ovejita2
31.10.05, 23:14
Wsztstkich niezadowolonych z zycia teatralnego w Warszawie zapraszamy 2
listopada o godz 17.20 pod Arsenał.
Stamtad wyruszymy uczcić pamięć martwych teatrów warszawskich
Teatr warszawski umarł.
Brak pulsu i ogólna sztywność są namacalnym potwierdzeniem takiego stanu
rzeczy. Poza nielicznymi próbami reanimacji, jego śmiercią nikt się nie
przejął. Ci, który do zamordowania teatru przyłożyli rękę, twierdzą wręcz, że
trup jest żywy, w doskonałej, olimpijskiej kondycji. Boją się
odpowiedzialności czy muszą udawać, że teatr żyje, bo dzięki temu mają gdzie
pracować?
Oprawcy to najczęściej przebrzmiałe reżyserskie gwiazdy, których nikt przy
zdrowych zmysłach do teatru by już nie wpuścił. Na nieszczęście wpuściły się
one tam same wiele lat temu i zajmują teren przez zasiedzenie. Nie wierzycie?
Wystarczy spojrzeć na fakt, że na większości stołecznych scen reżyserują wciąż
"krewni-i-znajomi-królika". Efekty ich pracy są do bólu przewidywalne. Po
latach miętoszenia tych samych tekstów nie są w stanie już nic z nich
odczytać. To oni udusili warszawski teatr, skazując go na martwicę w
przestarzałej formie.
Czy jest jeszcze szansa na uratowanie pacjenta?
Uważamy, że tak. Chcemy sprowokować akcję reanimacyjną i przetoczenie świeżej
krwi. Po to założyliśmy Trans-Fuzję. Jesteśmy grupą teatromanów, którzy w
ramach akcji obywatelskiej chcą wyrazić swój protest wobec polityki dyrektorów
warszawskich teatrów. Mamy zamiar przez cały rok organizować akcje
happeningowe w nadziei, że sprowokują one dyskusję na temat kształtu
artystycznego tych teatrów. Poprzez te działania chcemy zwrócić uwagę na to,
czym teatr mógłby być, a z różnych powodów nie jest.
Gwoździ do trumny teatru jest wiele, nietrudno jednak znaleźć te, które
najmocniej trzymają wieko wyścielone tandetną koronką i przyschniętymi
gałązkami świerku. Podstawowa wydaje się sprawa skostniałego repertuaru.
Przeważają spektakle sztampowe i nijakie, które robione są dla wszystkich
czyli tak naprawdę dla nikogo konkretnie. Trudno mówić o własnym, wyrazistym
charakterze poszczególnych scen. Rzadkością jest też wystawianie dramatu
współczesnego, który na gorąco próbuje uchwycić zmiany w naszej
rzeczywistości. Teatrom jak tlenu, potrzeba różnorodności, tak by każda scena
była wyrazista i rozpoznawalna.
Dyrektorzy teatrów tłumaczą wystawianie miernoty zapotrzebowaniem widowni na
rozrywkę. Ale czy teatr jest prostytutką, która daje klientowi dokładnie to,
na co ten ma aktualnie ochotę? Zamiast stawiać wymagania, wmawia się widzom,
że chcą repertuaru łatwego i przyjemnego i przychodzą do teatru tylko po to,
by zobaczyć aktorów znanych z kilku seriali. Co gorsza, nie stawiając wymagań
widzom, twórcy nie stawiają
ich sobie. Skostniali reżyserzy nie próbują nawet wypracowania nowych środków
wyrazu, które próbowałyby nazwać i opisać zamęt współczesnego świata.
Przede wszystkim jednak tym, co zabija warszawski teatr jest kurczowa obrona
przed świeżą krwią. Ilu młodych reżyserów dostaje szansę debiutu na
warszawskich scenach? Czemu do większości teatrów nie wpuszcza się nawet tych
młodych reżyserów, którzy zdobyli już uznanie na prowincji? Czyżby dyrektorzy
bali się konkurencji? Przecież pomysłowość i świeże spojrzenie młodych twórców
mogłyby przyciągnąć do teatru nowe pokolenie widzów, których obecnie odpycha
napuszona estetyka i zakłamane gierki.
Właśnie na takiej transfuzji najbardziej nam zależy. Chcemy, żeby ze sceny
mówiono naszym językiem o naszych sprawach! Tylko takie działania pozwolą
ożywić teatr. Mamy nadzieję, że nieboszczyk teatr nie wydał z siebie jeszcze
ostatniego tchnienia! Chcemy przywrócić go do życia. Potrzebujemy go MY,
młodzi, którzy wbrew temu co zakładają zwietrzałe autorytety potrafimy myśleć
i łatwo odróżnić kulturę od chałtury.