Dodaj do ulubionych

Graviora manent

04.11.05, 11:16


Już niemal zapomnieliśmy o przypadkach pobicia dzieci dyplomatów rosyjskich w
Warszawie oraz pracowników ambasady polskiej w Moskwie. Okazały się one
zdarzeniami incydentalnymi, jak sądzę dlatego iż nie spełniły swego zadania,
nie wywołały histerii antyrosyjskiej wśród Polaków ani antypolskiej wśród
Rosjan, nie udowodniły też że Polacy dyszą nienawiścią do Rosjan ani
odwrotnie. Oznacza to że nie udały się próby przeniesienia animozji
polityczno-ideologicznych na płaszczyznę waśni narodowościowych, jak zrobiono
to w byłej Jugosławii.

Państwowe stosunki polsko-rosyjskie, od czasów polskiej transformacji są nie
najlepsze z powodu „wykruszenia się” Polski ze strefy wpływów imperialnych
Rosji. Sądzę jednak że Rosja kiedyś by to przebolała i nawet nauczyła by się z
tego korzystać. Jednak w Polsce są wpływowe siły, dążące do likwidacji
związków gospodarczych, kulturowych, politycznych, militarnych itp. Polski z
Rosją i uzależnienia Polski od Zachodu a szczególnie od USA.

Wspólny front Fundacji Batorego, Gazety Wyborczej, PiS, PO i innych agend tej
samej firmy, stara się jątrzyć nasze stosunki z sąsiadami. Tym sposobem,
Polska po raz kolejny w swych dziejach stałaby się państwem frontowym, psem
łańcuchowym obszczekującym Rosję i Białoruś z najbliższej odległości.

Państwem frontowym w przenośni i dosłownie. Osaczone Rosja i Białoruś, szukają
sojusznika w Chinach a to już „nie przelewki”. Wspólne ćwiczenia
Rosyjsko-Chińskie pod kryptonimem „Pokojowa misja 2005” zaniepokoiły pana
Busha, który sam prowadzi szereg „misji pokojowych” i odgraża się Iranowi
kolejną „misją pokojową” wykładając „na stół” negocjacyjny, opcję uderzeń
jądrowych.

W razie konfliktu zbrojnego, to na polskiej ziemi (jak przewidywał
Brzeziński), nad Wisłą znajdą się cele rosyjskich uderzeń jądrowych. A
Rosjanie nie inwestują w precyzję swoich rakiet jądrowych, inwestują w
wagomiar ładunków jądrowych czyli w duży promień rażenia, kompensujący
niedokładności trafienia. Zniszczenie np. ważnego celu punktowego, spowoduje
„wyparowanie” wraz z tym celem, jednego albo dwóch naszych powiatów. Ale któż
by przejmował się losem Polaków.

Wojska Polskiego to my już też niestety nie mamy, mamy armię najemników,
którzy służą temu kto zapłaci więcej i to wówczas, kiedy ryzyko śmierci jest
niewielkie. Wartość armii najemnej sprawdza się dziś w Iraku w starciu z armią
ochotniczą. I po raz kolejny okazuje się że żołnierz walczący dla pieniędzy,
zawsze przegra w starciu z żołnierzem walczącym dla idei. Osobiście nie wierzę
aby Polskę obronili najemnicy.

Polska została więc zatrudniona w charakterze pionka do nękania Rosji. Po
zorganizowanym na skutek ingerencji sił zewnętrznych (w tym z Polski),
„pomarańczowym przekręcie” na Ukrainie, przyszła kolej na Białoruś. Właśnie
trwa bitwa o Białoruś z wykorzystaniem sił i środków Polski.

Jak wiadomo Białoruś jest państwem suwerennym i jako takie, nie może pozwolić
na ingerencję w jej sprawy wewnętrzne, siłom zewnętrznym. Te siły zewnętrzne,
usiłują od czasu rozpadu ZSRR, podporządkować sobie Białoruś i dążą do
obalenia bądź co bądź legalnej władzy państwa białoruskiego oraz przejęcia
jej, przez sterowane z Zachodu marionetki.

Zawsze intrygował mnie problem, dlaczego w ludziach siedzi coś, co każe im
„przerabiać” innych według swego „widzimisię” na swoich sobowtórów. Muzułmanie
chcą aby wszyscy ludzie byli muzułmanami, katolicy – katolikami, świadkowie
Jehowy natarczywie domagają się poszerzenia swej grupy, demokraci chcą aby
wszędzie panowała demokracja, liberałowie aby wszyscy akceptowali
„wolnoamerykankę”, wielbiciele totalitaryzmu aby totalitaryzmy pleniły się
wokół a pederaści aby wszyscy byli pederastami.

To irracjonalne „chciejstwo”, gdzieś u podstaw ma zapewne podłoże materialne,
bowiem wymaga nakładów i ofiar materialnych. Nie ma też innego logicznego
uzasadnienia, jak uzyskanie korzyści z dokonania przewrotu na Białorusi. Kto
na taką korzyść liczy? Z pewnością nie Polska i Polacy ale przygotowywanie
tego przedsięwzięcia wykonuje się polskimi rękami, realizując wytyczne
schowanych za naszymi plecami mocodawców. Z wrzaskiem „demokracja dla
Białorusi”, „Łukaszenka – ciemiężca Białorusinów”, ze wszystkich stron „siewcy
wolności” zaatakowali Białoruś. I nikogo nie interesuje to że, obywatele
Białorusi są uszczęśliwiani demokracją, wbrew ich woli. W Waszyngtonie i tak
lepiej wiedzą, czego potrzeba Białorusinom do szczęścia. Chamstwo to subtelne
określenie takiej działalności.

Jednak próba „demokratyzacji” została trafnie rozpoznana przez prezydenta
Łukaszenkę, jako znane z ekonomii „wrogie przejęcie” Białorusi (tak jak to się
stało z Polską). Białoruscy „demokraci” spokrewnieni blisko z partiami
żydowskimi i prożydowskimi w Polsce (UW, SDPL, PO, PiS, AWS), zostali
odsunięci od władzy i umknęli do Polski. Judeoglobalistyczny ośrodek jednak
nie zwykł puszczać płazem takiego afrontu, bo nie tylko małe ale i wielkie
narody klęczą u ich stóp a tu taka maleńka Białoruś, nie chce żadnej „pomocy”
i co najgorsze chce rządzić się sama, czyli decydować co dla niej dobre a co złe.

Rozgłośnia radiowa w Kolonii (niem.), podała że „wszystkie próby zachodnich
organizacji i fundacji, dążące do zapoczątkowania reform na Białorusi,
zakończyły się niepowodzeniem”. Jako rokująca szansę na sukces, oceniona
została za to, przygotowana przez Fundacje Bertelsmanna strategia, zawierająca
„konkretne środki" do użycia w celu dokonania przewrotu w Mińsku. Niemieckie
Radio doniosło też że, „...zaledwie prawie połowa Białorusinów mogłaby się
dziś zaangażować w przemiany w kraju – niezbędnej zmiany politycznej,
natomiast pragnie jedynie 17 procent (ludności)". Interpretacja powyższej
konstatacji, bez mylących eufemizmów brzmi tak: 17% obywateli Białorusi
(łącznie z wyeksportowanymi tam rewolucjonistami i przekupioną obietnicami
warchołów) – może poprzeć czynnie przewrót rządowy. W tej „połowie” która może
poprzeć „rewolucję” jest już wymienione 17%, czyli ok. 33% obywateli Białorusi
nie przeszkadzałoby w zrobieniu rewolucji czyli to ci którzy nie będą
przeszkadzać nie chodząc do wyborów bo im to „wszystko jedno” kto rządzi.
Pozostałe 50% Białorusinów jest zdecydowanie za Łukaszenką. Stosunek sił 17:50
na korzyść Łukaszenki, nie daje zamachowcom najmniejszej szansy.

W tej krytycznej sytuacji przypomniano sobie o możliwości wykorzystania
mniejszości polskiej na Białorusi. W tym celu wydano odpowiednie wytyczne a
„nasi” politycy gorliwie zajęli się „przebudową” organizacji Związku Polaków
na Białorusi na antypaństwową „V kolumnę”. Jak pisze St. Michalkiewicz – „...
minister wysoce zagraniczny, Rotfeld mianował Polonię białoruską po prostu -
opozycją dla Łukaszenki (w zastępstwie nie istniejącej białoruskiej opozycji)
co ułatwiło temu ostatniemu likwidację wpływów polskich w tym kraju. To z
pewnością podoba się Niemcom, którzy stoją niewzruszenie na strategicznym
partnerstwie z Rosjanami. To wspaniały prezent dla KGB-cara Putina - wykonany
w dodatku polskimi rękami...”. Po prostu Białoruś wepchnęliśmy w otwarte
ramiona Rosji. Czyn ten może z powodzeniem kandydować do miana politycznej
„głupoty tysiąclecia”.

W przygotowanie przewrotu na Białorusi, zaangażowała się ambasada RP w Mińsku.
Zorganizowała Zjazd właściwych ludzi pod szyldem ZPnB, wybrano nowe władze
wskazane przez inspiratorów z Angeliką Borys na czele. Ale władze Białorusi
nie uznały legalności tego wyboru i na dodatek wydaliły polskiego dyplomatę
jak sądzę uwikłanego w te sprawy. „Nasze” media jednak informowały tak jak by
t
Obserwuj wątek
    • witomir Re: Graviora manent 04.11.05, 11:17
      „Nasze” media jednak informowały tak jak by to wydalono go za to iż jego
      fizjonomia Łukaszence nie przypadła do gustu. Później bardzo zagraniczny min.
      Rotfeld, odwołał naszego ambasadora oraz nastąpiły represje (zresztą bardziej
      cywilizowane niż w bazie Quantanamo) wobec członków nowych władz Związku.

      Ostatnio, Łukaszenka podpisał dekret o zakazie finansowania działań o
      charakterze politycznym i społecznym ze środków zagranicznych. I ten dekret,
      chyba rozwiąże problem białoruskiej rewolucji, skończy się finansowanie
      działalności wywrotowej przez zagranicznych sponsorów i skończy się „opozycja”.

      Politycy z Polski a na ich polecenie usłużne media, niezmiennie przedstawiają
      się jako obrońcy naszych rodaków na Białorusi. Jeśli ktoś buntuje mniejszość
      narodową przeciw władzy państwowej, to działa na szkodę tej mniejszości a nie w
      jej interesie. Czy gdyby np. władze niemieckie buntowały Niemców, obywateli
      polskich nakłaniając ich do działalności wrogiej wobec państwa polskiego to
      władze polskie „sypnęły by” przywilejami dla mniejszości niemieckiej? Od
      buntowania Polonii przeciw władzom Białorusi, nic a nic nie polepszy się naszym
      Rodakom tam żyjącym a raczej pogorszy. Los Polonii białoruskiej można polepszać
      tylko w porozumieniu z władzami tego kraju, niezależnie jaka ta władza jest.

      Ale co w naszym imieniu, proponują nasze władze Białorusinom zamiast „ostatniej
      dyktatury w Europie (cyt. Condolizy Rice)? proponują im tzw demokrację czyli
      wolność a ci „durni Białorusini” wolą chleb niż wolność. Nauczyli się widocznie
      na naszej wpadce, że wolnością dzieci nie nakarmisz. Wolność bez zabezpieczenia
      ekonomicznego, bez środków na jej konsumpcję, jest pojęciem pustym, całkowicie
      bezwartościowym. Jeśli wolny człowieku, możesz dokonać nieskrępowanego wyboru -
      pod którym płotem masz szczeznąć z głodu, to taka wolność, nie jest obiektem
      pożądania. Jeśli ktoś proponuje Białorusinom demokrację jaką nam „zafundowano”,
      to pewnie nie znajdzie ona nabywców. Cóż to za demokracja w której ľ obywateli
      nie chodzi do wyborów bo czują się wykluczeni z życia publicznego. A dokładnie
      to Polacy nie głosują głosuje Ľ obywateli czyli wszelkie mniejszości, narodowe,
      seksualne, etyczne, estetyczne, psychiczne, ekonomiczne itp., to „oni”
      ustanawiają władzę w Polsce bo tylko oni głosują (nie licząc Polaków –
      optymistów takich jak ja, liczących na to że mogą coś zmienić). Zdziwiłbym się
      gdyby „Białorusy na to poszli”, bo innej demokracji niż demokracja w wersji
      polskiej, nikt nie zamierza im podarować.

      Zgłoszono nawet pomysł dywersyjnej rozgłośni radiowej, nadającej za pieniądze
      polskiego podatnika, program dla opozycji białoruskiej. Mało tego, wyasygnowana
      została z budżetu Państwa Polskiego pewna suma pieniędzy na radiową dywersję
      ideologiczną na Białorusi. Na szczęście prawo międzynarodowe wymaga na takie
      przedsięwzięcie zgody władz Białorusi.

      Myślę że sprawa „rewolucji” na Białorusi jest „rozwojowa” i czeka nas niejeden
      zwrot akcji. Judeoglobaliści z pewnością nie zechcą dać za wygraną a i Rosja (bo
      to ona gra główną rolę), chyba już więcej nie „odpuści”. Białoruś coraz bardziej
      zamienia się w detonator konfliktu, uzbrajany niestety polskimi rękami na własną
      zgubę.

      „Graviora manent”cryingłac.) - najgorsze dopiero nadejdzie.
      Cezary Rozwadowski

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka