Dodaj do ulubionych

"Rekonstrukacja narodów"

24.04.07, 08:22

www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4083695.html

Wschodnioeuropejski Rashomon
Wojciech Orliński2007-04-23, ostatnia aktualizacja 2007-04-24 01:08

Co zachwyca Amerykanina w naszej części Europy? Unikalny eksperyment
stworzenia "tygla narodów" na dobre dwa stulecia przed podobną próbą w
Ameryce Północnej


Rekonstrukcja narodów. Polska, Ukraina, Litwa, Białoruś 1569-1999

Timothy Snyder

przeł. Magda Pietrzak-Merta, Pogranicze, Sejny



Profesor Timothy Snyder z Uniwersytetu Yale to człowiek rozmiłowany w
historii Polski. W odróżnieniu od Normana Daviesa, który stara się pisać
książki o naszej historii, przyjmując nasz punkt widzenia, Snyder spogląda na
nas z perspektywy Amerykanina.

Jako Walijczyk Davies instynktownie rozumie wszystkie dramaty i paradoksy
związane z nacjonalizmem społeczności zagrożonych przez potężnych sąsiadów,
silniejszych kulturowo i politycznie. Snyder zaś spogląda na nas oczami
mieszkańca kraju, który z hasła o "tyglu narodów" uczynił swoje nieformalne
motto.

Jego książka jest opisem unikalnego eksperymentu stworzenia takiego tygla w
Europie Środkowo-Wschodniej, na dobre dwa stulecia przed taką próbą w Ameryce
Północnej. Snyder opisuje ten eksperyment z uznaniem, akcentując fakt, który
my rzadko dostrzegamy, ale który widać z perspektywy USA.

Aż do początku XX wieku większość mieszkańców dawnej Rzeczypospolitej Obojga
Narodów odczuwała przynależność do większej wspólnoty niedeterminowanej przez
język, jakim mówili na co dzień. Józef Piłsudski określał siebie
jako "Litwina", nawet gdy jego federalistyczna polityka poniosła całkowite
fiasko i każdy musiał jednoznacznie opowiedzieć się po stronie Warszawy lub
Kowna. To drugie wybrał w końcu jego bliski przyjaciel i współpracownik
Michał Roemer.

Z polskiego punktu widzenia Roemer, który od 1920 roku działał już w polityce
litewskiej jako Mykolas Roemeris, był zdrajcą - tak jak etykietkę zdrajcy
polskiej sprawy przypisujemy Andrzejowi Szeptyckiemu, greckokatolickiemu
metropolicie Kijowa, postaci symbolizującej ukraińskie dążenia
niepodległościowe. Jego rodzeni bracia są jednak z kolei ikonami polskiej
niepodległości - Stanisław Szeptycki był polskim generałem, który zajął dla
nas Katowice, innych za Polskę zamęczyli Sowieci i hitlerowcy.

Zamiast wyszukiwać renegatów i patriotów, Snyder przyjmuje narrację kojarzącą
się z "Rashomonem" Kurosawy - filmem, w którym to samo zdarzenie widziane
oczami trojga ludzi jawi się całkiem inaczej. Dzieje czterech współczesnych
narodów, które wyłoniły się z państwa ustanowionego Unią Lubelską, śledzi aż
do lat ostatnich - w kolejnych rozdziałach przyjmując punkt widzenia każdego
z nich.

Choć tamto państwo nazywano Rzeczpospolitą Obojga Narodów, narody mamy
dzisiaj cztery. Do spuścizny po Wielkim Księstwie Litewskim przyznają się tak
Litwini, jak Białorusini. Pogoń ("Pahonia") jest do dzisiaj herbem
niepodległej Litwy i niepodległościowego ruchu na Białorusi. Czwartym narodem
są Ukraińcy, których nierównoprawne traktowanie stało się jedną z
najważniejszych przyczyn upadku państwa zawiązanego przez Unię Lubelską.

Piątą opowieścią obecną w tej książce jest historia Żydów na ziemiach
Rzeczypospolitej. Nie da się jej doprowadzić do współczesności, bo brutalnie
przerwał ją Holocaust - ale nie można jej pominąć. Pisząc o Wilnie, Snyder
opisuje roszczenia polskie, litewskie, a nawet białoruskie do tego miasta
(Wilno było stolicą krótkotrwałej republiki litewsko-białoruskiej
proklamowanej w 1919 r.) - ale jednocześnie przypomina, że ogromną rolę w tym
mieście odgrywali właśnie Żydzi, stanowiący w 1914 roku ok. 40 proc.
mieszkańców.

Wilno pojawia się w książce Snydera wielokrotnie, bo to miasto dobrze
ilustruje paradoksy nacjonalizmów. Gdy Stalin zajął je w roku 1939, wielkie
nadzieje wiązali z tym białoruscy komuniści i litewscy nacjonaliści. 20 lat
wcześniej Wilno było stolicą republiki litewsko-białoruskiej, a komunistyczna
propaganda w okupowanym mieście posługiwała się językiem białoruskim - w
Wilnie roku 1939 znacznie bardziej popularnym od litewskiego. Stalin
zdecydował jednak przekazać Wilno Litwie (wtedy jeszcze formalnie
niepodległej). Białoruskich komunistów deportowało NKWD. A Snyder cytuje
relacje Litwinów rozczarowanych tym, co przyniosło zajęcie "historycznej
stolicy": "Zamiast wymarzonej królewny z bajek patrzyła na nich nieznajoma,
obca, mówiąca cudzym językiem ulica". Zresztą rok później litewscy przywódcy
powtórzyli los Białorusinów, gdy Stalin uznał, że niepodległa Litwa nie jest
mu już potrzebna.

W XX wieku dzieje narodów dawnej Rzeczypospolitej zależały od kaprysów
Stalina i Hitlera arbitralnie wyznaczających granice i skazujących całe grupy
etniczne na zagładę lub przesiedlenie. Skuteczność polityki prowadzonej przez
każdy z czterech narodów zależała więc od zręczności w lawirowaniu między
totalitarnymi mocarstwami.

Z polskiego punktu widzenia polityka nacjonalistów litewskich, którym bliżej
było zawsze do Stalina czy Hitlera niż do polskiego sąsiada (z którym Litwa
formalnie pozostawała w stanie wojny przez całe dwudziestolecie
międzywojenne), zdawała się zdradziecko samobójcza. Doprowadziła ich w końcu
do statusu republiki radzieckiej, podczas gdy my w PRL byliśmy jednak o jeden
krok bliżej wolności.

Taka jest nasza wersja, ale w książce Snydera znajdziemy tę samą historię
pokazaną z litewskiego punktu widzenia - gdzie jawi się ona z kolei jako
skrajnie cyniczny pragmatyzm. Inne wybory przyjęte w roku 1920 czy 1939
najprawdopodobniej doprowadziłyby do tego, że dziś na mapie nie byłoby
niepodległej Litwy, paradoksalnie łatwiej bowiem było litewskiej tożsamości
przetrwać w ZSRR, niż oprzeć się polonizacji.

Książka Snydera burzy wiele politycznych stereotypów - nie mieliśmy dotąd na
naszym rynku publikacji tak ciekawie pokazujących np. litewski punkt widzenia
na trwającą na Wileńszczyźnie pod niemiecką okupacją polsko-litewską wojnę
domową czy też ukraińską narrację o rzezi na Wołyniu i akcji "Wisła".

Z wielkim uznaniem Snyder pisze o polityce zagranicznej Trzeciej
Rzeczypospolitej. Program wypracowany przez "Kulturę" paryską udało się
skutecznie wcielić w życie dzięki polityce szefa MSZ Krzysztofa
Skubiszewskiego. Dając przykład sąsiadom, Polska prowadziła politykę dobrej
woli, na którą, to prawda, nie zawsze znajdowała odpowiedź po drugiej stronie
granicy. Jednak ta polityka przyniosła dobre skutki - mimo ogromnych
rachunków krzywd w XX wieku na linii Polska - Ukraina i Polska - Litwa nie ma
dziś żadnych zaognionych kwestii, które wciąż wracają choćby w czworokącie
Słowacja - Węgry - Rumunia - Ukraina, nie mówiąc już o dawnej Jugosławii.

Jej wartość widać zaś najciekawiej tam, gdzie poniosła jedyną porażkę - w
przypadku Białorusi. Jedynego partnera gotowego podjąć współpracę z Polską w
duchu programu "Kultury" paryskiej mieliśmy w demokratycznych siłach
przelotnie rządzących Białorusią w latach 1992-95. Późniejsza polityka
Łukaszenki polegała na zawróceniu kraju z prozachodniej orientacji przyjętej
przez Litwę i Ukrainę. Tym samym okazało się, że dla krajów powstałych z
dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów droga do demokratycznej wspólnoty
europejskiej prowadzi przez przyjazną współpracę w duchu, jaki zaproponowała
Polska natychmiast po odzyskaniu niepodległości. Alternatywą jest dyktatura
szukająca oparcia w Rosji.


Ostatni rozdział Snyder zatytułował "Powrót do Europy". Gdy pisał swoją
książkę pięć lat temu, nie mógł jeszcze wiedzieć, jak niespodziewaną puentę
do jego opowieści napisze samo życie - zgaduję, że na wieść o przyznaniu
Polsce i Ukrainie Euro 2012 duchy Jerzego Giedroycia i Józefa Piłsudskiego
otworzyły w zaświatach szampana.


Źródło: Gazeta Wyborcza
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka