bolko_turan
13.12.05, 18:24
Tarcza antyrakietowa to kosmiczna linia Maginota
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3063060.html
Marcin Kaczmarski jest członkiem zespołu redakcyjnego "Spraw Politycznych" i
doktorantem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego
12-12-2005, ostatnia aktualizacja 12-12-2005 18:55
Pytanie o zasadność rozmieszczenia w Polsce elementów planowanej przez rząd
amerykański tarczy przeciwrakietowej jest w gruncie rzeczy pytaniem o
przyszłość polskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa - pisze Marcin
Kaczmarski
Przez długi okres Warszawa broniła się przed koniecznością wyboru między
Stanami Zjednoczonymi a Europą. Było to możliwe, dopóki podziały nie stanowiły
istoty relacji transatlantyckich. Jednakże od czasu reakcji amerykańskiej na
wydarzenia 11 września (odrzucenie oferty pomocy sojuszników europejskich z
NATO na rzecz tzw. koalicji chętnych) interesy partnerów po obu stronach
Atlantyku zaczęły stawać się coraz bardziej rozbieżne. Polska wyboru dokonała
w okresie kryzysu irackiego. Akceptacja budowy tarczy antyrakietowej wybór ten
ugruntuje, tyle że jak słusznie w "Rzeczpospolitej" zauważył Olaf Osica, na
dekady, a nie na lata.
Polityka USA nastawiona jest (podobnie zresztą jak polityka Rosji) na
utrzymywanie Europy w stanie strategicznej słabości. Utworzenie Sił Odpowiedzi
NATO (na szczycie w Pradze w 2002 r.) zapobiegło utworzeniu przez Unię
Europejską sił reagowania (tzw. European Headline Goal ). Natomiast niemożność
zajęcia przez Europę jednolitego stanowiska wobec kryzysu irackiego wywołała
głęboką nieufność pomiędzy państwami członkowskimi (vide relacje
polsko-niemieckie) i osłabiła wiarygodność UE na arenie międzynarodowej.
Rozmieszczenie tarczy przeciwrakietowej w poszczególnych państwach (jak
Polska, Wielka Brytania, Rumunia czy Bułgaria) przyczyni się jedynie do
dalszego blokowania wyłonienia się europejskiej polityki bezpieczeństwa.
Ameryka dzieli Europę
Warto przy tym pamiętać, że kiedy administracja George'a W. Busha w 2001 r.
zmieniała nazwę systemu z NMD (Narodowa Obrona Przeciwrakietowa ) na MD
(Obrona Przeciwrakietowa ), czyniła to właśnie po to, by przekonać do niego
sojuszników. System miał być budowany w ramach NATO, jednakże Waszyngton
odstąpił od tego pomysłu. Biorąc udział w programie budowy tarczy, warto mieć
świadomość, że osłabimy zarówno Sojusz Północnoatlantycki, jak i więzi
transatlantyckie. Dzieje się to ponadto w momencie, kiedy Europa coraz
bardziej traci dla USA znaczenie - stacjonujące tu siły amerykańskie zmniejszą
się w najbliższych latach o ponad połowę. Polityka amerykańska na Starym
Kontynencie coraz wyraźniej ogranicza się wyłącznie do szkodzenia politycznej
jedności Europy. Biorąc udział w dzieleniu Europy poprzez bezkrytyczne
wspieranie USA, nie dziwmy się później, że Niemcy czynią to samo wraz z Rosją.
Nie sposób nie zgodzić się z prof. Kuźniarem ("Gazeta" z 6 grudnia), gdy
pisze, że naczelnym celem budowy tarczy przeciwrakietowej jest zapewnienie
dominacji USA w świecie na najbliższe kilkadziesiąt lat. Mówienie o nowych
zagrożeniach nie oznacza bowiem, że geopolityka zniknęła - nowe zagrożenia co
najwyżej się na nią nałożyły, komplikując krajobraz bezpieczeństwa
międzynarodowego. USA budują tarczę, bo nie chcą, by Iran lub Korea Północna
(a w przyszłości Chiny) powstrzymały je przed interwencją w tych regionach. O
tym, że system jest skierowany w pierwszym rzędzie przeciwko Chinom, świadczą
jego parametry - możliwość przechwycenia do kilkunastu rakiet
międzykontynentalnych - które odpowiadają arsenałowi chińskiemu. USA wyraźnie
poszukują powrotu do bezpieczeństwa absolutnego, jakim cieszyły się przed
nadejściem ery sputnika.
Testy wypadają słabo
Obecny system MD w prostej linii wywodzi się od inicjatywy SDI (Gwiezdnych
wojen ), której celem nie było zmuszenie Rosjan do podjęcia niesłychanie
kosztownych prac nad własnym systemem antyrakietowym i doprowadzenia do
załamania radzieckiej gospodarki i rozpadu ZSRR, jak można by wywnioskować z
tekstu prof. Lewickiego ("Gazeta" 8 grudnia) ). Miał on zdaniem części
ówczesnej administracji służyć zdobyciu przez USA jednostronnej przewagi
nuklearnej; zdaniem innych uwolnieniu się od systemu kontroli zbrojeń.
Kreml z kolei dysponował i dysponuje systemem przeciwrakietowym wokół Moskwy
zbudowanym dekadę wcześniej. Jego odpowiedzią na posunięcia administracji
Reagana była przede wszystkim rozbudowa potencjału ofensywnego zdolnego
przełamać obronę przeciwrakietową, czego ostatnim "dzieckiem" jest obecna
najnowsza rakieta międzykontynentalna Topol-M .
Poza tym, jeśli przyjąć punkt widzenia prof. Lewickiego, dlaczego obecny
system MD ma nie być taką samą "lipą", jaką rzekomo była SDI? Wyniki
dotychczas przeprowadzonych testów są fatalne. Antyrakiety jak na razie nie
strąciły żadnego celu w warunkach zbliżonych do bojowych. Przywołany przez
Autora przykład udanego testu systemu MD niewiele ma wspólnego z dyskusją na
temat udziału Polski. Był to bowiem test systemu morskiego, który, jak sama
nazwa wskazuje, nie jest rozmieszczany na lądzie. Istotne jest to o tyle, że
planowany system przechwytywania rakiet w środkowej fazie lotu (a taki miałby
być rozmieszczony w Polsce), jak na razie nie działa, i to do tego stopnia, że
od roku 2002 zawieszono jego testy. Warto też mieć na uwadze, że w budżecie na
rok finansowy 2006 fundusze przeznaczone na ten rzekomo wspaniały system
spadły o 8,5 proc. (prawie 900 mln dol mniej).
Strach przed Rosją
Polska wiara w sojusz z USA przypomina swoją ślepotą wiarę w pomoc Wielkiej
Brytanii i Francji w roku 1939. Tymczasem warto przypomnieć, że relacja
polsko-amerykańska nie ma charakteru partnerskiego, ponieważ zbyt duże są
różnice interesów i potencjałów. Amerykanie mieli znacznie bliższych
sojuszników niż obecna Polska w roku 1956 - Wielką Brytanię i Francję. Dla
opanowania ówczesnego kryzysu sueskiego i realizacji własnych interesów w
regionie, porozumieli się ponad głowami Europejczyków z Kremlem, zmuszając
Londyn i Paryż do rezygnacji z globalnych ambicji. Oba państwa wyciągnęły z
tego diametralnie różne wnioski - Francja postarała się o broń jądrową, Wielka
Brytania zacieśniła więzi z USA.
Dla budowy tarczy przeciwrakietowej w Polsce można znaleźć tylko jedno
uzasadnienie - utrzymywanie się permanentnego strachu przed Rosją. Był on
powodem wstąpienia do NATO. Polska polityka bezpieczeństwa nadal koncentruje
się na potencjalnym zagrożeniu ze strony Kremla. Dla nas nic nie zmieniło się
przez ostatnie 14 lat - żyliśmy w strachu przed Rosją, niezależnie od tego,
czy budowała demokrację, czy autorytaryzm. I podobnie jak Francja, przerażona
doświadczeniem I wojny światowej, pragniemy zbudować linię Maginota, za którą
się schowamy.
Tymczasem, jeśli chodzi o bieżącą reakcję rosyjską (wypowiedź szefa sztabu
gen. Bałujewskiego), nie ma się właściwie czemu dziwić. Zadziałał bowiem
mechanizm dylematu bezpieczeństwa (security dilemma ), wielokrotnie już
opisywanego przez naukę o stosunkach międzynarodowych. Działania podejmowane
przez USA w celu zwiększenia własnego bezpieczeństwa wywołują zaniepokojenie u
innych, napędza się wyścig zbrojeń, a USA (i ich sojusznicy) summa summarum ,
stają się mniej bezpieczne.
Zgadzam się z tezą prof. Lewickiego, że bezpieczeństwo Polski nie jest nam
dane raz na zawsze. W takim razie warto skupić się nie na wspieraniu naszego
amerykańskiego patrona w polityce globalnej, ale na systemowym zabezpieczeniu
polskiego bezpieczeństwa poprzez aktywną pomoc Ukrainie na jej drodze do
demokracji i włączenia się do świata zachodniego. Nie może ono jednak odbywać
się wyłącznie drogą powtarzania do znudzenia naszym partnerom o konieczności
przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej, ale np. poprzez wsparcie Kijowa w
wypełnieniu przezeń ponad 70 celów zawartych w Planie Działania podpisan