ignorant11
06.02.06, 03:43
Sława!
Rury wojny
Tygodnik "Wprost", Nr 1208 (05 lutego 2006)
www.wprost.pl/ar/?O=86453
Próby zakręcania rury z gazem czy z ropą zakończą się budową jakiejś nowej
polskiej, ukraińskiej czy węgierskiej Gdyni
Dariusz Baliszewski
Historyk, publicysta, autor programu "Rewizja nadzwyczajna"
Rosja znowu coś kręci koło rury. Formalnie to nic nowego. Jak historia
historią zawsze ktoś, kto miał rurę, próbował przy niej kręcić. A to, jak
dzisiaj, rurą z ropą czy gazem, a to rurą z najwyższym uprzywilejowaniem w
handlu czy z dostępem do najnowocześniejszych technologii, a to rurami z
niskimi czy wysokimi cłami, czy wreszcie z bezwizowym ruchem granicznym. W
starożytności, by ujarzmić przeciwnika, niszczyło się lub zakręcało
akwedukty, w średniowieczu zatruwało się rzeki i źródła wody, w czasach
nowożytnych stosowało się blokady miast bądź państw.
Zakręcą czy nie zakręcą?
W polskich dziejach najnowszych rury, które w każdej chwili ktoś mógł
zakręcić, pojawiały się wielokrotnie. Podczas buntu październikowego w 1956
r. i podczas wydarzeń na Wybrzeżu w 1970 r. Ostatni raz w latach 1980 i 1981,
kiedy śpiewaliśmy "wejdą, nie wejdą...?", choć w istocie rzeczywiste pytanie
Polaków sprowadzało się do tego, czy zakręcą, czy nie zakręcą? Jak wiadomo,
Polska leżała wówczas na drodze między Rosją a Niemcami. Leżała na drodze
między mocarstwami, które kiedyś zwołały kongres wiedeński (a ten wymazał ją
z mapy Europy) i podpisały haniebny pakt Ribbentrop - Mołotow (którego
postanowienia sprowadzały się do tej samej idei, czyli tego, by nic nie
leżało między nimi i by mogli ciągnąć sobie takie rury, jakie im tylko
przyjdą do głowy). Formalnie rzecz biorąc, Polska dzisiaj nadal leży między
Rosją a Niemcami. Faktycznie jednak (i nie jest to tylko zwykła gra słów) nie
leży, bo się podniosła, a więc stoi między Rosją i Niemcami. A to już jest
problem. Problem nie tylko w tym, że rurę przyjaźni rosyjsko-niemieckiej,
jeśli już ktoś o niej marzy, trzeba ciągnąć po dnie głębokiego i
nieprzyjaznego Bałtyku, ale i w tym, że obok Polski na różnych starych
drogach starej Europy stanęły stare narody (Ukrainy, Litwy, Łotwy, Estonii,
Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii) w nowych niepodległych państwach. Dumne z
tego, że choć połączone starymi rosyjskimi rurami gazowymi, stoją wolne i
niepodległe.
Jaki ma sens i co w świetle historii może wyniknąć z rosyjskiego kręcenia
kurkiem z gazem lub ogłaszania embarga na handel mięsem, drobiem czy
ziemniakami? Polskie, nie tak znowu odległe doświadczenia wydają się
wskazywać na to, że nic! W 1918 r. nasz kraj odrodzony po latach niewoli
znalazł się w analogicznej, a nawet nieporównanie trudniejszej sytuacji. Nowy
porządek wersalski wytyczał bowiem jego granice, w obrębie których nie
znalazł się Gdańsk, co oznaczało, że zostaliśmy pozbawieni dostępu do morza.
Było to "zasługą" proniemieckich Brytyjczyków i zoologicznego wroga Polski
Lloyda George`a, który uważał, że "propozycja delegacji polskiej, aby dwa
miliony Niemców oddać pod władzę narodu o innej religii, narodu, który w
ciągu całej swej historii nie wykazywał nigdy zdolności do utworzenia
trwałego rządu, musiałaby - wcześniej czy później - doprowadzić do nowej
wojny". Z Gdańska uczyniono więc tzw. wolne, a więc w istocie niemieckie
miasto.
W ówczesnej historii Gdańsk stał się rurą, którą Niemcy mogli dowolnie
zakręcać lub odkręcać. Od Gdańska zależały polskie problemy aprowizacyjne,
eksport polskiego węgla i - bez przesady - byt niepodległego państwa. W tym
mieście rozpoczynała się też polska wojna o przeżycie. Nikt już dzisiaj nie
pamięta, że powracająca do kraju błękitna armia gen. Hallera nie mogła zejść
na ląd w Gdańsku, nikt nie pamięta, że droga aprowizacyjna z Gdańska do
Warszawy musiała być strzeżona przez wojsko, by pociągi mogły dotrzeć
bezpiecznie na miejsce. Nikt nie pamięta również, że przez Gdańsk w roku
1920, w dniach wojny polsko-bolszewickiej, Niemcy przerzucili ponad trzy
tysiące własnych oficerów mających pomóc Rosjanom w ujarzmieniu niepodległej
Polski. Wojna toczyła się o wszystko, o polskie skrzynki pocztowe, polskie
stacje celne w porcie, nową walutę (guldena), którą wprowadzili Niemcy, by
utrudnić Polakom operacje finansowe, wreszcie o polską składnicę wojskową na
Westerplatte. Jednocześnie Niemcy rozpoczęli z Polską wojnę celną,
wprowadzając tzw. cła bojowe. Przede wszystkim na polski węgiel, ale przy
okazji na połowę towarów, które pozostawały w obrocie handlowym między oboma
krajami. Podjęli też działania na rzecz uniemożliwienia Polsce zaciągania
zagranicznych kredytów. Tu już nie chodziło o mięso czy płody rolne - jak
dzisiaj w stosunkach handlowych z Rosją. Tu toczyła się wojna o wszystko, co
mogło doprowadzić do zniszczenia Polski, tego sezonowego państwa, jak
nazywali nas Niemcy.
Rura na świat
Oczywiście Polska podjęła walkę. Jakie miała wyjście? Próbowaliśmy szukać
sprawiedliwości na forum międzynarodowym. Próbowaliśmy wstrzymywać wypłaty na
utrzymanie i rozbudowę gdańskiego portu. Prezydent Wojciechowski wręcz
zagroził wstrzymaniem korzyści dla Gdańska płynących z handlu z Polską. Bez
większego skutku. Ta wojna miała się rozegrać na innym polu bitewnym. W 1921
r. rozpoczęto budowę portu w Gdyni - początkowo jako "tymczasowego portu
wojennego i schroniska dla rybaków". 13 sierpnia 1923 r. do maleńkiego portu
zawinął pierwszy pełnomorski statek. Prawdziwa budowa ruszyła jednak dopiero
w dniach wojny celnej z Niemcami, gdy okazało się, że nasz węgiel chcą
kupować Szwedzi. Wówczas (podobnie jak dziś) problemem nie było to, jak i
gdzie kupić, lecz jak i gdzie sprzedać. I zaczęliśmy sprzedawać. Przeładunki
w porcie gdyńskim z 10 tys. ton w 1924 r. zwiększyły się do ponad 3 mln ton
pod koniec lat 30.
Warto też przypomnieć, że w 1930 r. Wolne Miasto Gdańsk (czytaj Niemcy)
wniosło do Międzynarodowego Trybunału w Hadze skargę na Polaków z żądaniem
zaprzestania rozbudowy portu w Gdyni. Polska wygrywała jedną z
najtrudniejszych wojen w swej historii. Wojnę o rurę prowadzącą do świata
wolnego handlu, uczciwych ceł, przyzwoitych cen. Ta wojna, o czym także
głośno się nie mówi, jak żadna inna - latami wyrzeczeń i poświęceń -
skonsolidowała cały naród. I jak żadna inna przyniosła Polakom poczucie
zasłużonej dumy. We wrześniu 1933 r. pokonany Gdańsk przyjmował premiera
polskiego rządu przy dźwięku fanfar, tak jak przed wiekami przyjmował króla
Stefana Batorego. Podpisano umowy, które kładły kres wszystkim dotychczasowym
sporom prawnym. Rok później układ z Polską podpisywały całe Niemcy. Po latach
walki przestawaliśmy być państwem sezonowym.
Nowe wojny imperialistyczne
Najpewniej obecne próby zakręcania rury z gazem czy z ropą zakończą się
budową jakiejś nowej polskiej, ukraińskiej czy węgierskiej Gdyni. Jakichś
gazoportów, gazociągów, a może odkryciem innych źródeł energii. Być może, jak
przed laty, tak i dzisiaj trudności i wyrzeczenia skonsolidują nowe państwa
nowej Europy i wyposażą w dumę zwycięstwa nad starym porządkiem. I historii
pozostanie tylko pytanie, o co naprawdę chodziło Rosji, gdy zakręcała kurki z
gazem w świecie, w którym nie jest problemem kupić, lecz sprzedać. Być może
jedyną sensowną odpowiedź na to pytanie zawiera wiecznie żywa myśl, jak się
okazuje, wiecznie żywego w Rosji tow. Włodzimierza Iljicza Lenina, który
niegdyś powiedział: "Zagadnienie wojen imperialistycznych, zagadnienie
dominującej dziś na całym świecie międzynarodowej polityki kapitału
finansowego, która nieuchronnie rodzi nowe wojny imperialistyczne, potęguje w
niebywałym stopniu ucisk narodowy, grabież i rozbój oraz dławienie słabych,
małych, zacofanych narodowości". I pewnie historia przyjmie to za prawdę.
Pozdrawiam i zapraszam na:
<a href="https://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12217"&