Dodaj do ulubionych

Kolejny problem polski

29.02.04, 22:42
Spadamy z Polski!
Tygodnik "Wprost", Nr 1110 (07 marca 2004)

http://www.wprost.pl/ar/?O=57003


Antoni Norbert Patek, twórca najbardziej renomowanych zegarków na świecie,
musiał emigrować z Polski, bo za udział w powstaniu listopadowym groziło mu
zesłanie na Sybir lub więzienie. Zaczynał, mając za kapitał stopień
podporucznika i krzyż Virtuti Militari. Po piętnastu latach pracy w branży,
która nigdy nie kojarzyła się z Polską, Patek zdobył 500 międzynarodowych
nagród, a od królowej Wiktorii otrzymał order, który był przepustką na
wszystkie dwory królewskie w Europie. Wśród klientów Patka znalazło się 30
osób z rodów królewskich oraz trzech papieży. Z tych samych powodów co Patek
po powstaniu listopadowym wyemigrowało z terenów Polski kilkuset wybitnych
uczonych i wynalazców. Ernest Malinowski, Władysław Kluger, Edward Habich czy
Władysław Folkierski pracowali potem w Peru, Brazylii bądź Argentynie.

Kolejne setki wybitnie uzdolnionych Polaków musiały emigrować po powstaniu
styczniowym - jak Erazm Józef Jerzmanowski, zwany polskim Noblem, pierwszy
polski milioner w Stanach Zjednoczonych. Dorobił się w latach 80. XIX wieku,
tworząc nowoczesne amerykańskie gazownictwo. Przez ostatnie 350 lat Polacy
emigrowali z kraju, który był albo uwikłany w konflikty, albo znajdował się w
niewoli. Teraz znowu emigrują, choć Polska jest wolna i nieuwikłana w żadne
konflikty. Emigrując w przeszłości, Polacy uciekali przed najeźdźcami bądź
okupantami z zewnątrz, obecnie uciekają przed rządzącymi własnym, wolnym i
demokratycznym państwem. Ta nowa fala emigracji to wielkie wotum nieufności
dla tych, którzy nie potrafią zatrzymać wyjeżdżających w kraju, którzy nie
stworzyli im warunków pracy w Polsce i dla Polski.
Prof. Andrzej Targowski, informatyk, który osiadł w Stanach Zjednoczonych w
czasach stanu wojennego, nazywa emigrację po powstaniach listopadowym i
styczniowym oraz podczas i po II wojnie światowej diasporą wojowników i ofiar.
Obecną falę emigracji można nazwać diasporą zawiedzionych. Ćwierć miliona
młodych ludzi szykuje się w najbliższym czasie do wyjazdu z Polski. Prawie 300
tys. wyjechało już w ostatnich czterech latach. To tak, jakby z naszego kraju
zniknęły dwa roczniki absolwentów wszystkich wyższych uczelni! Nawet jeśli
wielu z nich kieruje się złudzeniami co do zachodniego raju socjalnego,
wysyłają sygnał do zachodnich inwestorów, że Polska jest państwem, w którym
nie chcą żyć osoby mające zmieniać ten kraj. Współcześni emigranci dołączą do
około 15 mln osób polskiego pochodzenia żyjących poza Polską. W tej olbrzymiej
masie polskich emigrantów są tysiące wybitnych postaci, których praca i talent
przynoszą korzyści krajom ich osiedlenia, a bardzo rzadko naszemu państwu.
Prof. Andrzej Targowski wyliczył, że spośród stu najwybitniejszych polskich
wynalazców i uczonych żyjących w ostatnich dwustu latach aż 52 proc. pracowało
na rzecz innego kraju, a nie Polski.

Ucieczka realistów
Młodym Polakom opuszczającym obecnie nasz kraj nie brakuje umiejętności i cech
charakteru potrzebnych do odniesienia sukcesu. Wyjeżdżają, bo są realistami:
gdyby pozostali, przez najbliższych kilka lat nie byliby w stanie utrzymać
rodziny na przyzwoitym poziomie. Łukasz Kiniewicz już w wieku szesnastu lat
otrzymał stypendium Fundacji Laudera, potem przez rok uczył się w nowojorskim
college'u. Chciał studiować na Harvardzie, ale nie było go na to stać, więc
wybrał Wyższą Szkołę Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w
Warszawie. Wyjechał z Polski, bo nie widział tu szans na rozwój i godziwe
życie. Zgłosił się do koncernu Accenture, gdzie wygrał konkurs z kilkuset
konkurentami z całego świata.
Wojciech Melanowski, absolwent Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu, już jako
nastolatek pojechał do Chicago, by zobaczyć, jak działa tamtejsza giełda.
Wtedy postanowił zostać finansistą, porzucił więc plany kariery medycznej
(jego pradziadek był autorem pionierskich prac z okulistyki). Osiągnięcia w
firmie oponiarskiej Dębica (należącej do Goodyeara) sprawiły, że wysłano go do
Luksemburga, a potem do Brukseli, gdzie został starszym analitykiem finansowym
w centrali Goodyeara. Tomasz Stecyk, także absolwent WSB w Nowym Sączu, był
jednym z najlepszych podczas naboru do firmy brokerskiej Fitzgerald
International. Monika Molczyk, również po WSB w Nowym Sączu, zarządza jakością
w amerykańskiej firmie Duro-Life Corporation w branży metalurgicznej, jest
także głównym audytorem wewnętrznym swojej firmy. Tomasz Kobus, pierwszy
prezydent AIESEC - Polska, mając zaledwie 26 lat, został menedżerem w
PricewaterhouseCoopers w Waszyngtonie (był szefem jednego z projektów).
Wkrótce ma awansować na stanowisko dyrektora w centrali firmy w Nowym Jorku.
Katarzyna Wolniewicz, absolwentka prawa, wyjechała z Polski, bo układy w
adwokaturze uniemożliwiały jej rozpoczęcie aplikacji. Została asystentką
adwokata w kancelarii w Chicago.

Ucieczka od państwa socjalnego
Powodem ucieczek jest przesocjalizowane i przeregulowane państwo, które hamuje
robienie kariery i rozwój w ogóle. Z tego właśnie powodu chce wyjechać z kraju
Monika Szczurek, studentka Szkoły Głównej Handlowej. Bierze pod uwagę tylko
wyjazd do USA, Australii bądź Nowej Zelandii, gdzie młodzi ludzie mają szansę
zarabiać na siebie i rodzinę, a nie oddawać większej części zarobków państwu,
jak jest w Europie. Do Stanów Zjednoczonych wybiera się też Dominika Marzec,
studentka zarządzania i marketingu w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.
Jej zdaniem, w Europie można pracować tylko w Wielkiej Brytanii - inne kraje
to jedynie trochę lepsza odmiana tego, co mamy w Polsce.
W 1997 r., gdy tempo wzrostu gospodarczego przekroczyło 7 proc., z Polski
wyjechało około 30 tys. osób. W 2002 r., kiedy tempo wzrostu było
siedmiokrotnie niższe niż w 1997 r., wyjechało prawie 100 tys. osób. Takie
fale migracji występowały także w krajach Unii Europejskiej, gdy przez kilka
lat spadało tam tempo wzrostu. Tak było w latach 70. w Wielkiej Brytanii za
rządów laburzystów (Brytyjczycy udawali się głównie do Niemiec, Skandynawii,
Holandii). Podobnie było w Hiszpanii czy Irlandii. Młodzi ludzie po prostu
wyciągają wnioski ze stanu gospodarki. Jeśli tacy jak oni nie są potrzebni,
oznacza to, że państwo jest źle zarządzane, przywalone garbem świadczeń
socjalnych, przeregulowane.

Ucieczka do sukcesu
Piotr Chomczyński, jeden z najczęściej cytowanych obecnie biochemików na
świecie, wyjechał z Polski w 1982 r. Jest właścicielem firmy Molecular
Research Center, która wytwarza odczynniki do uzyskiwania czystego RNA, DNA i
białek. Jego produkty kupują wszystkie laboratoria naukowe zajmujące się
biologią molekularną. - W Polsce nie miałbym żadnej szansy na kontynuowanie
moich badań, a zwłaszcza na rozwinięcie biznesu związanego z nauką i
biotechnologią. Sukces mogłem odnieść właściwie tylko w Stanach Zjednoczonych.
U nas wciąż pokutuje przekonanie, że nauka nie daje pieniędzy. Jest dokładnie
odwrotnie - nauka stwarza największe szanse na zarobienie dużych pieniędzy -
mówi "Wprost" Piotr Chomczyński.

Inwestycja w emigrantów
W latach 1944-1990 wyjechało z Polski o 1,2 mln osób więcej niż do niej
wróciło. Na krótką metę emigracja, szczególnie najlepiej wykształconych i
najbardziej mobilnych jednostek, jest stratą. Na dłuższą metę emigracja może
się jednak okazać bardzo zyskowną inwestycją. Bo emigranci będą wracać - jak
wspomniany Erazm Jerzmanowski, który wrócił do Polski w 1896 r. i stał się
największym mecenasem polskiej nauki i kultury.
Pożytki wynikające z powrotów emigrantów potwierdzają przykłady takich państw,
jak Irlandia, Hiszpania czy Portugalia, które jeszcze w latach 70. były
rezerwuarem taniej siły roboczej dla Niemiec, Francji czy USA. W połowie lat
80. kraje te zaczęły się szybko rozwijać m.in. dzięki napływowi kapitału
emigrantów oraz powrotom ich samych. A były to osoby lepiej wykształcone,
nauczone konkurowania i ciężkiej pracy. W Irlandii
Obserwuj wątek
    • bolko_turan Re: Kolejny problem polski (2) 29.02.04, 22:45
      Bo emigranci będą wracać - jak wspomniany Erazm Jerzmanowski, który wrócił do
      Polski w 1896 r. i stał się największym mecenasem polskiej nauki i kultury.
      Pożytki wynikające z powrotów emigrantów potwierdzają przykłady takich państw,
      jak Irlandia, Hiszpania czy Portugalia, które jeszcze w latach 70. były
      rezerwuarem taniej siły roboczej dla Niemiec, Francji czy USA. W połowie lat 80.
      kraje te zaczęły się szybko rozwijać m.in. dzięki napływowi kapitału emigrantów
      oraz powrotom ich samych. A były to osoby lepiej wykształcone, nauczone
      konkurowania i ciężkiej pracy. W Irlandii nowymi inwestorami są w ponad 70 proc.
      Irlandczycy, którzy dwadzieścia, trzydzieści lat temu opuścili wyspę i
      wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych.

      Tomasz Krzyżak, Sławomir Sieradzki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka