Dodaj do ulubionych

Owca a sprawa polska

17.03.04, 03:04

Sława!
Owca a sprawa polska



Rozmowa ze Zbigniewem Mirkiem, dyrektorem Instytutu Botaniki PAN

W krajach Unii Europejskiej, gdzie istnieją odpowiednie dopłaty, pasterstwo
udało się uratować. W znacznie mniejszej obszarowo niż Polska Wielkiej
Brytanii nadal hoduje się około 30 milionów owiec, w Hiszpanii 23 miliony, a
w Grecji, Francji czy Włoszech po około 9-10 milionów. W całej Europie ich
pogłowie sięga 90-100 milionów. Aż dziw, że u nas, mimo dogodnych warunków
dla rozwoju ekstensywnego pasterstwa, tak bardzo zaniedbano tę sprawę.


PIOTR LEGUTKO 2004-03-15




Program Owca
Pomysłodawcą programu "Owca" i autorem biznesplanu przedsięwzięcia jest Roman
Kluska. Były prezes "Optimusa" przewiduje, że dzięki owcom pracę znajdzie 30-
50 tysięcy mieszkańców Małopolski, Podkarpacia i Śląska. 35 tysięcy
bezpośrednio przy hodowli, a 15 tysięcy przy usługach z nią związanych.

Wdrażaniem w życie pomysłu Kluski zajęło już się sądeckie starostwo
powiatowe. Na razie rozdano bezrobotnym rolnikom 20 stad owiec. Aby hodowla
stała się opłacalna, konieczne są jednak dopłaty do pastwisk (minimum 300 zł
na hektar) i do każdej owcy-matki (po 100 zł). Wzorcowe gospodarstwo powinno
posiadać 20-50 owiec, które "wypracują" przychód 5-12 tysięcy zł rocznie i
dadzą zatrudnienie co najmniej dwóm osobom.

"Owca" to także nazwa programu, któremu patronują władze województwa
małopolskiego. Ma on znacznie szerszy charakter, jego celem jest przywrócenie
polskim Karpatom dawnego charakteru. Program przewiduje koszenie wybranych
łąk, odnowienie szlaków turystycznych, stawianie wież widokowych, a także
promocję wyrobów pochodzenia owczego oraz zabieganie o środki unijne na
wsparcie wypasu kulturowego.


- Co się stało z polskimi Karpatami w ostatnich dwudziestu latach?

- Zmieniło się tu bardzo wiele, i to zarówno pod względem krajobrazu, jak i
roślinności. Krajobraz polskich Karpat w dużym stopniu został ukształtowany
przez wieki tradycyjnego, kośno-pasterskiego użytkowania. Z nim związana jest
niezwykła różnorodność biologiczna tych terenów. Ale wszystko zaczęło się
dramatycznie zmieniać w ostatnich kilkunastu latach, właśnie na skutek
odejścia od tradycyjnego wypasu.

- Czy wieki naturalnych procesów mogą zostać zachwiane w ciągu zaledwie
kilkunastu lat, i to z tak prozaicznego powodu, jak nieobecność owiec na
halach?

- Trzeba pamiętać, że Polska jest krajem lesistym. Wszystkie - z wyjątkiem
nielicznych - biotopy są tu z natury leśne lub mają naturalną tendencję do
przekształcania się w zbiorowiska leśne. Nawet starorzecze czy jezioro
stopniowo lądowacieje i zarasta lasem. To tylko kwestia czasu. Przykładowo, w
Tatrzańskim Parku Narodowym mamy około 120 polan - wszystkie zawdzięczają swe
powstanie człowiekowi i gospodarce pasterskiej. W niektórych przypadkach
wystarczy 5 lat braku wypasu, by na znacznej części takiej polany pojawił się
młodnik świerkowy.

Trzeba także pamiętać o rozmiarach zjawiska. W skali Polski pogłowie owiec
spadło z 5 milionów w latach 80. do około 350 tysięcy obecnie. Nic dziwnego,
że skutki tego procesu obserwujemy w postaci zmian w ekosystemach i
krajobrazie.

- Tylko czy zarastanie górskich łąk trzeba określać mianem aż dramatu?

- Trudno nie dostrzec w tym zjawisku swoistej dramaturgii. Zmienia się nie
tylko krajobraz. Wraz z polanami giną charakterystyczne dla Karpat flora i
fauna oraz całe biotopy. Z punktu widzenia ochrony różnorodności
biologicznej, stanowiącej obecnie paradygmat ochrony przyrody i
zrównoważonego rozwoju, strata jest naprawdę dotkliwa. Klasycznym przykładem
jest los ginących łąk krokusowych i ich sztandarowego gatunku, szafrana
spiskiego (krokusa), nie występującego nigdzie na świecie poza polanami
polskiej części Karpat Zachodnich. Jeśli procesy, o których mówimy, nie
zostaną zatrzymane, za kilkanaście lat łąki krokusowe będziemy mogli oglądać
jedynie na starych fotografiach.

Zmiany krajobrazu mogą mieć także wpływ na przykład na turystykę, bo
większość zarastających obecnie polan śródleśnych to doskonałe punkty
widokowe.

- Przecież górale, rezygnując z nieopłacalnego pasterstwa, przystosowują
swoje ziemie właśnie pod turystykę, głównie narciarstwo. A łąki pod wyciągi i
tak trzeba kosić, więc lasem nie zarosną...

- Owszem, lasem nie zarosną, ale ze względu na sposób ich użytkowania (brak
naturalnego nawożenia, uszkadzania darni przez racice owiec i selektywnego
zgryzania) tracą szybko tę ogromną różnorodność biologiczną, którą utrzymywał
tradycyjny wypas. Owca to jednak zupełnie inna "kosiarka".

- Dlaczego górale rezygnują z pasterstwa. Czy tylko ze względu na
nieopłacalność?

- Przede wszystkim. Przemiany cywilizacyjne sprawiły, że pasterstwo przestało
przynosić dochód. Zniknęło zainteresowanie kożuchami, skórami i wełną; nie ma
u nas też tradycji jedzenia jagnięciny i baraniny, skądinąd wyjątkowo
zdrowych. Sam oscypek, bundz czy bryndza to za mało.

Jeżeli jakiś wypas jest kontynuowany, to najczęściej siłą tradycji, słabnącą
zresztą z roku na rok. Problem ten dotyka wielu krajów europejskich, choć nie
w takim stopniu, co Polskę. A tradycyjna gospodarka kośno-pasterska to nie
tylko sposób użytkowania ziemi, ale także kulturowo-przyrodnicza postawa
tożsamości małych ojczyzn, szczególnie w obszarach górskich Europy.

- Czy w Polsce sami nie pomogliśmy tym procesom cywilizacyjnym? Na przykład
przez politykę ochrony przyrody... także przed pasterstwem?

- Na lokalną skalę, na przykład w Tatrach, niewątpliwie to był główny powód
ograniczenia wypasu w czasach PRL. Owce nieprzerwanie obecne były tylko na
terenach, które stanowiły własność wspólnotową, takich jak Dolina
Chochołowska czy Lejowa. Z pozostałych miejsc pasterstwo zostało usunięte w
imię ochrony przyrody. Dopiero w czasie rewolucji "Solidarności" pojawiły się
początki myślenia o zintegrowanej ochronie krajobrazu, potem modne stało się
określenie "wypas kulturowy".

- Jak można było dopuścić do takiej sytuacji?

- Żeby to zrozumieć, trzeba się cofnąć o nieco ponad pół wieku. Otóż Tatry w
czasie wojny zostały niewiarygodnie zniszczone właśnie przez pasterstwo. Owce
były jedyną częścią inwentarza nie objętą kontyngentem, w związku z tym ich
pogłowie czterokrotnie przewyższyło pojemność terenów wypasowych. W dodatku z
powodu biedy uprawiano każdy kawałek ziemi, który się do tego nadawał.
Wypasano więc owce nie na polanach, tylko w lesie, a to oznaczało całkowite
zniszczenie runa. Trudno się zatem dziwić, że służby leśne były przez lata
nastawione antypastersko. Rzeczywiście, wtedy wydawało się, że jest to
czynnik zagrażający przyrodzie, ale, rugując owce z gór, wylano dziecko z
kąpielą. W tej chwili w Tatrach wypasanych jest już znowu około 25 polan.



Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
www.pajacyk.pl
Ignorant
+++
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Owca a sprawa polska (2) 17.03.04, 03:05
      Sława!
      - Czy ten proces można jeszcze odwrócić?

      - Przede wszystkim trzeba go zatrzymać. Bo wciąż nie wszyscy mają świadomość,
      że ogromna część różnorodności biologicznej jest nierozerwalnie związana z
      pasterstwem. Jak wielka, jest to przedmiotem dużego europejskiego programu
      badawczego, w którym uczestniczymy. Ma on także dać praktyczne podpowiedzi, jak
      w dzisiejszej sytuacji cywilizacyjnej ratować pasterstwo, które - z
      ekonomicznego punktu widzenia - już nie ma racji bytu, ale jest niezbędne dla
      ratowania biologicznej tożsamości kontynentu. Jest to wartość istotna dla
      Europy.

      Przykładowo, w krajach Unii Europejskiej, gdzie istnieją odpowiednie dopłaty,
      pasterstwo udało się uratować. W znacznie mniejszej obszarowo niż Polska
      Wielkiej Brytanii nadal hoduje się około 30 milionów owiec, w Hiszpanii 23
      miliony, a w Grecji, Francji czy Włoszech po około 9-10 milionów. W całej
      Europie ich pogłowie sięga 90-100 milionów. Aż dziw, że u nas, mimo dogodnych
      warunków dla rozwoju ekstensywnego pasterstwa, tak bardzo zaniedbano tę sprawę.

      - Pasterstwo już jest dotowane...

      - W krajach UE są dotacje, w Niemczech wręcz absurdalnie wysokie, ale nie
      wszędzie ten mechanizm działa. Na przykład na Półwyspie Iberyjskim bogate koła
      łowieckie są w stanie płacić konkurencyjne ceny za dzierżawę dużych obszarów
      pasterskich, skutecznie eliminując wypas na rzecz organizowania polowań.

      Przyczyny zanikania pasterstwa są zróżnicowane, nie chodzi tylko o ekonomię.
      Dlatego działania na rzecz przywrócenia wypasu też muszą być zróżnicowane.
      Czasem może chodzić także o zmianę upodobań kulinarnych. W wypadku Polski
      przydałaby się duża akcja medialna promująca smakowe i zdrowotne walory
      jagnięciny.

      - Nie wystarczy przekonanie konsumentów. Sporo zależy od polityków, bo jeśli
      dobrze rozumiem, chodzi o poważny program, wymagający wielu decyzji, także
      administracyjnych.

      - Rozwijanie ekstensywnego wypasu w górach to dziś może najlepszy pomysł na
      redukcję bezrobocia, ochronę przyrody i tradycyjnej kultury zarówno
      materialnej, jak i duchowej, a także czynnik rozwoju agroturystyki. Nie mniej
      ważna dla wzmocnienia rozwoju gospodarczego byłaby związana z wypasem promocja
      zdrowej żywności i produktów regionalnych. Trudno zrozumieć, dlaczego nie
      chcemy wykorzystać naszych atutów w polityce zarówno państwowej, jak i
      regionalnej. Nie chodzi przecież o sztuczne podtrzymywanie tożsamości
      kulturowej czy nieopłacalnej formy gospodarowania, ale o zasadniczy element
      dobrze sprzedającego się produktu turystycznego. Już sam smak i walor zdrowotny
      naszej żywności to jedna z tych rzeczy, których często zazdroszczą nam
      społeczności wyżej rozwiniętych krajów zachodnich.

      Tymczasem symbolem zmian zachodzących na polskiej wsi są, niestety, ziemia
      leżąca odłogiem i dziczejące sady oraz sklep w co drugim domu, gdzie sprzedaje
      się holenderskie pomidory czy argentyńskie jabłka.

      - Kto ma to zmienić? Parlament? Minister rolnictwa? Marszałek? Wójt?

      - Wszyscy razem, każdy ma coś do zrobienia. Czasem wystarczy jeden
      zdeterminowany człowiek, który potrafi zarazić innych. Jak Roman Kluska, który
      wymyślił program "Owca", będący świetnym pomysłem na ograniczenie bezrobocia na
      terenach górskich, skuteczną ochronę tradycji i przyrody. Pokazuje, że wypas
      może stać się opłacalny, jeśli połączy się go z innym rodzajem działalności:
      agroturystyką, rekreacją czy handlem.

      - To są pewne oczywistości, nic nowego.

      - I właśnie dlatego "Owca" trafia na podatny grunt, zjednuje sojuszników, bo
      takie same cele, jak Roman Kluska, mają samorząd regionalny czy powiatowe
      urzędy pracy. Jego śladem podążają inni, którzy przygotowują własne projekty.
      Wykaszanie łąk czy budowa wież widokowych doskonale uzupełniają program "Owca",
      natomiast same z siebie pewnie nie przyniosłyby pożądanych skutków. Utrzymanie
      na dłuższą metę bezleśnego kawałka polany tylko dla celów widokowych jest
      bardzo kosztowne. Natomiast jeżeli znajdzie się kogoś, kto będzie na tej
      właśnie polanie wypasał owce, nie płacąc właścicielowi, korzyść będzie
      obopólna. Trzeba integrować pomysły.


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
    • ignorant11 Re: Owca a sprawa polska (3) 17.03.04, 03:06
      Ale samorządy gmin górskich rozglądają się raczej za spektakularnymi
      inwestycjami w rodzaju kolejki, wyciągu, hoteli. Powrót do przeszłości - nawet
      tak malowniczej, jak pasterstwo - nie wydaje im się atrakcyjny.

      - Nie wydawał się jak dotąd, ale liczę, że sytuacja zmieni się zasadniczo w
      najbliższym czasie. Na razie ludzie myślący o doraźnym zysku rzucają się na
      pomysły tymczasowe, i nie wkomponowane w tradycję i układ naturalny. Brakuje
      mądrego doradztwa. Czasami ma się wrażenie, że postanowiliśmy przerobić płótna
      Matejki na worki, bo chwilowo jest akurat popyt na worki, a nie na kulturę
      wysoką. A przecież te płótna to inwestycja na setki lat i zapewnienie dobrobytu
      dla wielu pokoleń.

      Ten szalony pęd do nieprzemyślanych często i szpecących krajobraz inwestycji
      turystycznych (głównie narciarskich) zapewne szybko przeminie. Nasze stosunkowo
      niskie przecież góry, przy ocieplającym się klimacie, coraz krótszym sezonie
      zimowym oraz nietrwałej pokrywie śnieżnej, nie mają pod tym względem większych
      szans w konkurencji z bliskimi Alpami czy innymi górami Europy. Takie
      inwestycje to pieniądze wyrzucone w błoto. Za chwilę nie będzie ani
      narciarstwa, ani zysków - pozostanie jedynie zeszpecony krajobraz.

      - Jeśli nie narty, to co?

      - Przemyślana agroturystyka i zharmonizowana z warunkami przyrodniczymi
      rekreacja i turystyka piesza. Jedynym, co może przyciągnąć w polskie góry
      turystów, jest ich naturalność. Piękno krajobrazu, zdrowa i smaczna żywność,
      żywa tradycja miejscowa - dziś są to wartości, za które bogate społeczeństwa
      zachodnie są skłonne zapłacić niemało. Podobny typ myślenia towarzyszył
      Skandynawom, którzy postanowili zachować w nienaruszonym stanie wielkie obszary
      naturalne i udostępnić je jedynie dla bardzo tradycyjnych form turystyki, na
      której zresztą całkiem sensownie zarabiają. To powinna być także nasza
      specjalność, szczególnie w obszarach górskich.

      Rozmawiał Piotr Legutko

      Zbigniew Mirek jest profesorem, między innymi prezesem Polskiego Towarzystwa
      Botanicznego i przewodniczącym Komitetu Sterującego Programu "Natura 2000" przy
      Ministerstwie Środowiska. Autor ponad 360 publikacji.
      kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1154504&KAT=241
      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka