witomir
30.03.06, 09:56
Adam Wielomski
Katastrofa mesjanizmu
Tak bliski polskiej tradycji romantycznej mesjanizm jest nie tylko herezją
religijną, ale i błędem politycznym. Gdy obserwuje się „politykę wschodnią”
naszych politycznych mesjanistów, to można im tylko przytoczyć znany bon mot
Talleyranda: „To co Panowie robicie, to rzecz gorsza niż zbrodnia. To błąd”.
Wystarczy wziąć dwa ostatnie przykłady.
Jako pierwszy posłużyć nam może Białoruś. Nasi mesjaniści koniecznie chcieli
zbudować w tym kraju demokrację i odsunąć od władzy „wroga suwerennego demosu”
jakim jest prezydent Łukaszenka i dlatego zaangażowali wiele sił w obalenie
„dyktatora”, a także – jak przypuszczam – wiele pieniędzy na wspieranie
białoruskich opozycjonistów. Mówiąc o „opozycjonistach” w liczbie mnogiej
mógłbym zażartować, że mam na myśli „obu”, bo nie wiem czy znajdzie się ich
więcej niż dwóch. Nasze mesjanistyczne media przepowiadały wielkie uliczne
demonstracje, zwycięstwo kandydata opozycji, załamanie się „łukaszenkizmu”
itd. Tymczasem opozycjonistów jest na Białorusi garstka i istnieją oni
wyłącznie dzięki zagranicznej pomocy, nie posiadając nie tylko rodzimego
zaplecza ekonomicznego, ale i społecznego. Gdy milicja wyaresztowała
nielegalną pikietę, jaką ustawili opozycjoniści w proteście przeciwko
sfałszowaniu wyborów prezydenckich, to było tam raptem 150 osób, w tym były
polski ambasador, dziennikarka „Gazety Wyborczej”, jeden Kanadyjczyk, jacyś
Gruzini i Ukraińcy. Nie wspominam o jakimś dziwacznym pośle PiS, który tam
machał polską flagą. Trzeba zejść na poziom rozumowania Przemysława Edgara
Gosiewskiego lub Marka Jurka, aby czcić kogoś tak nierozsądnego jako bohatera.
Słuchając doniesień kogo tam aresztowano, odejmowałem od owych 150 osób ludzi
z zagranicznymi paszportami i miałem coraz większe wrażenie, że Białorusinów
było na tej pikiecie mniej niż obcokrajowców.
Nasi mesjaniści mogą sobie oczywiście poszczekać na Białoruś, ale jedynym
namacalnym dowodem ich działalności jest nie osłabienie „dyktatury”, lecz
kolejne gromy spadające na polską mniejszość w tym kraju. Jestem zresztą
ostatnim człowiekiem, który zafundowałby Białorusinom demokrację. Po pierwsze:
co ci biedni ludzie zrobili, aby miała na nich spaść plaga w postaci rządów
„demokratycznej opozycji”? Po drugie, większość Białorusinów uważa się za
Rosjan, a więc demokracja oznacza, że „demos” pierwsze co przegłosuje, to
„integrację” z Moskwą. Jednoznaczne wspieranie opozycji to nie tylko zbrodnia.
To błąd.
Przykład drugi to Ukraina. Mesjanistyczne media i politycy od zawsze stawiały
na partię Juszczenki. Janukowicz rzekomo reprezentował „historię”, a Julia
Tymoszenko – nie popierając Juszczenki – zachowywała się „dziwnie” i
„niezrozumiale”, co w języku polityki znaczy, że nie reprezentowała interesów
Borysa Bieriezowskiego i Georgesa Sorosa. Wyniki ostatnich wyborów pokazują,
że wygrały wszystkie te siły, które były w niełaskach naszych mesjanistów, gdy
tymczasem partia Juszczenki – jak się wydaje taki ukraiński odpowiednik UW –
przegrała z kretesem. Módlcie się teraz Panowie, aby do władzy nie wrócił
Janukowicz! Będzie szukał zemsty na Polakach, a ma się na kim mścić, gdyż
polska mniejszość jest wcale liczna!
Widzimy tedy, że polityka mesjanistyczna „niesienia demokracji” na Wschód
właśnie zbankrutowała, a jej owoce będzie musiała zebrać polska mniejszość.
Aleksander Bocheński zwrócił kiedyś uwagę, że mesjanistyczna polityka, po
każdym kolejnym powstaniu, owocowała wyłącznie cofnięciem się polskiej kultury
na zachód o 200 kilometrów. Taki był skutek popowstaniowych represji. Nasi
współcześni mesjaniści wyraźnie dążą do tego, aby na wschód od Bugu nie było
już nawet śladu polskości. Nie należy się zresztą temu dziwić, wszak
najważniejsze nie jest to czy na wschodzie będą mogli spokojnie mieszkać
Polacy, lecz to, czy na Ukrainie i Białorusi będzie demokracja, czy będą
przestrzegane „standardy praw człowieka” i czy OBWE uzna tamtejsze wybory za
„w pełni wolne i demokratyczne”. Mesjaniści polityczni nie zbrudzą sobie
przecież rąk prowadząc politykę razem z „dyktatorem” Łukaszenką i
„niedemokratycznym” (choć wygrał zupełnie demokratycznie wybory) Janukowiczem.
Największym nieszczęściem polityki międzynarodowej jest sytuacja, gdy pojęcie
„racji stanu” – przed którym prawdziwy mąż stanu klęczy i wsłuchuje się w tą
rację – zostaje zastąpione przez ideologiczne zaklęcia. Najprawdopodobniej
polska polityka wschodnia poniosła właśnie katastrofalną porażkę, ale
mesjaniści – zajęci problemem „demokracji” na Wschodzie – nawet tego nie
zauważyli...
Adam Wielomski