Dodaj do ulubionych

Nowy twór polonofoba

27.06.06, 22:55
W dziejach światowej propagandy nowa książka Jana Tomasza Grossa „Fear:
Anti-semitism in Poland after Auschwitz” (Strach: antysemityzm w Polsce po
Auschwitz) zajmie na pewno poczesne miejsce. Jest to bowiem stek przeinaczeń i
konfabulacji. Jednak myliłby się ten, kto uważa, że „Strach” to tylko wymysł
chorej fantazji. To element szerokiej akcji, która ma na celu wymuszenie na
polskim rządzie „zwrotu” pożydowskiego mienia.

Najpierw Gross oskarżył Polaków w swojej książce „Sąsiedzi” o zamordowanie
niemal 1600 Żydów w Jedwabnem. Nic to, że taka liczba ludzi nie zmieściłaby
się w spalonej stodole, nic to, że po odkryciu, iż zabici mieli rany
postrzałowe (a to świadczyłoby o tym, że mordowali ich Niemcy) zaprzestano
ekshumacji z nakazu ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego.
Gross nie chciał o to pytać. I choć każdy zawodowy historyk po takim „dziele”
straciłby pracę z wilczym biletem na dokładkę, autor z uniwersytetu w
Prienston ma się doskonale.

Co więcej, ten zawodowy konfabulator nie mógł pozostać bezrobotny w swoim
antypolskim zacięciu. Otóż jego ostatnia książka, „Strach”, ma na celu
przekonanie czytelnika, że powojenne zabójstwa Żydów wynikały tylko z tego
powodu, że Polacy, którzy zagarnęli ich mienie w czasie wojny, nie chcieli
dopuścić do utraty majątku na rzecz prawowitych właścicieli. Dlatego zabijali
„ocalałych z zagłady”, idąc w ten sposób ramię w ramię z Niemcami. Gross
policzył nawet, że takich śmiertelnych ofiar miało być 1500.

Tylko że Polacy nie byli i nie są antysemitami. Wszak definicja ONZ tego
pojęcia mówi, że antysemityzm jest wrogością do osób o wschodniej urodzie i
posługujących się językiem hebrajskim. Tymczasem w powojennej Polsce, jeżeli
niechęć do Żydów była, to wyłącznie z powodu ich antypolskiej działalności.

Bo przecież większość Żydów była związana bezpośrednio lub pośrednio z
aparatem władzy i represji, i przez to na społeczność żydowską spadło odium
odpowiedzialności za całe to komunistyczne bagno. To aparat represji stał za
morderstwami, za łamaniem charakterów z Fejginem, Romkowskim i Mietkowskim na
czele. Czołowi propagandziści tamtego okresu, jak chociażby Jerzy Borejsza
(Beniamin Goldberg) odpowiadają za kłamstwa w historii. Hilary Minc za
niszczenie gospodarki. Luna Brystygierowa za walkę z Kościołem. To oni byli
winni, że w Polsce panował w tamtym okresie bałagan oraz szarość codziennego
życia. Bo kimże byli Berman (wówczas osoba nr 2 w Polsce), Fejgin, Zambrowski,
Radkiewicz, Brystygierowa, Świerczewski, by wymienić tylko nazwiska co
bardziej zapadające w pamięć?

Nie oznacza to jednak, że niechęć do Żydów przejawiała się w mordach. Otóż,
jeżeli podziemie zabijało szczególnie sadystycznego ubeka lub wyjątkowo
szkodliwego partyjniaka, to nie dlatego, że był Żydem, ale dlatego, że był
niebezpieczny dla polskiej ludności na danym terenie. Dlatego, że dzięki niemu
lub z jego ręki zginęło wielu. A Gross „liczy” tych wyjątkowych bandytów jako
ofiary „antysemityzmu”…

Po drugie, w przypadku wydarzeń w Krakowie w 1945 roku lub tak zwanego pogromu
kieleckiego rok później mieliśmy do czynienia z komunistyczną prowokacją.
Jakoś dziwnie rozruchy te dotykały Żydów wierzących, ewentualnie syjonistów,
nie komunistów, a zawsze gdzieś w tle przewiali się funkcjonariusze NKWD.
Przypadek?

Wreszcie sprawa najważniejsza – rzekomych polskich kradzieży. Otóż ruchoma
własność żydowska była z całą niemiecką precyzją katalogowana i przesyłana do
Reichu do dystrybucji wśród „narodu panów”. Polacy nie mieli nic do tego. Zaś
co do budynków i ziemi… Czy któryś z nas mógł wziąć sobie na plecy kamienicę?

Do Grossa jednak nie docierają żadne argumenty. Bo nie chce ich słuchać. Jego
zadanie nie polega bowiem na odkrywaniu prawdy, ale na pisaniu na zamówienie.
Nie przez przypadek jego książka wpisuje się w cały szereg wypowiedzi oraz
działań, które mają zrównać Niemców i Polaków w winie za holokaust. Przecież
zbliża się w Polsce rozwiązanie kwestii reprywatyzacji, a więc i majątku
pożydowskiego. I Żydzi chcą z tego „polskiego” tortu wyrwać jak najwięcej, i
to nieważne jak.

My, Polacy, nie możemy wiele zrobić, by przeciąć takie działania. Rozwiązania
siłowe praktykują Francuzi. Wystarczyło „przymknięcie oczu” miejscowej policji
na bardziej żwawe działania muzułmanów, by żądania „reprywatyzacyjne” diaspory
wobec Paryża ustały. Tego w Polsce nie będzie, bo przemoc nie leży w naszej
naturze. To, co pozostaje, to pamiętać o prawdzie i nie dać się „zaszczekać”
różnej maści „autorytetom”. Książka Grossa już doczekała się doskonałej
recenzji w „The Washington Post” pióra Elie Wiesela. Niedługo zaś w ich ślady
powinna pójść „Wyborcza”, a głosu użyczy może nawet sam Adam Michnik.

I choć mogą wygrać i tę potyczkę, w dłuższej perspektywie czasu przegrają.
Zatriumfuje prawda, a chore książki „chorych” autorów znajdą się na śmietniku
historii. Tyle że trzeba uzbroić się nieco w cierpliwość.

Michał Likowski
Obserwuj wątek
    • asta7 Re: Nowy twór polonofoba -witomirze. 28.06.06, 08:01
      Witomirze,cóż mówić o dalekich skoro tu na forach są tacy co gdyby tylko mogli
      utopiliby Polaków w łyzczce wody.
    • eliot Re: Nowy twór polonofoba : polonofobia... 29.06.06, 09:42
      Czyli z Moskiewskiego Festiwalu Filmowego...
      serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34791,3448892.html

      Andrzej Żuławski, który na fotelu przewodniczącego jury zastąpił Michaela
      Hanekego (Austriak wybrał kontrakt z Hollywood), na otwarciu przemówił w kilku
      językach i... gładko przeszedł na rosyjski. Recenzent "Moskiewskiego
      Komsomolca" załkał ze szczęścia: "Nasz. Słowianin. Brat".

      Jaka szkoda, że kino nie ma już przełożenia na wielka politykę. Prezydent Putin
      witał wczoraj wybranych ministrów spraw zagranicznych na konferencji
      antynarkotykowej. Protokół rosyjski (mamy tam swoje źródełko informacji)
      zadbał, by Anna Fotyga nie stanęła twarzą w twarz z prezydentem Rosji. Ręki
      Fotygi Putin nie uścisnął. Słowianin. Brat.

      ........
      • witomir Co to ma wspólnego z tematem postu...? 29.06.06, 10:53
        nie próbuj kleić tych zupełnie osobnych kwestii...
        • eliot polonofob 29.06.06, 12:51
          • witomir artykuł nt Polski w New York Times ma siłę 29.06.06, 17:25
            destrukcyjnego, szkalującego oddziaływania na "opinię publiczną" na świecie
            stukrotnie większą niż słowa JE W. Putina

            znaj proporcjum mocium Panie...
      • wolobuev Re: Nowy twór polonofoba : polonofobia... 30.06.06, 00:24
        To ze Putin stal sie polonofobem, jest pewnie. Ale w dlaczego Zulawski nie mial
        mowic po rosyjsku na Moskiewskim festywalu, skoro zna rosyjski? Mi sie czesto
        nie podobaja Stany Zjednoczone, i co - mam zaprzestac mowic po angielsku?
    • witomir Poszukiwacze prawdy 29.06.06, 11:00
      Na łamach Życia Warszawy przeczytałem pochlebną opinię nt. działalności naukowej
      J.T. Grossa, zachwalającą “ferment intelektualny”, jaki tenże autor wprowadza do
      dyskursu publicznego.
      Marcin Dzierżanowski, obrońca Grossa, postanowił przyjąć ciekawy pogląd na
      prawdę oraz etykę, metodologię historyczną. Otóż wg niego pomimo szeregu błędów
      i nieścisłości (ale czy nie chodziło po prostu o złą wolę?), socjolog Gross
      dążył do prawdy i tylko prawdy. Co ciekawe M. Dzierżanowski sam pisze:
      (...) ofiar nie było 1600, lecz kilkakrotnie mniej. Że Polacy nie dokonali
      pogromu z własnej inicjatywy, lecz w wyniku niemieckiej inspiracji.
      I nie są to jedyne, i wcale nie najważniejsze nieścisłości. Ale już na podstawie
      tych dwóch zdań można powiedzieć, że ta prawda jest jakaś kulawa, rachityczna.
      Bardziej obliczona na wywołanie konkretnych emocji.
      W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję.
      Gross znany jest ze swojej pierwszej książki “Sąsiedzi”, autorytety przyjęły ją
      bardzo przychylnie, cmokając nad wspaniałą pracą badawczą i odkryciem, które w
      końcu mogło podeprzeć tezę o przewlekłym polskim antysemityzmie.
      Adam Michnik :
      "Jego odwaga stawia go w jednym szeregu z Karlem Jaspersem, Thomasem Mannem,
      Günterem Grassem i Hannah Arendt. Wpisuje się on w długi szereg znakomitych
      polskich intelektualistów, sięgający od Mickiewicza i Słowackiego do Gombrowicza
      i Miłosza, którzy odsłaniają zakłamanie i powierzchowność panujące w obszernych
      częściach polskiej kultury narodowej"
      Niestety, trzeba odnotować, że i Episkopat uległ tej stadnej przychylności,
      która cechuje się brakiem zmysłu krytycznego, i poddaje fascynacji demiurgów,
      zapominając o prawdzie obiektywnej (Prawda nas wyzwoli). Tym bardziej to dziwi,
      że byli to przedstawiciele Kościoła (ale mniejszość), który kontestuje
      odpowiedzialność kolektywną, a jednak zachowali się inaczej.
      Można założyć, że była to dobra nauczka na przyszłość, i akceptacja podobnych
      rewelacji, będzie wymagała zapoznania się z faktami, a nie li tylko od sposobu,
      w jaki wiadomości zostają przekazywane odbiorcom i przez kogo. Bowiem, kiedyś
      sugestywność i wiarygodność informacji była oceniania przez pryzmat nadawcy, a
      nie próbowano weryfikować stawianych tez. Z czasem to się zmieniło i środowisko
      autorytetów straciło swój status czołowych moralizatorów i depozytariuszy
      prawdy, nie mają już monopolu na jedynie słuszne poglądy.
      Szkoda, że nie poczekano na prace badawcze związane z tematem Jedwabnego, które
      rozbiły w puch tezy i pseudo-dowody autora Sąsiadów. Zaczęło się od Jerzego
      Roberta Nowaka (nb. Piotr Kadlcik, prezes warszawskiej Gminy Żydowskiej, podczas
      przesłuchania w charakterze świadka, złożył doniesienie o przestępstwie,
      twierdząc, że sprzedaż m.in. tej książki znieważa naród żydowski), następnie
      były prace zbiorowe oraz badania historyków IPN-u. Te ostatnie były krytykowane
      za brak uzasadnienia i niepełne śledztwo. Nie przedstawienie całości badań
      opinii publicznej.
      Prezes Kurtyka pytany o ocenę pracy (zespołu IPN-u) w sprawie Jedwabnego powiedział:
      Moim zdaniem Instytut w tej sprawie nie popełnił błędów. Oczywiście jest
      pytanie, na które odpowiedzi jeszcze nie znam – czy w śledztwie prokuratorskim
      szczegółowo, drobiazgowo i metodycznie wykorzystano informacje o wszystkich
      możliwych wątkach? I kolejne – czy uzasadnienie umorzenia śledztwa pod względem
      merytorycznym jest to tekst, który możemy spokojnie opublikować. - Biuletyn
      Instytutu Pamięci Narodowej nr 1 - 2 (2006)
      Pozostaje oczekiwać, że prezes IPN-u jeszcze wróci do tej sprawy, nie wiadomo
      tylko, czy jakikolwiek zwrot w tej sprawie, zmieniłby ogólne zdanie o Polsce na
      arenie międzynarodowej w obliczu faktu, jakim były wspomniane już ekspiacje
      dokonane 7 maja 2001 roku (przy tej okazji odsyłam do publikacji w prasie
      międzynarodowej dot. tego nabożeństwa).
      Kończąc tą dygresję można spojrzeć optymistycznie w przyszłość, ponieważ
      przemiany na tym polu idą we właściwym kierunku, co powinno cieszyć. Język sie
      zmienia, nie ma już zarzutów o zoologiczny czy jaskiniowy antysemityzm, choć
      nadal pojawią oburzone głosy, które nie potrafią zdzierżyć, że każdy podlega w
      takim samym stopniu krytyce, i narodów nie dzieli się na lepsze i gorsze,
      wybrane i niewybrane. Taki podział stanowi właśnie przejaw dyskryminacji.
      Jak dobitnie pokazują wydarzenia z ostatnich lat, dialog ma polegać na tym, że
      Polska odbywa go na kolanach i jej rola sprowadza sie tylko do akceptowania
      zamysłów drugiej strony, tudzież zbiorowego ubolewania nad mniej lub bardziej
      wydumanymi wydarzeniami. Zamiast dyskusji pojawiały się ataki, i być może to
      jest odpowiedzią, dlaczego tak często pojawiają się “polskie obozy zagłady”,
      również kolportowane przez niektóre organizacje, gazety, autorów narodowości
      żydowskiej.
      Dialog powinien odbywać się na zasadzie równości stron i dążeniu do prawdy, ale
      też trzeba dobierać tych, z którymi ten dialog powinien się toczyć, których
      rzeczywiście dotyczy.
      Czytając krótką notkę redaktora Dzierżanowskiego, zastanawiałem się, jak
      dziennikarze zareagowaliby, gdyby w dążeniu do bliżej nieokreślonej prawdy, ktoś
      przyjął podobną metodę badawczą co J.T. Gross. Daleko w pamięci nie musiałem
      szukać. Przecież p. Kurski w podobny( pomijając ciężar gatunkowy i różnice
      tematyczne oraz stosunek mediów do postępowania posła Kurskiego) sposób dążył do
      prawdy, i bez jego pracy historycznej nie dowiedzielibyśmy się, że dziadek
      jednak był w Wehrmachcie, a Donald Tusk nie znał tego faktu, co nie świadczy o
      nim zupełnie dobrze. Co prawda wyszło, że dziadek nie był tam dobrowolnie, ale
      czy to nie jest ten drobny błąd, nieistotna nieścisłość?
      Nie przypominam sobie, żeby p. Kurski znalazł obrońców pośród redaktorów, którzy
      doceniliby jego wkład w podniesienie świadomości Polaków w temacie genealogii
      przywódców politycznych. Wyjątkiem jest ród Giertychów, którzy nie podlega
      takiej ochronie i kontrola do szóstego pokolenia wstecz, jest uzasadniona.
      Nie mówiąc już o jakichkolwiek badaniach na temat zaangażowania Żydów w aparacie
      komunistycznym.
      Zazdroszczę redaktorowi aż takich skłonności empatycznych, które wyzwalają w nim
      troskę o samopoczucie autora, którego zapewne spotkają liczne ataki. Gdybym był
      złośliwy, ale nie jestem, powiedziałbym, że akcja wywołuje reakcję, i takie
      nieprofesjonalne podejście do tematu, wywołuje adekwatną replikę. Ale krytyka
      choćby i ta powściągliwa jest nazywana antysemityzmem i nie jest oceniana, jako
      intelektualna prowokacja czy intelektualna odpowiedź na intelektualną prowokację.
      Wniosek z tego taki, że nie każdy może sobie pozwolić na intelektualne
      prowokacje, a już na pewno nie przeciwko pewnym środowiskom, będącym pod ścisłą
      ochroną. Wówczas odwaga autora – nie zostanie doceniona przez żadnego redaktora.
      Naturalnie, już wspominanie o pewnej koincydencji wydarzeń, byłoby oszołomstwem,
      toteż nie będę tego czynił.

      Wojciech Łapiński

      • krambambulia Re: Poszukiwacze prawdy 30.06.06, 17:14
        O Kurskim dobrze napisała chyba tylko Gazeta Polska (jeden ze wstępniaków
        Sakiewicza) - z grubsza napisał to co Ty na jego temat.
    • witomir Gnój Edelman: w IV RP jak za Hitlera 30.06.06, 15:46
      prawica.net/node/3980
      • oldpiernik Re: Gnój Edelman: w IV RP jak za Hitlera 01.07.06, 08:48
        Śmieci.
        Zarówno wywiad z Edelmanem, jak komentarze.

        Szkoda, bo prawda nie obroni się sama.

        OLDPONURO
    • witomir Edelman podżega do przemocy 01.07.06, 14:34
      Brytyjski "Daily Telegraph" zamieścił 24 czerwca artykuł, w którym powołując się
      na wypowiedzi Marka Edelmana, próbuje wmówić czytelnikom, że współczesna Polska
      zagrożona jest faszyzmem. Zdaniem gazety, sytuację w Polsce dodatkowo zaostrzyło
      przejęcie władzy przez konserwatywny PiS oraz sformowanie koalicji rządowej z
      "nacjonalistyczną" Ligą Polskich Rodzin oraz z Samoobroną.
      "Daily Telegraph" na początku artykułu przypomina sylwetkę Marka Edelmana, który
      w młodości, uczestnicząc w powstaniu w getcie, zdecydował się na walkę z
      faszyzmem z bronią w ręku. "Ponad sześćdziesiąt lat później ostatni z żyjących
      przywódców odważnego, lecz skazanego na niepowodzenie powstania z 1943 r.
      oświadczył, że podobna akcja powinna być przeprowadzona we współczesnej Polsce"
      - napisała gazeta.
      Sam Marek Edelman, pytany przez "Nasz Dziennik", czy rzeczywiście wypowiedział
      podobne słowa, oświadczył, że mógł zostać źle zrozumiany oraz że
      najprawdopodobniej zaszło tu nieporozumienie. Nie chciał jednak rozmawiać z nami
      i ostatecznie rozwiać wszystkich wątpliwości wokół swej wypowiedzi.
      "Jeśli chcemy ocalić Polskę, moja rada brzmi, by chwycić za nóż i uderzyć tam,
      gdzie ich zaboli" - zacytował Edelmana "Daily Telegraph". Zdaniem brytyjskiej
      gazety, gniew byłego przywódcy powstania w getcie skierowany jest przede
      wszystkim przeciwko konserwatywnemu rządowi, który powstał osiem miesięcy temu,
      a szczególnie przeciwko dwóm koalicjantom - "nacjonalistycznej i radykalnej"
      Lidze Polskich Rodzin oraz Samoobronie, której liderowi gazeta przypisuje
      pozytywną wypowiedź o polityce gospodarczej hitlerowskich Niemiec.
      Według brytyjskiej gazety, wstąpienie Polski do Unii Europejskiej ogólnie
      zostało przyjęte przez międzynarodową społeczność jako sukces, ale "ożywiła się
      także polska małostkowość, która wprowadziła władze w Brukseli w zakłopotanie".
      Obecnie, zdaniem "Daily Telegraph", 40-milionowy Naród jest w
      "niebezpieczeństwie ekstremizmu i katolickiego nacjonalizmu". Gazeta przypomina
      także, że dwa tygodnie temu Parlament Europejski potępił "wzrost rasizmu,
      ksenofobii, antysemityzmu oraz homofobii i nietolerancji", ponaglając
      jednocześnie polski rząd do stonowania swej retoryki oraz grożąc sankcjami w
      przeciwnym przypadku.
      Gazeta cytuje Marka Edelmana, który szkicując paralelę do wzrostu faszyzmu w
      1930 roku, oświadczył: "Jeśli ta koalicja będzie nadal kształtować w ten sposób
      kraj, jestem szczerze przekonany, że nasza wolność będzie zagrożona.
      Prześladowania zaczynają się od małych rzeczy: po pierwsze, języka, później
      pobić, a w końcu morderstw".
      By zilustrować czytelnikom groźbę "rozwoju faszyzmu" w Polsce, "Daily Telegraph"
      przypomina sprawę wiceprezesa TVP Piotra Farfała, któremu polskojęzyczne media
      zarzucały publikowanie w młodości artykułów w "neonazistowskim" czasopiśmie,
      wzywającym do wygnania z Polski Żydów. Innym przykładem na zilustrowanie tej
      tezy jest sprawa posła Wojciecha Wierzejskiego z LPR, któremu organizacje
      gejowskie wmawiają szerzenie homofobii w związku z jego rzekomą wypowiedzią, że
      policja powinna spałować uczestników niemoralnych "parad". O tym, że Wierzejski
      pozwał gazetę, która zamieściła jego rzekomy cytat, "Daily Telegraph" oczywiście
      nie napisał.
      Brytyjska gazeta poświęciła także sporo miejsca Radiu Maryja, powtarzając
      oszczercze zarzuty o antysemityzmie i rasizmie, a także wytykając "zaangażowanie
      w politykę". Według gazety, opinia stacji była kluczowa dla kilku milionów
      Polaków w ostatnich wyborach zarówno prezydenckich, jak i parlamentarnych, co
      spowodowało swoisty dług wdzięczności ze strony obecnie rządzących. "W
      rezultacie - utrzymuje "Daily Telegraph" - stacja posiada silny wpływ na sprawy
      rządowe". Gazeta przypomina, że w marcu tego roku Edelman napisał gniewny list
      do premiera w sprawie felietonu Stanisława Michalkiewicza. Edelman otwarcie
      domagał się w nim zamknięcia Radia. Pytany o to przez "Nasz Dziennik",
      stwierdził, że rzeczywiście tak powiedział i nadal podtrzymuje swe zdanie w tej
      sprawie.
      JS
      Nieroztropna wypowiedź
      Red. Stanisław Michalkiewicz:
      Pan Marek Edelman wypowiada się bardzo nieroztropnie, chyba że wykonuje jakieś
      zadanie przez kogoś mu zlecone. Nawoływanie do chwycenia za nóż w stosunku do
      narodu, w którym mieszka mniejszość żydowska, jest rzeczywiście mało roztropne.
      Jeśli natomiast pan Marek Edelman wykonuje zadanie zlecone, to jest to
      oczywiście czynność nikczemna. Wydaje mi się, że mamy do czynienia właśnie z tą
      możliwością, gdyż to wszystko, co ostatnio dzieje się wokół Polski - nagłe
      wykrywanie faszystów na ulicach, tworzenie atmosfery zagrożenia mniejszości
      żydowskiej, przegłosowywanie uchwał Parlamentu Europejskiego, które Polskę
      piętnują za grzechy urojone - jest elementem operacji zapowiadanych już dziesięć
      lat temu przez Światowy Kongres Żydów. Organizacja ta groziła, że jeśli Polska
      nie spełni żądań majątkowych społeczności żydowskiej, to będzie upokarzana na
      arenie międzynarodowej.
      not. JS
      • karol63 Re: Edelman podżega do przemocy 02.07.06, 10:42
        Tak tak oczywiście słowa p.Edelmana zostały wyrwane z kontekstu,gdyby podobne
        słowa wypowiedział ktoś z polaków na temt żydów w DT to wrzask byłby na cały
        świat,interweniował by prezydent USA że niby holokaust i temu podobne.Niestety
        staliśmy sie małpą jak trafnie powiedział jeden z dyplomatów Rosji.Tak nas
        urządzili liberalne lewusy przez 15 lat III RP.
        • oldpiernik Re: Edelman podżega do przemocy 03.07.06, 16:31
          Niemniej, takie dopatrywanie się w przytaczanych wypowiedziach światowego
          spisku wiadomej nacji... Nie dajmy się wpędzić w paranoję.
          Bzdurze nie należy poświęcać uwagi.
          Kłamstwu trzeba zaprzeczyć.

          Powiedział co wiedział
          OLD :0)
          • witomir Trochę za duzo tych przypadków 04.07.06, 07:21
            W Stanach Zjednoczonych ukazują się kolejne recenzje książki Jana Grossa
            "Strach". Najnowsza, opublikowana w dzienniku "Baltimore Sun", nosi tytuł "Mały
            Polski Holokaust po Holokauście".


            Autorka zamieszczonej przez "Baltimore Sun" recenzji Joan Mellen uznała książkę
            Grossa za skrupulatną dokumentację jawnych morderstw, które obywatele polscy
            wszystkich klas społecznych popełniali na Żydach po zakończeniu wojny. Według
            Mellen, publikacja dowodzi, że antysemityzm był tak głęboko zakorzeniony w
            polskiej kulturze, że nawet tragedie Auschwitz i Treblinki nie powstrzymały
            dużej części populacji Polski przed realizacją zbrodniczego projektu
            oczyszczenia kraju z Żydów.

            "Stary system, Armia, nowy komunistyczny aparat, kardynałowie i biskupi
            sprzysięgli się, by wymordować pozostałych przy życiu Żydów" - pisze Mellen i
            podkreśla, że dla straszliwych czynów popełnionych przez wielu Polaków nie ma
            żadnego wytłumaczenia.

            Joan Mellen nie zgadza się jednak z dokonanym przez Grossa porównaniem
            powojennego antysemityzmu w Polsce z antysemityzmem w Europie i Stanach
            Zjednoczonych. Podkreśla jednak, że ujawniając rasistowskie okrucieństwa w
            Polsce, Gross oddał wielką przysługę debacie historycznej.

            Joan Mellen jest pisarką i profesorem literatury. Wykłada na Uniwersytecie
            Temple w Filadelfii.

      • medron Re: Edelman podżega do przemocy 04.07.06, 23:59
        Czy to prawda ,że Edelman był w gettcie żydowskim kapo ? Gdzieś to
        czytałam ,ale nie pamiętam gdzie . Macie może jakieś informacje na ten temat?
        • witomir karły krzyczą gdy śpią herosi 05.07.06, 10:41
          myślę, że tutaj znajdziesz trochę ciekawych informacji
          archiwum.naszdziennik.int.pl/index.php?type=topic&forum=13&id=513
    • witomir Rybiński o Grossie 04.07.06, 07:26
      Strach przed Janem Tomaszem Grossem

      Profesor Jan Tomasz Gross, autor "Sąsiadów", traktujących o zbrodni na Żydach w
      Jedwabnem opublikował w USA nową książkę zatytułowaną "Fear"- czyli strach, a
      może lepiej lęk. Nie czytałem jeszcze tej książki, tylko doniesienia prasowe na
      jej temat oraz recenzję noblisty Eli Wiesela. Na ich podstawie można sobie
      wyrobić ogólne pojęcie o zasadzie, na jakiej ta książka została zbudowana.
      Nie jest to dzieło historyczne, tylko raczej psychologiczne. Na podstawie
      tragicznego i nie wyjaśnionego dostatecznie do dziś epizodu powojenn ego-
      pogromu kieleckiego- Gross psychoanalizuje nas, Polaków, przypisując nam
      przerażające cechy zbiorowe. Wynaturzenie, zwierzęcy antysemityzm, żądzę mordu,
      opętańczą chciwość w zagarnianiu majątków żydowskich.
      Czytając Wiesela miałem wrażenie, że dokonuję wielkiego odkrycia z zakresu
      literatury powszechnej- Shylock, czarny charakter z "Kupca weneckiego"
      Szekspira, komedii, którą przedwojenny amatorski teatr żydowski w Warszawie
      wystawiał pod tytułem "Wyciął mu z nożem kawał mięsa", prymitywna kukła
      uosabiająca cały komplet zbrodniczości i demonizmu- był Polakiem. Jest to
      zupełny przewrót- do tej pory Shylock, uważany za Żyda, był ulubioną postacią
      literacką antysemiktów. Dla nich uosabiał zbiorowe cechy narodu żydowskiego.
      Teraz będzie mu można zmienić tożsamość narodową.
      Wydaje się, że Jan Tomasz Gross i jego amerykańscy recenzenci powielają, może
      nieświadomie, może celowo, wszystkie tradycyjne konstrukcje antysemityzmu z
      poszukiwaniem demonicznych i ciemnych cech w genetycznym, narodowym, rasowym
      pochodzeniu. Polacy są w ich oczach morderczymi antysemitami w tym samym stopniu
      i w ten sam sposób co Żydzi są zbrodniczym rządem światowym w oczach antysemitów.
      Konsekwetnie, profesor Jan Tomasz Gross, zamiast następnej książki o Marcu 1968,
      co z pewnością ma w planie, powinien od razu, moe do spółki z Wieselem, napisać
      "Protokoły mędrców Polonii". Zapis planów tajnego spisku Polaków, eksterminacji
      narodu żydowskiego dla zawladnięcia kamienicami na krakowskim Kazimierzu. Hitler
      mógłby zostać nawet uznany za nieświadomą ofiarę tego sprzysiężenia.
      Antoni Słonimski o polskim antysemityźmie napisał tak: kiedy spytać Żyda co
      sądzi o Żydach, powie, że to naród wybrany, naród poetów i filozofów. A co sądzi
      o Mośku? To złodziej, oszust, nie powierzyłbym mu złotówki. Kiedy spytać Polaka
      o to samo, odpowie, że Żydzi to naród krętaczy i oszustów, ale Mosiek to złoty
      człowiek, któremu można powierzyć cały majątek.
      Nie bójmy się Grossa, nie potrzebujemy psychoanalityka. Nie wykluczone, że na
      kozetce trzeba położyć jego samego. Niech opowie, co mu się śni. Szafa czy kluczyk.

      Maciej Rybiński (Dziennik z 1-2 lipca b.r.)
    • witomir Fejgin: „Pogromy i inne fortele” 04.07.06, 19:59
      Kolejna okrągła rocznica zbrodni popełnionej na Żydach 4 lipca 1946 roku
      przypomina nam, jak mało w istocie wiemy o tamtych wydarzeniach. Choć stale
      wychodzą na jaw nowe dokumenty i dowody, burzące stereotypowe przekonanie o
      zbiorowej winie Polaków, mamy do czynienia z niezmiennym zjawiskiem. Oto czołowe
      „autorytety moralne”, dysponujące praktycznie nieograniczonym dostępem do
      usłużnych (lub własnych) mediów, stale wmawiają nam, że tak naprawdę wszystko
      jest jasne. Do jednoznacznej oceny wystarcza im przekonanie, że w Polsce jest
      odwieczny antysemityzm, który jest dla nich wytrychem do interpretacji prawie
      wszystkich zjawisk. Niedawno takie toporne narzędzie zastosował Adam Michnik na
      łamach własnej „Gazety Wyborczej”, odnośnie do postaci ks. biskupa Czesława
      Kaczmarka.
      Instytut Pamięci Narodowej wydał zbiór opracowań i dokumentów „Wokół pogromu
      kieleckiego”, który zapewne pod poprzednim kierownictwem prof. Leona Kieresa w
      takiej postaci nie mógłby ujrzeć światła dziennego. Zawiera on bowiem wiele
      ustaleń i dokumentów, które nie tylko nie potwierdzają odgórnie przyjętej wersji
      o czysto antysemickim odruchu polskiego tłumu, lecz nasuwają szereg nowych
      wątpliwości i podejrzeń, że sprawa ta od początku była i jest jedną wielką
      manipulacją. Do najważniejszych z nich należy przekonanie, że władza ludowa
      zrobiła dosłownie wszystko, aby prawda nigdy nie wyszła na jaw.
      W związku z tym zamiast starannego wyjaśniania stanu faktycznego mieliśmy do
      czynienia z pospiesznym zacieraniem śladów, ukrywaniem istotnych dowodów,
      niechlujnym i urągającym zasadom praworządności procesem oraz zmasowaną kampanią
      propagandową, w której sprawców „szukano” wśród „andersowców”, „harcerzy”,
      „szlachty”, „reakcji”, „księży” i im podobnych.
      „Pogrom” z użyciem broni palnej i bagnetów?
      Dziś już wiemy, że główną rolę w organizowaniu i wykonaniu zbrodni odegrały
      ówczesne komunistyczne władze i to nie tylko na szczeblu województwa czy miasta,
      ale też na szczeblu centralnym. Jakże bowiem tłumaczyć fakt, że na wiele godzin
      przed rozpętaniem zajść do Kielc udali się… specjalni wysłannicy Komitetu
      Centralnego, tak zwanej Polskiej Partii Robotniczej, którzy następnie określili
      swą rolę w „Sprawozdaniu wysłanników KC PPR […] z wyjazdu do Kielc w związku z
      rozruchami antyżydowskimi w dniu 4 lipca 1946 r.”? Skąd wysocy funkcjonariusze
      partyjnych władz wiedzieli, że akurat jadą obserwować „zajścia antyżydowskie”,
      które dopiero miały „spontanicznie” nastąpić?
      Drugi ważny element, który zamiast cokolwiek wyjaśniać i potwierdzać tezę o
      spontanicznej roli antysemickiego polskiego tłumu to fakt, że prawie połowa z
      trzydziestu dziewięciu Żydów zginęła na skutek użycia broni palnej oraz
      bagnetów. Przecież kielecki tłum nie mógł być tak uzbrojony. Warto przypomnieć,
      że za nielegalne posiadanie broni groziła wówczas kara śmierci, bardzo surowo
      zresztą egzekwowana przez komunistów. Ułomny proces nie ujawnił, aby bronią
      dysponował ktokolwiek z przechodniów czy gapiów.
      Broń palną i bagnety mieli natomiast funkcjonariusze komunistycznego aparatu
      bezpieczeństwa (bezpieki, milicji, KBW i ORMO) oraz ludowego WP. I jeszcze jeden
      ważny szczegół – broń mieli także (w dodatku „legalnie”wink miejscowi Żydzi, którzy
      zresztą użyli jej jako pierwsi. I kto wie, jak potoczyłyby się dalej wydarzenia,
      gdyby jej wówczas nie użyli. Jako jeden z pierwszych zwrócił na to uwagę ks. bp
      Czesław Kaczmarek w swym raporcie: „Fakt ten, że Żydzi zaczęli pierwsi strzelać
      do Milicji i tłumu nie ulega najmniejszej wątpliwości. Stwierdzają to wszyscy
      bez wyjątku świadkowie. Pierwszymi ofiarami podczas zajść kieleckich byli zatem
      Polacy. Nawiasem mówiąc, posiadanie broni palnej jest w Polsce zakazane pod karą
      śmierci. (...) Te strzały żydowskie sprowokowały dalszy bieg wypadków”. (Bp Cz.
      Kaczmarek, „Zajścia kieleckie z dnia 4 lipca 1946 r.”, Kielce 1946).
      Ni z tego, ni z owego?
      Inny bardzo niejasny i całkowicie pomijany wątek to fakt, że w tym samym domu na
      Plantach – ale w sąsiedniej klatce schodowej – zamieszkiwali miejscowi Żydzi, na
      ogół funkcjonariusze UB i przedstawiciele miejscowych władz. Oni nie byli jednak
      w żaden sposób niepokojeni. A przecież, gdyby to był spontaniczny, antysemicki
      odruch tłumu, to ta nienawiść powinna być skierowana właśnie w ich stronę, a nie
      w kierunku przypadkowych Żydów, którzy w Kielcach znaleźli się przejazdem.
      Do lipca 1946 roku, jak stwierdził ówczesny mieszkaniec Kielc Moishe Sokołowski,
      nie było zadrażnień między Polakami i Żydami („The Toronto Star”, 23 kwietnia
      1995 roku). Powracający po wojnie do Kielc Żydzi swobodnie odzyskiwali swe
      majątki i handlowali nimi. Podobnie było zresztą w innych regionach Polski. Cóż
      więc mogło się takiego wydarzyć, aby doszło nagle do tak krwawych zajść? Czy
      impulsem była wersja o uprowadzonym przez Żydów chłopcu? Ale temu mogły
      całkowicie zapobiec niewielkie nawet przeciwdziałania organów władzy.
      Nie wytrzymuje również krytyki wersja o nieprawdopodobnie wielkich tłumach
      napastników, sięgających nawet 15 tysięcy ludzi! W rzeczywistości było to
      kilkadziesiąt osób (z tego część to byli zwykli gapie), a ocenę zajść komplikuje
      dodatkowo fakt, że budynek już wcześniej został szczelnie otoczony przez
      funkcjonariuszy UB i wojsko.
      „Jeszcze nie czas o tym mówić”
      Po kilku latach, w 1951 roku, gdy trwało okrutne śledztwo przeciwko ks.
      biskupowi Cz. Kaczmarkowi, płk Józef Goldberg-Różański z MBP napisał w raporcie
      do swego przełożonego gen. Stanisława Radkiewicza, że to księża diecezji
      kieleckiej przygotowali pogrom i kierowali nim. Dla odwrócenia uwagi od roli,
      jaką odegrał ks. biskup, rzekomo przygotowano jego wyjazd na kurację. Co więcej,
      został on zmuszony w tym śledztwie do podpisania zeznania, że faktycznie to on
      wszystko przygotował. Miną kolejne lata i kto wie, może znowu jakiś „wybitny
      historyk” pokroju Jana T. Grossa sięgnie i po takie odkrywcze „źródła”?
      O zakulisowej, tajemniczej roli, jaką odegrały w tej sprawie ówczesne władze
      bezpieczeństwa, może świadczyć jeszcze jeden fakt. Otóż jeden z najwyższych i
      najbardziej wpływowych oficerów stalinowskiej Informacji Wojskowej i
      Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, płk Anatol Fejgin, w wywiadzie, jakiego
      udzielił Henrykowi Piecuchowi, powiedział: „Wszystkie chwyty są dozwolone, gdy
      chce się wygrać z bezwzględnym przeciwnikiem. Po wojnie, po tych straszliwych
      przejściach Polski i Polaków, nie można było zrezygnować z argumentu dającego
      tak olbrzymi atut pozyskania nowych zwolenników. [...] Nastroje antysemickie
      wykorzystywaliśmy w inny sposób. Jeszcze nie czas o tym mówić. Liczyliśmy na
      błąd naszych przeciwników. Musieli go w końcu zrobić. Nie mogliśmy jednak długo
      czekać. Potrzebny był jakiś przyspieszacz. Stąd pogromy i inne fortele” (zobacz
      „Reporter” 1990, nr 4). Wersja ta została zakwestionowana przez sędziwego
      Fejgina dopiero kilka lat później, gdy podczas spotkania w Żydowskim Instytucie
      Historycznym miał on powiedzieć, że: „To wszystko z brudnego palca wyssane”
      (zob. M. Turski, Pogrom kielecki w protokołach Centralnego Komitetu Żydów
      Polskich, w: „Kalendarz Żydowski” 1996-1997, Warszawa 1996).
      Bp Kaczmarek w przytoczonym wyżej raporcie, sporządzonym tuż po wydarzeniach z 4
      lipca 1946 roku, napisał, że głównymi organizatorami komunizmu w Polsce są
      Żydzi. I uznał, że UB to „organizacja analogiczna do niemieckiej gestapo i
      kierowana przez Żydów”. Co do zbrodniczego charakteru UB nikt już nie ma dziś
      wątpliwości. A w ocenie tego, kto tą organizacją faktycznie kierował, przydatne
      mogą być najnowsze badania IPN. Wynika z nich, że 37 procent stanowisk
      kierowniczych (od funkcji naczelnika wzwyż) za

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka