                    byc moze znow na troche wyjade (niestety juz nie do Ukochanego :-( )
                                                    Mam nadzieje ze pojdzie dobrze i znow bedzie choc 75 % :-)
                                                    Bylabym wdzieczna za trzymanie kciukow ;-)
                                                    pozdrawiam (jesli dobrnelas do konca ;-) )
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 10.08.05, 21:23
                                                    Trzymam kciuki i dołączam się do Ciebie:-)
                                                    Nie ma to jak dobra herbatka:-)
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 10.08.05, 21:18
                                                    Ja też czuje się samotna – bardzo tęsknie za chłopakiem, niby rozmawiamy
                                                    codziennie przez telefon, ale brakuje mi przytulenia – w dniach nienapadowych
                                                    jestem straszny pieszczoch:-) To jest jeden z powodów obżarstwa. Poza tym
                                                    studia, codzienne awantury w domu, również napięcie przedmiesiączkowe, no i
                                                    ogromna tęsknota za tatą, której nie da się opisać żadnymi słowami.
                                                    Tabletki anty odstawiłam, nie mogę ich brać, a to jedyna metoda, której ufam.
                                                    Dlatego nie wiem jak to teraz będzie z „przytulaniem” (przynajmniej mam inną
                                                    wymówkę niż że miałam napad, jestem gruba i nie chcę być dotykana). Jeśli się
                                                    martwisz o wątrobę, to może zrób badanie krwi – profil wątrobowy (wstyd się
                                                    przyznać, ale ja panicznie boję się igły – na zajęciach zakładaliśmy sobie
                                                    nawzajem wenflony – uciekłam ze strachu gdzie pieprz rośnie;-)
                                                    Dziękuję za maila, szkoda, że tak długo czeka się na wizytę. Znalazłam jeszcze
                                                    adres stowarzyszenia ASLAN – też nieodpłatnie i podobno czas oczekiwania na
                                                    wizytę jest dużo krótszy, ale jest limit wieku – do 21 lat:-( A Ty byłaś kiedyś
                                                    na spotkaniu z psychologiem/terapeutą? Zastanawiam się jak takie spotkanie
                                                    wygląda, o co byłabym pytana i w ogóle.
                                                    Udanego dnia jutro!
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 11.08.05, 11:31
                                                    Najlepsze jest to ze ja zawsze uwazalam sie za osobe ktora swietnie znosi
                                                    samotnosc. Oczywiscie, jak kazdy czlowiek potrzebuje jej troche na codzien, ale
                                                    nie w takich ilosciach jak obecnie jej doswiadczam. Kiedys nie odczuwalam
                                                    samotnosci i tesknoty w zwiazku ale to dlatego ze bylam z kims kogo tak naprawde
                                                    nie kochalam. Nie brakowalo mi go za bardzo, a potrzebe bliskosci probowalam
                                                    zaspokajac jedzeniem. Wtedy wlasnie mowilam ze jestem typem samotnika..
                                                    Teraz widze ze to nieprawda, ze potrzebuje towarzystwa ukochanej osoby na
                                                    codzien, wlasnie tez tego przytulania (rowniez ze mnie jest ogromny pieszczoch
                                                    :-) ). Kiedy mam to, to jedzenie kompulsywne przestaje byc mi potrzebne. No ale
                                                    jak jestem sama i tesknie to to wszystko powraca :-(
                                                    Studia i mnie wyprowadzaja z rownowagi, ale po pierwsze teraz sa wakacje (tzn
                                                    ucze sie do sesji, ale juz spokojnie i bez nerwow) a po drugie moj Kochany
                                                    studiuje ze mna, wiec jest przy mnie w kryzysowych chwilach na uczelni (pociesza
                                                    mnei, rozmawia i juz jak wracam do domu to jestem "rozladowana").
                                                    Co do awantur, to chyba nie masz za dobrej sytuacji w domu. Klotnie sa
                                                    spowodowane tym ze nie chcesz isc do psychologa, czy ogolnie? Jesli to drugie to
                                                    wspolczuje.. :-(
                                                    Ja tez ufam tylko anty, ale dokladnie odwrotnie niz ty, musze je brac (problemy
                                                    z hormonami) wiec u mnie ta wymowka odpada. Ale szczerze mowiac obecnie problem
                                                    z "nie mam ochoty" nie istnieje, bo staram sie nie myslec o tym ze jestem gruba
                                                    itd. Skoro sie do mnie przystawia ;-) to znaczy ze go pociagam, i w tym momencie
                                                    przestaje myslec o tym jak wygladam. Ale jeszcze niedawno bylam w takiej
                                                    sytuacji jak Ty, tez strasznie wstydzilam sie przed nim, nie chcialam zeby mnie
                                                    dotykal. Na to jest chyba tylko jedna rada. Uwierzyc w to co on Ci powtarza, ze
                                                    jestes piekna i juz. No i powtarzac sobie ze jest sie super. Na mnie o dziwo
                                                    podzialalo..
                                                    Co do badan to nie wiesz czy to jest drogie badanie? Igly tez nie lubie, ale juz
                                                    troche przywyklam (no i zawsze odwracam wzrok) :-)
                                                    Na spotkanie z psychologiem nie dotarlam. Raz zadzwonilam bo strasznie chcialam
                                                    z Ta pania porozmawiac (z ta od maila). Tam uslyszalam ze wlasnie prowadzi
                                                    zajecia i zebym zadzwonila za godzine. Oczywiscie wiecej juz nie zadzwonilam...
                                                    Co do tego jak wyglada to raczej nie musisz sie martic. Raczej nie bedzie to
                                                    wygladalo tak ze wchodzisz i tylko mowisz a psycholog (podejrzliwie ;-) )Ci sie
                                                    przyglada. To sa specjalisci i wiedza jak pokierowac rozmowa zebys sie dobrze
                                                    czula. Oczywiscie pod warunkiem ze na takiego trafisz.
                                                    Ja na razie zrezygnowalam z udania sie do psychologa, ale moze w przyszlosci,
                                                    jak bede tego bardzo potrzebowac... Do ASLAN juz niestety sie nie kwalifikuje,
                                                    bo mam rok wiecej.
                                                    Co do dnia dzisiejszego to juz mam za soba pierwsze czynnosci pielegnacyjne.
                                                    Czuje sie super, zadbana, pachnaca :-) Za godzine wybieram sie na spacer
                                                    pozalatwiac rozne sprawy. Dzis bedzie juz dobrze. Wierze w to.
                                                    A jak Tobie idzie?
                                                    pozdrawiam Cie serdecznie :-)




                                                  • negritha Re: szkoda gadac 10.08.05, 12:13
                                                    Heh, co do sprawy wagi to przypomnial mi sie jeszcze fragment piosenki:
                                                    "wszystko jedno gdzie sie zyje, raz sie chudnie, raz sie tyje" To dotyczy
                                                    kazdego czlowieka i jest po prostu czescia zycia, dlatego nie ma co traktowac
                                                    sprawy swojego wygladu zbyt serio. :-)
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 12.08.05, 18:19
                                                    Ech, nie powiem wczorajszy dzien udal mi sie wzorowo. Kupilam sobie 2 pyszne
                                                    herbatki, zrobilam ulubione spagetti na obiad (z kurczakiem i duuuuza iloscia
                                                    warzyw, wiec bardzo zdrowie :-) ). Dzis juz troche gorzej. Czuje sie strasznie
                                                    samotna. Przez ten PMS jestem strasznie przewrazliwiona i czuje sie jakby moj
                                                    ukochany o mnie zupelnie zapomnial. Pol dnia czekalam na maila od niego (maile z
                                                    nim sa najprzyjemniejsza czescia mojego dnia) po czym doczekalam sie ale
                                                    zupelnie zdawkowego, ktorego tresc mnie jeszcze podlamala. Wieczorem juz pewnie
                                                    tez sie nie odezwie bo jest u niego rodzina i nawet pewnie o mnie nie pomysli..
                                                    :-(((( Czuje sie samotna, opuszczona i zapomniana... w sumie nie pamietam kiedy
                                                    ostatnio przyznalam sie przed soba do takich uczuc (zawsze zdazylam je zajesc)
                                                    ale tak sie wlasnie teraz czuje. Troche jak dziecko, ktoremu nie poswieca sie
                                                    wystarczajaco duzo uwagi...:-/
                                                    Z tego powodu przesadzilam z kolacja. W sumie zaczelam ja 1,5 h wczesniej niz
                                                    mialam zamiar (tak wiec nie z powodu glodu...)i zjadlam 3 razy wiecej niz mialam
                                                    zamiar. Tragedii nie ma bo w miare zdrowe rzeczy (ser, makaron,warzywa, migdaly,
                                                    jablko) i nie czuje sie przejedzona...
                                                    Ech, niewazne juz z tym jedzeniem. Gdyby nie to ze chce dbac o siebie, o zdrowie
                                                    , to bym juz pewnie byla w spozywczym.. Ale nie, nie bede tego sobie robic.
                                                    Ech, byle do jutra...
                                                    a co u Ciebie???
                                                  • wersia Re: szkoda gadac 12.08.05, 19:16
                                                    Nie potrafię już zapanować nad jedzeniem. Wczoraj się nie odzywałam, bo nie
                                                    miałam kiedy – od rana do nocy żarłam. Dziś zresztą to samo. Piję teraz kolejną
                                                    miętę, pewnie za jakieś pół godziny – pomimo że bardzo boli mnie brzuch – znowu
                                                    udam się do najlepszej przyjaciółki – lodówki:-( Daje sobie jeszcze jedną
                                                    szansę, jeśli jutro znowu będzie napad, poproszę o pomoc specjalistę. Jestem
                                                    wściekła na cały świat, że spotkało to właśnie mnie. Czym sobie na to
                                                    zasłużyłam? Zawsze starałam się być dobrą córką, koleżanką, uczennicą, po
                                                    prostu dobrym człowiekiem, nie wiem gdzie popełniłam błąd…
                                                    PMS też mnie dobija, od kilku dni płacze z byle powodu. Czuję się taka samotna
                                                    i bezradna, jest mi cholernie przykro, że nie ma przy mnie chłopaka, akurat
                                                    teraz – kiedy go tak bardzo potrzebuję. Chociaż z drugiej strony to dobrze, bo
                                                    przynamniej nie widzi mnie takiej tłustej.
                                                    Dobrze, że nie poszłaś do spożywczego – jestem z Ciebie dumna:-)
                                                    Ja od ponad tygodnia nie zjadłam chyba nic zdrowego, ciągle tylko słodycze i
                                                    mączne rzeczy.
                                                    Nie wiem ile kosztuje to badanie krwi, ale zawsze możesz przy najbliższej
                                                    wizycie u swojego ginekologa poprosić o skierowanie.
                                                    Trzymaj się ciepło!!!
                                                    Zrobię co w mojej mocy, żeby jutro pochwalić się udanym dniem.
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 12.08.05, 20:13
                                                    Dziekuje za odpowiedz, przeczytalam Twoje slowa w trudnym momencie, kiedy mysl o
                                                    sklepie chodzila mi juz na powaznie po glowie... te słowa "jestem z Ciebie
                                                    dumna" podzialaly wrecz magicznie :-)) dziekuje..
                                                    Wiesz, piszesz ze nie potrafisz zapanowac nad jedzeniem. W sumie, to troche lezy
                                                    w naszej naturze, bo jakby nie patrzec jedzenie to instynkt. A nad tym ciezko
                                                    panowac. Szczegolnie jak pelni jeszcze funkcje pocieszyciela czy "przyjaciolki"
                                                    (jak pisalas).. Problem chyba w tym ze ciagle myslimy ze od jutra ograniczymy
                                                    jedzenie albo ze jakies potrawy beda zabronione i stad "ostatnia" wyzerka.. :-(
                                                    Coz, rozmowa z psychologiem na pewno nie zaszkodzi. Kiedys myslalam ze to cos
                                                    niecodziennego i wstydliwego udac sie do psychologa. Ale teraz ludzie chodza do
                                                    psychologa nawet jak rzucaja palenie...wiec czemu nie? Choc wiem ze czasem
                                                    ciezko sie przelamac...
                                                    To wspaniale ze starasz sie byc dobrym czlowiekiem ale pomysl o ile piekniej
                                                    jest byc jednoczesnie pewnym siebie, asertywnym, i dobrym czlowiekiem :-)
                                                    Ludziom swiadomym swojej wartosci zyje sie lepiej i latwiej, potwierdzone
                                                    naukowo. Ja kiedys cenilam sobie przede wszystkim skromnosc i pokore. Dla
                                                    wszystkim bylam bardzo mila, grzeczna, czerwienilam sie jak ktos (nieslusznie)
                                                    zwracal mi uwage a wszystkie negatywne emocje zajadalam w zaciszu pokoju. Ale
                                                    teraz widze ze to sie po prostu nie oplaca. Warto byc pewnym siebie, znac swoja
                                                    wartosc i smialo realizowac to o czym sie marzy. Nigdy nie wiadomo ile jeszcze
                                                    pozyjemy, zycie jest po prostu za krotkie..
                                                    Nie musisz grac roli dobrej uczennicy, ani dobrej kolezanki. Jesli nie dajesz
                                                    rady na uczelni, masz prawo odpoczac, nie musisz tez usmiechac sie do kazdego
                                                    kto chce Cie w jakikolwiek sposob wykorzystac. Twoim obowiazkiem (no moze zbyt
                                                    mocne slowo) jest natomiast byc szczesliwa w zyciu. (nawiasem mowiac moj chlopak
                                                    mawia ze "jedyne co musisz to umrzec, reszta jest wyborem"). Wydaje mi sie ze
                                                    jestes bardzo zagubiona osoba. Sadze tak po tym ze ciagle podkreslasz to ze
                                                    jestes za gruba. Czy naprawde sadzisz ze te kilka kg sa tak bardzo wazne? Czy na
                                                    inne osoby tez patrzysz przez taki pryzmat? Zapewne nie... Twoje kilogramy to
                                                    sprawa postrzegania wlasnej osoby i mysle ze psycholog moglby Ci w tym bardzo
                                                    pomoc. Co wazniejsze, moze Ci pomoc odnalezc sie troche w swoich myslach,
                                                    uporzadkowac swoje wartosci, cele i marzenia.
                                                    Przepraszam jesli za bardzo sie wymadrzam. Pisanie do Ciebie w jakis sposob tez
                                                    i mnie pomaga i teraz np widze ze ja tez potrzebuje uporzadkowac swoje wnetrze,
                                                    swoje mysli, przypomniec sobie co jest dla mnie najwazniejsze.
                                                    Ja tez placze przez PMS, i wsciekam sie bez powodu. I tez bardzo potrzebuje
                                                    teraz mojego chlopaka....:-(((( Ale jeszcze pare dni i bedzie lepiej..(tzn po pmsie)
                                                    Tymczasem trzymaj sie cieplo.......



                                                  • wersia Re: szkoda gadac 13.08.05, 16:43
                                                    Dziś (do tej pory) nie było napadu:-))) To cudowne uczucie, jak wreszcie nie
                                                    boli brzuch z przejedzenia:-) I wyjątkowo zamiast mięty popijam właśnie
                                                    herbatkę „Na trudne dni” (niby łagodzi napięcie przed @).
                                                    Strasznie brakuje mi ruchu, uwielbiam pływać, ale odkąd przytyłam wstydzę się
                                                    iść na basen. W Twoim Stylu jest artykuł o tańcu brzucha, wypatrzyłam już w
                                                    Warszawie klub fitness, w którym są prowadzone takie zajęcia i chyba od
                                                    października się zapiszę:-)
                                                    >Czy naprawde sadzisz ze te kilka kg sa tak bardzo wazne? Czy na
                                                    > inne osoby tez patrzysz przez taki pryzmat? Zapewne nie...
                                                    Niestety te dodatkowe kilogramy są dla mnie bardzo ważne, jestem święcie
                                                    przekonana, że po zrzuceniu 10 kg byłabym najszczęśliwsza na świecie, skończyło
                                                    by się niechodzenie na zajęcia, niespotykanie ze znajomymi, unikanie bliskości
                                                    z chłopakiem, kłótnie z mamą, czas marnowany na rozpaczanie nad swoim obecnym
                                                    wyglądem mogłabym poświęcić np. na naukę języka (mój ukochany – niemiecki).
                                                    Faktem jest, że na inne osoby nie patrzę przez pryzmat ich wagi.
                                                    >Ludziom swiadomym swojej wartosci zyje sie lepiej i latwiej
                                                    Zdaje sobie z tego sprawę, ale chyba nigdy nie byłam pewna siebie, a teraz to
                                                    już w ogóle…
                                                    Miałam się nie przyznawać, ale od dziś zaczęłam leczenie farmakologiczne pod
                                                    okiem mamusi (nie krytykuj tego, proszę…)
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 15.08.05, 11:34
                                                    Wyjechalam na 2 dni wiec odzywam sie dopiero teraz. TO byly smutne dni niestety.
                                                    W sobote przez caly dzien czekalam na chocby 1 smsa lub 1 sygnal od chlopaka i
                                                    niestety nie doczekalam sie :-( Nie zaczelam jesc z tego powodu i to bylo
                                                    jedyne co mnie tego dnia cieszylo. Poza tym dol :-( W niedziele mielismy gosci i
                                                    wszyscy obzerali sie ciastem (tak obzerali, kazdy po 5-10 kawalkow) i bylam
                                                    przejedzona. W sumie to nie napad tylko wspolne obzartswo przy stole ale
                                                    wieczorem czulam sie zle, ze dalam sie temu poniesc. Teraz wrocilam do domu i
                                                    znow zaczynam podjadac. Jest mi tak bardzo smutno. Wszystko mi zobojetnialo.
                                                    Zawiodlam sie na ukochanym (mimo ze nie zrobil nic zlego, ot nie odezwal sie 1
                                                    dnia) i mam ochote sie odegrac mimo ze to glupie. Oczywiscie nie powiedzialam mu
                                                    ze mam zal. Moje smsy/maile sa natomiast zupelnie suche i bezuczuciowe i czekam
                                                    az sie domysli (wiem ze sie nie doczekam i wiem ze nie powinnam tak sie
                                                    zachowywac, ale coz...)
                                                    A Tobie jak niedziela minela? BO sobota chyba dobrze :-)
                                                    Ja tez uwielbiam plywac, ale nie chodze z powodow zdrowotnych. Zaluje bo to byl
                                                    swietny trening, godzina plywania bez przerwy, ale coz.. Na basen chodza nawet
                                                    bardzo grube osobby wiec uznalam ze nie ma co sie wstydzic. Zreszta 90% czasu
                                                    jestem przeciez w wodzie i nikt mnie nie widzi. Byle tylko szybko wskoczyc do
                                                    basenu i po klopocie :-)
                                                    Na taniec zapisz sie czemu nie? Kazda forma sportu jest zdrowa i dostarcza duuzo
                                                    przyjemnosci :-)
                                                    Ech, ja juz nie sadze ze jak zrzuce iles kg to bede szczesliwsza, bo od wagi nie
                                                    wiele zalezy. Np dzis mam paskudny humor, facet mnie zaniedbuje, boli mnie
                                                    brzuch (okres), praktyki prawdopodobnie przejda mi kolo nosa, nie chce mi sie
                                                    uczyc i nie wierze w to ze gdybym wazyla kilka kg mniej to te problemy by
                                                    zniknely. Mam nadzieje ze tez niedlugo dojdziesz do takiego wniosku. Jak juz
                                                    mowilam, zycie jest po prostu za krotkie, zeby odkladac je na pozniej..
                                                    Nie bede absolutnie krytykowac leczenia jakie podjelas. Uwazam ze jesli tylko
                                                    cos moze Ci pomoc to warto sprobowac. Przeciez jak Ci nie bedzie pomagalo to
                                                    przestaniesz :-) Swoja droga te leki sa na recepte, wiec skad udalo Ci sie je
                                                    zdobyc? I co bierzesz konkretnie? Tak pytam z ciekawosci...:-)
                                                    Na efekty pewnie bedziesz musiala poczekac ale mam nadzieje ze pomoze, zycze CI
                                                    tego z calego serca.
                                                    Ech, a ja wlasnie zastanawiam sie czy nie jechac do marketu, choc z drugiej
                                                    strony mam tak marny nastroj ze chyba i na jedzenie nie mam ochoty :-(((

                                                  • wersia Re: szkoda gadac 15.08.05, 12:29
                                                    Doskonale rozumiem, że jest Ci przykro z powodu chłopaka. U mnie też się tak
                                                    zdarza, z jednej strony zdaje sobie sprawę, że on jest teraz strasznie
                                                    zabiegany i nie ma czasu gadać ze mną godzinami przez telefon, ale z kolei jak
                                                    cały dzień nie daje żadnego znaku chodzę smutna i zła. Faceci są niedomyślni,
                                                    dlatego nie ma się co odgrywać czy obrażać, tylko trzeba powiedzieć prosto z
                                                    mostu o co chodzi (wiem, wiem, nie zawsze jest to łatwe).
                                                    Ciastem się już nie przejmuj, było minęło, nie ma co rozpamiętywać. Do marketu
                                                    wstęp wzbroniony! (chyba że po warzywa;-)
                                                    Mi weekend nareszcie minął dobrze, tzn. nie było napadu i kłótni z mamą. Od
                                                    soboty biorę Bioxetin (fluoxetyna), receptę wypisała mi mama. Efekt
                                                    terapeutyczny ma być widoczny po kilku tygodniach stosowania, ale mi już teraz
                                                    zdecydowanie polepszył się humor (może to siła sugestii?). Najważniejsze, że
                                                    nie odczuwam specjalnie działań niepożądanych.
                                                    Trzymaj się ciepło!!!
                                                  • negritha Re: szkoda gadac 15.08.05, 13:35
                                                    To ze jest mi przykro z jego powodu to malo powiedziane. Strasznie mnie to
                                                    nakrecilo i jestem na niego wsciekla. Dobrze ze nie ma go teraz przy mnie bo nie
                                                    wiem co bym mu powiedziala. Jestem wsciekla a jednoczesnie sprawdzam co chwile
                                                    czy nic nie napisal. No i jak nie napisze to znowu bede zla. (Ech, czuje ze
                                                    jestem toksyczna i powinnam go uwolnic od siebie) Masz racje ze o tym co urazilo
                                                    nalezy mowic, ale nie potrafie sie w tej chwili na to zdobyc. Jestem zla bo tego
                                                    dnia nie byl zabiegany i mial wolne tylko pewnie pieniedzy bylo mu szkoda na
                                                    smsa z zagranicy. Ech, taki drobiazg a zrobil male spustoszenie w moich
                                                    uczuciach. Grrr.... DO sklepu oczywiscie poszlam (Twojego posta przeczytalam
                                                    dopiero po powrocie) no i sie najadlam....
                                                    W dodatku musze dokonczyc na jutro projekt bo inaczej ani ja ani kolezanka nie
                                                    zaliczymy przedmiotu (robie to tylko ze wzgledu na nia bo mi juz nie zalezy).
                                                    Takze wszystko wali mi sie na glowe a ja mam znowu dosc zycia. Zastanawialam sie
                                                    nawet co bym napisala teraz w swoim liscie pozegnalnym do bliskich i jaki szok
                                                    by przezyli ludzie wokol mnie, ktorzy ostatnio widzieli mnie bardzo szczesliwa.
                                                    Co do bioxetinu to tak myslalam ze cos w tym stylu. Tym samym leczy sie bulimie.
                                                    Bardzo mozliwe ze to sila sugestii (wkoncu nawet placebo dziala), ale wazne ze
                                                    pomaga :-) Co do skutkow ubocznych to najlepiej chyba o nich nie wiedziec bo
                                                    wtedy czlowiek mimowolnie zacznie wypatrywac u siebie tych objawow. Takze nie
                                                    sugeruj sie tym co ten srodek moze spowodowac bo nie na kazdego dziala tak samo.
                                                    Mozesz nie miec skutkow ubocznych w ogole. :-) pozdrawiam
        • noelka84 Re: szkoda gadac 09.07.05, 18:02
          Mam tak smao jak ty. Kiedys udawało mi sie łądnie chudnąc i to własnie latem. A
          teraz pod wpływem różnych oroblemów zajadam smutki , zamiast działac i cos
          robic. chce się z tego wyrwać. Wiesz ostatnio myslałam nad tym, ze może jakbym
          mogła z kims powymineiac sie radami i powspeirac byłoby mi łatwiej. Jesli masz
          ochotę to moze pogadamy sobie na gg i bedziemy wymieniać sie dosiwadczeniami w
          dietetowaniu i codziennie wspierac. Co ty na to?
          • negritha Re: szkoda gadac 10.07.05, 17:10
            Jesli noelka84 piszesz do mnie (bo nie bardzo orientuje sie w czy to odpowiedz
            na moj wpis ;-)) to niestety z pewnych wzgledow nie moge podac swojego gg...
            moge pisac tylko tu na forum, lub na maila.
    • fragile_f Re: szkoda gadac 23.07.05, 17:59
      Tak sobie mysle...

      Moja mama ma troche podobnie do Was - zjada mały obiad, po czym "złe" namawia ja
      do pojscia na chwilke do kuchni :> No i tam kanapeczka, rogalik... A na deser
      kostka czekolady, ktora zmienia sie w kilka.. Na drugi dzien wyrzuty sumienia
      przy mierzeniu jakiejs starej bluzki, w ktora sie nie miesci. I oczywiscie
      zapewnienia, ze od jutra dieta :/ Mama po prostu twierdzi, ze jej wszystko
      smakuje i nie moze sie opanowac - bo to łatwo komus powiedziec "NIE JEDZ TYLE" a
      znacznie trudniej samemu sie opanowac :(

      I wiecie co? Poszla z tym do lekarza, do psychiatry. Poza miła rozmowa, radami
      itp dostała rowniez leki, chyba podobne do tych, ktore zapisuje sie w depresji.
      I co sie okazało? Od kilku tygodni nie dosc, ze nie objada sie jak, za
      przeproszeniem głupia, to jescze twierdzi, ze jej w ogole nie ciagnie do
      jedzenia - czuje sie po prosu SYTA i moze spokojnie, bez zalu stosowac sie do
      diety. Wrecz czase musi w siebie wcisnac koncowke kanapki ;-)

      Moze warto byloby przejsc sie z tym problemem do psychiatry wlasnie? Na poczatek
      tabletki - a pozniej, jak juz bedzie łatwiej - terapia i normalne zycie :)

      Pozdrawiam i zycze duuuzo zdrowia moje drogie, bedzie dobrze :)
      • negritha Re: szkoda gadac 26.07.05, 22:28
        Hmmm, wiesz, myslalam kiedys o braniu lekow antydepresyjnych ale doszlam do
        wniosku ze moim problemem nie jest w zasadzie zbyt duza chec jedzenia, ale rozne
        zahamowania, kompleksy i niepewnosc siebie. Mozliwe ze leki pomagaja
        powstrzymywac apetyt, ale nie wylecza one zrodla problemu, nie sprawia ze
        poczuje sie wartosciowym czlowiekem.
        Mnie odstrasza w antydepresantach to, ze moga powodowac rozne skutki uboczne, no
        i poza tym boje sie uzaleznienia.
        Takze pozniej myslalam juz tylko o terapii u psychologa. Na razie jednak jakos
        daje sobie rade. Jestem teraz szczesliwa i jak nawet mam napad, to jem bardziej
        swiadomie, mniej niz kiedys i nie mam wielkich wyrzutow sumienia. Takze wszystko
        zmierza w dobrym kierunku. Pozdrawiam Cie rowniez i dzieki za rady :-)
    • melancholia18 Re: szkoda gadac 26.07.05, 07:57
      negricie i osobom z takim problemem jak ona polecam ksiazke G.Leleu MIŁOŚĆ I
      KALORIE. Gwarantuje, ze Wam pomoze i przede wszystkim pomoze zrozumiec Wasze
      odruchy i polubic siebie.
    • melancholia18 Re: szkoda gadac 26.07.05, 11:47
      podajcie swoje gg dziewczyny!!! moje to 5980273:)
    • negritha Re: szkoda gadac 15.08.05, 20:54
      Ech, tragiczny byl ten dzien.... zauwazylam ze bardzo zle dziala na mnie
      towarzystwo wlasnych rodzicow. Jak jestem z nimi w domu to zaraz mysle o tym ile
      rzeczy jest w domu do jedzenia, po ktore nie moge siegnac przez ich obecnosc.
      Gdybym byla sama to pewnie bym nawet o tym nie pomyslala, zjadla cos albo i nie,
      a tak to siedze i nakrecam sie ze jest aale poza moim zasiegiem... Poza tym przy
      rodzicach czuje sie jak dziecko, ktore zawsze wyjada potajemnie wszystkie
      slodycze z domu (tak bylo przez moja mame, ktora nie pozwalala nam jesc
      slodyczy, wiec musielismy je wynosic w ukryciu), a nie jak dorosla osoba, ktora
      chce jesc rozsadnie. A teraz czeka mnie 10 dni w ich towarzystwie w gorach i do
      tego bez komputera (a wiec bez mozliwosci pisania tutaj tego co czuje).... jest
      tylko jeden sposob aby to wytrzymac, musze sobie zalozyc ze bede przestrzegac
      diety, bo o sluchaniu siebie w tak stresujacych warunkach nie ma mowy. W sumie
      nie wiem czemu tak reaguje na swoja rodzine, przeciez nawet sie nie klocimy no i
      naprawde ich kocham. Ale zle sie czuje spedzajac cale dnie z nimi.
      Myslalam juz zeby zrezygnowac teraz (w ostatniej chwili..) z tego wyjazdu, ale
      jednoczesnie troche mi szkoda. Tak wiec chyba zaloze sobie ze te 2 tygodnie
      poswiece po prostu na duuuuzo ruchu i zdrowa diete odchudzajaca. Przyda mi sie
      wkoncu zrzucic cos bo chlopak wraca za 2 tyg. Takze jade tam z nastawieniem ze
      to kuracja dla mojego ciala i to jest najwazniejsze. O duszy pomysle jak wroce
      (pewnie bedzie w kiepskim stanie) i na wyjezdzie nie bede poprawiac sobie humoru
      jedzeniem chocby nie wiem co!!!! Tutaj niniejszym to obiecuje i chocby byl placz
      i zgrzytanie zebow to wytrzymam ten wyjazd. (Swoja droga to ciekawe czy uda mi
      samym uporem oddzielic sprawy ciala od duszy)
      Tak wiec:
      chocbym sie klocila z rodzicami (malo prawdopodobne ale mozliwe)
      Chocby mi sie nudzilo
      Chocby moj chlopak zupelnie mnie olal lub napisal cos niemilego
      chocby okazalo sie ze moje plany na przyszly semestr niewypalily
      chocbym czula sie niewiadomo jak smutno i podle
      to nie bede jesc
      Zawzielam sie, zacisne zeby i rany bede leczyc po powrocie. Moze zreszta okaze
      sie ze nie bedzie co leczyc bo czesto wydaje nam sie ze cos jest straszne a
      potem sie o tym zwyczajnie zapomina.. Takze na wyjezdzie jak najmniej myslenia,
      analizowania przeszlości i przyszłości, zero zamartwiania sie, tylko fizycznosc,
      ruch, wysilek, dieta, no i troche dbanie o siebie bo to nawet w plenerze nie
      zaszkodzi ;-)
      Takze przyrzeczenie zlozone i nie ma odwrotu. Jesli je zlamie nie odezwe sie juz
      wiecej na tym forum, a za duzo mam do stracenia... zaczynam od jutra.
      pozdrawiam serdecznie :-)

      • wersia Re: szkoda gadac 16.08.05, 09:15

        Absolutnie nie rezygnuj z wyjazdu! To o niebo lepsze niż siedzenie w domu i
        zaglądanie co 5 minut do lodówki, tam będziesz mogła pospacerować (przecież
        obie to lubimy:-), pozwiedzać, ruch na świeżym powietrzu na pewno dobrze Ci
        zrobi, nie będzie czasu na rozmyślanie o smutkach, a tym bardziej ich
        zajadaniu. A jak się zdarzy jakaś czekoladka to nawet dobrze – przecież do
        chodzenia po górach potrzeba dużo energii:-)
        Ja chyba też dam się namówić na góry, luby uparł się, że się wdrapie na Rysy i
        męczy mnie, żebym z nim pojechała;-)
        Myśl pozytywnie! Ja bym wiele dała za wyjazd z rodzicami…
        Pozdrawiam bardzo serdecznie:-)
        • negritha Re: szkoda gadac 16.08.05, 10:47
          Dzisiaj obudzil mnie sms ktory mocno zamieszal mi w glowie. Jestem w dosc
          skomplikowanej sytuacji jesli chodzi o przyszly semestr, bo probuje sobie
          zalatwic praktyki. Wszystko jednak idzie jak najgorzej i juz nie mam do tego
          sily. W dodatku musze podjac sama decyzje co chce robic w tej firmie, a ja mam
          wrazenie ze nic nie umiem i mam ochote ze wszystkiego sie wycofac.. Wszystkie
          nowe wiadomosci spadly na mnie z samego rana. Po przeczytaniu tego wszystkiego
          chcialam juz skierowac swoje kroki do lodowki, ale powstrzymalo mnie to co sama
          tu wczoraj napisalam. Nie zrezygnuje z mozliwosci pisania tutaj, wiec usiadlam i
          wzielam kilka oddechow. Potem przypomnialy mi sie rowniez inne, niezbyt
          przyjemne rzeczy ktore na mnie dzis czekaja...... na szczescie zrobilam wlasciwa
          rzecz, tj wzielam kawalek kartki i dlugopis, spisalam te wszystkie problemy na
          kartce i musze powiedziec ze juz nie wygladaly tak strasznie, po prostu realnie.
          Oddzielilam te rzeczy ktore koniecznie musze zrobic dzis i rano od pozostalych i
          teraz jak to pisze to 2 mam juz za soba :-)))) Jestem z siebie dumna bo umialam
          dostrzec problemy i je rozwiazac. :-)
          Co do wyjazdu to masz racje ze nie powinnam rezygnowac. W zeszlym roku podobny
          wyjazd byl dla mnie zrodlem stresu (z powodu rodzicow), ale teraz postanowilam
          ze niczym sie nie przejmuje, nie mysle, nie analizuje, tylko odpoczywam
          fizycznie. Chce sie uwolnic od niszczacych uczuc od "nakrecania sie". Nie bede
          myslec podczas tego wyjazdu o sobie, o chlopaku, swojej sytuacji, przyszlosci,
          planach. Musze sie od tego oderwac i odpoczac. Bede podziwiac przyrode i cieszyc
          sie chwila. Na codzien strasznie wszystkim sie przejmuje wiec te 2 tygodnie beda
          dobrym odpoczynkiem. A co do diety i ruchu to stwierdzilam ze moje cialo tez
          musi miec wakacje i to bedzie dla niego najlepsze.
          A jak sie zdarzy czekoladka to nie mam zamiaru sie przejmowac. Czekolada jest
          czyms z czego nigdy nie zrezygnuje ;-) TO najlepsza i najzdrowsza z mozliwych
          slodka przekaska. Nawet jak sie odchudzalam to pozwalam sobie na nia
          (szczegolnie gorzka). Wiec przy duzym wysilku tez nie bede z niej rezygnowac :-)
          Postaram sie natomiast zrezygnowac z innych slodyczy, ale to tylko przez te 2
          tygodnie, jak sie odchudzam.
          A co do Rys to polecam od strony Slowackiej, krocej sie idzie a widoki tak samo
          piekne :-))
          A co u Ciebie? Jak sie czujesz?
          • wersia Re: szkoda gadac 16.08.05, 11:46
            Nie obżeram się już do bólu brzucha – to najważniejsze. W domu spokój. Ale
            martwię się studiami, poza tym muszę się w końcu wziąć za szukanie mieszkania w
            stolicy (teraz żałuje, że zrezygnowałam z tego, w którym mieszkałam 2 lata, a
            niestety jest już wynajęte).
            Bardzo dobrze sobie dziś poradziłaś – udało Ci się rozwiązać problemy, widzisz,
            potrafisz to robić i dlatego nie ma potrzeby niczego zajadać! Mogę tylko
            pogratulować:-)
            Gorzka czekolada jest rzeczywiście korzystniejsza, mam w domu taką 99% kakao,
            ale w ogóle mi nie smakuje, to jedyna czekolada, której zjem kawałeczek i już
            mam dosyć:-)
            Miłego dnia
            • negritha Re: szkoda gadac 16.08.05, 15:50
              Dokladnie- najwazniejsze to nie jesc do bolu brzucha i zeby sobie nie szkodzic.
              Co do spokoju w domu to pewnie nie bez znaczenia jest ze zaczelas sie leczyc,
              czyli poszlas za rada mamy. Tylko sie cieszyc ze jest lepiej :-)
              Ja tez martwie sie studiami i od kilku godzin mam zazarta dyskusje z moim
              chlopakiem o mozliwych scenariuszach przyszlosci. Jesli nasze plany wejda w
              zycie to bedziemy mieli tyle roboty, tyle spraw do zalatwiania ze nawet nie chce
              mi sie o tym myslec. Oczywiscie to obok normalnej sesji i nauki do egzaminow.
              Czemu martwisz sie studiami? Jakis egzamin?
              Co do problemow z mieszkaniem to polecam zaczac na spokojnie juz teraz szukac
              zeby nie odkladac na ostatnia chwile (stres bedzie duzo wiekszy...).
              Heh, ta czekolada to pewnie Lindt, chyba tylko ta firma ma w ofercie 99%. Ja
              kiedys kupilam 70% tej firmy i juz mi nie smakowala za bardzo. Zdecydowanie wole
              Wawel 90% jest naprawde smaczna i ja moge zjesc nawet tabliczke ;-)
              W sumie po wczorajszym obzarstwie nie jestem w ogole glodna. Zjadlam skromne
              sniadanie i drugie sniadanie i ciagle nie jestem glodna. Teraz robie mimo
              wszystko lekki obiad (warzywa + kurczak) bo nie chce sobie przemiany materii
              zwalniac glodowkami (dzis czuje ze obeszlabym sie bez jedzenia).
              Ech, mam nadzieje ze do jutra mi troche brzuch spadnie bo mam egzamin ustny i
              troche glupio bede sie czuc w za malej bluzce.
              Heh, wlasnie mi chlopak napisal ze mam sie niczym nie przejmowac odnosnie
              przyszlego semestru i mam zamiar wyjatkowo posluchac tej rady ;-) Przez
              najblizsze godziny (a takze dni..) mam zamiar o niczym nie myslec i niczym sie
              nie martwic. Milego popoludnia :-))
              • wersia Re: szkoda gadac 17.08.05, 09:46
                Powodzenia na egzaminie!!! :-)
                • negritha Re: szkoda gadac 17.08.05, 17:45
                  Dziekuje. Zaliczone :-) Nawet lepiej niz myslalam. Dzis spedzam dzien w biegu
                  zalatwiajac rzeczy przed wyjazdem. Na jedzenie brakuje czasu i dobrze bo
                  pamietam co sobie obiecalam. 2 tygodnie bez napadow, na razie idzie z gorki :-)
                  Staram sie niczym nie przejmowac i jak tylko czuje ze cos mnie w jakis sposob
                  denerwuje, sprawia przykrosc, smuci to staram sie nie poddawac temu. Wierze ze
                  ten wyjazd minie mi beznapadowo i wkoncu zrobie cos dla swojego ciala. Jade w
                  gory zapomniec o wszystkich troskach, cieszyc sie przyroda i zyciem.
                  Mam nadzieje ze u Ciebie ciagle dobrze. Trzymaj sie przez te dni. Pamietaj ze
                  jak cos Cie gryzie to lepiej wyrzucic to z siebie tu na forum, niz tlumic to w
                  sobie i zajadac. Zycze duzo usmiechu. :-)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka