Dodaj do ulubionych

Tarcza rakietowa / Analiza Marcina Kaczmarskiego

13.12.05, 18:24
Tarcza antyrakietowa to kosmiczna linia Maginota

serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3063060.html

Marcin Kaczmarski jest członkiem zespołu redakcyjnego "Spraw Politycznych" i
doktorantem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego
12-12-2005, ostatnia aktualizacja 12-12-2005 18:55

Pytanie o zasadność rozmieszczenia w Polsce elementów planowanej przez rząd
amerykański tarczy przeciwrakietowej jest w gruncie rzeczy pytaniem o
przyszłość polskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa - pisze Marcin
Kaczmarski

Przez długi okres Warszawa broniła się przed koniecznością wyboru między
Stanami Zjednoczonymi a Europą. Było to możliwe, dopóki podziały nie stanowiły
istoty relacji transatlantyckich. Jednakże od czasu reakcji amerykańskiej na
wydarzenia 11 września (odrzucenie oferty pomocy sojuszników europejskich z
NATO na rzecz tzw. koalicji chętnych) interesy partnerów po obu stronach
Atlantyku zaczęły stawać się coraz bardziej rozbieżne. Polska wyboru dokonała
w okresie kryzysu irackiego. Akceptacja budowy tarczy antyrakietowej wybór ten
ugruntuje, tyle że jak słusznie w "Rzeczpospolitej" zauważył Olaf Osica, na
dekady, a nie na lata.

Polityka USA nastawiona jest (podobnie zresztą jak polityka Rosji) na
utrzymywanie Europy w stanie strategicznej słabości. Utworzenie Sił Odpowiedzi
NATO (na szczycie w Pradze w 2002 r.) zapobiegło utworzeniu przez Unię
Europejską sił reagowania (tzw. European Headline Goal ). Natomiast niemożność
zajęcia przez Europę jednolitego stanowiska wobec kryzysu irackiego wywołała
głęboką nieufność pomiędzy państwami członkowskimi (vide relacje
polsko-niemieckie) i osłabiła wiarygodność UE na arenie międzynarodowej.
Rozmieszczenie tarczy przeciwrakietowej w poszczególnych państwach (jak
Polska, Wielka Brytania, Rumunia czy Bułgaria) przyczyni się jedynie do
dalszego blokowania wyłonienia się europejskiej polityki bezpieczeństwa.

Ameryka dzieli Europę

Warto przy tym pamiętać, że kiedy administracja George'a W. Busha w 2001 r.
zmieniała nazwę systemu z NMD (Narodowa Obrona Przeciwrakietowa ) na MD
(Obrona Przeciwrakietowa ), czyniła to właśnie po to, by przekonać do niego
sojuszników. System miał być budowany w ramach NATO, jednakże Waszyngton
odstąpił od tego pomysłu. Biorąc udział w programie budowy tarczy, warto mieć
świadomość, że osłabimy zarówno Sojusz Północnoatlantycki, jak i więzi
transatlantyckie. Dzieje się to ponadto w momencie, kiedy Europa coraz
bardziej traci dla USA znaczenie - stacjonujące tu siły amerykańskie zmniejszą
się w najbliższych latach o ponad połowę. Polityka amerykańska na Starym
Kontynencie coraz wyraźniej ogranicza się wyłącznie do szkodzenia politycznej
jedności Europy. Biorąc udział w dzieleniu Europy poprzez bezkrytyczne
wspieranie USA, nie dziwmy się później, że Niemcy czynią to samo wraz z Rosją.

Nie sposób nie zgodzić się z prof. Kuźniarem ("Gazeta" z 6 grudnia), gdy
pisze, że naczelnym celem budowy tarczy przeciwrakietowej jest zapewnienie
dominacji USA w świecie na najbliższe kilkadziesiąt lat. Mówienie o nowych
zagrożeniach nie oznacza bowiem, że geopolityka zniknęła - nowe zagrożenia co
najwyżej się na nią nałożyły, komplikując krajobraz bezpieczeństwa
międzynarodowego. USA budują tarczę, bo nie chcą, by Iran lub Korea Północna
(a w przyszłości Chiny) powstrzymały je przed interwencją w tych regionach. O
tym, że system jest skierowany w pierwszym rzędzie przeciwko Chinom, świadczą
jego parametry - możliwość przechwycenia do kilkunastu rakiet
międzykontynentalnych - które odpowiadają arsenałowi chińskiemu. USA wyraźnie
poszukują powrotu do bezpieczeństwa absolutnego, jakim cieszyły się przed
nadejściem ery sputnika.

Testy wypadają słabo

Obecny system MD w prostej linii wywodzi się od inicjatywy SDI (Gwiezdnych
wojen ), której celem nie było zmuszenie Rosjan do podjęcia niesłychanie
kosztownych prac nad własnym systemem antyrakietowym i doprowadzenia do
załamania radzieckiej gospodarki i rozpadu ZSRR, jak można by wywnioskować z
tekstu prof. Lewickiego ("Gazeta" 8 grudnia) ). Miał on zdaniem części
ówczesnej administracji służyć zdobyciu przez USA jednostronnej przewagi
nuklearnej; zdaniem innych uwolnieniu się od systemu kontroli zbrojeń.

Kreml z kolei dysponował i dysponuje systemem przeciwrakietowym wokół Moskwy
zbudowanym dekadę wcześniej. Jego odpowiedzią na posunięcia administracji
Reagana była przede wszystkim rozbudowa potencjału ofensywnego zdolnego
przełamać obronę przeciwrakietową, czego ostatnim "dzieckiem" jest obecna
najnowsza rakieta międzykontynentalna Topol-M .

Poza tym, jeśli przyjąć punkt widzenia prof. Lewickiego, dlaczego obecny
system MD ma nie być taką samą "lipą", jaką rzekomo była SDI? Wyniki
dotychczas przeprowadzonych testów są fatalne. Antyrakiety jak na razie nie
strąciły żadnego celu w warunkach zbliżonych do bojowych. Przywołany przez
Autora przykład udanego testu systemu MD niewiele ma wspólnego z dyskusją na
temat udziału Polski. Był to bowiem test systemu morskiego, który, jak sama
nazwa wskazuje, nie jest rozmieszczany na lądzie. Istotne jest to o tyle, że
planowany system przechwytywania rakiet w środkowej fazie lotu (a taki miałby
być rozmieszczony w Polsce), jak na razie nie działa, i to do tego stopnia, że
od roku 2002 zawieszono jego testy. Warto też mieć na uwadze, że w budżecie na
rok finansowy 2006 fundusze przeznaczone na ten rzekomo wspaniały system
spadły o 8,5 proc. (prawie 900 mln dol mniej).

Strach przed Rosją

Polska wiara w sojusz z USA przypomina swoją ślepotą wiarę w pomoc Wielkiej
Brytanii i Francji w roku 1939. Tymczasem warto przypomnieć, że relacja
polsko-amerykańska nie ma charakteru partnerskiego, ponieważ zbyt duże są
różnice interesów i potencjałów. Amerykanie mieli znacznie bliższych
sojuszników niż obecna Polska w roku 1956 - Wielką Brytanię i Francję. Dla
opanowania ówczesnego kryzysu sueskiego i realizacji własnych interesów w
regionie, porozumieli się ponad głowami Europejczyków z Kremlem, zmuszając
Londyn i Paryż do rezygnacji z globalnych ambicji. Oba państwa wyciągnęły z
tego diametralnie różne wnioski - Francja postarała się o broń jądrową, Wielka
Brytania zacieśniła więzi z USA.

Dla budowy tarczy przeciwrakietowej w Polsce można znaleźć tylko jedno
uzasadnienie - utrzymywanie się permanentnego strachu przed Rosją. Był on
powodem wstąpienia do NATO. Polska polityka bezpieczeństwa nadal koncentruje
się na potencjalnym zagrożeniu ze strony Kremla. Dla nas nic nie zmieniło się
przez ostatnie 14 lat - żyliśmy w strachu przed Rosją, niezależnie od tego,
czy budowała demokrację, czy autorytaryzm. I podobnie jak Francja, przerażona
doświadczeniem I wojny światowej, pragniemy zbudować linię Maginota, za którą
się schowamy.

Tymczasem, jeśli chodzi o bieżącą reakcję rosyjską (wypowiedź szefa sztabu
gen. Bałujewskiego), nie ma się właściwie czemu dziwić. Zadziałał bowiem
mechanizm dylematu bezpieczeństwa (security dilemma ), wielokrotnie już
opisywanego przez naukę o stosunkach międzynarodowych. Działania podejmowane
przez USA w celu zwiększenia własnego bezpieczeństwa wywołują zaniepokojenie u
innych, napędza się wyścig zbrojeń, a USA (i ich sojusznicy) summa summarum ,
stają się mniej bezpieczne.



Zgadzam się z tezą prof. Lewickiego, że bezpieczeństwo Polski nie jest nam
dane raz na zawsze. W takim razie warto skupić się nie na wspieraniu naszego
amerykańskiego patrona w polityce globalnej, ale na systemowym zabezpieczeniu
polskiego bezpieczeństwa poprzez aktywną pomoc Ukrainie na jej drodze do
demokracji i włączenia się do świata zachodniego. Nie może ono jednak odbywać
się wyłącznie drogą powtarzania do znudzenia naszym partnerom o konieczności
przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej, ale np. poprzez wsparcie Kijowa w
wypełnieniu przezeń ponad 70 celów zawartych w Planie Działania podpisan
Obserwuj wątek
    • bolko_turan Tarcza rakietowa = zmodernizowany ECHELON 13.12.05, 18:29
      Tarcza rakietowa = zmodernizowany ECHELON = WYWIAD gospodarczy NSA


      Nalezy rowniez publicznie przeanalizowac czy w kwestii tarczy rakietowej
      wspolpraca z USA Polsce sie w ogole oplaca, bo nie jestem taki
      pewny...

      Jezeli Polska z tego projektu ma tyle zyskac co z wojny w Iraku, czyli nic poza
      milych slow ze strony obecnej administracji US amerykanskiej dziekujacej
      polskiemu podatnikowi za wydatki w POCZUCIE bezpieczenstwa Izraela, to raczej
      dziekujemy... Polska dzieki temu projektowi moze wiele stracic, nie tylko ze
      wzgledu na to, ze dla obrony USA zostaniemy strategicznym celem militarnym w ich
      przyszlych konfliktach globalnych i nuklearnych wojnach. Warto myslec o tym, ze
      USA w przyszlosci beda mieli wrogow ktorych dzis jeszcze nie znamy, ktorzy to
      nie koniecznie musza sie stac rowniez wrogami Polski – jako przyklad juz dzisiaj
      krystalizujacego sie konkurenta globalnego dla USA, nalezy wymienic dynamicznie
      rozwijajace sie Chiny.

      Polacy nie potrzebuja wrogow, ani wrogow starych ani tez nowych, w konfliktach w
      ktore to nas beda chcieli mieszac USA czy Izrael. Wrogow najskuteczniej pozbywa
      sie nie w militarnej konfrontacji badz zaognianiem wzajemnych stosunkow, lecz
      gospodarcza oraz polityczna wspolpraca. Polska wiecej zyskac moze jedynie
      wspolpracujac z dawnymi wrogami, robiac z nich partnerow i przyjaciol, a nie
      dajac sie obcym z siebie zrobic obiekt militarny - najlepsza inwestycja we
      wlasna przyszlosc jest bowiem zawsze gospodarczej natury. Iran Polsce nic zlego
      nie zrobil i nie mialby w tym zadnego interesu, nie inaczej ma sie z Syria badz
      Korea pln. Jezeli USA odkryja w Chinach nowego wroga, to jedynie dlatego iz
      bedzie on stanowil konkurencje dla USamerykanskiego globalnego monopolu sily.
      Chiny natomiast dla Polski nie beda stanowily zadnej militarnej konkurencji,
      gdyz Polska nie ma zadnego originarnego interesu narodowego w szukaniu
      militarnych konkurentow na obcych kontynentach.

      Jednak nie jestem a priori przeciw temu projektowi, licza sie bowiem jak zwykle
      WYLACZNIE zyski wynikajace dla Polski - taki system w Polsce rzeczywiscie moglby
      byc wielkim plusem wobec Rosji. Biorac natomiast pod uwage ze wymierajacy zywiol
      rosyjski, borykajacy sie z wlasnymi wewnetrznymi problemami, dla Polski w
      przyszlosci nie bedzie stanowil zadnego zagrozenia, wiazaca sie z owym projektem
      niekorzysc przybiera dla Polski nadwagi, gdyz US Amerykanow wladajacych w Polsce
      umieszczonym systemem i bazami, nie bedzie mozna tak sobie z Polski wyprosic,
      wowczas gdy same USA mieszajac Polske w swoje przyszle konflikty globalne,
      bycmoze rowniez dla nas Polakow stana sie zagrozeniem.

      Nalezy bowiem zauwazyc, ze USA swymi bazami oraz systemami natury wojskowej,
      coraz to bardziej okrazaja Chiny, ktore zas pod ta presja zainicjowali
      wspolprace wojskowa z Rosja. Z latwoscia mozna wiec domyslec sie ze elementy
      tarczy rakietowej zainstalowane w Polsce, beda glownie skierowana przeciw
      Chinom, czyli oprocz Rosji jedynemu konkurencyjnemu panstwu ktorego rakiety maja
      potencjal by zagrazac USA. Zasieg rakiety Iranu bowiem, nie obejmuje USA. Polska
      dajac z siebie zrobic US amerykanski obiekt natury wojskowej, w celu obrony USA
      umieszczajac silosy oraz systemy radarowe do tarczy rakietowej, automatycznie
      zostanie zaprogramowanym celem dla chinskich – i nie tylko – rakiet atomowych.
      Systemy radarowe – czyli oczy i uszy hegemona – oraz silosy rakietowe – czyli
      tarcza hegemona -, stanowia pierwszorzedny cel pierwszej fali ataku rakietowego.
      Polska dla obrony USA, zostanie poswiecona nuklearnej eksterminacji, jeszcze
      zanim sam adresat ataku nuklearnie zostanie dotkniety.

      Jezeli US amerykanskie rakiety tarczy zainstalowanej w Polsce kieruja sie
      przeciw Chinom, to bierzmy do swiadomosci ze mamy do czynienia z adresatem
      ktorego stac na ogromny arsenal rakiet atomowych jak i konwencjonalnych, arsenal
      ktory to w przyszlosci bedzie jeszcze wiekszy niz jest juz dzisiaj. Masywna
      ilosc chinskich rakiet czyni, ze czesc rakiet konwencjonalnych moze zostac
      poswiecona w celu zneutralizowania tarczy rakietowej, czyli ku zakluceniu
      funkcjonalnej obrony przed rakietami atomowymi. Chiny wysylajac masywna ilosc
      rakiet konwencjonalnych w szyku z rakietami atomowymi, konwencjonalnymi
      rakietami niszczac rakiety tarczy majace za cel sprowadzenie na ziemie wrogich
      rakiet atomowych, mimo wszystko osiagna swoj cel, wymazujac kryjacymi sie w
      szyku rakietami atomowymi kraj goszczacy system obrony USA – czyli Polske.
      Jezeli jestesmy samym sobie szczerzy, to mozemy przyznac ze tarcza rakietowa nie
      funkcjonuje, i nikogo przed atakiem nuklearnym nie chroni.

      Nalezy wiec zwazyc czy za projektem tarczy rakietowej, przypadkiem nie kryje sie
      cos innego. Odpowiedz na to co moze kryc sie za owym projektem tarczy
      zainstalowanej w srodku Europy, zostanie nam udzielona gdy przypatrzymy sie
      temu, co wraz ze silosami rakietowymi ma zostac uruchomione – mianowicie
      zmodernizowane systemy informacyjne NSA, czyli oczy i uszy hegemona. Nalezy byc
      swiadomym ze USA realizujac projekt tarczy rakietowej w Polsce, zainstalowaliby
      zmodernizowane systemy do projektu informacyjnego ECHELON (oraz inne/podobne
      systemy informacyjne), ktore dzis np. w Niemczech US amerykanskiemu wywiadowi
      gospodarczemu NSA, sluza do podsluchu biznesu zachodnioeuropejskiego oraz
      polityki. Mozemy byc pewni ze rozmiary w Polsce zainstalowanych zmodernizowanych
      elementow systemu ECHELON, co do wydajnosci jak i nowoczesnosci, przerastalyby
      to, co system w Niemczech juz dzis umozliwia NSA.
      USA realizujac projekt tarczy rakietowej w Polsce, w rzeczywistosci budujac
      sobie nowa od siebie zalezna baze w Europie, chce ubezpieczyc swe gospodarcze
      oraz polityczne interesy w UE.

      Echelon

      pl.wikipedia.org/wiki/Echelon

      Echelon Project - NSA Defense Intelligence


      home.flash.net/~bob001/echelon.htm


      Instalacja silosow rakietowych a zatem i rowniez instalacja systemow
      informacjnych NSA, nie jest zadnym transferem technologicznym ani tez inwestycja
      w gospodarke polska, nie jest wiec czyms na czym technologicznie gospodarka
      polska a zatem i konkurencyjnosc Polski by zyskala, lecz ubezpieczenie
      gospodarczych interesow USA w Europie. Umozliwianie rozbudowanemu systemowi
      informacyjnemu obcego wywiadu, na ziemi polskiej, w przyszlosci czerpania
      informacji z dziedziny naukowej, gospodarczej oraz politycznej naszego panstwa
      oraz naszych europejskich sojusznikow na rzecz bezpieczenstwa gospodarki USA,
      jest sabotazem konkurencyjnosci Polski.

      Wywiad gospodarczy NSA sluzy pobranymi informacjami gospodarczymi jak i
      politycznymi US amerykanskiemu biznesowi, broni bowiem ich interesy przed
      globalna konkurencja, wtym rowniez polska. Jezeli NSA beda sklonni podzielic sie
      z Polakami wiedza np. o niemieckich technologiach badz projektach politycznych
      lub gospodarczych w Polsce, to mozemy byc pewni ze NSA z drugiej strony np. z
      Niemcami beda handlowali naukowa wiedza generowana w Polsce, informacjami z
      dziedziny politycznej oraz przyszlymi polskimi technologiami. Takie sa reguly
      handlu, i o handel informacjami wynikajacy z tego projektu tu wlasnie chodzi...
      • bolko_turan (2) Tarcza rakietowa = zmodernizowany ECHELON 13.12.05, 18:31
        Kraj jest silny sila SWYCH obywateli. Dzieki ciezkiej pracy Polakow,
        konkurencyjnosc oraz technologiczny poziom Polski rozwijaja sie
        dynamicznie z kazdym rokiem, by perspektywicznie w bliskiej przyszlosci dogonic
        zachodnich konkurentow - polski patriota powinien czynic wszystko, by ow trend
        nie byl chamowany lub zatrzymany, natomiast sie zdrowo rozwijal i to z wlasnej
        sily polskich obywateli. Polacy dzisiaj nad tym ciezko pracuja by Polska w
        przyszlosci byla technologicznie nowoczesnym panstwem bedacym w stanie globalnie
        konkurowac wlasnymi technologiami i w Polsce generowana wiedza - polskie firmy i
        technologie jak i wiedza naukowa w przyszlosci beda stanowily konkurencje nie
        tylko dla firm i technologii z USA.

        NSA informujac amerykanski biznes, transferujac poza krajem generowana wiedze,
        badz informujac o obcych politycznych lub gospodarczych projektach i
        technologiach stanowiacych konkurencje dla firm z USA - obojetnie czy to w kraju
        badz poza krajem - jedynie czyni to co ma za zadanie: NSA gwarantuje
        bezpieczenstwo we wlasnym panstwie, dbajac o gospodarcze bezpieczenstwo i
        konkurencyjnoc swego rodzimego biznesu.

        Ponadto nalezy pamietac, ze zaloga systemu nie bedzie polska, a nawet tam
        stacjonowane wojsko nie bedzie
        polskie - wszyscy oni beda dbali jedynie o interesy USA, nie zas Polski. Dotyczy
        to rowniez US Amerykanow polskiego pochodzenia stacjonowanych w tym celu w
        Polsce, ktorzy to holdujac ichniej fladze narodowej, sa lojalni interesom USA,
        nie zas interesom Polski.

        Niegdys Krzyzacy byli najwiekszym i wiernym sojusznikiem Polski, dzis sa nim
        USA. Zapraszanie obcych wojsk do pobytu w Polsce to zdrada Polski, rowna
        zaproszeniu Krzyzakow na lono ojczyzny. Ziemia wolnej Polski jest swieta i
        nietykalna dla obcego wojska, nie robi sie geszeftow ani z bezpieczenstwem
        Polski ani wolnoscia...

        Juz dzis moge sobie wyobrazic jakiej to kategorii beda ci Polacy, cieszacy sie z
        tego ze USA systemami stacjonowanymi w Polsce, szpieguje polskich politykow,
        naukowcow, polski biznes i pobiera informacje o politycznych, badz gospodarczych
        projektach polskich firm, oraz o przyszlych rodzimych technologiach, wtym
        rowniez wojskowych... Nalezy byc swiadomym ze USA beda o tejze naukowej wiedzy
        generowanej w Polsce jak i o owych projektach - ktore to dla US amerykanskich
        firm badz technologii w przyszlosci beda mogly stanowic konkurencje -
        poinformowany, jeszcze zanim beda one zrealizowane przez nasze firmy.

        Zanim sie podejmie jakies decyzje, nalezy byc swiadomym iz zawsze jest
        niekorzystnie, gdy da sie nabrac na machnizm fobii wszelkich masci, szerzonych i
        kultywowanych - obojetnie czy to przez Rosjan czy USA - w celu sterowania
        zbiorowa psychodynamika polskiego spoleczenstwa... Jezeli polityczny rezyser ma
        zamiar zrealizowac cel polityczny w kraju wlasnym badz obcym, ale cel ow nie
        znajduje poparcia w danym spoleczenstwie, to rezyser przy pomocy penetrowania
        konkretnej fobii, potrafi socjotechnicznie skonstruowac kulisy na ktorych tle,
        owe spoleczenstwo samo z siebie bedzie prosilo o zrealizowanie owych celow rezysera.
        Germanofobia, rusofobia, arabofobia, eurofobia jak rowniez inne polityczne fobie
        (zreszta np. tez judeofobia, badz fobia przed USA czy masonami) to mechanizm
        ktory na mnie nie dziala, stad tez sprawe probuje sobie rozstrzygnac racjonalnie.
        • bolko_turan Złowrogi Echelon 08.02.06, 10:58
          Złowrogi Echelon

          www.wsp.krakow.pl/papers/echelon.html

          Echelonwatch

          www.echelonwatch.org/

          ECHELON Research Resources

          fly.hiwaay.net/~pspoole/echres.html
    • 1szylider Re: Tarcza rakietowa / Analiza Marcina Kaczmarski 14.12.05, 02:34
      Witam!

      Moze i masz racyje?

      A czytal Ty Makiawellego?

      Toz ksiązę socjotechniki mówi wyraźnie że trza trzymać najsilniejszym!

      Zatem doktryna ignoranta sprawdza sie trzmac z USA (bimbac na na Paryzewo i
      Berlinkowo)i budować ESW, która moze nazywać sie UBL, Wyszechrad, Pentagonale
      lub nowa unia, byle to wypalilo...

      Ja uwazam,że mamy dośc mało czasu, bo nie ufam w stabilnośc polityki
      usańskiej, ale ufam w nasze niezmienne interesy, które nakazuja Polsce byc
      potęga lub otoczyc się się średnimi...

      Polska powinna byc ich liderem i o to przywództwo powinna rywalizować
      (SPORTOWO) z Ukrainą...

      Klinij tu:MLM, biznes po godzinach...
      Pozdrawiam i zapraszam! gg172 85 85
    • bolko_turan Analiza Romana Kuźniara / Zakłady Studiów Strateg. 16.12.05, 19:44
      Czy Polsce potrzebna jest tarcza rakietowa?

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,3049607.html

      Roman Kuźniar 05-12-2005, ostatnia aktualizacja 05-12-2005 16:26

      Jak się ma tarcza rakietowa USA do interesów bezpieczeństwa Polski? Można śmiało
      powiedzieć, że nie mamy nic do zyskania na tym "interesie". Możemy pozostać
      bezpieczni jako ORP "Orzeł" i nie musimy się stawać USS "Poland" - pisze Roman
      Kuźniar*

      Zamieszanie wokół polskiego udziału w amerykańskim projekcie obrony rakietowej
      (MD) potwierdziło trafność znanego powiedzenia, które po trawestacji mogłoby
      brzmieć następująco: "Bezpieczeństwo narodowe jest zbyt poważną sprawą, by
      powierzać go wyłącznie urzędnikom, ekspertom i generałom" (a także wąskiemu
      gronu polityków). Niemała część z nich ma skłonność do traktowania siebie jak
      kapłanów wiedzy tajemnej, którą nie należy się dzielić z maluczkimi
      (społeczeństwem), nawet jeśli konsekwencje użytku czynionego z tej wiedzy mogą
      przede wszystkim maluczkich dotyczyć. A sprawa jest poważna i ewentualna decyzja
      na "tak" zawiera potencjalnie rozległe implikacje dla bezpieczeństwa Polski.
      Wymaga zatem starannego oglądu nie tylko przez wąskie, mające skłonności do
      autyzmu grono ekspertów.

      Za tą tarczą nic nam nie zrobicie

      System obrony rakietowej jest zmodyfikowaną wersją reaganowskiej strategicznej
      inicjatywy obronnej (SDI), która walnie przyczyniła się do upadku Związku
      Sowieckiego. Prezydent George H. Bush, ojciec obecnego lokatora Białego Domu,
      słusznie zarzucił prace nad SDI, bowiem cel został osiągnięty i po zimnej wojnie
      wkroczyliśmy w nowy krajobraz geostrategiczny.

      Jednak dżin raz wypuszczony z butelki nie da się łatwo wepchnąć do niej z
      powrotem. Kusi iluzją wszechmocy i zysków. Tak, zysków, bo prace nad MD to
      potencjalnie największy interes w historii wyścigu zbrojeń. Ta pokusa dała o
      sobie znać już w drugiej kadencji Billa Clintona, kiedy to zintensyfikowano
      badania i podjęto pierwsze próby sprawdzające skuteczność nowej wersji systemu
      obrony antyrakietowej. Clinton znalazł się wtedy pod ogromną presją kół
      polityczno-zbrojeniowych domagających się decyzji o wdrożeniu systemu. Mimo tej
      presji Clinton postanowił podjęcie ewentualnej decyzji w tej sprawie przekazać
      następcy. Ten długo nie zwlekał.

      W trzy miesiące po objęciu urzędu, 1 maja 2001 r., w słynnym wystąpieniu w
      National Defence University w Waszyngtonie prezydent George W. Bush ogłosił, iż
      zamiarem jego administracji jest podjęcie szeroko zakrojonych prac prowadzących
      do zbudowania systemu znacznie większego w zasięgu, bo nie tylko narodowego, ale
      globalnego. W tej wersji będzie chodzić o tarczę antyrakietową składającą się z
      kilku zintegrowanych ze sobą systemów, która zapewni obronę obejmującą nie tylko
      terytorium USA, lecz również ich wybranym sojusznikom oraz wojskom prowadzącym
      operacje w różnych częściach świata

      Cały system będą tworzyć obok operującego z powietrza lasera rakiety
      wystrzeliwane z lądu, z samolotów i okrętów, co zakłada współpracę urządzeń
      działających w czterech przestrzeniach: lądowej, powietrznej, morskiej i
      kosmicznej. W ten sposób możliwe będzie przechwytywanie wrogich rakiet w
      dowolnej fazie lotu - od wystrzelenia po moment, kiedy znajdą się one w pobliżu
      terytorium USA. Szczególnie atrakcyjna z uwagi na ekspedycyjny charakter działań
      prowadzonych przez siły zbrojne USA będzie jego przenośna wersja przypominająca
      przeciwrakietowy parasol rozpinany w dowolnym rejonie kuli ziemskiej. Budowa
      różnych elementów tego systemu już się rozpoczęła; niektóre z nich będą być może
      "działać" pod koniec tej dekady, natomiast całość, swoisty "system systemów"
      wraz z kosmicznym laserem mogą być do dyspozycji USA pod koniec lat 30.

      Poważnemu zaawansowaniu prac wdrożeniowych MD towarzyszyło oficjalnie
      zadeklarowane w 2002 r. uczynienie doktryny uderzeń wyprzedzających częścią
      narodowej strategii bezpieczeństwa USA. Budowę "tarczy" należy także widzieć na
      tle szerszego programu intensywnych zbrojeń podjętych przez administrację
      George'a W. Busha, w tym m.in. doskonalenie broni nuklearnej, co w praktyce może
      prowadzić do obniżenia progu jej użycia przez wojska USA. Oznacza to również
      odejście przez Waszyngton od doktryny nuklearnego odstraszania, które jest
      uważane za skuteczny środek powstrzymujący państwa nuklearne od użycia tej
      broni. Sukces tego programu oznaczałby strategiczne "obezwładnienie" reszty
      świata, łącznie z sojusznikami USA, których własny potencjał odstraszający
      (nuklearny) zostałby również zneutralizowany.

      W ocenie polityków i ekspertów spoza USA nie wszystko, co jest technicznie i
      finansowo możliwe, jest właściwe lub pożądane. Nie mogło ulegać wątpliwości, że
      niezależnie od tego, czy to będzie system narodowy, czy sojuszniczy, niezależnie
      od jego konfiguracji i komponentów ("system systemów") program obrony rakietowej
      tworzy nowe problemy dla bezpieczeństwa międzynarodowego. Wątpliwości dotyczą
      tego, czy system potrafi dobrze oceniać zagrożenie i odpowiadać na nie, a także
      dotyczą samego uzasadnienia jego tworzenia. Można się zastanawiać, czy ten
      gigantyczny system nie jest przypadkiem "kosmicznym młotem na komary", jeśli
      właściwie nie odpowiada naturze współczesnych zagrożeń (takich jak 11 września).

      W ocenie wielu specjalistów groźne mogą się okazać konsekwencje budowy takiego
      systemu. Odrzucona zostaje zasada równowagi strategicznej, która była u podstaw
      ogólnej stabilności międzynarodowej; efektem będzie globalna dominacja USA.
      Pojawia się też kwestia bezpieczeństwa absolutnego jedynego supermocarstwa,
      które może prowadzić do poczucia bezkarności ("cokolwiek zrobię, nikt nie będzie
      stanie mnie ukarać"), czego dowiodła w całej jaskrawości oparta na błędnych
      przesłankach wojna przeciwko Irakowi.

      Zideologizowana strategia Busha

      Z analizy tego programu można wyprowadzić przynajmniej cztery wnioski. Po
      pierwsze, budowa tarczy rakietowej nie jest odpowiedzią na główne zagrożenia dla
      bezpieczeństwa międzynarodowego (w tym dla bezpieczeństwa USA). Stale rozwijane
      systemy zapobiegania rozprzestrzeniania broni masowego rażenia, przede wszystkim
      nuklearnej, i środków jej przenoszenia wykluczają możliwość wejścia w jej
      posiadanie przez podmioty pozarządowe lub państwa budzące niepokój. Ponadto
      nadal skuteczne pozostają wobec nich klasyczne metody odstraszania. Rządy na
      całym świecie wiedzą, że wszelka próba ataku przy użyciu broni masowego rażenia
      na siły zbrojne czy terytorium USA miałaby charakter całkowicie samobójczy.
      Tarcza rakietowa nie jest też odpowiedzią na akty terroru w postaci 11 września,
      zamachów w Madrycie czy połączenia działań rebelianckich i terrorystycznych,
      które zostały rozpętane interwencją USA w Iraku. Poza tym program tarczy będącej
      w istocie osłoną dla amerykańskiego miecza będzie nieuchronnie stymulował wyścig
      zbrojeń w tych krajach, które będą się obawiać tak druzgocącej przewagi
      strategicznej USA (zwłaszcza w Chinach).

      Ponadto wiara w skuteczność MD oraz uzyskiwane po drodze efekty w dziedzinie
      nowych rodzajów uzbrojenia będą tworzyć nadmiar pewności właściciela systemu i
      zwiększać jego skłonność do ofensywnego posługiwania się siłą militarną (pokusa
      permanentnego interwencjonizmu). Jak napisał jeden z amerykańskich ekspertów,
      rząd Busha widzi problemy jak wystające gwoździe; dla ich rozwiązania wystarczy
      użyć młotka Bardziej niż odpowiedzią na nowe zagrożenia program ten jest
      produktem osiągniętych przez Amerykę możliwości technologiczno-finansowych,
      które świetnie wpisują się w mocno zideologizowaną strategię bezpieczeństwa
      rządu Busha.
      • bolko_turan (2) Analiza Romana Kuźniara / Zakłady Studiów Str 16.12.05, 19:45
        Ignoruje się przy tym aspekty społeczne, kulturowe, dyplomatyczne, nie mówiąc
        już o prawnych. Iracki koszmar po szybkim zwycięstwie militarnym jest jednym z
        rezultatów takiego podejścia do bezpieczeństwa. W sumie projekt tarczy jest
        wyraźnym regresem (do czasów zimnej wojny) w myśleniu o sprawach bezpieczeństwa
        międzynarodowego.

        Polska: nie milczmy o tarczy!

        Jak się mają do tego interesy bezpieczeństwa Polski? Można śmiało powiedzieć, że
        nie mamy nic do zyskania na tym "interesie". Nasze bezpieczeństwo nie wymaga
        udziału w tym systemie. Członkostwo w NATO i UE w obecnej i przewidywalnej
        sytuacji geostrategicznej w zupełności wystarcza. Nie stoimy w obliczu zagrożeń,
        które wymagałyby zwalczania przy użyciu tarczy. Przeciwnie, po zainstalowaniu na
        terytorium Polski jakichś elementów MD (stacji radarowych czy wyrzutni pocisków)
        możemy stać się celem uderzeń rakietowych ze strony państw, przeciwko którym
        Amerykanie chcieliby prowadzić operacje militarne pod osłoną swojej tarczy.
        Należy dodać i to, że nie mielibyśmy najmniejszego wpływu na sposób użycia
        dyslokowanych w Polsce składników MD. Zarazem biorąc udział w tym systemie,
        przyłączylibyśmy się do anachronicznego politycznie i destabilizującego
        strategicznie podejścia do zapewniania bezpieczeństwa międzynarodowego.

        Wielu naszych ekspertów i polityków mówi, że przyłączenie do MD ma służyć
        umocnieniu specjalnych więzi z USA w sferze bezpieczeństwa. Otóż byłoby
        niedobrze, gdybyśmy uważali, że na Amerykę możemy liczyć nie dlatego, że
        jesteśmy jej lojalnym sojusznikiem w NATO i członkiem transatlantyckiej rodziny
        wolnych narodów, lecz jedynie wtedy, gdy staniemy się jej bazą militarną lub
        "niezatapialnym lotniskowcem" (słowa jednego z polityków). Zwiększenie w
        ostatnich 15 latach bezpieczeństwa Polski i całej Europy polega między innymi na
        tym, że możemy pozostać bezpieczni jako ORP "Orzeł" i nie musimy się stawać USS
        "Poland". W tej sytuacji to nie Warszawa powinna zabiegać o rozmieszczenie na
        swoim terytorium elementów tarczy, lecz Waszyngton, a nasza ewentualna zgoda
        powinna być uzależniona od wyraźnych korzyści z tego dla nas płynących i wpływu
        na sposób użycia polskiego komponentu tarczy.

        W całej tej sprawie jest jeszcze jeden ważny aspekt - granic przejrzystości i
        kierunku lojalności. W społeczeństwie demokratycznym musi być zachowana
        możliwość jego wpływu na sprawy najważniejsze, a sprawy bezpieczeństwa do takich
        należą. Ten postulat nie jest populizmem. Populizm jest - jak wiadomo -
        najczęściej reakcją na głuchotę i autyzm zamykających się w sobie tak zwanych
        elit politycznych, które za zbędną uważają rozmowę z społeczeństwem o sprawach,
        które go dotyczą. Tak traktowane społeczeństwo może istotnie stać się "ulicą".

        Preferencje naszego sojusznika, aby tej sprawie nie nadawać rozgłosu, nie mogą w
        tym kontekście mieć rozstrzygającego znaczenia. Nasza lojalność należy się
        przede wszystkim społeczeństwu, którego udziałem mogą stać się wysoce niepewne
        korzyści i niewątpliwe ryzyko wiążące się z udziałem Polski w tym programie.
        Nowy rząd powinien skorzystać z szansy zmiany tego podejścia.

        * Prof. Roman Kuźniar jest kierownikiem Zakładu Studiów Strategicznych
        Uniwersytetu Warszawskiego, opublikował ostatnio m.in. "Politykę i siłę",
        Warszawa, WN Scholar
    • bolko_turan Co wolno służbom specjalnym w USA 16.12.05, 19:48
      Co wolno służbom specjalnym w USA

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3071802.html

      Marcin Gadziński, Waszyngton 16-12-2005, ostatnia aktualizacja 16-12-2005 18:38

      Po zamachach 11 września prezydent Bush wydał tajną dyrektywę zezwalającą na
      podsłuchiwanie przez służby wywiadowcze obywateli USA bez nakazu sądowego

      Informację o tajnej dyrektywie podał w piątek "New York Times". Według dziennika
      dotyczyła ona zgody na to, by supertajna Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA)
      zajmująca się dotąd podsłuchiwaniem rozmów telefonicznych, radiowych oraz
      przechwytywaniem e-maili na całym świecie mogła to czynić również na terenie USA.

      Decyzję Bush podjął po zamachach w 2001 roku, gdy cała Ameryka drżała, że
      kolejne ataki terrorystyczne mogą być tylko kwestią czasu. Wcześniej było
      oczywiste, że działania wywiadowcze na terenie USA prowadzi Federalne Biuro
      Śledcze, czyli FBI, ale na każdy podsłuch musi mieć nakaz sądu.

      Tymczasem NSA, zgodnie z dyrektywą Busha, mogła podsłuchiwać bez nakazu sądowego
      osoby podejrzewane o współpracę z terrorystami, jeśli dzwoniły one za granicę.
      Gdy chciano podsłuchiwać rozmowy tych osób wewnątrz USA, nadal trzeba było
      uzyskiwać nakaz.

      Według "New York Timesa" NSA podsłuchuje w każdym momencie ok. 500-700 osób na
      terytorium USA. Dziennik ocenia, że przez cztery lata podsłuchy bez nakazów
      sądowych mogły dotyczyć kilku tysięcy osób.

      Opisany proceder nie jest jednoznacznie nielegalny - administracja Busha
      powołała się bowiem na przyjętą przez Kongres w 2001 roku deklarację o stanie
      wojny z al Kaidą i międzynarodowym terroryzmem. Budzi on jednak ogromne
      wątpliwości wielu członków Kongresu, działaczy organizacji broniących praw
      człowieka, a nawet oficerów służb wywiadowczych. Zarzucają oni prezydentowi, że
      naruszył swoje konstytucyjne uprawnienia.

      Opisany proceder to kolejny ujawniony w ostatnich latach przykład, jak Biały Dom
      poszerzał uprawnienia prezydenta i służb wywiadowczych po zamachach 11 września.
      Odnosi się to m.in. do interpretowania przepisów dotyczących tortur oraz
      przetrzymywania więźniów schwytanych podczas wojny z terroryzmem bezterminowo i
      z pominięciem jakichkolwiek procedur prawnych.

      Zwolennicy używania NSA do podsłuchów wskazują jednak, że właśnie dzięki tej
      procedurze udało się m.in. schwytać w 2003 roku terrorystę, który planował
      wysadzenie słynnego mostu Brooklyńskiego w Nowym Jorku.
      • perunslaw Re: Co wolno służbom specjalnym w USA 17.12.05, 15:59
        Prawdziwi Słowianie nigdy nie będą się wysłuchiwać obcym.
        Życzę śmierci Ameryce i jej sojusznikom!!!
        Na pohybel pachołkom!!!
        • ignorant11 Re: Co wolno służbom specjalnym w USA 20.12.05, 00:00
          perunslaw napisał:

          > Prawdziwi Słowianie nigdy nie będą się wysłuchiwać obcym.
          > Życzę śmierci Ameryce i jej sojusznikom!!!
          > Na pohybel pachołkom!!!

          Sława!

          Jeżeli dla Ciebie "prawdziwi Słowianie" to na Białejrusi oraz MOskale, to nie
          dziwi ta deklaracja...
          smile)

          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
    • bolko_turan Bush przyznaje, że kazał podsłuchiwać obywateli 18.12.05, 10:30
      PAP 17-12-2005, ostatnia aktualizacja 17-12-2005 20:23

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3072945.html

      Prezydent Stanów Zjednoczonych George W. Bush przyznał w sobotę w wystąpieniu
      radiowym i telewizyjnym, że po zamachach z 11 września 2001 r. osobiście polecił
      zakładanie tajnych podsłuchów swym współobywatelom.

      Bush nawiązał do informacji, jaka pojawiła się w piątek na łamach dziennika "The
      New York Times", według której prezydent bez decyzji sądu w tej sprawie pozwolił
      na szpiegowanie rozmów telefonicznych i innych form łączności, z których
      korzystają na terenie USA obywatele tego państwa i cudzoziemcy.

      Początkowo Bush planował, jak zapowiedział jego rzecznik, że będzie mówił w swej
      audycji o misji USA w Iraku, ale zmienił zamiar wobec obrotu, jaki przybrała w
      kraju sprawa podsłuchów.

      Prezydent oskarżył o "brak odpowiedzialności" niektórych senatorów, blokujących
      przedłużenie działania 16 artykułów dotyczących walki z terroryzmem, zawartych w
      tzw. Akcie Patriotycznym z 2001 r.

      Bronił też rozkazów, które wydał Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA),
      organowi powołanemu do prowadzenia podsłuchów.

      Bush oświadczył, że osobiście autoryzował po 2001 r. przeprowadzenie ponad
      trzydziestu operacji szpiegowskich NSA.

      "Jest to program działań o kluczowym znaczeniu dla naszego bezpieczeństwa" -
      zapewniał słuchaczy radia i telewidzów prezydent USA w swym ośmiominutowym
      wystąpieniu.

      Chwilami wyraźnie poirytowany, Bush skrytykował opublikowanie materiału
      prasowego o działalności NSA, mówiąc: "Teraz nasi wrogowie mają informację,
      której mieć nie powinni".

      "Nieautoryzowane rozpowszechnianie tego rodzaju informacji szkodzi naszemu
      bezpieczeństwu narodowemu i wystawia na niebezpieczeństwo naszych obywateli" -
      powiedział Bush, podkreślając, że "ujawnianie tajnych informacji jest
      nielegalne, ostrzega naszych wrogów i naraża kraj na niebezpieczeństwo".

      W związku z ustawą antyterrorystyczną z 2001 r., zablokowaną po tym, gdy w
      piątek Senat odmówił przedłużenia działania niektórych jej punktów i zaleceń,
      Bush skrytykował senatorów, którzy uprawiają obstrukcję parlamentarną, aby ją
      blokować. "Nie możemy sobie pozwolić, aby choć minutę dłużej pozostać bez tej
      ustawy!" - oświadczył Bush.

      Zwolennicy odnowienia 16 artykułów ustawy, które wygasają 31 grudnia, uzyskali
      poparcie 52 senatorów, podczas gdy niezbędne są głosy sześćdziesięciu.

      "Za dwa tygodnie wygasają artykuły pozwalające na stosowanie środków o żywotnym
      znaczeniu, ale zagrożenie terrorystyczne naszego kraju za dwa tygodnie się nie
      skończy. Terroryści chcą ponownie atakować USA i wyrządzić jeszcze większe
      szkody niż 11 września" - zakończył prezydent USA.
      • bolko_turan Rice broni decyzji Busha o inwigilacji Amerykanów 18.12.05, 22:16
        PAP 18-12-2005, ostatnia aktualizacja 18-12-2005 19:54

        serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3073227.html

        Sekretarz stanu USA Condoleezza Rice broniła w niedzielę kontrowersyjnej decyzji
        prezydenta George'a Busha, który po 11 września 2001 r. nakazał wywiadowi
        wojskowemu podsłuchiwać obywateli USA bez nakazu sądowego.

        "Prezydent działał na podstawie ustawy o zbieraniu informacji wywiadowczych i
        swoich konstytucyjnych uprawnień jako wodza naczelnego. Nie jestem prawnikiem,
        ale faktem jest, że prezydent ma obowiązek ochrony Amerykanów przed tego rodzaju
        atakiem jak 11 września" - powiedziała Rice w wywiadzie w programie telewizji
        NBC News "Meet the Press".

        Sekretarz stanu sugerowała, że specyfika wojny z terroryzmem wymaga stosowania
        czasem środków zapobiegawczych co najmniej na pograniczu prawa.

        "Chciałabym przypomnieć, że prowadzimy innego rodzaju wojnę, taką wojnę, w
        której jeżeli pozwolimy komuś popełnić zbrodnię, zginą tysiące ludzi" - oświadczyła.

        Krytykę wywołał fakt, że rozmowy w USA podsłuchiwała Agencja Bezpieczeństwa
        Narodowego (NSA) podlegająca Pentagonowi, który tradycyjnie nie zajmuje się
        wywiadem wewnętrznym, czyli szpiegowaniem Amerykanów.

        Rice przypomniała jednak - co w sobotę podkreślił już sam Bush - że wobec ataku
        11 września 2001 konieczne stało się także przechwytywanie rozmów obywateli USA,
        którzy mogli mieć kontakty z Al-Kaidą.

        "Doświadczenie 11 września uświadomiło nam, że jest rozziew między naszymi
        agencjami wywiadowczymi, działającymi za granicą, a organami ścigania, które
        działają w kraju. Trzeba było jakoś połączyć informacje o tym, co terroryści
        robią za granicą, z informacjami na temat tego, co dzieje się w tym zakresie w
        kraju" -

        powiedziała.

        Krytycy wytykają też Bushowi, że nie zwrócił się o zgodę sądu na podsłuchiwanie
        rozmów telefonicznych Amerykanów przez NSA - chociaż w wyjątkowej sytuacji po 11
        września mógł to zrobić nawet już po podjęciu takiej decyzji.

        Konserwatywny komentator "Washington Post" George Will, zwykle popierający
        obecną administrację, nazwał w niedzielę decyzję Busha "niewymuszonym błędem"
        prezydenta.

        Rice, zapytana, dlaczego Bush nie starał się o akceptację sądu, odpowiedziała,
        że program inwigilacji przez NSA był zaaprobowany przez prawników administracji
        i "ściśle kontrolowany" przez Kongres.

        "To program, który był bardzo kontrolowany i badany nie tylko przez radcę
        prawnego Białego Domu, ale i przez prawników Ministerstwa Sprawiedliwości, a
        także przez przywódców Kongresu, w tym przewodniczących komisji nadzorujących
        pracę wywiadu" - powiedziała.

        Demokratyczny senator Carl Levin, wiceprzewodniczący Komisji ds. Sił Zbrojnych,
        podkreślił, że Bush zignorował prawo wymagające zgody sądu na podsłuchiwanie
        obywateli USA przez wojskową agencję wywiadu.

        "Istnieje prawo, że w sytuacjach nadzwyczajnych prezydent może nakazać taki
        podsłuch telefoniczny, ale musi potem poinformować sąd, co zrobił, i uzyskać
        jego aprobatę" - powiedział senator w telewizji NBC News, określając
        postępowanie Busha jako "bardzo niebezpieczne".

        "Prokurator generalny USA musi przyjść do Kongresu i to wyjaśnić" - oświadczył.
        Kongres zapowiedział dochodzenie w sprawie podsłuchów NSA.

        Zapytany, czy jego zdaniem Bush złamał prawo, Levin odpowiedział wymijająco.
        "Nie chcę tego z góry przesądzać. Musimy to wyjaśnić".
      • bolko_turan Czy Busha można usunąć za podsłuchiwanie? 17.01.06, 11:06
        Czy Busha można usunąć za podsłuchiwanie?

        serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3115761.html

        dp 17-01-2006, ostatnia aktualizacja 16-01-2006 17:49

        Debata na ten temat robi się w USA coraz bardziej gorąca. W niedzielę wieczorem
        groźne słowo na "i" (impeachment, czyli usunięcie z urzędu) wypowiedział w
        telewizji ABC republikański senator Arlen Specter, który będzie przewodniczył
        śledztwu w tej sprawie

        Senator Arlen Specter przewodniczy senackiej komisji, która na początku lutego
        ma rozpocząć przesłuchania w tej sprawie. W niedzielę wieczorem był gościem
        programu "This Week" na antenie telewizji ABC. I zapowiedział, że prezydent nie
        będzie traktowany ulgowo tylko dlatego, że Republikanie mają większość w Kongresie.

        - Nie damy mu czeku in blanco. To, że jesteśmy z tej samej partii, nie oznacza,
        że nie przyjrzymy się tej sprawie z bliska - mówił. Zapytany o to, co może się
        stać, jeśli prezydent faktycznie złamał lub ominął prawo, senator nie wykluczył
        możliwości usunięcia Busha z urzędu.

        - Impeachment jest jakimś środkiem zaradczym. Potem można by jeszcze wszcząć
        śledztwo kryminalne - mówił senator w telewizji ABC. Specter twierdził, że sam
        nie jest jeszcze w stanie ocenić, czy prezydent faktycznie złamał prawo. -
        Jestem jednak przekonany, że ta sprawa powinna zostać dogłębnie zbadana -
        podkreślił.

        Sprawę podsłuchiwania obywateli USA przez Narodową Agencję Bezpieczeństwa NSA
        ujawnił w połowie grudnia dziennik "New York Times". Jak napisał, agencja,
        której zadaniem jest podsłuchiwanie rozmów telefonicznych i e-maili poza
        granicami USA, po zamachach 11 września zaczęła podsłuchiwać także Amerykanów
        telefonujących lub wysyłających elektroniczne wiadomości za granicę.

        Zgodę na takie postępowanie wydał prezydent George Bush. Wcześniej Amerykanów
        mogło podsłuchiwać tylko FBI i tylko z nakazem sądowym. Według gazety
        podsłuchiwanych było kilka tysięcy osób, które w większości dzwoniły do takich
        krajów jak Afganistan czy Jemen.

        Bush nie zaprzeczył tym doniesieniem. Biały Dom twierdzi, że prezydent miał
        prawo podjąć taką decyzję na podstawie przyjętej w 2001 r. deklaracji Kongresu o
        stanie wojny z al Kaidą i międzynarodowym terroryzmem. Prezydenccy prawnicy
        interpretują bowiem tę deklarację jako akt wypowiedzenia wojny, a w czasie
        konfliktu zbrojnego prezydent ma o wiele większe uprawnienia.

        Informacja oburzyła jednak opozycję i liberalnych komentatorów, którzy twierdzą,
        że Bush nadużywa swojej władzy i obchodzi prawo. "Z punktu widzenia strategii
        politycznej i polityki państwa usunięcie Busha wydaje się nieciekawą
        perspektywą. Poza tym, gdyby nawet dało się go wyrzucić, to kto chciałby na jego
        miejsce wiceprezydenta Dicka Cheney'a? Mimo to działania tego prezydenta rodzą
        pytanie, jak inaczej możemy obronić fundamenty demokratycznego państwa" - pisał
        w grudniu dziennik "New York Observer".

        W podobnym tonie odzywa się wielu Demokratów w Kongresie. - Prezydent
        najwyraźniej wierzy, że ma prawo pomijać ustawy uchwalone przez Kongres. Musi
        zrozumieć, że jest prezydentem, a nie królem! - oburzał się senator Russ
        Feingold. O wypowiedzi Spectera o usuwaniu prezydenta z urzędu nie wspominał
        jednak żaden inny wpływowy Republikanin.
    • bolko_turan Fasada dla NSA / Dlaczego tarcza nie funkcjonuje 17.01.06, 11:04
      Analiza Tomasza Rożka

      Tomasz Rożek 08-01-2006, ostatnia aktualizacja 10-01-2006 11:30

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,3086748.html

      Kłopot z trafieniem

      W USA o systemie obrony antyrakietowej zaczęto mówić już prawie 50 lat temu.
      Takie systemy - oczywiście na wiele mniejszą skalę - były budowane zarówno w
      USA, jak i ZSRR. Pierwszym pomysłem na ochronę całego kraju była ogłoszona przez
      Ronalda Reagana na początku lat 80. Strategic Defense Initiative (SDI).
      Prezydent przekonywał, że taki system musi powstać, by "wolne narody mogły żyć w
      przekonaniu, że ich bezpieczeństwo nie jest już tylko oparte na groźbie
      natychmiastowego odwetu USA". Co to oznaczało? Tylko to, że w chwili
      wystrzelenia przez ZSRR w kierunku USA rakiet balistycznych jedyne, co można
      było zrobić, to wystrzelić swoje i... czekać na najgorsze. Teraz miało być inaczej.

      Tylko jak trafić rakietę międzykontynentalną o masie do 220 ton (radziecka
      SS-18), która odległość ZSRR - USA pokonuje w 25-30 min, wznosząc się na
      wysokość nawet do 500 km nad poziom atmosfery ziemskiej (amerykańska MX wznosi
      się nawet na 1100 km).

      Namierzyć rakietę najłatwiej jest w początkowej fazie lotu, gdy pracują jej
      silniki wydzielające ogromne ilości ciepła. Wtedy właśnie najwyraźniej widzą ją
      z orbity detektory podczerwieni umieszczone na pokładach satelitów szpiegowskich.

      Problem w tym, że ta faza lotu może trwać zaledwie kilkadziesiąt sekund, a potem
      śledzenie rakiety jest skomplikowane i obarczone dużą niepewnością. W bardzo
      krótkim czasie musi ona zostać więc wykryta, zidentyfikowana i powinna zapaść
      decyzja: zniszczyć czy nie? Na wszystko jest bardzo mało czasu i czym później
      ona zapadnie, tym gorzej, bo po pierwsze rakieta przestaje być precyzyjnie
      widoczna. A poza tym jedna rakieta może przenosić kilka głowic i... całą masę
      atrap. Gdy pocisk znajdzie się odpowiednio wysoko, rozdziela się i z jednego
      celu mogą się ich robić dziesiątki.

      W SDI pomysłów na unicestwienie wrogiej rakiety było wiele. Miał być laser w
      kosmosie, myślano o wiązce lasera "wyprodukowanej" na Ziemi i skierowanej w
      odpowiednim kierunku przez lustra na orbicie (ten pomysł wymagał w chwili ataku
      ok. 60 proc. całkowitej produkcji energii elektrycznej w USA). W końcu rozważano
      użycie wiązki cząstek, które miały niszczyć elektronikę wrogiej rakiety.

      Parasol Busha I

      Ostatecznie Gwiezdne Wojny zarzucono, co nie znaczy, że zapomniano o nich. W
      pierwszej połowie lat 90. prezydent George Bush ojciec odkurzył go i dostosował
      do aktualnie panujących na świecie porządków geopolitycznych.

      Nowy parasol antyrakietowy został nazwany GPALS, czyli Global Protection Against
      Limited Strikes. Nie miał już chronić przed zmasowanym atakiem, ale najwyżej
      kilkoma rakietami wystrzelonymi przez tzw. państwa bandyckie. Przeprowadzano
      próby podsystemów, dyskutowano i planowano.

      Jednak dopiero z początkiem prezydentury demokraty Billa Clintona prace ruszyły
      z kopyta. Wywiad donosił, że Korea Północna będzie miała techniczne możliwości
      zaatakowania USA międzykontynentalną rakietą balistyczną około roku 2005. Czy ma
      je dzisiaj - nie wiadomo. Bano się także Iraku, Iranu i Syrii.

      Scenariusz miał wyglądać tak. "Kraj bandycki" odpala w kierunku USA rakietę,
      którą po mniej niż minucie wykrywają czujniki podczerwieni na amerykańskich
      satelitach szpiegowskich. System obserwacji w podczerwieni SBIRS (Space-Based
      Infrared System) śledzi początkową fazę lotu, a jego bardziej skomplikowany
      podsystem fazę środkową i końcową. Razem to 29 satelitów. Po chwili rakietę
      równolegle z SBIRS śledzi także Radiolokacyjny System Wczesnego Ostrzegania i
      tzw. Radiolokator Kierowania Ogniem XBR (X-Band Radar). Antena tego urządzenia
      składająca się z ponad 80 tys. elementów nadawczo-odbiorczych może rozróżnić
      cele prawdziwe od pozornych. Jak? Nie wiadomo - tajemnica wojskowa.

      Wszelkie informacje na bieżąco spływają do Narodowego Centrum Operacyjnego Sił
      Kosmicznych USA w bazie Peterson w stanie Kolorado. To tutaj ktoś będzie musiał
      podjąć decyzję, czy lecącą rakietę zniszczyć, czy nie. Jeśli tak, to z
      podziemnego silosu (lub pokładu samolotu, statku czy okrętu podwodnego)
      znajdującego się gdzieś na świecie (np. w Polsce) wystrzelony zostaje pocisk
      przechwytujący. Odpowiednio blisko celu z jego głowicy oddziela się pojazd
      bojowy, który ma namierzyć i staranować wrogą rakietę.

      Czy to może działać?

      Wszystko brzmi prosto, ale czy to w ogóle może działać? Są poważne wątpliwości.
      Trudno, mając do dyspozycji zaledwie dziesiątki sekund, skutecznie strzelać do
      celu, który jest rurą o przekroju w najlepszym wypadku 2-3 m poruszającą się z
      prędkością 20-30 tys. km na godz.

      W 2003 roku najbardziej prestiżowa organizacja fizyków na świecie, czyli
      Amerykańskie Towarzystwo Fizyczne (APS), opublikowała raport, z którego wynika,
      że system obrony antyrakietowej z technicznego punktu widzenia jest utopią. I to
      w dużej mierze niezależnie od rozwoju technologii. Dalej raport stwierdza, że w
      przewidywalnej przyszłości niemożliwe jest obronienie terytorium USA nawet przed
      rakietami balistycznymi starego typu, nie mówiąc już o tych najnowszych. Problem
      polega głównie na tym, że faza wynoszenia rakiety jest stanowczo za krótka, by
      sygnał odebrać, przetworzyć, przeanalizować, podjąć decyzję, wystrzelić pocisk i
      unieszkodliwić rakietę. Chcąc zniszczyć wystrzeloną z Korei Północnej rakietę,
      antyrakieta musiałaby zostać odpalona z pokładu okrętu zacumowanego przy
      koreańskim wybrzeżu. Ta jednostka musiałaby tam stacjonować na stałe, bo nie
      wiadomo przecież, kiedy komuniści z północy zaczną strzelać.

      Jeszcze gorzej - argumentują autorzy raporty - przedstawia się sytuacja z
      rakietą wystrzeloną np. z Iranu. W sąsiedztwie nie ma możliwości wybudowania
      silosów rakietowych i niezbędnego do nich zaplecza. A co gdyby ktoś wystrzelił
      rakietę z pokładu statku np. na środku Oceanu Spokojnego?

      W każdym scenariuszu pocisk taranujący musiałby się wznosić szybciej niż jego
      potencjalny cel. Czym nowocześniejsza rakieta, tym szybszy powinien być pocisk
      taranujący. Szybszy oznacza większy i droższy. Większy oznacza też cięższy.
      Cięższy z kolei może znaczyć wolniejszy. Czy to nie kwadratura koła?

      Skala skomplikowania całego systemu jest zdaniem naukowców na tyle duża, że
      istnieją uzasadnione obawy, czy będzie można tym wszystkim efektywnie kierować.
      W ostatecznym kształcie MD ma składać się z 250 wyrzutni rakiet znajdujących się
      na całej planecie i ma być zdolny do unieszkodliwienia 50 równocześnie lecących
      celów.

      Teoretycznie rakietę można zestrzeliwać już po fazie jej wznoszenia. Samo jej
      śledzenie jest jednak nieefektywne i obarczone poważnym błędem, a poza tym jej
      szczątki - a więc także głowica jądrowa, śmiercionośne bakterie lub gaz bojowy
      mogłyby spaść na terytorium państw trzecich. Niezależnie od celu w USA i
      miejsca, z którego na terytorium Korei Północnej zostałaby wystrzelona rakieta,
      jej strącenie musiałoby nastąpić nad terytorium Chin, bo właśnie nad Państwem
      Środka przelatywać będą wszystkie wystrzelone przez Koreańczyków rakiety. W
      przestrzeni powietrznej Chin znajduje się także ostatni punkt, w którym
      strącenie rakiety jest w ogóle możliwe. Zarzucono także pomysł, by rakiety
      zestrzeliwać, gdy będą już schodziły pod koniec swojego lotu. Pomijając
      wspomniane już problemy ze śledzeniem, ich szczątki z pewnością spadłyby na
      terytorium państwa znajdującego się pod parasolem antyrakietowym.





      Szansa dla nauki

      Lepiej byłoby włączyć w amerykański program polskich naukowców i instytuty
      badawcze niż biernie przyglądać się, jak budują nam pod nosem gdzieś w polu
      betonowe silosy z antyrakietami czy radary przeczesujące niebo. Dobry przykład
      to Przemysłowy Instytut Telekomunikacji z Warszawy, który jest partnerem Boeinga
      przy budowie nowatorskich elementów systemów radarowych tarczy.


      --------------
      • bolko_turan Re: Fasada dla NSA / Dlaczego tarcza nie funkcjon 17.01.06, 11:09
        > Lepiej byłoby włączyć w amerykański program polskich naukowców i instytuty
        > badawcze niż biernie przyglądać się, jak budują nam pod nosem gdzieś w polu
        > betonowe silosy z antyrakietami czy radary przeczesujące niebo. Dobry przykład
        > to Przemysłowy Instytut Telekomunikacji z Warszawy, który jest partnerem
        Boeing a przy budowie nowatorskich elementów systemów radarowych tarczy.


        ^^^^
        Odpowiedz na to co moze kryc sie za owym projektem tarczy zainstalowanej w
        srodku Europy, zostanie nam udzielona gdy przypatrzymy sie temu, co wraz ze
        silosami rakietowymi ma zostac uruchomione – mianowicie zmodernizowane systemy
        informacyjne NSA, czyli oczy i uszy hegemona. Nalezy byc swiadomym ze USA
        realizujac projekt tarczy rakietowej w Polsce, zainstalowaliby zmodernizowane
        systemy do programu informacyjnego ECHELON (oraz do innych/podobnych nowych
        programow informacyjnych), ktore dzis np. w Niemczech US amerykanskiemu
        wywiadowi gospodarczemu NSA, sluza do podsluchu biznesu zachodnioeuropejskiego
        oraz polityki. Mozemy byc pewni ze rozmiary w Polsce zainstalowanych
        zmodernizowanych elementow systemu ECHELON, co do wydajnosci jak i
        nowoczesnosci, przerastalyby to, co system w Niemczech juz dzis umozliwia NSA.
        NSA w miedzyczasie np. juz wystapili do warszawskiego Instytutu Telekomunikacji
        z propozycja o wspolprace w tymze projekcie, zachecajac ich naukowymi badaniami.
        USA realizujac projekt tarczy rakietowej w Polsce, w rzeczywistosci budujac
        sobie nowa od siebie zalezna baze w Europie – owe informacyjne narzedzie
        Waszyngtonowi umozliwiloby interwencje w scene polityczna oraz gospodarke Polski
        (nie inwestuje sie miliardy panstwowych US $ w takie systemy, by z nich pozniej
        politycznie nie korzystac) -, chce ubezpieczyc swe gospodarcze oraz polityczne
        interesy w UE. Krotko mowiac: W przypadku projektu tarczy rakietowej nie mamy do
        czynienia z fantastyczna "gwiezdna wojna" ktora istotnie latwiej mozna zachwycac
        spoleczenstwo, lecz z czyms zupelnie realnym kryjacym sie za fasada - mianowicie
        wojna wywiadow i kontrwywiadow o europejskie, badz np. japonskie informacje
        gospodarcze jak rowniez i polityczne.
        • bolko_turan Some companies helped the NSA, but which? 07.02.06, 11:19
          Some companies helped the NSA, but which?

          By Declan McCullagh and Anne Broache
          Staff Writer, CNET News.com
          Published: February 6, 2006, 4:00 AM PST

          news.com.com/Some+companies+helped+the+NSA,+but+who/2100-1028_3-6035305.html

          This is the first in a two-part series. Coming Tuesday, part two: A glimpse at
          the technical details of how the National Security Agency's electronic
          surveillance system seems to work.

          Even after the recent scrutiny of the National Security Agency's domestic
          surveillance project approved by President Bush, an intriguing question remains
          unanswered: Which corporations cooperated with the spy agency?

          Some reports have identified executives at "major telecommunications companies"
          who chose to open their networks to the NSA. Because it may be illegal to
          divulge customer communications, though, not one has chosen to make its
          cooperation public.

          Under federal law, any person or company who helps someone "intercept any wire,
          oral, or electronic communication"--unless specifically authorized by law--could
          face criminal charges. Even if cooperation is found to be legal, however, it
          could be embarrassing to acknowledge opening up customers' communications to a
          spy agency.

          A survey by CNET News.com has identified 15 large telecommunications and
          Internet companies that are willing to say that they have not participated in
          the NSA program, which intercepts e-mail and telephone calls without a judge's
          approval.

          Twelve other companies that were contacted and asked identical questions chose
          not to reply, in some cases citing "national security" as the reason.

          Those results come amid a push on Capitol Hill for more information about the
          NSA's wiretapping practices. On Monday, Attorney General Alberto Gonzales is
          expected to testify at a Senate Judiciary Committee hearing, and President Bush
          and his closest allies have been stepping up their defense of the program in
          preparation for it.

          To be sure, there are a number of possible explanations for the companies'
          silence. In some cases, a company's media department could have been overworked.
          Another possibility is the company's lawyers were unavailable or chose not to
          reply for unknown reasons.

          Also, some survey recipients, such as NTT Communications, responded with a
          general statement expressing compliance "with law enforcement requests as
          permitted and required by law" rather than addressing the question of NSA
          surveillance.

          A lawsuit that could yield more details about industry cooperation is winding
          its way through the federal courts. Last week, the Electronic Frontier
          Foundation, a civil liberties group based in San Francisco, sued AT&T after a
          report that the company had shared its customer records database--though not its
          network--with the NSA.

          AT&T would not respond when asked whether it participated. An AT&T spokesman,
          Dave Pacholczyk, said: "We don't comment on matters of national security."

          The News.com survey, started Jan. 25, found that wireless providers and cable
          companies were the most likely to distance themselves from the NSA. Cingular
          Wireless, Comcast, Cox Communications, Sprint Nextel and T-Mobile said they had
          not turned over information or opened their networks to the NSA without being
          required by law.

          Companies that are backbone providers, or which operate undersea cables spanning
          the ocean, were among the least likely to respond. AT&T, Cable & Wireless,
          Global Crossing, Level 3, NTT Communications, SAVVIS Communications and Verizon
          Communications chose not to answer the questions posed to them.

          The New York Times reported on Dec. 24 that the NSA has gained access to
          switches that act as gateways at the borders between the United States'
          communications networks and international networks. But "the identities of the
          corporations involved could not be determined," the newspaper added.

          At the water's edge
          Analysts and historians who follow the intelligence community have long said the
          companies that operate submarine cables--armored sheaths wrapped around bundles
          of fiber optic lines--surreptitiously provide access to the NSA.

          "You go to Global Crossing and say...once your cable comes up for air in New
          Jersey or on the coast of Virginia, wherever it goes up, we want to put a little
          splice in, thank you very much, which NSA can do," said Matthew Aid, who
          recently completed the first volume in a multiple-volume history of the NSA.
          "The technology of getting access to that stuff is fairly straightforward."

          Aid was citing Global Crossing as an example, not singling it out. Global
          Crossing describes itself as an Internet backbone network that shuttles traffic
          for about 700 telecommunications carriers, mobile operators and Internet service
          providers. According to the International Cable Protection Committee, the
          company has full or partial ownership of several trans-Atlantic and
          trans-Pacific cables.

          Global Crossing spokesman Tom Topalian said "99 percent of wiretapping is done
          at a local phone company level" instead of at backbone providers. Topalian
          declined to answer questions about NSA access, and added: "All U.S. carriers
          have to comply with the CALEA act, and Global Crossing complies with CALEA."
          (CALEA is a 1994 federal law requiring certain telecommunications providers to
          make their networks wiretap-friendly for domestic law enforcement, not
          intelligence agencies.)

          Rep. John Conyers, D-Mich., last month sent a letter (click for PDF) to
          companies including Google, Yahoo, EarthLink, Verizon and T-Mobile asking them
          if they cooperated with the NSA. News.com asked similar questions, but expanded
          the number of companies to include backbone and submarine cable providers.

          Among the companies that responded, some offered far more detail than others.
          Les Seagraves, EarthLink's chief privacy officer, said: "We've never even been
          asked to give information without the benefit of a subpoena or a court order
          behind it. And our policy is to require a subpoena or court order, basically to
          require a court of law behind the inquiry."

          "We're very interested in protecting our customers' privacy and balancing that
          with our duties to comply with the law," Seagraves added. "Our way to balance
          that is to definitely make sure we have a valid legal request before we release
          any information."

          Comcast spokesman Tim Fitzpatrick said the company "will only provide customer
          information pursuant to a valid court order and only if Comcast's records
          contain information sufficient to identify the customer account on the (date or
          dates) listed in the court order."

          A representative of Cox Communications, David Grabert, said: "Cox has never
          received a request for information or a wiretap that was not accompanied by a
          warrant."

          NSA's history of industry deals
          Louis Tordella, the longest-serving deputy director of the NSA, acknowledged to
          overseeing a similar project to intercept telegrams as recently as the 1970s. It
          relied on the major telegraph companies including Western Union secretly turning
          over copies of all messages sent to or from the United States.

          "All of the big international carriers were involved, but none of 'em ever got a
          nickel for what they did," Tordella said before his death in 1996, according to
          a history written by L. Britt Snider, a Senate aide who became the CIA's
          inspector general.

          The telegraph interception operation was called Project Shamrock. It involved a
          courier making daily trips from the NSA's headquarters in Fort Meade, Md., to
          New York to retrieve digital copies of the telegrams on magnetic tape.

          Like today's eavesdropping system authorized by Bush, Project Shamrock had a
          "watch list" of people in the U.S. whose conversations would be identified and
          plucked out of the ether by NSA computer
          • bolko_turan (2) Some companies helped the NSA, but which? 07.02.06, 11:21
            Like today's eavesdropping system authorized by Bush, Project Shamrock had a
            "watch list" of people in the U.S. whose conversations would be identified and
            plucked out of the ether by NSA computers. It was intended to be used for
            foreign intelligence purposes.

            Then-President Richard Nixon, plagued by anti-Vietnam protests and worried about
            foreign influence, ordered that Project Shamrock's electronic ear be turned
            inward to eavesdrop on American citizens. In 1969, Nixon met with the heads of
            the NSA, CIA and FBI and authorized a program to intercept "the communications
            of U.S. citizens using international facilities," meaning international calls,
            according to James Bamford's 2001 book titled "Body of Secrets."

            Nixon later withdrew the formal authorization, but informally, police and
            intelligence agencies kept adding names to the watch list. At its peak, 600
            American citizens appeared on the list, including singer Joan Baez, pediatrician
            Benjamin Spock, actress Jane Fonda and the Rev. Martin Luther King Jr.

            Details about Project Shamrock became public as part of a Senate investigation
            of the NSA. Telegraph companies participating in the program initially balked
            when questioned by Senate investigators. But documents turned over by the NSA
            "cast doubt on the veracity of the companies' claims that they could find no
            documentation pertaining to Shamrock," wrote Snider. "After all, this had
            concerned the highest levels of their corporate management for at least four years."

            Another apparent example of NSA and industry cooperation became public in 1995.
            The Baltimore Sun reported that for decades NSA had rigged the encryption
            products of Crypto AG, a Swiss firm, so U.S. eavesdroppers could easily break
            their codes.

            The six-part story, based on interviews with former employees and company
            documents, said Crypto AG sold its compromised security products to some 120
            countries, including prime U.S. intelligence targets such as Iran, Iraq, Libya
            and Yugoslavia. (Crypto AG disputed the allegations.)

            "Only a very few top executives"
            The extent of the NSA's surveillance project in operation today remains unclear.
            Attorney General Gonzales has stressed that the program intercepts e-mail and
            phone conversations only when "one party to the communication is outside the
            United States."

            In his book titled "State of War," New York Times reporter James Risen wrote:
            "The NSA has extremely close relationships with both the telecommunications and
            computer industries, according to several government officials. Only a very few
            top executives in each corporation are aware of such relationships."

            Tapping into undersea copper and fiber-optic cables where they make landfall
            would be one way to create a virtual web of surveillance that can snare Internet
            packets or voice communications when they traverse U.S. borders. One benefit for
            the government is that one participant in the conversation is likely to be
            overseas--permitting Gonzales and the NSA to stress the interception's
            international nature.

            Another method would be to seek the cooperation of backbone providers with
            networks entirely within the United States. That could be done with a tap hooked
            up to the switches at a telephone company or backbone provider, said Phill
            Shade, a network engineer for WildPackets who is the company's director of
            international support services. WildPackets sells network analysis software.

            "The tap essentially splits off a copy of the traffic--it would literally take a
            copy of all the traffic as it moves through the wire," Shade said. "Picture a
            capital letter 'Y' in your head...One copy goes back out the regular wire on the
            right side of the wire, and the copy you're interested in splitting goes off the
            left side of the Y to you. These are very common networking devices, used in
            networks all over the world."

            The tap's exact location may matter. Sen. Arlen Specter, a Pennsylvania
            Republican who is convening Monday's hearing, has asked Gonzales to respond to a
            series of questions about the legality of the program. One question Specter is
            posing: If intercepted calls are "routed through switches which were physically
            located on U.S. soil, would that constitute a violation of law or regulation
            restricting NSA from conducting surveillance inside the United States?"
            • borzymir Re: (2) Some companies helped the NSA, but which? 08.02.06, 10:12
              Mam wątpiliwości co do polskości 'Polaków' którzy wpychają nas w ramionkach USA
              i bratniego Izraela...Marcinkiewiczius-och!Polak nad Polaki nad Polakami!
            • bolko_turan NSA eavesdropping: How it might work 08.02.06, 10:44
              NSA eavesdropping: How it might work

              news.com.com/NSA+eavesdropping+How+it+might+work/2100-1028_3-6035910.html?tag=st.num

              By Declan McCullagh and Anne Broache
              Staff Writer, CNET News.com
              Published: February 7, 2006, 4:00 AM PST

              This is the second in a two-part series. Part one appeared Monday: A survey
              asking telecommunications and Internet companies if they cooperated with the
              National Security Agency.

              WASHINGTON--Even a panel of determined senators couldn't convince Attorney
              General Alberto Gonzales to divulge much about how the massive surveillance
              program conducted by the National Security Agency actually works.

              Gonzales told a Senate committee on Monday that he was not "here to discuss the
              operational details of that program or any other classified activity." He
              refused to answer a series of questions such as the number of people who have
              been wiretapped, the safeguards put into place, and how many NSA analysts are
              involved in the operation.

              But a series of interviews of technical experts by CNET News.com during the last
              few weeks may shed some light on how the program--authorized by President Bush
              soon after Sept. 11, 2001--works in practice.

              It's hardly a secret that the NSA specializes in electronic surveillance, called
              communications intelligence in the vernacular of spies. Author James Bamford's
              1982 book, "The Puzzle Palace," documented how the NSA created hundreds of
              "intercept stations"--ultrasophisticated, hypersensitive radio receivers
              designed to pluck both military signals and civilian telephone calls out of the air.

              That worked well enough when the bulk of international communications were
              transmitted by bouncing them off satellites. Today, however, an undersea web of
              fiber-optic cables spans the globe--and those carry the vast majority of voice
              and data that leave the United States.

              Jim Hayes, president of the Fiber Optic Association, a California-based
              professional organization, says 99 percent of the world's long-distance
              communications travel through fiber links. The remaining 1 percent, he says, are
              satellite-based, mainly in places like Africa, South America and less developed
              parts of Asia.

              It's easiest to tap those underwater cables when they make landfall instead of
              trying to do it underwater, analysts say.

              "On land, it's not nearly as difficult," said Tim Chovanak, a defense consultant
              who specializes in network taps and digital forensics. "The easiest thing to do
              would be to somehow get an agreement with a provider and just simply co-exist in
              a building, one of the main fiber stations, (peering) points or whatever. In
              other words, work out something with either a long-haul provider or with an
              employee."

              A survey conducted by CNET News.com and published Monday found not one provider
              willing to acknowledge participation, with backbone providers being among the
              most reticent. An article in USA Today on Monday said AT&T, MCI and Sprint were
              cooperating with the NSA. In addition, AT&T is facing a class action lawsuit
              filed this week that alleges cooperation with the NSA in violation of federal law.

              If a backbone provider cooperated, it would be legally tricky. Under federal
              law, any person or company who helps someone "intercept any wire, oral, or
              electronic communication"--unless specifically authorized by law--could face
              criminal charges. Even if cooperation is found to be legal, it could be
              embarrassing to acknowledge opening up customers' private communications to the
              perusal of a spy agency.

              From a technical perspective, though, a provider's willing cooperation would
              make tapping a cinch--at least for an organization with the resources and
              determination of the NSA. Undersea fibers in use today tend to run in the single
              to hundreds of gigabits-per-second range, according to a map prepared by
              TeleGeography Research, which amounts to a manageable amount of traffic that
              could be forwarded to a surveillance station through a second fiber-optic cable
              and archived for future analysis.

              What remains unclear are the physical locations of the NSA's backdoor into the
              telecommunications network. One possibility is that the taps are near where the
              submarine cable makes landfall, which would lend credence to the Bush
              administration's claims of tapping only international traffic. Another is that
              they're all over the U.S., but are programmed to pay attention only to traffic
              with a source or destination Internet address that's overseas.

              "If you're talking about how many messages or how much bandwidth went through,
              if you're talking about monitoring the nature of the traffic or actually
              inspecting the payload, those are all possible," said John Jay, manager of
              application engineering at fiber and network hardware maker Corning, speaking
              about intercepts in general. "It's almost always done after the (light) signal
              is converted back to an electronic medium."

              Phill Shade, a network engineer for WildPackets who is the company's director of
              international support services, says such interception would be easy, at least
              for the NSA. WildPackets sells network analysis software.

              An eavesdropper could just "take something off the shelf and use it to make
              copies of traffic and just save the copies," Shade said. "Our software captures
              packets; the data recorder stores terabytes of information. We use it for
              forensic analysis and troubleshooting networks. When you call back and say, 'I
              was hacked Tuesday night at 11:30,' we look back and see what was going on
              Tuesday night."

              Making sense of that massive volume of data is not exactly trivial. While it may
              be easy to perform keyword searches and identify flagged names and phone
              numbers, detailed analysis typically takes human intervention. "For the near
              future, at least, our ability to gather info through various surreptitious and
              open means is going to be a lot better than our ability to analyze it," said
              Richard Hunter, vice president of executive programs at Gartner Group.

              Straddling international data links
              Because of the way that the Internet backbone and the telecommunication network
              are structured, NSA operatives likely would not have to leave the country to
              install taps. The vast majority of Internet traffic is routed through switches
              on American soil, which can be directly monitored with (or without) the
              cooperation of backbone providers.

              "The U.S. does continue to play a major role in connecting the regions of the
              world together," said Alan Mauldin, a researcher for the firm TeleGeography,
              which tracks global Internet traffic. "For example, Internet traffic going
              between Latin America and Asia or Latin America and Europe is entirely routed
              through the U.S."

              In 2005, an estimated 94 percent of that "inter-regional" traffic passed through
              U.S. switches, Mauldin said. Many other communications links run around in the
              U.K., a country that has a history of sharing communications intelligence with
              U.S. spy agencies.

              That's a boon to the NSA, which reportedly carries out its surveillance
              activities in a "wholesale" way. That means it potentially scoops up millions of
              phone calls and e-mail messages and feeds the data to its
              supercomputers--considered some of the most powerful and plentiful in the
              world--to comb for red flags and people on a so-called watch list.

              The agency also likely employs what some experts call "pattern analysis"--that
              is, screening calls and e-mails not so much for their content but for hints
              about the identities of the callers and e-mailers and their contacts.
              Particularly valuable: data such as how long the call lasts, to whom and what
              geographic location the communication is being sent, and what time of day it occurs.

              Published reports point to the active participation of telecommunicatio
              • bolko_turan Re: NSA eavesdropping: How it might work 08.02.06, 10:48
                Published reports point to the active participation of telecommunications
                companies. In his book titled "State of War," New York Times reporter James
                Risen says the NSA has "extremely close relationships with both the
                telecommunications and computer industries." The Los Angeles Times reported that
                AT&T has opened its customer information database to the NSA; AT&T says it does
                not comment on matters of "national security."

                If the participating companies developed cold feet because of congressional
                scrutiny or class-action lawsuits, however, the NSA could conduct land-based
                wiretaps without the companies' participation, consultant Chovanak said. "There
                are things you can do without working with the providers," he said. "Every six
                miles on a fiber, there are tap points, and about every 50 miles there are
                repeaters, which are frequently going to be located in a small building in the
                middle of nowhere."

                Tapping fiber a tricky business
                Another option is more clandestine: listening in on a fiber-optic cable without
                inside help. For many years such a feat was considered to be virtually
                impossible--mainly because the strands of fiber are so fine that any tampering
                might disrupt the signal and prevent it from arriving at its intended destination.

                That can be done by bending the fiber, to cause some light to leak, or by
                physically splicing into it. "It's very hard to do that without the recipient
                realizing the signal is being intercepted," said Corning's Jay, who estimates
                that it's difficult but not impossible. "It's hard to do without breaking the
                fiber... It's hard to imagine doing that in a way that doesn't greatly risk
                damaging the fiber."

                Tapping copper cables, on the other hand, is far easier. When a phone wire or
                other electrical conductor carries a current, an electrical field is generated
                around the conductor. It's possible for a sufficiently sensitive device to
                measure the fields without actually splicing into the metal of the conductor.
                (Optical fiber doesn't generate electrical fields.)

                Shade, the WildPackets engineer, said that "fiber-optic splitters are readily
                available on the commercial market." But he cautioned that any would-be
                eavesdropper must be extremely careful not to break the fiber strands.

                "I think that's where a lot of the perception that fiber is untappable came
                from, was the difficulty of successfully handling the fiber without breaking it
                or seriously degrading its performance, because fiber is very temperamental," he
                said. "It's not like good old phone cable that you just throw down on the ground."

                Experts say such a task requires extreme skill. "I would put myself on the side
                of those who say it's not so easy" to splice into fiber cables, said Ira Jacobs,
                a professor of electrical engineering at Virginia Tech. "I can access the
                individual fiber, I don't have to break the fiber and physically put in a tap.
                If I bend the fiber, I can get some leakage, but I have to access the fiber, I
                have to strip away other parts of the cable. It is not easy to do in a
                nonintrusive way."

                The difficult task of underwater tapping
                Tapping fiber cables while they're underwater transforms an already delicate
                process into one requiring exquisite surgical precision and skill.

                The Wall Street Journal reported in May 2001 that the Navy had decided to spend
                5 years and $1 billion to retrofit the USS Jimmy Carter submarine to make it
                capable of conducting fiber taps on the high seas. Specialized surface ships
                used by cable companies to repair breaks already have such facilities.

                Making that task even more difficult is the high-voltage electrical cable that
                accompanies the fiber core and powers signal amplifiers dotted along the floor
                of the ocean. If water touches the electrical conductor during the splicing
                process, it could cause a huge short-circuit and set off alarms.

                "You've got high energy in that fiber, so the capsule that the submarine uses is
                specifically designed to insulate the piece of cable that's being worked on and
                allows them to more effectively work on the power cables that are off limits,"
                said Seth Page, the chief executive of Oyster Optics, which sells products to
                protect against optical tapping. "Because the last thing you want to do is
                accidentally open a power cable."

                That's why the NSA probably reserves underwater, submarine-based tapping for
                cables that do not make landfall in the U.S.--such as the one linking the Middle
                East with India and Pakistan, Page believes. Underwater taps "can definitely
                happen, and I guarantee you it does happen from a higher level military point of
                view, such as for sensitive information coming out of China and Russia," he said.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka