ignorant11
06.04.07, 03:06
Sława!
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33211,4021755.html
Słowacki ekspres
Lubosz Palata*2007-03-29, ostatnia aktualizacja 2007-04-04 12:56
Przy dziesięcioprocentowym wzroście i pragmatycznej polityce gospodarczej
kolejnych rządów Słowacja z mało interesującej prowincji staje się tygrysem
Europy Środkowej. Żeby nie zostać daleko w tyle, Polacy, Węgrzy i Czesi już
teraz powinni wziąć się w garść
Fot. KOLLER JAN AP
Nowe volkswageny transportowane kolejką linową w fabryce w Bratysławie. Tylko
w słowackim zakładzie produkuje się luksusowe Audi Q7, VW Touareg i Porsche
Cayenne. W 2006 r. produkcja wzrosła z 218 tys. do 238 tys. samochodów.
ZOBACZ TAKŻE
Podatek liniowy podbija Europę Środkową (03-04-07, 21:09)
Mikuláš Dzurinda: słowacka marka to podatek liniowy (03-04-07, 00:00)
Gospodarka Słowacji pędzi (06-03-07, 13:17)
W 2006 roku rekordowy wzrost PKB Słowacji (06-03-07, 09:31)
"Słowacja to jedyny kraj, w którym, gdy mówisz po czesku, nie tylko cię
rozumieją, ale na dodatek uważają za przedstawiciela bogatego Zachodu",
opowiadałem dla żartu w praskich piwiarniach, kiedy sam żyłem w Bratysławie.
Przez te dwa i pół roku, od kiedy jestem z powrotem w Czechach, wiele się na
Słowacji zmieniło. Jeśli nie wszystko.
Słowacja zakończyła ubiegły rok prawie dziesięcioprocentowym wzrostem
gospodarczym, pensje pod koniec roku po raz pierwszy przekroczyły granicę 20
tys. koron [blisko 2,3 tys. zł], a kurs słowackiej waluty rośnie z tygodnia z
tydzień.
Korona koronie równa
Minęły już także czasy, kiedy obowiązywała reguła: "Jeśli chcesz coś osiągnąć
na Słowacji, to musisz wyjechać na Zachód lub przynajmniej do Pragi". Kurs
korony czeskiej i słowackiej wynosił w momencie "aksamitnego" podziału
Czechosłowacji 1:1. Przed kilkoma laty za czeską koronę płacono w granicach
1,30-1,40 korony słowackiej. Teraz, nie zważając na to, że także kurs
czeskiej waluty umacnia się wobec euro i dolara, można za nią uzyskać
niespełna 1,20 korony słowackiej. I jestem przekonany, że nim Słowacja
przejdzie na euro, do czego najprawdopodobniej faktycznie dojdzie 1 stycznia
2009 r., to wzajemny kurs obu walut będzie znów taki sam jak wiosną 1993 r.
A ponieważ pod wieloma innymi względami - spadającego bezrobocia i inflacji,
bilansu handlu zagranicznego, zadłużenia kraju, napływu inwestycji
zagranicznych - Słowacja dogania milowymi krokami Czechy, może to mieć
nieobliczalne dla nas skutki. Czeskie apteki, szpitale, supermarkety,
fabryki, teatry i studia filmowe mogą mieć wkrótce bardzo duże problemy ze
znalezieniem pracowników. Wszędzie tam, na każdym kroku spotyka się Słowaków,
którzy skuszeni wyższymi pensjami przyjechali pracować do Czech. Dzięki
umowom dwustronnym Słowacy już od lat 90. nie potrzebują żadnych pozwoleń na
pracę. Szacunki są różne - według najbardziej ostrożnych w Czechach żyje i
pracuje co najmniej 200 tys. Słowaków.
Tylko że Czechy, gdzie dziś średnia pensja również wynosi ok. 20 tys. koron,
tyle że czeskich [ok. 2750 zł], przestają być pod tym względem atrakcyjnym
krajem dla Słowaków. - Naturalnie, zdajemy sobie z tego sprawę. Niestety,
faktycznie tak jest - usłyszałem w brneńskiej filii pewnej dużej
międzynarodowej agencji personalnej, kiedy spytałem, czy nie mają problemów z
naborem Słowaków do pracy w Czechach. Można ująć to bardziej zdecydowanie: -
Różnice w pensjach między Czechami i Słowacją są już dziś praktycznie
niezauważalne. Ponadto na Słowacji jest już tyle ofert pracy, że pracodawcy
prześcigają się nawzajem.
Bratysławo-Wiedeń
Na razie jedyny wyjątek stanowią menedżerowie średniego i wyższego szczebla. -
Dla nich Praga ciągle ma bardziej interesujące oferty. Głównie dlatego, że
filie wielkich międzynarodowych korporacji ciągle jeszcze mają swoje siedziby
w stolicy Czech i nie przeprowadzają się na Słowację.
Ponadmilionowa Praga, która w minionych latach stała się siedzibą
kilkudziesięciu regionalnych filii światowych koncernów, to faktycznie trochę
inna bajka niż lekko drobnomieszczańska Bratysława, która liczbę pół miliona
mieszkańców zawdzięcza tylko olbrzymim osiedlom na peryferiach miasta.
Gdyby jednak - po 15 latach czczej gadaniny - udało się połączyć Bratysławę z
oddalonym zaledwie o kilkadziesiąt kilometrów Wiedniem, to zniknie też i ta
czeska przewaga. Za rok zostanie w końcu oddana autostrada z Wiednia do
Bratysławy (budowa ugrzęzła z winy Austriaków, słowacki odcinek jest gotowy
od pięciu lat), a między stolicą Słowacji i Austrii zacznie też jeździć - tak
jak między I a II wojną światową - szybki tramwaj. Już dziś Słowacy budują
domy w austriackich wsiach położonych w pobliżu Bratysławy, bo tam działki
budowlane są tańsze.
Jeśli z Wiednia i Bratysławy powstanie "dwójmiasto", siła ekonomiczna
austriackiej metropolii będzie oznaczać geometryczny wzrost dla stolicy
Słowacji. Kilkadziesiąt projektów zamkniętych osiedli i wyrastające jak
grzyby po deszczu wieżowce świadczą o tym, że przynajmniej deweloperzy
dostrzegli już tę szansę Bratysławy i są przekonani, że na projektach
budowanych w stolicy Słowacji nie można stracić.
Słowaccy Węgrzy też skorzystają
Słowacki cud ekonomiczny oznacza też być może istotne zabezpieczenie jedności
terytorialnej tego najmłodszego i najmniejszego państwa wyszehradzkiego. Po
raz pierwszy w historii najnowszej Słowacja ma szansę wyprzedzić pod względem
rozwoju gospodarki nie tylko Czechy, ale przede wszystkim swojego odwiecznego
rywala - sąsiednie Węgry.
W południowej Słowacji do dziś żyje zwarta mniejszość węgierska, a Budapeszt
w ostatniej dekadzie podjął wielki wysiłek, by ją zaktywizować i przygotować
na "reintegrację narodową w najlepszym węgierskim mieście". Słowaccy Węgrzy,
którzy jeżdżą do pracy do firm samochodowych na Węgrzech, zaczynają zauważać,
że wyższe pensje mogliby otrzymywać w podobnych firmach na Słowacji. A
bogacąca się Bratysława, którą do swoich kalendarzy zaczynają wpisywać też
znane zespoły muzyczne, będzie wkrótce równie atrakcyjna jak Budapeszt ze
swoją wyspą św. Małgorzaty.
O tym, jak zasadniczy wpływ na spójność państwa może mieć sukces ekonomiczny,
świadczy przykład północnych Włoch. Tamtejsza mniejszość niemiecka (czy,
ściślej biorąc, austriacka) przestała mówić o odłączeniu, kiedy poziomem
życia zbliżyła się do Austriaków mieszkających po północnej stronie Alp.
Żeby słowaccy Węgrzy zaczęli naprawdę czuć "po słowacku", południowa Słowacja
powinna także czerpać korzyści z cudu ekonomicznego ostatnich lat. Inwestycje
zagraniczne trafiają przede wszystkim w rejon Doliny Wagu i okolice
Bratysławy. Czyli w regiony, które mają nie tylko tradycje przemysłowe, ale
także nowoczesną infrastrukturę.
Dzięki budowie zakładów Kia pod Żyliną północna Słowacja ma dziś połączenie
autostradowe z Bratysławą, a przez Czechy, Austrię i Węgry z całą Europą. W
następnych latach kilkadziesiąt miliardów koron pójdzie na dokończenie
autostrady z Żyliny do Preszowa i Koszyc. Nie przypadkiem ta autostrada
prowadzi przez górzystą, północną część Słowacji. Połączenie przez południe
kraju można by wybudować nie tylko szybciej, ale i taniej. Ale północ jest
czysto słowacka (jeśli nie liczyć miejscowych Romów), podczas gdy południe
jest "węgierskie".
W rezultacie pokonanie stukilometrowej trasy z Bratysławy do Komarna -
"stolicy" słowackich Węgrów - trwa dłużej niż jazda do położonej dwa razy
dalej Żyliny. A jeśli Węgier z południowej Słowacji chce odwiedzić krewnych
lub znajomych mieszkających na południe od Koszyc, największego miasta
wschodniej Słowacji, zaoszczędzi czas i nerwy, jadąc po węgierskich
autostradach przez Budapeszt. Jeśli jednak nadal trwać będzie ekonomiczny
sukces Słowacji, która dziś dzięki trzem dużym zakładom samochodowym jest
największym producentem aut na świecie w