GDY SLOVIO STAJE SIĘ CIAŁEM...

26.02.05, 13:25
tekst Bartosza Chrząszczaka

tak w języku slovio wyglądałby fragment Inwokacji w "Panu Tadeuszu" Adama
Mickiewicza:

Litva ti es domo moi! Ti kak zdrovie,
Skolk dolzx te cenit, edinju bu znait,
ktor te utratil. Tut den tvoi vsesxto krasost, ja vidim i prisutim, bo ja
bezuspheim za te .
Sviatju Mlodica, ktor jasnju Cxestohova ohranasx
I vo Ostrju Vrota svetisx! Ti ktor grod zamokju
I jegoi doverju ludis ohranasx.
Kak me,gde ja bil dete, Ti me vzadli vo zdrovie,
(Gde ot moi slezxenju mama ja bil dla te zxertviju,
ja razkratil moi miortvju ocxis
i ja bil mozx idit do tvoi hram
Blagodarit Bozx za podarju zxizn)
Takak ti nasx vzadij na domju lono!

Podczas wakacyjnych podróży, nawet w najdalszych zakątkach swiata
natrafiamy na turystów z innych krajów słowiańskich. Właśnie za granicą, na
neutralnym gruncie, w tyglu różnych kultur i ras najłatwiej uświadamiamy
sobie nasze podobieństwo w wyglądzie zachowaniu i języku.
Jednak to ostatnie wcale nie przekłada się na zdolność do porozumiewania. Na
początku próbujemy rozmawiać korzystając z własnych języków, jednak pomimo
to, że brzmia jakoś blisko i swojsko, tak naprawdę nie potrafimy dokładnie
zrozumieć, co kto mówi i najczęściej po chwili zaczynamy mówić współczesną
łaciną czyli po angielsku.
No cóż, lata robią swoje, jeszcze parę wieków temu nie istniały problemy w
komunikacji międzysłowiańskiej. Do dziś historycy i poloniści spierają się,
czy "dać ać ja pobruczę a ty poczywaj" jest pierwszym zapisanym zdaniem w
języku polskim, czy może jednak zwrot ten pochodzi z języka czeskiego.
Szczególnie my, Polacy odwyklismy od słuchania innych języków słowiańskich.
Mieszkanie w państwie jednorodnym etnicznie daju tu o sobie znać. Czesi i
Słowacy, osłuchani ze swoimi językami podczas wspólnego życia w
Czechosłowacji, lepiej rozumieja polski niz my czeski czy słowacki. Tak samo
mieszkańcy dawnego ZSRR i Jugosławii, przyzwyczajeni do innych rodzajów
słowiańszczyzny potrafią szybciej przyswoić sobie polski niz my ukraiński czy
słoweński. Nie zmienia to jednak faktu, że nie uczymy się nawzajem naszych
języków i komunikacja między nami jesli wogóle się odbywa, to wyłącznie po
angielsku.
Powoduje to, że słowiańskość stała się dziś zamierzchłym faktem
historycznym i nie przekłada się na zadne bliższse stosunki polityczne,
gospodarcze czy kulturalne. Łatwiej obejrzeć w polskiej telewizji film
nakrecony po drugiej stronie swiata, dotyczący często zupełnie obcych nam
problemów, niż obraz z np. Czech czy Ukrainy, nie wspominając nawet o
takich "egzotycznych" kinematografiach, jak bułgarska, słoweńska, czy
białoruska. Dominacja kultury anglosaskiej powoduje, że przeciętny człowiek w
Polsce, chcąc nie chcąc, zna każdy najnowszy przebój Britney Spears, wie że
Demi Moore spotyka się z Astonem Kutcherem i że Tom Cruise nie kocha już
Nicole Kidman- a jednocześnie w zyciu nie widział filmu z sąsiedniej Ukrainy
czy Słowacji. Brak umiejętności słownej komunikacji między naszymi krajami
sprawia, że nasi eksportowi artyści, zamiast szukac uznania wśród bliskich
kulturowo Czechów, Ukraińców czy Słowaków, próbują mozolnie przebijać sie
przez mur obojętności, jaki serwuje im zachodnia część Europy.
Także w dziedzinie politycznej współpraca między Słowianami nie układa się
zbyt dobrze, jesli wogóle jakaś istnieje. Bo napewno nie można za taką uznać
rozdmuchanego, lecz nie konkretnego Układu Wyszehradzkiego, który
próbowalismy budować w sojuszu słowiańsko-madziarskim. Słusznie zauwazył
Vaclav Klaus, że jeśli sojusz ten ma opierać się wyłącznie na wystawnych
bankietach w starych, pieknych zamkach i podpisywaniu patetycznych, nic nie
znaczących banałów, to lepiej, żeby takiego tworu nie było wcale. Nie od dziś
wiadomo, że każde z naszych państw z osobna próbuje realizować swe cele bez
oglądania sie na innych- szczególnie było to widac podczas wyścigu do Unii
Europejskiej, jaki stoczyły Polska, Czechy, Słowacja i Słowenia, gdzie każde
potknięcie "przeciwnika" było odbierane przez prasę jako "nasz" wielki
sukces. Do dziś pamiętam zachwyty "Wyborczej" z powodu przejściowego kryzysu,
jaki nastąpił w Czechach w połowie lat 90. Diagnoza stawiana przez
dziennikarzy ze stajni Michnika brzmiała: "Nie realizuja polityki
Balcerowicza? No to maja za swoje" (ciekawe, co by dziś mieli do powiedzenia
porównując np. statystyki bezrobocia w obu krajach). Gdybyśmy próbowali grać
blokiem, moglibysmy wygrać znacznie lepsza pozycję dla naszych państw w Unii
Europejskiej, jednak zamiast tego juz na starcie pozwoliliśmy zrobić z siebie
członków drugiej kategorii.
Jakoś ta współpraca nigdy nie układała sie nam najlepiej. Pomijając radosne
eksperymenty na zywej słowiańskiej tkance, w rodzaju RWPG, czy mając w
pamięci horror bezsensownej rzezi, jaka zafundowały sobie narody słowiańskie
Serbii i Chorwacji*. Czy naprawdę nie potrafimy sie dziś porozumieć we
własnym gronie, lecz ciągle musimy szukać posredników w postaci ONZ, NATO i
Unii Europejskiej? Czy nie lepiej byłoby, gdyby to koalicja państw
słowiańskich zorganizowała konferencję pokojową, która z pewnością
zakonczyłaby bratobójcze walki w jugosławii i ocaliła tysiące ludzkich
istnień? Jednak kolejny raz, zamiast wywierać wspólną presję na walczące
strony, podzielilismy sie na dwa wrogie obozy i oddaliśmy inicjatywę...
amerykańskim bombowcom. Idea panslawizmu, zrodzona w XIX wieku podczas Wiosny
Ludów, nie potrafiła nigdy wypracować wspólnego programu, zawsze coś stawało
na przeszkodzie- jak nie religia, to stosunek do obcych państw, które w danej
chwili potrafiły nas najlepiej oczarować wizją niesamowitych korzyści, które
osiągniemy, jeśli tylko pomożemy im pokonać "wspólnego wroga".
Jedną z głównych przeszkód stojących na drodze do zacieśnienia współpracy
krajów słowiańskich był i jest brak wspólnego, zrozumiałego dla wszystkich
języka. Jedni próbowali rozwiązać ten problem narzucając drugim język
rosyjski, drudzy chcieli narzucić trzecim język polski, i w rezultacie każdy
walczył na własną rękę, najcześciej przeciwko sobie nawzajem. Sprawy
przeszłości zostawmy jednak historykom i zastanówmy sie, co można zrobić
dzisiaj, żeby ożywić nasz naturalny ale całkowicie zapomniany sojusz. Co
zrobić choćby ze wspomnianą przeze mnie kilkakrotnie kwestią komunikacji?
I tu zapewne zaskoczę zdecydowaną większość czytelników- ta kwestia jest
już rozwiązana! Co prawda znowu musieli się wziąć za to Amerykanie- a
dokładnie jeden Amerykanin o słowiańskich korzeniach. Amerykański lingwista,
Mark Hucko, chcąc pomóc obcokrajowcom uczącym sie trudnych słowiańskich
języków, wystarczy nauczyć sie jednego, zrozumiałego dla czterystu milionów
Słowian żyjących na świecie.
Tym językiem jest Slovio- uniwersalny słowiański język, oparty na tym, co
najbardziej pierwotne i zrozumiałe w naszej mowie. Jednoczesnie pozbawiony
trudnej ortografii, koszmarnej koniugacji i niezrozumiałych znaków, od
których roi się w naszych alfabetach, a które powoduja na przykład niemozność
czytania na monitorze komputera bez pomocy odpowiedniej wersji edytora
tekstu. Co ciekawe, Slovio można również pisać uproszczoną wersją cyrylicy, w
ktorej każda litera łacińska odpowiada tej samej literze pisanej w cyrylicy,
dzięki czemu jest to język zupełnie neutralny dla Słowian ze wschodu, zachodu
i południa, katolików, prawosławnych czy protestantów,spadkobierców alfabetu
łacińskiego, jak i tego stworzonego przez Cyryla i Metodego. Każdy z nas
miewał pewnie w młodości marzenia o likwidacji ortografii, koniugacji i setek
najrózniejszych wyjątków, utrudniających zycie młodemu adeptowi języka
polskiego. I wreszcie sen stał się rzeczywistością. pomysł stworzony na
potrzeby obcokrajowców odwiedzających naszą część Europy, ma szanse stać sie
ważnym krokiem na drodze do odzyskania utraconej przed zaledwie kilkoma
wiekami więzi łączącej wszystkich Słowi
    • witomir Re: GDY SLOVIO STAJE SIĘ CIAŁEM... 26.02.05, 13:27
      I wreszcie sen stał się rzeczywistością. pomysł stworzony na potrzeby
      obcokrajowców odwiedzających naszą część Europy, ma szanse stać sie ważnym
      krokiem na drodze do odzyskania utraconej przed zaledwie kilkoma wiekami więzi
      łączącej wszystkich Słowian. Korespondując z człowiekiem Rosji, Chorwacji czy
      Łużyc, nie musimy uzywać już angielskiego lub niemieckiego, lecz wystarczy
      napisać tekst w Slovio, aby był on zrozumiały dla całej słowiańszczyzny.
      Ludwik Zamenhof, tworca esperanto, pragnący uczynić go uniwersalnym językiem
      świata, pewnie nie przypuszczał,że język ten zdobędzie (i tak ledwo widoczną)
      popularność wyłącznie w jego częsci Europy, głównie wśrod Słowian.Po co więc
      uczyć się obco brzmiącego esperanto, który pozwala się porozumieć wylącznie w
      wąskim gronie jego adeptów,skoro można w szybszym czasie nauczyć się mowić w
      języku, który jest zrozumiały już na starcie.Przyznam, że byłem sceptyczny
      wobec tego pomysłu, jednak czytając kolejne teksty w Slovio, wydały mi się one
      duzo bardziej zrozumiałe niż te pisane w najbliższych nam słowackim i
      dolnołużyckim, a czytając komentarze ludzi z Rosji i Czech, zdałem sobie
      sprawę, że podobne odczucia mam nie tylko ja.
      Uniwersalność języka Slovio opiera się na połączeniu słów najbardziej
      zrozumiałych dla słowiańskiego ucha oraz prostoty gramatyki angielskiej i
      esperanto.Problem najróżniejszych dodatków do liter, od których roi się w
      naszych alfabetach, został rozwiązany jednym prostym posunięciem - po prostu
      ich nie ma i już! W końcu zamiast "ą" czy "ę" można napisać "ou" i "eu" i też
      będzie dobrze. W słowiańskich językach, w przeciwieństwie do np. angielskiego,
      nie ma znaczenia, jak zaakcentujemy dane słowo, najwyżej zabrzmi to trochę
      dziwacznie, ale i tak bedzie to całkowicie zrozumiałe.
      Chciałbym podkreślić, że nie namawiam tu do likwidacji polskiej ortografii, w
      końcu każdy Polak jakoś z nią sobie radzi.Ale co mają powiedzieć ci biedacy z
      Niemiec,Holandii czy Wietnamu, którzy postanowili zgłębiać tajniki polszczyzny?
      Czy nie można by im trochę ulżyć? I zamiast rzuać ich od razu na głęboką wodę
      polskiej gramatyki i ortografii, można by najpierw nauczyć Slovio, które byłoby
      świetnym punktem wyjściowym do dalszego poznawania uroków
      polskiego,rosyjskiego,czeskiego albo nawet kaszubskiego.
      Wyobraźmy sobie teraz, jakie otwiera to perspektywy przed naszymi gospodarkami
      i kulturą.Może już za kilkanaście lat powstaną pierwsze telewizyjne kanały
      informacyjne, filmowe i muzyczne z programami w języku Slovio.Może za
      kilkadziesiąt lat młodzież będzie ze zdziwieniem słuchać historii rodziców o
      czasach, w których przeboje muzyczne były wyłącznie po angielsku.Być może
      producenci z Hollywood zdecydują się przenieść swoje hale produkcyjne np. na...
      Białoruś, gdzie niewątpliwie będą mieli lepszą wyjściową pozycję do walki o
      wielki, zjednoczony wspólnym językiem, czterystumilionowy słowianski rynek.Może
      brzmi to dziś mało prawdopodobnie, ale kiedy władca Kataru zakładał panarabską
      telewizję Al-Dżazira, większość ludzi pukała się w czoło.

      *Najnowsze badania historyków dowodzą, że pokrewieństwo między Chorwatami a
      Serbami istniało na długo przed pojawieniem się ich na terenie dzisiejszej
      Polski, skąd później razem wywędrowali nad Adriatyk. Nazwy Serbów i Chorwatów
      są dużo starsze i odnoszą się do bliskich sobie plemion irańskich, które szybko
      uległy slawizacji.

      Zobacz też: www. slovio.com
      tekst Bartosza Chrząszczaka z dwumiesięcznika "Magazyn Obywatel" Nr 1(21)/2005
      str. 26-27.
Pełna wersja