Dodaj do ulubionych

Kod Da Vinci ***

19.05.06, 07:19
Jakoś mnie to nie rusza. Za to rozumiem obawy Kościoła. Mimo absurdów Kod i
tak jest stokroć mniej nonsensowny niż historie o Jozuem zatrzymującym Słońce,
czy rozstępującym się przed Mojżeszem morzem. Nic dziwnego, że Kościół
postrzega to jako konkurencję...
Obserwuj wątek
    • Gość: QORS A mnie się podoba! IP: *.mofnet.gov.pl 19.05.06, 07:26
      Mam wrażenie że dziennikarze i krytycy sie uparli żeby udowodnić że ta historia
      to fikcja i zniechęcić ludzi do pójścia do kina na ten film, a przecież wiadomo
      że to tylko film który ma stanowić rozrywke jak każdy inny i sytuacje w nim
      zawarte nie są prawdziwe, więc pytam o co ten cały szum? Zapłacił wam kto?
      Fajny film do rozerwania sie i tyle.
    • Gość: hanys bzdury gadasz IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.05.06, 07:56
      > Jakoś mnie to nie rusza. Za to rozumiem obawy Kościoła. Mimo absurdów Kod i
      > tak jest stokroć mniej nonsensowny niż historie o Jozuem zatrzymującym Słońce,

      Może jeszcze powiesz, że mity greckie są bezsensowne ? :)))
      Kod to nudne bzdety. Akcja pełna nielogiczności, a "historyczne" rewlacje to już
      stek bzdur, które mogą znieść tylko jednostki wysoce odporne na wiedzę
      • Gość: mmm Re: bzdury gadasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.06, 15:33
        nie sądzę by Kod da Vinci (książka/film) były po to, żeby w nie wierzyć, albo
        zastanawiać się nad rzetelnością przekazu historycznego ("wiele hałasu o nic").
        prawdziwej i rzetelnej wiary w Boga (kimkolwiek/czymkolwiek jest) żaden
        film/książka nie jest w stanie wzruszyć. usłyszałam kiedyś od pewnej osoby, że
        wiara to obowiązek. nie ma tutaj nad czym dyskutować. albo się wierzy i to
        wierzy bezwarunkowo, albo nie. nie można z wiary wybrać sobie tego tylko, co
        nam pasuje.

        zatem dziwią mnie protesty i inne głupotki serwowane przez wszelkiej maści
        oszołomów oraz (o zgrozo) ludzi światłych (choćby Abp.Dziwisz), które powodują
        wyłącznie większe zainteresowanie sprawą. jest cała masa filmideł przesyconych
        seksem, przemocą, zdecydowanie bardziej wykrzywionych moralnie, niż "Kod...",
        ale o nich nikt nie pisze i nie mówi. nie ma jak dobry, darmowy marketing... :)

        sama książka jest dobrze napisana (to moje nieobiektywne zdanie). miło się ją
        czyta... ot, przyjemna nieskomplikowana rozrywka na wieczór. zupełnie nie ma
        się czym emocjonować. szkoda energii. nie ma tam znowu takich wielkich
        rewelacji, ani "obrazy Boskiej". bo cóż z tego, że jakiś pisarz napisał, że
        Jezus być może nie umarł na krzyżu (to chyba było w "Świętym Graalu..."), że
        może miał żonę i dzieci, że może był tylko genialnym myślicielem i filozofem
        wyprzedzającym swoje czasy? przecież to niczego nie zmienia. w końcu to nie
        jest publikacja w jakimś czasopiśmie naukowym, ani wykład dla studentów, czy
        lekcja religii. Jezus nie stał się przez to mniej boski (powiedziałabym, że
        wręcz przeciwnie) i nie sądzę by jakiś katolik nagle stwierdził, że jego wiara
        jest bez sensu.

        książka porusza ideę "sakralności kobiecej", która sama w sobie jest przecież
        pozytywna. osobiście nie mam nic przeciwko gloryfikacji i uwielbieniu kobiety,
        uznaniu jej za istotę wyższą, dającą życie... przecież tak jest w istocie.
        Wierze w Boga to wcale nie przeszkadza. chciałabym by każdy facet szanował i
        darzył uwielbieniem swoją kobietę.

        co do filmu, to wątpię aby mi się spodobał. T.Hanks zupełnie mi nie pasuje do
        roli Langdona, że o A.Tatou nie wspomnę. Jedynie J.Reno jest wart pójścia do
        kina, ale to głównie dlatego, że bez względu w jaką rolę się wciela, zawsze
        jest świetny, chociaż nie jestem pewna co do roli B.Fache'a. No, ale zobaczymy.
        • Gość: jood Re: bzdury gadasz IP: *.fampa.clk.net / 80.51.194.* 19.05.06, 16:48
          Zgoda, że książka i film to fikcja, i zgoda, że jest wokół niego zdecydowanie
          za dużo hałasu. Jest on zresztą coraz bardziej męczący. Nie należy natomiast
          się dziwić, że Kościół zareagował tak, jak zareagował. Gdyby ktoś nakręcił film
          o mojej rodzinie, wymieniający nas wszystkich z imienia i nazwiska, wywracający
          całą naszą rodzinną historię do góry nogami, na dodatek w wulgarny sposób, też
          bym tak zareagował. Nawet, gdyby na końcu filmu małymi literkami był napis, że
          to tylko literacka fikcja. Abstrahując od wszelkich moherowych tekstów, trzeba
          przyznać, że Kościół katolicki w szczególności, a chrześcijaństwo ogólnie, są
          obecnie bardzo ostro atakowane, i taki film na pewno dorzuci cegiełkę do muru
          zwątpienia. Tak jak Lepper "tylko zapytuje", tak samo ten film jest "tylko
          fikcją". Nie oskarżam broń Boże autora ani twórców filmu o antyreligijny
          spisek - oni po prostu chcą robic pieniądze, korzystając z mody na kontestację
          chrześcijaństwa, jaka panuje na świecie, uważam natomiast, że może odnieść taki
          skutek. Dlatego Kościół musiał zająć bardzo wyraźne stanowisko.
    • Gość: ww Re: Kod Da Vinci *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.06, 09:16
      Też podchodziłem do "Kodu..." (mam w tej chwili na myśli książkę) bardzo sceptycznie, ale w końcu "zabrałem się za nią" i muszę przyznać, że czyta się ja znakomicie. I oczywiście rozumiem zniesmaczenie kościoła oraz wiernych. Jednak w książce jest wiele wątków, które są prawdziwe, m.in. manuskrypty znad Morza Czarnego, odkryte w połowie XX wieku i wiele innych. Niestety do zaślepionych wiarą jednostek i tak to nie dotrze i wolą zbojkotować film i książkę, tak ja to zrobili z "Ostatnim Kuszeniem Chrystusa". Szukajcie, a znajdziecie.
        • Gość: emma Re: Kod Da Vinci *** IP: 217.153.187.* 19.05.06, 13:49
          a ty moher widzę wiesz wszystko...
          trochę dystansu człowieku!
          ten film to fikcja, czysta rozrywka. czasem po to chodzi się do kina. dla
          rozrywki. tylko niedorozwiniety umyslowo wierzyłby w te wszystkie historie z
          filmu.
          książka niebezpieczna. buahaha....proponuję abys kupił kilka egzemplarzy i
          spalił je na stosie :-)))
          • Gość: Moher Re: Kod Da Vinci *** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.06, 19:44
            Gość portalu: emma napisał(a):

            > a ty moher widzę wiesz wszystko...
            > trochę dystansu człowieku!
            > ten film to fikcja, czysta rozrywka. czasem po to chodzi się do kina. dla
            > rozrywki. tylko niedorozwiniety umyslowo wierzyłby w te wszystkie historie z
            > filmu.

            A ja radzę abyś zobaczyła ile tych "niedorozwiniętych" wypowiedziało się już na
            tym forum. Zobacz jaka dyskusja toczy się tu niejako "przy okazji" o tym,
            że "Kościół kłamie", jest zły... Kościół to społeczność ludzi wierzący a nie
            hierarchat - nie róbcie proszę z kościoła zakłamanej sekty.
      • Gość: hanys Re: Kod Da Vinci *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.05.06, 10:15
        > cznie, ale w końcu "zabrałem się za nią" i muszę przyznać, że czyta się ja znak
        > omicie.
        To taka lekkostrawna, w wielu momentach pozbawiona logiki papka.

        > Jednak w książce jest wiele wątków, które są prawdziwe, m.in. manuskrypty znad
        Morza >Czarnego, odkryte w połowie XX wieku i wiele innych

        I tutaj wychodzi cały spryt Browna, który znakomicie miesza fakty z mitami,
        półprawdami i zwykłymi zmyśleniami. I Ty jak wielu innych dałeś się nabrać.
        Chociażby Twój przykład ze zwojami nad morza MARTWEGO (a nie jak błędnie piszesz
        Czarnego), owszem takie zwoje istnieją, ale nie mają nic wspólnego z
        chrześcijaństwem !!! To są zapiski jedej z wielu sekt żydowskich.
          • Gość: eco Re: Kod Da Vinci *** IP: *.icpnet.pl 19.05.06, 10:41
            a co wy wogole mozecie powiedziec o historii naszej religii ??
            kosciol przez wieki zadbal o to zeby niewygodne dla nich dziela byly spalone, a
            niewygodni ludzi poszli ich sladem.
            Z jakiej racji do dzisiaj kosciol mowi co ktore dzielo mozna dopuscic, a ktore
            to 'bluznierstwa'.

            Kosciol do dzisiaj nie ujawnil zawartosci swoich archiwum i tak na prawde
            historia naszej wybiorczej wiary jest przedstawiana tylko i wylacznie przez
            kosciol. Tak wiec moga nam wcisnac co chca. Nie bronie tutaj powiesci Browna, bo
            wg mnie on nie mial na celu podwazac jakichkolwiek tez kosciola, a to co napisal
            to jedynie fikcja literacka. Reszte dopowiadaja sobie czytelnicy.

            Najbardziej denerwuja mnie wypowiedzi kleru, ktory trabi na lewo i prawo, ze
            Brown wykorzystuje niewiedze wiernych.
            To jest wina Browna czy Kosciola, ktory przez setki lat nie potrafil wtloczyc
            swoim wiernym podstawowych informacji, ze czytelnicy sa niedoczytani.

            • gromek1 Re: Kod Da Vinci *** 19.05.06, 19:31
              "kosciol przez wieki zadbal o to zeby niewygodne dla nich dziela byly spalone, a
              niewygodni ludzi poszli ich sladem."

              Który Kościół? Zapominasz, że w "naszej (chrześcijańskiej) religii jest wiele
              Kościołów, w tym kilka, które oddzieliły się jeszcze przed doborem pism
              kanonicznych koscioła katolickiego (grecki, nestoriański, koptyjski, ormiański,
              cała gama kosciołów gnostyckich, dualistycznych itd.).
              Większość z tych "cudownie odnalezionych" pism to kanony tzw. "kościołów
              heretyckich" z którymi Kościół Katolicki walczy (jak widać nieskutecznie od
              prawie 2000 lat)
                  • Gość: hanys Re: nie kompromituj się IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.05.06, 17:48
                    Gość portalu: no name napisał(a):
                    > To akurat ty napisałeś . A o esseńczykach radzę długo, długo czytać , bo
                    > własciwie to kwestia przypadku, albo i zbiegu okolicznosci, ze wygrało
                    > chrześcijaństwo, nie oni.

                    To nie zmienia faktu,że pomimo kilku podobieństw nie ma większych powiązań
                    pomiedzy tymi sektami. A wracając do zwojów znad morza Martwego, to nawet w 100%
                    procentach nie wiadamo czy mają one związek z sektą esseńczyków, za to na 100%
                    procent nie maja nic wspólnego z sektą chrześcijan.
                    • gromek1 Re: nie kompromituj się 19.05.06, 19:37
                      Nie mogę się z Tobą zgodzić. W naukach Chrystusa są wyraźne zapożyczenia z nauk
                      esseńczyków. Zanim wybuchła histeria związana z kodem sądzono nawet, że Jezus
                      kilkanaście lat swojego zycia, o których nie ma ani słowa w Ewangeliach
                      kanonicznych spędził właśnie jako esseńczyk.
                      • Gość: hanys Re: nie kompromituj się IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.05.06, 07:39
                        gromek1 napisał:
                        > Nie mogę się z Tobą zgodzić. W naukach Chrystusa są wyraźne zapożyczenia z nauk
                        > esseńczyków. Zanim wybuchła histeria związana z kodem sądzono nawet, że Jezus
                        > kilkanaście lat swojego zycia, o których nie ma ani słowa w Ewangeliach
                        > kanonicznych spędził właśnie jako esseńczyk.

                        To są tylko czyste spekulacje, których na podstawie dzisiaj znanych dokumentów
                        udowodnić się nie da. Po pierwsze to nawet na 100% nie wiadomo, czy zwoje z
                        Qumaran zostały przez esseńczyków (bardzo wiele wskazuje, że wspólnota z Qumran
                        była jakimś ich odłamem, ale pewności nie ma). Po drugie jest kilka elementów
                        wspólnych między wczesnym chrześcijaństwem a wspólnotą z Qumran, ale i też sporo
                        różnic. Ale najważniejsze, od czego ten wątek się zaczął, te zwoje NIC NIE MÓWIĄ
                        O HISTORII JEZUSA, wbrew temu co pisze Brown w Kodzie. Owszem, mozna sobie
                        szukać wzajemnych powiązań między dwoma sektami żydowskimi, które instniały
                        mniej wiecej w tym samym czasie, ale o biografii Chrystusa nic się z nich nie
                        dowiemy.
        • wojtek45-1 Re: Kod Da Vinci *** 19.05.06, 12:01
          Sa to rzeczywiście zapiski jednej z sekt żydowskich, Zawierają niekróre ksiegi
          Starego Testatamentu. ale nietóre teksty wprost odnoszą sie do postaci Nowego
          Testamentu i wiele faktów z Nowego Testamentu czytanych ze znajomością Zwojów
          nabiera zupełnie innegio znaczenia. Np zgromadzenie to miało przywódce zwanego
          mesjaszem (kilka pokolen mesjaszy) radę 12 (apostołów), funkcję Archaniołów,
          itditp.
        • Gość: ww Re: Kod Da Vinci *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.06, 12:26
          Człowieku na nic nie musiałem się nabierać. Fakt, że przez przypadek pomyliłem nazwę Morza Martwego, ale tak jak pisałem wcześniej, książkę czyta sie dobrze. Doskonale wiem, że fikcja jest tutaj mieszana z prawdą, ale czy to jest złe? Przecież to jest powieść i tak powinno się nią rozpatrywać. A jeśli chodzi o zwoje z Qumran - no właśnie, ich tekst został wykorzystany w nowym testamencie i przypisane pewnym osobą, które w rzeczywistości nie były ich autorami. Dlatego nie wiem w czym tkwi Twój problem.
        • Gość: waletv Re: Kod Da Vinci *** IP: *.net136.okay.pl 19.05.06, 13:17
          Te zwoje maja wiele z chrześcijanstwem! Bo to w nich są opisane nauki które
          Biblia przypisuje póżniej Jezusowi! CHrześcijaństwo 200 lat przed Chrystusem?
          "kod" to nic! Parę dni temu National Geographic film " Rywale Jezusa" dużo
          grożniejszy dla kościoła bo oparty na zródłach historycznych.Kto widział?
        • Gość: zuzka Re: Kod Da Vinci *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.06, 15:23
          Zachowujesz się jak dziecko, które ogląda jak zabijają mamę Bambi, a potem
          płacze bo ktoś zabił sarenkę... Trzeba myśleć i odróżniać fikcję od faktów! Sami
          twórcy filmu mówią przecież otwarcie, że ten film to tylko rozrywka, nie mówią
          że jest opary na faktach. Nikt nie chce nikogo tutaj oszukać.

          Dlaczego zarzucasz Brownowi, że napisał historię dobrze osadzoną w
          rzeczywistości? Byłoby Twoim zdanem lepiej gdyby wymyślił kompletne bzdury i
          wszystko odrealnił, tak żebyś Ty przypadkiem nie pomyślał, że to co napisał jest
          w calości prawdą? Chyba nie wiesz po co normalni ludzie czytają książki.
        • gromek1 Re: Kod Da Vinci *** 19.05.06, 19:25
          Dokładnie sekty esseńczyków i pochodzą głównie z I w PRZED ne.
          Inna sprawa, że zawierają wiele elementów, które później znalazły się w naukach
          Jezusa.
      • Gość: srul Re: Kod Da Vinci *** IP: *.chello.pl 19.05.06, 11:29
        Gość portalu: ww napisał(a):

        > Też podchodziłem do "Kodu..." (mam w tej chwili na myśli książkę) bardzo
        scepty
        > cznie, ale w końcu "zabrałem się za nią" i muszę przyznać, że czyta się ja
        znak
        > omicie. I oczywiście rozumiem zniesmaczenie kościoła oraz wiernych. Jednak w
        ks
        > iążce jest wiele wątków, które są prawdziwe, m.in. manuskrypty znad Morza
        Czarn
        > ego, odkryte w połowie XX wieku i wiele innych. Niestety do zaślepionych
        wiarą
        > jednostek i tak to nie dotrze i wolą zbojkotować film i książkę, tak ja to
        zrob
        > ili z "Ostatnim Kuszeniem Chrystusa". Szukajcie, a znajdziecie.

        Książka jest napisana dość sprawnie –– od początku wciąga, jak stary odkurzacz.
        Jednak miłośnicy literatury akcji, zachęceni reklamą książki jako
        superbestsellera i oczekujący od niej misternej akcji wplecionej w labirynt
        wielkich tajemnic, poczują się zawiedzeni – cała powieść jest zbiorem
        sprawdzonych, wyświechtanych chwytów literackich, podanych przez efekciarskiego
        grafomana, chyba tylko przez pomyłkę określonego przez polskiego wydawcę jako
        najinteligentniejszy..., łą­czący erudycję Eco i talent Cobena (kto czytał
        Wahadło Foucolta Eco, wie, że po­równanie Eco i Browna to tak, jak zestawienie
        sposobu uprawiania polity­ki przez Reagana i p. Beger).

        Dan Brown użył sprawdzonego sche­matu: są niezawodni w tego rodzaju powieściach
        templariusze, jest „tajna organizacja” Opus Dei, jest tajemniczy Zakon Syjonu,
        no i, oczywiście, święty Graal. Do tego amerykański naukowiec w Paryżu, piękna
        asystentka. Wszystko bowiem podlano sosem tajemnicy i spis­ku, pościgów
        samochodowych... O ile pierwsza część książki trzyma w napięciu, to im bliżej
        końca, między wierszami wyczytać można wołanie autora: „nie wiem, jak to
        zakończyć!”, sięga więc po sprawdzony sposób rodem z Hollywood: źli giną,
        dobrzy zwyciężają, obo­wiązkowo zakochując się w sobie. W ca­łej książce na
        stałym poziomie utrzymana jest jedynie niechęć do Kościoła katolickiego.
        Zresztą tak wychwalana, nawet przez przeciwników prozy Browna, fabuła śmieszy:
        tajne stowarzyszenie wewnątrz Kościoła katolickiego, któ­re przez ponad dwa
        tysiące lat utrzymu­je w wąskim kręgu największą tajemnicę ludzkości, rozmawia o
        tym przez telefony komórkowe. Jak nic – poziom Stirlitza, który gdy przyszło po
        niego ges­tapo, powiedział przez zamknięte drzwi, że go nie ma, więc gestapowcy
        odeszli.

        Porównując Dana Browna z Umberto Eco, pamiętajmy, że ten ostatni, pisząc Imię
        róży, na przygodę z beletrys­tyką wyruszał historyczną uzbrojony w solidną
        wiedzę na temat średniowiecza (którą z niechęci do Kościoła katolickiego
        świadomie wypaczył) – Brownowi zaś na przeszkodzie stanęły ewidentne braki w
        edukacji. W efekcie tego w książce brednia goni brednię. Autor zapewnia, że
        podaje fakty historyczne, ale w większości są to zmyślenia albo kalki z książek
        innych autorów lub wiedza czerpana z... Internetu. Jest wiele miejsc, w których
        autor sam sobie zaprze­cza (rzecz nie do pomyślenia u Eco). Rewelacje
        historyczne, podane przez Browna, mają wiarygodność tych z Indiany Jonesa.

        Powołanie się w beletrystyce naszego wieku na świętego Graala okazuje się nadal
        sprawdzonym chwytem – nadal na nim można zarobić pieniądze. Brown sięga jednak
        dalej, opisuje dzieje Zakonu Syjonu, strzegącego największej tajemnicy
        chrześcijaństwa: związ­ku Chrystusa z Magdaleną i ich potomstwa, które przez
        wieki wpływać miało na dzieje Europy. Każdy, kto choć trochę orientuje się w
        tej materii, wie, że Zakon Syjonu faktycznie powstał we Francji, ale w roku...
        1956 – sam sobie dorobił legendę, którą każdy internauta może znaleźć w sieci
        (na długo przed Brownem). Przepisując np. listę wielkich mistrzów zakonu –
        Brown zrobił to tak niechlujnie, że np. w 1418 roku czyni wielkim mistrzem René
        d’Anjou. Kłopot w tym, że René miał wtedy zaledwie dziewięć lat (nawet
        tłumaczenie, że władzę faktyczną mógł sprawować ktoś inny, jest bzdurą, bo
        wielki mistrz był obieralny, a nie dziedziczny, po jakie licho wybierać mieli
        dziecko?). Kolejna rewelacja to informacja, że Zakon Syjo­nu powstał w 1099
        roku, a fundatorem i założycielem był Gotfryd z Bouillon, przedstawiany przez
        Browna jako król Jerozolimy. Rzekomy król faktycznie był jednak cherlawym i
        tchórzliwym ry­cerzem, a na dodatek nigdy nie był królem Jerozolimy (najwyższa
        godność, jaką sprawował, to tytularny Obrońca Grobu Świętego). Koronowanym
        królem Jerozolimy był Baldwin z Lotaryngii, młodszy brat Gotfryda. Przy odrobi­
        nie wyrozumiałości można powiedzieć, że Brown był tu blisko... Zresztą dalsze
        rewelacje na temat templariuszy budzą już nie tylko politowanie, ale i śmiech:
        Brown opisuje w szczegółach, jak to w czasie drugiej wyprawy krzyżowej tem­
        plariusze otrzymali od Baldwina prawo do czuwania nad bezpieczeństwem
        pielgrzymów na drogach – druga krucjata datowana jest na 1147 rok, Bald­win w
        czasie jej trwania był już nieboszczykiem od 16 lat (zmarł w 1131 roku).

        Krwawa łaźnia, jaką rzekomo zgotował templariuszom papież Klemens V, jest tak
        prawdziwa, co wieść, że ja jes­tem mandarynem chińskim – faktyczną akcję
        aresztowania templariuszy przeprowadził król Filip IV Piękny (król Fran­cji),
        wbrew protestom papieża. W swych „naukowych” teoriach autor sam się zresz­tą w
        końcu pogubił, opisując na początku wytrzebienie do pnia Zakonu Templariuszy w
        całej Europie 13 X 1307 roku (podaje, jak skuteczna i precyzyjna była to
        akcja), by potem spokojnie opisywać zbudowanie kaplicy Rosslyn w 1446 roku
        przez... Zakon Templariuszy – co z tego, że już od ponad wieku nie istniał. Nie
        dziwią już potem brednie o tym, jak to katolicki kler spalił na stosie pięć
        milionów niewinnych kobiet (ciekawe, czy autor wie, ile w tym czasie
        mieszkańców liczyła Europa?!). Banialuki historyczne puentuje swymi „naukowymi”
        rozważaniami na temat krzyża – zdecydowanie twierdząc, że Chrystusa ukrzyżowano
        na krzyżu wpisanym w kwadrat (nawet nie wie, że jest na to nazwa: krzyż grecki!
        A Rzymianie, jak wskazują źródła, krzyżowali na krzyżu w kształcie litery T),
        gdyby też Brown sięgnął po gimnazjalny podręcznik historii starożytnej, nie
        pisałby, że ukrzyżowanie wymyślili Rzymianie – w każdej książce historycznej
        można przeczytać o ukrzyżowaniu np. w 332 ro­ku p.n.e. dwóch tysięcy mieszkańców
        zdobytego przez Aleksandra Macedońskiego Tyru, o Sparcie nie warto już
        wspominać!

        Brown piętnuje cesarza Konstantyna, że uczynił chrześcijaństwo religią pa­
        nującą – tyle że de facto Konstantyn uczynił chrześcijaństwo jedną z
        wielu „legalnych” religii, dopiero zaś Teodozjusz pod koniec IV wieku uwieńczył
        je mianem religii oficjalnej.

        Piramidalną bzdurą jest również rewelacja Browna, mówiąca o tym, że Jezus nie
        jest Bogiem: żaden chrześcijanin nie uważał Go za Boga, zanim Cesarz Konstantyn
        nie ogłosił Go Nim na soborze w Nicei w 325 roku. Chrystusa uznano już dużo
        wcześniej za Boga (Rz 9,5) – wczesne źródła chrześcijańskie wskazują na ten
        fakt ok. 40 razy i to przed Soborem Nicejskim. Zresztą Brown „zna” i historię
        Soboru, bo pisze, że Jezus został ogłoszony Bogiem niewielką ilością głosów!
        Tak się składa, że na soborze w Nicei obradowało ok. 300 biskupów, a tylko
        dwóch było przeciw uznaniu Jezusa za Boga. Widać, dwa w stosunku do 298 to
        większość…

        Brown stwierdza, że Jezus jako rabin musiał być żonaty, gdyż tak nakazywał
        obyczaj. Tyle że Jezus nie piastował nigdy urzędu rabina. Jeżeli dorosły Żyd
        musiał być żonaty, to dziwna jest historia życia np. Jana Chrzciciela – no
        chyba, że znowu Kościół coś zamieszał i ukrył, a w następnej książce Brown nam
        to odkryje (np. że Jan żył z Łazarzem!). Powoływanie się Browna na źród­ła
        gnostyckie, jakoby Chrystus poślubił Maryję, nie ma żad
        • Gość: srul Re: Kod Da Vinci *** IP: *.chello.pl 19.05.06, 11:33
          nie ma żadnego sensu, gdyż w źródłach nie ma śladu takiej informacji. Chyba że
          Brown stworzy jakieś nowe źródła z II wieku. Swoją drogą ciekawe, dlaczego
          wczesny Kościół miałby zatajać małżeństwo Jezusa, skoro w tym okresie
          małżeństwo duchownych było rzeczą wskazaną i świadczyło o pewnej dojrzałości
          (nikt nie myślał wtedy o celibacie), dlatego kawaler nie mógł być biskupem
          Kościoła (1 Tym.3:2). Jeżeli też prawdą jest to, że Jezus ożenił się z Marią
          Magdaleną, to dlaczego pod krzyżem polecił swoją matkę opiece Jana, a nie
          wspomniał nic o żonie (pewnie jakiś „mnich” z Opus Dei ocenzurował cztery
          Ewangelie...).
          O ile tezy Browna na temat historii irytują i męczą, przeszkadzając czytać
          powieść, to teza o głębokich przesłaniach ukrytych w bajkach Disneya jest tak
          zdumiewająco idiotyczna, że wywołuje spazmy śmiechu. Kim trzeba być, by wplatać
          w aferę niczego niespodziewające się, biedne krasnoludki Disneya! Taka teza ma
          tyle sensu, co stwierdzenie, że Zdenek Smetana, czeski rysownik lubianego
          Krecika, był Wielkim Mistrzem Templariuszy!!! Krecik zaś emanacją ukrytych
          atawizmów (podziemie – katakumby, dziwne przyjaźnie – ukryty wątek seksualny, a
          wszystko to jest zakodowaną opowieścią o Graalu etc.). Zresztą nie piszę już
          więcej, bo jeszcze któryś z „literatów” wykorzysta...
          Każdy, kto interesuje się zagadnieniem Graala, doskonale zna napisaną przed 20
          laty powieść detektywistyczną autorstwa dwu naukowców: Michaela Baigenta i
          Richard Leigh’a Święty Graal, Święta Krew. Trudno to nazwać podobieństwem –
          Brown po prostu żywcem przelał fabułę Świętego Graala, wpisując w nią
          historyczno-kryminalne wątki rodem z Hollywood. Zresztą sam Leight tak się
          wypowiada: Nie chodzi o to, że Brown przeniósł do swojej powieści jakieś
          konkretne pomysły, bo wiele osób robiło to już wcześniej. On po prostu ukradł
          całą fabułę, całą tę układankę z naszej książki i uczynił z niej szkielet do
          swojej powieści. Trudno się z tym nie zgodzić, bowiem fabuła Święty Graal,
          Święta Krew opisuje historię Jezusa, który ożenił się z Marią Magdaleną i dał
          początek rodom dynastycznym Europy. Tajemnicy tej strzeże Zakon Templariuszy
          oraz Zakon Syjonu, którego jednym z „Wielkich Mistrzów” jest Leonardo da Vinci.
          Jedynym śladem, jaki Brown zawarł w swym plagiacie, jest wpisanie dwu autorów w
          nazwisko historyka sir Leigha Teabinga (połączenie nazwiska Leigh i Baigent
          (anagram) – na dodatek to czarny charakter powieści.
          Browna z upodobaniem zajmuje się ultrakatolicką organizacją Opus Dei. Ale i tu
          nie wymyślił niczego nowego – w ostatnich latach wrogowie Kościoła wytypowali
          Opus Dei, jako przysłowiowego chłopca do bicia – na wzór dawniejszego Zakonu
          Jezuitów. Brown posuwa się o krok dalej – dopisuje Opus Dei charakter
          kryminalny. Ale widać, że Opus Dei poznał Brown tak samo dokładnie jak
          historię: opisuje np. mnicha albinosa z Opus Dei w habicie – każdy trochę
          rozgarnięty katolik wie, że Opus Dei nie jest zakonem, nikt z jego członków
          nie nosi habitów, nie ma tam żadnych mnichów. Dzieło Boże (Opus Dei) zostało
          założone w 1928 roku dla ludzi świeckich! Dopiero 15 lat później powstało
          Kapłańskie Stowarzyszenie Świętego Krzyża – by formalnie włączyć księży w pracę
          Opus Dei. Charakteryzując rys prałatury personalnej (ciekawe, czy wie, co
          znaczy ta nazwa!), Brown zaintrygowany jest tajną formacją „zakonu” – jej tajne
          praktyki można wyczytać na każdej internetowej stronie prałatury. Strasznie
          tajne praktyki każdego członka polegają na codziennej Mszy św., różańcu,
          czytaniu duchowym, modlitwie brewiarzowej. Zresztą większość członków żyje w
          związkach małżeńskich – to tzw. supernumerariusze. Fizyczne umartwienia
          członków Dzieła nie dają autorowi spokoju, co kilkanaście stron pojawia się
          plastyczny opis wbijania się w udo „mnicha” Sylasa celice – skórzanego pasa
          nabijanego ostrymi ćwiekami. Jest to oczywista bzdura – jednak jeżeli nawet
          byłaby prawdą, to dlaczego dziwi autora umartwianie fizyczne tego typu, które
          ma nieść za sobą samodoskonalenie się nad swym ciałem poprzez opanowanie bólu,
          a nie dziwią dużo większe cierpienia supergwiazd, które dla „zgrabnej” figury
          poddają się operacjom plastycznym powiększenia biustu czy nawet wycinania
          dolnych żeber?
          Wszystko to, co w książce przedstawione jest jako katolickie – ma być wyrazem
          kryminalnej dążności Kościoła do panowania nad światem. W jednym z
          komentarzy „korygujących” tezy Browna wyczytałem, że Chrystus nie tylko był
          mężem Marii Magdaleny, ale również homoseksualistą, utrzymującym stosunki z
          Janem, tak rzekomo mówią „źródła”. Brown w książce nie odbiega bardzo od takich
          teorii – powiela kalkę obiegowych koncepcji feminizmu, hołdując idei zatraconej
          świętości żeńskiej (sakralności kobiecej). Poparcie feministek murowane –
          wystarczy poparcie kilku autorytetów ze świata kultury, by ogłupiała
          publiczność wiedziała, że ma do czynienia z dziełem nie tylko beletrystycznym,
          ale zarazem historycznym, poruszającym najważniejsze problemy epoki i
          przedstawiającym je w zrozumiałej, atrakcyjnej formie.
          Na koniec ostatnia uwaga bardziej techniczna: w jednym z wydań bestsellera
          edytor zachęca nas do kupna tej wspaniałej książki, by na zakończenie
          zaserwować czytelnikom uwagi historyka religii profesora Zbigniewa Mikołejki,
          który przekonuje czytelników, że autor pisze bzdury. Dziwny to chwyt reklamowy.
          Mimo to na całym świecie Kod Leonarda da Vinci zarobił już ponad 140 milionów
          funtów i sprzedał się w liczbie ponad 13 milionów egzemplarzy, ustanawiając
          rekord w kategorii książek dla dorosłych.
          Na wszelkie recenzje krytyczne wielbiciele Browna, jak i on sam, odpowiadają
          zgodnym chórem: ale to książka sensacyjna, a co za tym idzie – jej treść jest
          fikcją! Temat może się wydawać drażliwy, ale to tylko fikcja. Ta książka ma
          służyć rozrywce, po co więc doszukiwać się w niej „drugiego dna”? Dlaczego
          krytykuje się Browna, za zbyt sugestywnie operowanie „fikcją”? Wobec takich
          argumentów mam zawsze ochotę sięgnąć po pióro i napisać np. powieść o Żydach
          wybijających Polaków w II wojnie światowej czy o powstaniu warszawskim, które
          upadło wskutek spisku Żydów z gestapo – oczywiście, jako motto mógłbym umieścić
          dokładnie taką samą argumentację: to tylko książka sensacyjna – a co za tym
          idzie – jej treść jest fikcją! Temat może się wydawać drażliwy, ale to tylko
          fikcja. Po co więc doszukiwać się w niej „drugiego dna”?... Ciekawe, czy te
          same autorytety milczałyby wobec takiej fikcji?
          Cały smród wokół tej książki jest spowodowany właśnie tym, że jest to powieść
          propagandowa, mająca na celu wzbudzenie wśród ludzi niezbyt rozeznanych w
          temacie, przekonania, że to dobra lekcja historii. Pisana jest przecież przez
          profesora akademickiego. Kto jest odporny na nachalny bełkot politycznej
          poprawności – niech czyta – pozycja obowiązkowa dla feministek, i członków
          Antyklerykalnej Partii Postępu Racja.

          • gromek1 Re: Kod Da Vinci *** 19.05.06, 20:42
            "Swoją drogą ciekawe, dlaczego wczesny Kościół miałby zatajać małżeństwo
            Jezusa, skoro w tym okresie małżeństwo duchownych było rzeczą wskazaną i
            świadczyło o pewnej dojrzałości(nikt nie myślał wtedy o celibacie), dlatego
            kawaler nie mógł być biskupem Kościoła (1 Tym.3:2)."

            W III i IV w powód był i to potężny. Właśnie rozpoczęły sie dyskusje o "naturze
            Chrystusa" na tyle poważne, że nastąpiły pierwsze poważne rozłamy w
            chreścijaństwie (arianie, monofizyci, nestorianie i wiele innych). Sobór
            nicejski właśnie po to był zwołany, żeby rzecz uprościć i ujednilicić (jak
            wiesz skończyło się na "współistotny" co nikogo nie zadowoliło). Gdyby
            poprowadzono dyskusję o naturze dzieci Jezusa to "herezji" byłoby o rząd
            wielkości więcej.

            "Jedynym śladem, jaki Brown zawarł w swym plagiacie, jest wpisanie dwu autorów
            w nazwisko historyka sir Leigha Teabinga (połączenie nazwiska Leigh i Baigent
            (anagram) – na dodatek to czarny charakter powieści"

            Nie jedynym Teabing prowadząc wykład o Graalu nawet ich wymienia, dodając
            komentaż, że popełnili żenujące błędy :)

            "by ogłupiała publiczność wiedziała, że ma do czynienia z dziełem nie tylko
            beletrystycznym, ale zarazem historycznym, poruszającym najważniejsze problemy
            epoki i przedstawiającym je w zrozumiałej, atrakcyjnej formie."

            I tu jest właśnie (przynajniej w warunkach polskich) pies pogrzebany. Katecheza
            od lat oparta jest na zasadzie Wyspiańskiego "czekać ślepo wierzyć święcie".
            Mam syna w wieku szkolnym i lekcje religii ograniczają się do tresury (kiedy
            przyklęknąć i kiedy się przeżegnać) oraz do stwierdzeń typu "gdy skłamiesz to
            Bozia płacze". Myślę (na podstawie lektury Tomka Sawyera), że amerykańskie
            szkółki niedzielne niewiele się programowo różnią. Stąd histeria Kościoła,
            który czuje zagrożenie, że przepraszam za wyrażenie "ciemny lud to kupi".
            Wspominałeś Wahadło (Eco) S. Graala ksiązke i film BBC, który od czasu wydania
            Kodu z uporem maniaka serwują na Discovery Civ. To są rzeczy sprzed 20 lat i
            nikt sie nie czepiał. Panikę wzbudza dopiero podjęcie tego tematu przez media
            masowego rażenia. Nie jestem teologiem ale trwanie w uporze o nieomylności
            Papieży (wbrew oczywistym faktom bo nie mogli byc nieomylni i Pius i jego
            następca Jan XXIII), niezmienności Kościoła (też bzdura bo Kościół Katolicki
            ewoluował przez wieki) oraz niezmienności kanonu stanowi o słabości Kościoła.

            I jeszcze jedna już nie związana z Twoim postem (pomysł alternatywnej powieści
            o holocauście a rebours bardzo mi się podoba) refleksja. Gdy próbowano przed
            1054r jakoś pogodzić kanon rzymski i bizantyjski, grecy używali wobec swoich
            współwyznawców argumentu, że różnice wynikaja z ubóstwa łaciny, w ktorej nie
            można tak jak w grece uwypuklić wszystkich niuansów. Odnoszę wrażenie, że wiele
            różnic wynika z ubóstwa polszczyzny. Uwierzyć jest uzywane wymiennie z zostać
            przekonanym. Gdyby jednoznacznie "uwierzyć" przypisać sercu, a "zostać
            przekonaym" głowie sporo kłopotów by odpadło.

            Pozdr.
        • gromek1 Re: Kod Da Vinci *** 19.05.06, 20:13
          Trochę się z Tobą posprzeczam.
          "Książka jest napisana dość sprawnie"
          Obraża moją (wiernego czytelnika książek sensacyjnych) inteligencję Sylas,
          który morduje wszystkich znających tejemnicę zanim sprawdzi czy wydobył z nich
          prawdę. Gdybyś był na jego miejscu to chyba do cholery przynajmniej jednego byś
          zamelinował choćby w siedzibie OD, żeby w razie czego mieć komu wyrywać
          paznokcie.
          "Przepisując np. listę wielkich mistrzów zakonu –> Brown zrobił to tak
          niechlujnie, że np. w 1418 roku czyni wielkim mistrzem René d’Anjou. Kłopot w
          tym, że René miał wtedy zaledwie dziewięć lat (nawet tłumaczenie, że władzę
          faktyczną mógł sprawować ktoś inny, jest bzdurą, bo wielki mistrz był
          obieralny, a nie dziedziczny, po jakie licho wybierać mieli dziecko?"

          Ten problem wyjaśniali (przyznam dość nieudolnie) autorzy Świętego Graala
          (BBC). Zapewne czytałeś więc nie będę rozpisywał tego wątku.

          "Zakon Syjo­nu powstał w 1099 roku, a fundatorem i założycielem był Gotfryd z
          Bouillon, przedstawiany przez Browna jako król Jerozolimy. Rzekomy król
          faktycznie był jednak cherlawym i tchórzliwym ry­cerzem, a na dodatek nigdy nie
          był królem Jerozolimy (najwyższa godność, jaką sprawował, to tytularny Obrońca
          Grobu Świętego). Koronowanym królem Jerozolimy był Baldwin z Lotaryngii,
          młodszy brat Gotfryda."

          Fakty i tytuły Godfryda i Baldwina jakie podajesz są oczywiście prawdziwe. W
          tym przypadku do Browna nie miałbym jednak pretensji o "ukoronowanie" Godfryda.
          Pisanie w książce przeznaczonej na rynek masowy o Obrońcy Grobu Świętego byłoby
          niestrawne bo publika zaraz wyobraziłaby sobie gościa z halabardą (oczywiście
          wiem, że w 1099 roku halabarda nie była jeszcze znana)

          "Brown opisuje w szczegółach, jak to w czasie drugiej wyprawy krzyżowej
          templariusze otrzymali od Baldwina prawo do czuwania nad bezpieczeństwem
          pielgrzymów na drogach – druga krucjata datowana jest na 1147 rok, Bald­win w>
          czasie jej trwania był już nieboszczykiem od 16 lat (zmarł w 1131 roku)."

          Tu można bronić Browna w sposób następujacy:
          Numeracja wypraw krzyżowych jest dość zagmatwana. Istotnie przyjmuje się, że
          druga krucjata to wyprawa z 1147r ale oddam głos największemu autorytetowi:

          "Druga wyprawa mogła ruszyć dopiero wczesną jesienią 1100r."
          S. Runciman "Dzieje wypraw krzyżowych" t.2 rozdz. II "Krucjaty 1101 roku".
          W tym przypadku wszystko się zgadza bo Godfryd już nie żył i panował Baldwin I.

          W swych „naukowych” teoriach autor sam się zresz­tą w końcu pogubił, opisując na
          początku wytrzebienie do pnia Zakonu Templariuszy w całej Europie 13 X 1307
          roku (podaje, jak skuteczna i precyzyjna była to akcja), by potem spokojnie
          opisywać zbudowanie kaplicy Rosslyn w 1446 roku przez... Zakon Templariuszy –
          co z tego, że już od ponad wieku nie istniał.

          Istotnie z tym "w całej Europie" przesadził. Tak naprawdę akcja skuteczna była
          tylko w domenach Filipa Pieknego i domenach papieskich (Hiszpania, Królestwo
          Cypru). W Portugalii zakon zmienił nazwę na bodajże zakon Chrystusowy i działał
          spokojnie dalej. W Niemczech (właściwie w Cesarstwie) wtopił się w Krzyżaków),
          wreszcie w Szkocji nigdy nie został oficjalnie rozwiązany.
          Ostatecznie Rosselyn mogło zostać wzniesione przez jakieś resztki
          potemplariuszowskie.
    • Gość: Mashita Re: Kod Da Vinci *** IP: 212.190.74.* 19.05.06, 09:39
      Ja juz widzialam. Poprawny, ale zadna rewelacja. Na dodatek jak czytalo sie
      ksiazke, film jest naprawde momentami nudnawy. Nie ma juz tajemnicy, a akcja,
      chociaz rozgrywa sie w ciagu doby jednej, jakas taka nieruchawa. Dialogi tez
      sztucznawe, jak i w ksiazce. Suspensy nieudane. A poza tym mialam czasam
      wrazenie, ze kilka scen bylo totalnie nielogicznych i tylko znajomosc tematu
      pomagala sie domyslec o co chodzi. Poszlam z ciekawosci, bo ksiazke czytalo sie
      dobrze. Nie spodziewalam sie wiecej niz dostalam. Moze nawet troche mniej.
      Co do samej tresci, duzo juz powiedziano, wiec po coz sie powtarzac. Dodac moge
      tylko, ze naiwnym bylby kto uwierzy Brownowi, choc historia opowiedziana dosc
      zrecznie i daje do myslenia. Czasem troche naciagania, ale to przeciez fikcja
      literacka jest i tylko tyle. Ale niektore postaci/wydarzenia/symbole prawdziwe,
      jak najbardziej. Warto poczytac. I tak przeciez wszyscy, z Kosciolem wlacznie
      wiemy, ze chrzescijanstwo to religia krwia plynaca. I tak pozostaje nam wierzyc
      w to co chcemy. Ja nie wierze ani Kosciolowi, ani Brownowi. Ot i tyle.
    • tojalew Ile w tym prawdy? 19.05.06, 09:44
      Wczoraj oglądałem film. Osoby znających książkę będą czuły niedosyt.

      Wciąż pojawiają się opinie, że przedstawione w książce fakty są nieprawdziwe.
      A przecież całkiem sporą część z nich jest prawdziwa. Do dyskusji pozostaje
      jedynie kwestia ich interpretacji czy oceny. Na przykład w 325 wieku był sobór
      nicejski, który poprzez głosowanie i dyskusję dawał kształt wierze i biblii.
      Kościół niszczył niektóre ewangelie i wielokrotnie zbijał w imię wiary. Kościół
      mordował przeciwników i przez wieki zabijał rękoma swoich wyznawców w żądzy
      władzy i pieniądza. Odleziono ewangelie, którą podejrzewa się, że napisała
      Maria Magdalena.



      Informacje dodatkowe:
      www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TT/sobory01a.html
      pl.wikipedia.org/wiki/Arianizm
      pl.wikipedia.org/wiki/Sob%C3%B3r_Nicejski_I
      www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WE/sobory/dokumenty1soborow_02.html
      • Gość: ewa Re: Ile w tym prawdy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.06, 10:24
        Drodzy przedmówcy, czy Wy aby sie nie zagalopowaliście? Przecież ta ksiażka to
        fikcja literacka i to wszystko? Podlana sosem prawdziwych wydarzeń tak jak
        pewnie 99,9% książek i filmów o tematyce historycznej. Powariowaliscie?
        Szczesliwie ciagle jeszcze twórcy moga dać upust swojej wyobraźni. Bardziej daje
        do myslenia akcja Koscioła przeciw filmowi, który sie tym zwyczajnie osmiesza
        (podobnie jak krzykiem przeciw Harremu. P. czy Ostatniemu Kuszeniu Chrystusa),
        co rezczywiscie pokazyje, ze byle co potrafi w tej organizacji wywołac mały
        kryzysik. Gdyby pomineli rzecz "pogardliwym" milczeniem to ide o zakład, ze w ta
        w gruncie rzeczy słabiutka książka (film pewnie też) przeszłaby by bez echa. A
        tak gniot urósł do rangi WIELKIEGO WYDARZENIA (bez mała o znaczeniu HISTORYCZNYM).
          • garick Re: Ile w tym prawdy? 19.05.06, 11:44
            zgadzam się. ale, że Sienkiewicz napisał Krzyżaków, naginając przy okazji kilka
            faktów, żeby fabuła się trzymała to już nikt nie krzyczy. Na tej zasadzie to
            można się przyczepić do czegokolwiek. Niedawno byłem w bibliotece i facet
            przede mną poprosił bibliotekarkę o jakąś książkę.ona zaproponowała Browna, on
            na to "Kto to jest?" ona:"Autor Kodu Leonarda da Vinci". W tym momencie twarz
            faceta nabrała czerwonego koloru i zaczął drzeć się na nią, że takie ksiązki
            należy spalić. Ja niestety odezwałem się i powiedziałem, że to tylko fikcja,
            kilka nagiętych faktów. Myślałem, że mnie zabije...
      • Gość: hanys bzdury IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.05.06, 11:01
        > władzy i pieniądza. Odleziono ewangelie, którą podejrzewa się, że napisała
        > Maria Magdalena.

        A ewangelię Judasza napisał Judasz? :)))))))))))
        Właśnie na takim kompletnym braku wiedzy historycznej opiera sie Kod.
        Dla Twojej informacji: prawdobodobnie ŻADNA z ewangelii (nawet tych
        "oficjalnych") nie została napisana przez tych których ma w nazwie.

        > jedynie kwestia ich interpretacji czy oceny. Na przykład w 325 wieku był sobór
        > nicejski, który poprzez głosowanie i dyskusję dawał kształt wierze i biblii.
        Ewangelie kanoniczne powstały około 200 lat przed tym soborem :)

        > Kościół niszczył niektóre ewangelie i wielokrotnie zbijał w imię wiary.
        Jak chcesz wiedzieć dlaczego pozostałe ewangelie nie zostały uznane (wiele z
        nich sie zachowało) to spróbuj przeczytać sobie którąś z nich i porównaj z
        kanonicznymi. Zapewniam Cię, że to nie bedzie fascynujaca lektura jak Kod :)

        • Gość: no name Re: bzdury IP: *.4web.pl 19.05.06, 11:26
          >
          > > jedynie kwestia ich interpretacji czy oceny. Na przykład w 325 wieku był
          > sobór
          > > nicejski, który poprzez głosowanie i dyskusję dawał kształt wierze i bibl
          > ii.
          > Ewangelie kanoniczne powstały około 200 lat przed tym soborem :)

          Dobre sobie:))))Problem w tym, ze własnie ten sobór zdecydował, ze te konkretne
          ewangelie sa kanoniczne , a resztę wywalił do apokryfów:) Nie ma w ogóel o czym
          dyskutować, bo w tym wątku nie ma ani jednej osoby, która zna płynnie grekę,
          łacinę i aramejski, a tylko wtedy można mówić o zródłach. Chzreścijaństwo
          skałdało sie z kilku walczących ze soba nurtów , była to ni mniej ni wiecej, a
          kolejna zydowska sekta, o przewodnictwo w której toczyła sie walka i to też
          znajdziecie w apokryfach, a częsciowo w listach apostolskich.
          • Gość: hanys Re: bzdury IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.05.06, 12:11
            > Dobre sobie:))))Problem w tym, ze własnie ten sobór zdecydował, ze te konkretne
            > ewangelie sa kanoniczne , a resztę wywalił do apokryfów:)

            Na soborze nie było żadnej walki o przywództwo. Nikt nigdy na soborze nawet nie
            rozpatrywał włączenia do kanonu NT "ewangelii" gnostyckich (a właśnie w nich
            tylko pojawiają się wzminaki o Magdalenie). Owszem, potępiono resztę apokryfów
            nie włączonych do kanonu, ale dlaczego to wystarczy zapoznać się z ich treścią.
            I wcale nie trzeba byc katolikiem (ja nie jestem) żeby zrozumieć dlaczego je
            odrzucono.
            • Gość: no name Re: bzdury IP: *.4web.pl 19.05.06, 15:47
              A kto napisał, ze walka odbywała sie na soborze , w 400 lat po narodzinach
              sekty? Oczywiscie, ze ewangelie pozakanoniczne nie są niczym innym jak wersją
              pochodzącą ze zródeł opozycyjnych do kręgów zwiazanych z Pawłem , ktory
              postanowił zawłaszczyć całą naukę i do tego przerobił ja we własny sposób - o
              ile ewangelie nei wspominają słowem o tym , jakoby Chrystus uwazał, ze nauczać
              maja tylko męzczyzni, o tyle Pawel błyskawicznie wrzucił w swój odłam sekty , w
              opozycji do protoewangeli Jakuba - mizoginię . Gnostycy uwazali dop końca, ze
              kobieta pełnoprawnie naucza , bo tak chciał Jezus.
              • Gość: no name Re: bzdury IP: *.4web.pl 19.05.06, 16:20
                I jeszcze jedno - czy wg Ciebie ewangelie gnostyckie jak je nazywasz
                (niesłusznie zreszta, bo gnostyków chwile pózniej wpakowano do heretyków i
                łacznei np. z takimi katarami i beginkami spalono na stosach) no wiec,
                ewangelie gnostyckie od poczatku świata były gnostyckie? Ktoś zdecydował, ze
                własnie te nie są kanoniczne, po całym dlugim sporze miedzy dwoma, a własciwie
                tzrema nurtami, kiedy zwyciezać zaczł jedynie słuszny i zabrał sie za
                wymazywanie innych.
        • gromek1 Re: bzdury 19.05.06, 20:53
          To nie tak do końca jak piszesz. W 325r było wiele wersji ewangelii i właśnie
          ten sobór zdecydował, które są kanoniczne, a które nie. Wcześniej wszystkie
          były pełnoprawne. A poza tym to i ewangelie kanoniczne sobie w niektórych
          miejscach przeczą, nawet te tzw. synoptyczne
      • agent-smith Re: Ile w tym prawdy? 19.05.06, 16:09
        Aby dobrze zrozumieć wydarzenia mające miejsce w latach 30 naszej ery trzeba
        zadać sobie trud poznania zwyczajów żydów ówcześnie zamieszkujących obszar
        zwany obecną "ziemią świętą".

        Co by nie mówić to „Kod...” zawiera sporo fikcji, jednak nie do końca.
        To że w okolicy 300 roku naszej ery nagle w cesarstwie rzymskim wiara
        chrześcijańska stała się religią „narodową” było to sprytnym posunięciem w celu
        utrzymania władzy. Prawdą jest też, że w owym czasie wybrano tylko te
        ewangelie, które były nowemu kościołowi wygodne, ba powiem więcej, DOPISANO,
        niektóre fragmenty.

        Dodatkowo zagmatwał sprawę fakt, że w tłumaczenia wdarły się liczne błędy i tak
        np. Józef z „mistrza nauk” stał się „cieślą”, „wyświęcenie” Jezusa stało
        się „wniebowstąpieniem” i wiele, wiele innych. A wszystko to staje się jasne
        gdy poznamy jak na przełomie wieków żyli ludzie i jakie mieli zwyczaje, wtedy
        nawet sam nowy testament widzimy w nowym świetle.

        Nie będę pisał elaboratów polecam książkę Laurence Gardner „Tajemnice Marii
        Magdaleny”.
    • Gość: gość Re: Kod Da Vinci *** IP: *.aster.pl 19.05.06, 10:41
      Kod wcale nie jest antychrześcijański a wręcz przeciwnie. To główni bohaterowie
      stwierdzaja w końcu, że tezy o kontynuacji rodu Jezusa nie da się w żaden
      sposób obronić na gruncie racjonalnych źródeł wiedzy. Główny bohater jest cały
      czas sceptyczny do tej tezy , której broni w Kodzie wyłącznie pseudonaukowiec-
      szaleniec (i do tego zbrodniarz)- Teabing. Na koniec zostaje aresztowany przez
      policjanta-członka Opus Dei (Fache), który został oszukany i nieświadomie
      prześladował głównych bohaterów podjudzany przez dziwnego purpurata z wyraźnym
      przerostem ambicji. Albowiem do intrygi Teabinga wciągnięty jest nie Kościół
      tylko jakaś tajna grupka pseudoduchownych, którzy przecierz sami o sobie mówią,
      że gdyby Watykan dowiedział się o ich działalności to czekała by ich
      ekskomunika. Silas to czysty obraz chorego psychicznie. Jedyni rozsądni ludzie
      w powieści i filmie to główni bohaterowie, którzy WYŁĄCZNIE w trybie
      przypuszczajacym mówią, że gdyby tezy Teabinga były prawdziwe to głowna
      bohaterka mogłaby być potomkiem Jezusa. Ale przytomnie sami zaraz dodają, że
      nie ma możliwości tego dowieść gdyż po pierwsze nie ma ciała Marii Magdaleny
      (do porównania DNA) i po drugie nawet gdyby hipotetycznie było... i tego już
      nie mówią wprost - to można by dowieść tylko, że bohaterka jest potomkiem Marii
      Magdaleny i NIC WIĘCEJ - zupełnie nic, gdyż nie da się na tej podstawie
      powiedzieć zupelnie niczego o ojcu tego rodu. Naukowy sceptycyzm bohatera
      powoduje, że czując, iż odkrył hipotetyczne miejsce pochówku Marii Magdaleny
      nie robi z tym nic ponieważ wie, że niczego to nie zmieni i niczego tym nie
      udowodni. I to sam autor powieści ustami swych bohaterów obala skutecznie
      mizerność tez o rzekomych potomkach Chrystusa, których Brown przeciez nie jest
      twórcą gdyż tezy takie pojawiały się w różnych formach od wieków. Czy dość
      nowatorskie zabiegi formalne autora, bawiące się inteligencją czytelnika są aż
      tak skuteczne, że nikt tego nie zauważył? Na marginesie - warto w filmie
      zwrócić uwagę na muzykę, jest nienachalna, nie narzuca się ale jest doskonałym
      tłem (coś jak u Kaczmarka w Finding Neverland); myślę, że ta muzyka może być
      nominowana do oskara.
      • Gość: SurfDude Re: Kod Da Vinci *** IP: 194.151.121.* 19.05.06, 11:57
        Exactly my man, it's just a movie. Entertaining?.....well it's not as
        entertaining as X-Files, and to be frank with you there's a bigger possibility
        that you'll believe in little green men after an episode of X-Files then you
        believing in a descendent of Christ after watching the Davinci Code. ;) After
        the lights went on, i looked back to see everyone's faces. 80% were yawning and
        looked bored, they didn't care or didn't know what the movie was about, no
        surprises there. There were some discussions going on on the way out, but
        mostly by people who were fascinated by the whole idea but didn't know the
        historical facts. My girlfriend who is a bookworm (doesn't look like one
        though :D) has started reading the book a couple of days earlier and was
        rolling her eyes every couple of pages and complaining how slow it was, it took
        the writer 20 or so pages to come to the conclusion how the body of the
        grandfather was laid out...... my god. Well like the fraise in the film: We see
        what we want/think we see. The author thought, saw and wrote...... People who
        believe this blindly are ......well blind :D And i know i'm going to be cursed
        by you all for this: People who believe in the bible as the church depicts it
        blindly, are blind as well. But let's not go there and stay on topic. There is
        nothing sensational about this movie nor the book (according to my lass). The
        idea of the grail being something different the a cup has been around for ages,
        maybe only the knights templer might have known for sure.
        If there was something, so powerful it would brake the power of the Vatican it
        would have been used ages ago. Definitely by the Jews for obvious reasons. It
        wouldn't stay hidden, the whole book is based on loose screws and wild if's and
        mightbe's. So, if you still want to see it, wait for the DVD, don't waist your
        money on a ticket...... go see Scary Movie 4, it's not an intelligent or brain
        activating movie but you'll at least have a good time.
    • Gość: F ; |_ ; |> kod... a kościół IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.06, 10:59
      ludzie prawdziwie wierzący widzą w kodzie tylko bajkę.

      a książka, której następstwem jest film, miała na celu wzbudzenie tylko
      kontrowersji, żeby wszyscy o tym mówili a Brown zbijał kasę (to normalne, że
      facet chciał zarobić).

      poza tym Żydzi, od których pochodzi wiara chrześcijan, którym nie dane było
      poznać Jezusa jako Zbawiciela, dla zaprzeczenia Jego boskości dużo wcześniej
      ujawniliby fakty historyczne, które potwierdzałyby, że Jezus miał żonę, dziecko
      i nie był Synem Boga.

      mimo wszystko kod jest dosyć niebezpieczny dla wierzących tylko emocjonalnie.
    • sorapis Re: Kod Da Vinci *** 19.05.06, 11:24

      Chyba to niezła kicha jest,
      sądząc z nachalnej propagandy medialnej (na onecie aż do obrzydzenia, tu zresztą
      też).

      Ja nie pójdę na 100%. Może kiedyś puszczą w TVN to z nudów obejrzę,

      -
    • Gość: Kaczor Re: Kod Da Vinci *** IP: *.sympatico.ca 19.05.06, 11:49
      Hej, zupa_wolowa (az sie prosi, zeby nie nazwac cie troche inaczej na widok
      twojej wypowiedzi) mysle, ze nie powinienes zabierac miejsca na tym forum.
      Jakies minimum IQ powinno tutaj jednak obowiazywac. Ty nie prezentujesz
      zadnego, podobnie jak ci, ktorzy uwazaja ta ksiazke za fantastyczna. Lecz sie
      chlopie natytchmiast.
    • Gość: apsikus Re: Kod Da Vinci *** IP: *.atrema.deloitte.com / 82.177.11.* 19.05.06, 12:06
      A mnie zastanawia jedno,
      po co ten szum? O co wogole chodzi?
      Zarowno film jak i ksiazka to jedna wielka FIKCJA LITERACKA, wiec czego sie
      obawiac, czego sie czepiac.
      Powstaje cale mnostwo jeszcze glupszych filmow i nikt ich nie zakrzykuje, nikt
      nie wytyka nieprawdy czy oszustwa.

      Wiec dajcie spokoj Kodowi... Jak ktos nie rozumie ze to tylko rozrywka to niech
      sie nie wypowiada.