ignorant11 21.07.03, 19:08 Sława! Tu link do wyników wyszukiwarki hasła: Macedonia wiem.onet.pl/wiem/fts.html?q=MAcedonia&szukaj.x=27&szukaj.y=10 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ignorant11 Re: Macedonia 07.08.03, 04:18 MACEDOŃCZYCY Nowa encyklopedia powszechna PWN © Wydawnictwo Naukowe PWN SA MACEDOŃCZYCY, naród południowosłow., zamieszkujący państwo Macedonię (ok. 67% Macedończyków, ponad 1,3 mln), Macedonię Grecką (1961 — 150 tys., nowszych danych o Macedończykach brak), bułg. Macedonię Pirińską (1946 — 190 tys., 1956 — 180 tys., nowszych danych o Macedończykach brak), a także pd. Albanię (brak wiarygodnych danych); liczniejsze skupiska na emigracji w Kanadzie (Toronto), Australii (Perth, Sydney), USA. Macedończycy wywodzą się od plemion słow., przybyłych do Macedonii na przeł. VI i VII w., które zasymilowały ludność autochtoniczną ilirską i tracką; mówią językiem maced., wyznają prawosławie. Proces wyodrębniania się narodu maced. przebiegał w 2 etapach: w 2 poł. XIX w. polegał na uświadamianiu słow. odrębności kulturowej, językowej i wyznaniowej wobec Turków osmańskich oraz odrębności językowej i etnicznej wobec Greków. Był to etap wspólnego bułg.-maced. odrodzenia nar. i przyjmowania przez elitę maced. nazwy Bułgarów. Przełom XIX i XX w., wojny bałk. i trwały podział polit. Macedonii na 3 części: Wardarską, Egejską i Pirińską, stworzył warunki dla 2 etapu kształtowania się odrębności narodowej M.; polegał on na oporze wobec serbizacji Macedonii Wardarskiej w latach międzywojennych oraz sprzeciwie wobec bułgaryzacji w czasie przynależności Macedonii Wardarskiej do Bułgarii w okresie II wojny światowej. Pełny rozwój maced. tożsamości nar. nastąpił po 1945 w jugosł. Macedonii. Powstały warunki do ukształtowania się maced. kultury narodowej. Archaiczne cechy lud. kultury materialnej i duchowej, a także dialektów maced., bogaty, nadal żywy folklor, sytuują Macedończyków na pograniczu serb.-maced.-bułgarskim. Wielowiekowe kontakty pozostawiły w ich kulturze wyraźne piętno orientalne — bizant.-gr., a także tureckie. WIĘCEJ; encyklopedia.pwn.pl/43620_1.html Odpowiedz Link
ignorant11 Kolebka cywilizacji 31.08.03, 00:18 Kolebka cywilizacji Dawid Warszawski 12-08-2003, ostatnia aktualizacja 12-08-2003 15:36 Kolejna "Prognoza pogody" Dawida Warszawskiego, tym razem o sporach grecko- macedońskich "Ja jestem z Sołunia" - powiedział mi w Skopje stary człowiek, szczerząc w uśmiechu bezzębne dziąsła. Jako że planowałem wyjazd do Grecji, opowiedział mi, jak mam trafić do jego domu. Z planów greckiej podróżnych w końcu nic nie wyszło, ale nie wątpię, że trafiłbym do jego domu, czy miejsca, w którym stał. Trafiłbym, pod warunkiem że nie używałbym greckiej mapy, na której nie sposób znaleźć Sołunia - chyba żeby szukać Thessalonik. Mój skopijski rozmówca był jednym z dziesiątków tysięcy Macedończyków, którzy pod koniec lat 40. walczyli po stronie komunistów w greckiej wojnie domowej lub są ich potomkami, a którzy po klęsce powstania udali się na wychodźstwo; kilkanaście tysięcy trafiło też do Polski. Przez lata nie mogli powrócić do Grecji choćby z wizytą. Później Ateny złagodziły przepisy i wpuszczały Macedończyków pod warunkiem, że deklarowali oni grecką przynależność etniczną, a w ich paszportach nazwa miejsca urodzenia podawana była w greckim brzmieniu. Pal sześć wieloetniczny Sołuń, który istotnie był przecież także Salonikami, a do którego największe prawa mogliby pewnie rościć sobie wymordowani podczas II wojny Żydzi. Ale jak mieli wpisywać nową grecką nazwę Meliti byli mieszkańcy Wosztarani, skoro wioska, gdy musieli z niej uciekać, była macedońska, a nie grecka? I jak ludzie, którzy dołączyli do partyzantki, bo ta obiecywała im, że w komunistycznej Grecji ich narodowe prawa będą wreszcie przestrzegane, mieli uznać się za Greków? To tak, jakby Polacy ze Stanisławowa mogli przyjechać na Ukrainę tylko wtedy, jeśli ich paszport jako miejsce urodzenia podawałby Iwanofrankiwsk, a oni sami określili się jako Ukraińcy. Greckiemu rygoryzmowi nie należy jednak zbytnio się dziwić. Kraj żył jeszcze w cieniu traumy, jaką była po katastrofalnej wojnie z Turcją, po I wojnie utrata greckich terytoriów w Azji Mniejszej. Greckie kresy przepadły wówczas, a macedońskie roszczenia do etnicznie mieszanych terytoriów na północy w ćwierć wieku później budziły wizję dalszego kurczenia się granic. Dziś to tylko historia i dlatego należałoby z uznaniem powitać decyzję Aten, by zezwolić tego lata na wjazd wszystkich Macedończyków, niezależnie od tego, jak wyglądają ich dokumenty. Decyzja ta dotyczyć miała także macedońskich obywateli krajów takich jak Kanada, z którymi obowiązuje ruch bezwizowy, a których cofano wcześniej na granicy, jeśli coś w ich dokumentach nie podobało się pogranicznikowi. Należałoby - gdyby nie fakt, że pierwszego dnia obowiązywania nowych przepisów, 10 sierpnia, z granicy znów cofnięto kilkadziesiąt osób. Nieważne, czy to tylko lokalna nadgorliwość, czy też - jak podejrzewają Macedończycy - nowym przepisom towarzyszyła tajna instrukcja, że wszystko ma pozostać po staremu. Grecja, członek UE i NATO, może po raz kolejny zmarnować szansę na to, by być na Bałkanach nie matecznikiem starych uprzedzeń, ale przewodnikiem po europejskiej normalności. Spór z Macedonią o nazwę kraju rzucił cień na rozwój sytuacji na całych Bałkanach - bo skoro tak zachowuje się regionalne europejskie mocarstwo, to czego się spodziewać po nowicjuszach? Na szczęście, przeciw nowym szykanom zaprotestowały greckie organizacje pozarządowe, dając dobry przykład swoim odpowiednikom, które na ogół milczą, gdy w Macedonii naruszane są prawa Albańczyków albo w Albanii - Greków. Ale od Aten - "kolebki cywilizacji" - naprawdę można oczekiwać więcej. Odpowiedz Link
msciwoj24 Re: Kolebka cywilizacji 17.10.03, 17:12 Macedonia nigdy nie była zamożna. Ale była spokojna: pożegnanie z Belgradem przebiegło pokojowo, stosunki z albańską mniejszością układały się poprawnie, a Unia Europejska podpisała ze Skopje układ stowarzyszeniowy. Dziś tuż przed wyborami Macedończycy obawiają się, czy ich państwo przetrwa. Włada wyjechała z Tetova w marcu 2001 r., kiedy albańska Narodowa Armia Wyzwoleńcza (UCK) przypuściła szturm na miasto. - Strzelano z pobliskich gór, z okien albańskich domów, nawet z mieszkań w blokach - opowiada kobieta. Wraz z tłumem uchodźców z Tetova i 40 okolicznych wiosek Włada dotarła do Skopje, do obozu dla uchodźców zorganizowanego naprędce w jednym z parków. Tetovo uważane jest za nieformalną stolicę mniejszości albańskiej w Macedonii. Okazało się dla Macedończyków miastem nieprzyjaznym, gdzie wrogość jak mur rozdzieliła obie społeczności I tak nam oddacie Do Tetova, do własnego domu, odważyła się pojechać tylko raz. Partyzanci z UCK wyważyli drzwi i splądrowali wnętrze. Nic nie zginęło, bo w porę interweniowała albańska rodzina z sąsiedztwa, z którą w lepszych czasach żyli po przyjacielsku. Ale żeby przenocować we własnym łóżku, zabrakło jej odwagi. - Zabiliby - mówi. Zwłaszcza że syn współpracował z macedońską policją stawiającą odpór napastnikom. - Przyjdą w nocy i zastrzelą. Albo wnuczkę porwą i nikt jej nie znajdzie, jak nie odnaleziono tych 12 porwanych przez UCK osób. Albańczycy mówią, że ta ziemia jest ich, więc Macedończycy sprzedają domy i mieszkania i wynoszą się - odpowiada. Opornym śmieją się w nos: - W końcu i tak nam oddasz. W Skopje jest bezpieczniej, przynajmniej na razie. Miasto jest wprawdzie podzielone jak Jerozolima, ale jeszcze nie oszalałe, wściekłe, jeszcze coś tu ocalało z dawnego bałkańskiego klimatu. Maria mieszka w Skopje od 20 lat. Jest Polką, która wyszła za mąż za Macedończyka, inżyniera informatyka. W dzielnicy jest już sporo Albańczyków. Ich okazałe domy wyrastają znienacka, otoczone wysokim murem. Macedończycy mieszkają skromnie, zwykle w klasycznych barakach typu Skopje wybudowanych przez Finów po trzęsieniu ziemi w 1963 r. Albańskie fortuny wyrosły na przemycie, handlu narkotykami. Takie zajęcie nie jest uważane za naganne, więc nawet się z tym specjalnie nie kryją. - Nie czujemy się tu bezpieczni, odkąd panuje terror mniejszości nad większością - opowiada Maria. - Jeszcze za Jugosławii znajdowano broń u Albańczyków. Wiadomo było, że któregoś dnia coś wybuchnie. Pytanie było, kiedy - dodaje mąż. Po wojnie w Kosowie wiedzieli, że prędzej niż później. Macedonia otworzyła granice dla 300 tys. kosowskich Albańczyków uciekających przed bombami. Część z nich tu została zmieniając strukturę stosunków narodowościowych. Wewnętrzne napięcie zaczęło narastać z dnia na dzień. Z Kosowa leżącego za górą, oddalonego zaledwie 40 km od Skopje, płynęła broń i uzbrojeni ludzie, którzy mieli za sobą dobrą szkołę. Dopiero potem okazało się, że byli wśród nich także członkowie grupy bin Ladena, muzułmańscy terroryści z krajów arabskich i Afganistanu. Z początkiem marca 2001 r. wybuchła wojna. Albańczycy mówią o niej: wojna w obronie praw człowieka i mniejszości. Macedończycy - napad terrorystów. Siły międzynarodowe nie mówią już nic, odkąd po drodze zdarzył się napad na Amerykę. Pod naciskiem siły i perswazji międzynarodowej doprowadzono latem do przerwania walk i porozumienia w Ohrydzie. Wedle zmienionej konstytucji Macedonia jest teraz krajem Macedończyków i Albańczyków, a nie jak dawniej Macedończyków i mniejszości etnicznych - albańskiej, tureckiej, cygańskiej, serbskiej. Albański jest drugim urzędowym językiem wszędzie tam, gdzie mieszka 20 proc. ludności albańskiej, a także w parlamencie. A samorządy we wsiach zamieszkałych przez mniejszość żądzą się własnym prawem. Macedończycy nazywają porozumienia ohrydzkie nekrologiem niezależnego państwa. Rząd jedności narodowej utworzyła prawicowa partia (o tasiemcowej nazwie Wewnętrzna Macedońska Organizacja Rewolucyjno-Demokratyczna Partia Macedońskiej Jedności Narodowej), postkomuniści i dwie partie albańskie: Partia na rzecz Demokratycznego Dobrobytu i Demokratyczna Partia Albańczyków. Separatyści mieli złożyć broń. Akcja rozbrajania, nazwana przez międzynarodowych nadzorców Niezbędne Żniwa, była jednak zwykłą farsą. Przyniesiono zabytki, prawdziwą broń właściciele ukryli. Tu się żartuje, że podlewają dziś ogródki ropą, żeby nie zardzewiała. Nowe dostawy płyną zresztą przez góry z Kosowa. Tej granicy nikt nie upilnuje, trzeba by przy każdej skale postawić żołnierza. Albańczycy jawnie noszą przy sobie broń, ale międzynarodowi obserwatorzy uznali, że to zachowanie zwyczajowe, odwieczne. Od strony gór słychać odgłosy wystrzałów, wcale nie sporadycznych. To nie myśliwi, to UCK. W 17 wsiach policja macedońska nie może nawet postawić stopy. Są miejscowości, do których nie ma wstępu od 10 lat. Ich mieszkańcy nie płacą podatków, budują domy na dziko, a państwo przymyka oczy, żeby kupić spokój. Są tereny, gdzie niebezpiecznie jest się poruszać bez obstawy nawet w dzień. - Po zmroku i do Tetova niebezpiecznie jechać - mówi Maria. Jest OK W Tetovie, mimo oficjalnego pokoju, czuje się podskórną nerwówkę. Policja czwórkami patroluje ulice. Mustafa Abdullach, opiekun Kolorowego Meczetu, kręci głową z zafrasowaniem: - Kiedyś lepiej się żyło, w zgodzie. Wojna zaogniła stosunki sąsiedzkie - przyznaje. Spogląda na wybite szyby, ślady kul. W Meczecie 7-8-latkowie czytają Koran - a ściślej uczą się arabskich wersetów na pamięć, nie rozumiejąc ich treści. Na balkonie uczą się Koranu muzułmańskie dziewczynki. Przed wojną do Tetova przyjeżdżały wycieczki, żeby zobaczyć XV- wieczną dżamiję, Kolorowy Meczet. Teraz unikają miasta. Ale większość rodaków Abdullacha tryumfuje, że uciekają stąd Macedończycy. Za parę lat może w ogóle ich tu nie będzie. Prawa demografii są nieubłagane, Albańczyków przybywa kilkakrotnie szybciej, bo każda kobieta rodzi tuzin dzieciaków. Idea wielkiej Albanii nie jest wprawdzie hasłem w kampanii przed wrześniowymi wyborami do parlamentu, ale nie ma wątpliwości, że o to chodzi. Albańczycy sprzeciwiają się, żeby w Tetovie powstał międzynarodowy uniwersytet z trzema wykładowymi językami, macedońskim, albańskim i angielskim, który miałby łagodzić obyczaje. Żądają, żeby ich własny, albański uniwersytet był w całości finansowany przez państwo. Odpowiedz Link
msciwoj24 Re: Kolebka cywilizacji 17.10.03, 17:14 Zawsze odgradzali się od nas murem, żyli jak w getcie - mówi Teresa Saurek, dziennikarka Radia Skopje i szefowa Towarzystwa Macedonia-Polska. - Albańskie kobiety przychodzą do ginekologa z tłumaczem. Życie w getcie nigdy dobrze nie zrobiło nikomu, a to getto jest groźniejsze, bo jest państwem w państwie. W Leszoku, jeszcze bliżej kosowskiej granicy, UCK wysadziło zabytkową cerkiew. Wśród gruzów poniewierają się wciąż resztki carskich wrót, wiatr szarpie strzępami jakichś ozdobnych tkanin. Ruiny grożą zawaleniem, lepiej się do nich nie zbliżać. Można też natknąć się na ukryty ładunek, choć międzynarodowa komisja przeszukiwała okolice i oznaczyła czerwonym sprajem, że jest OK. - Ludzie przychodzą wypłakać się - mówi Błagoje Maskinoski, pop z Leszoka. - Teraz stosunki z Albańczykami powoli się stabilizują - ciągnie. - Może dlatego, że UCK oszczędziła drugą cerkiew, XIV-wieczną, pokrytą niezwykle cennymi freskami. Żona popa nadzwyczajnie wielkim kluczem otwiera zamek w zabytkowych drzwiach - Bogu dzięki - mówi i zapala świece przed ikoną. W 600-letnim monastyrze Jana Chrzciciela wysoko w górach panuje cisza, która sprzyja medytacjom, przerywana tylko wtedy, gdy jeden z zakonników uderzając drewnianym młotkiem w specjalną deskę, melodyjnie, przenikliwie głośno wzywa współbraci na modlitwę. XV-wieczne Madonny, dzieło mistrzów najstarszej szkoły pisania ikon, macedońskiej, spoglądają ze ścian świątyni oczami pełnymi zatroskania. Czy dlatego, że w górach, gdziekolwiek spojrzeć pną się ku niebu smukłe minarety, że wciąż ich przybywa? Macedonia to wielki albański plac budowy. Cienka czerwona linia Metropolita Ohrydu Timotei mówi o zielonej drodze islamu przez Bośnię, Kosowo, Sandżak, Macedonię, Bułgarię, Turcję, do Iraku i Iranu. - Zachód lekceważy zagrożenie. A tu stare rodziny wypędzane są z domów, niszczone zabytki. Jakie prawo na to pozwala? - pyta. Ohryd, kiedyś mekka turystów, przycichł z powodu wojny. Stąd ruszyło chrześcijaństwo i piśmiennictwo Słowian. Tu działali Cyryl i Metody. Tu działał pierwszy chrześcijański uniwersytet. Panował Rzym, Bizancjum, Bułgarzy, Turcy. 365 prawosławnych świątyń przetrwało wieki i władców. Teraz Ohryd jest mekką archeologów. Tymczasem wojna toczy się w głębinach Jeziora Ohrydzkiego. Przez wieki zamieszkiwał je słynny różowy pstrąg, prawdziwy tutejszy przysmak. Odławiano go o odpowiedniej porze, chroniono kiedy należy i nigdy go nie brakowało. Ale jezioro w jednej trzeciej jest albańskie, tędy biegnie granica, której pstrągi różowe nie respektują. A Albańczycy nie respektują okresu ochronnego. Kiedy pstrąga ohrydzkiego zaczynało brakować, postanowili wpuszczać do jeziora kalifornijskiego kuzyna. Ten okazał się bardziej agresywny i teraz różowy znajduje się w odwrocie. Znów mniejszość wypiera większość, podstępnie. Pokój u nas bardzo kruchy, ale musimy myśleć o przyszłości - uważa Marjan Tanuszewski, urzędnik merostwa w Bitonii. Myśleć trzeba, bo panuje tu 45- procentowe bezrobocie (oficjalnie w Macedonii 35 proc. ludzi nie ma pracy), padł cały przemysł lekki, skórzany, bo nikt nie kupuje macedońskich lodówek z fabryki, kiedyś największej na Bałkanach. Została tylko elektrownia i rolnictwo, które co roku przeżywa klęskę urodzaju. Dorodne brzoskwinie prosto z drzewa idą po 40 centów, jeszcze tańsze są pomidory i czereśnie. I rakija z najlepszych, macedońskich winogron. Negotińskie wino z okolic piją w bazie KFOR, nazywa się nawet NATO: taki chwyt reklamowy. Po ostatniej wojnie jest tu już prawdziwe dno, bo uciekli wszyscy zachodni inwestorzy, a produkt krajowy brutto spadł o 4,6 proc. Macedonia trafiła na pierwsze miejsce listy krajów o wysokim ryzyku wojny i nikt nie waży się na nowe inwestycje. Macedończycy jednak nie protestują, nie wychodzą na ulice w panicznej obawie przed utratą państwowości. Wiedzą, jak łatwo wykorzystać zamieszki, by przechwycić władzę. To państwo wciąż miało kłopoty z tożsamością, Bułgarzy nie uznawali języka macedońskiego, Grecy kwestionują nazwę, a Albańczycy kwestionują wszystko. - Nawet partie albańskie, które są w parlamencie i rządzie, nie uznają flagi ani hymnu macedońskiego. Występują pod symbolami Albanii - mówi akademik, poeta i tłumacz Ante Popowski (tłumaczył na Macedoński Herberta i Szymborską). - Macedonia stoi przed kryzysem dezintegracji. Ludzie nie rozumieją, co się dzieje. Parlament zamiast zająć się rozwiązywaniem problemów ekonomicznych, radzi wciąż nad zrównaniem praw mniejszości, które w praktyce są większe niż prawa większości. Albańczycy mają w rządzie ministra gospodarki, pracy i sprawiedliwości; w sumie sześciu ministrów. Mają wicemarszałka parlamentu. Mieli II program państwowej telewizji, w języku albańskim, ale podczas wojny nadawał zaszyfrowane sygnały dla albańskich bojówek, więc dyrekcja musiała zamknąć stację - opowiada Popowski. - Czy to jest myślenie o interesie państwa? - pyta retorycznie. Kiro Gligorow, pierwszy prezydent Macedonii, który bezkrwawo wziął rozwód z Jugosławią i zasłynął jako polityk bezbłędnie porozumiewający się z mniejszością, sprawia wrażenie człowieka rozczarowanego biegiem historii: - Islam jest w ofensywie w obu planach, demograficznym i politycznym. Europa nie wie, co zrobić z Bałkanami. Amerykanie natomiast rozwiązują ten kryzys po kowbojsku. Tymczasem powstaje kwestia istnienia narodu macedońskiego z jego kulturą i językiem. Gligorow ujawnia, że już w 1992 r. macedoński wywiad przejął albańskie archiwa i dokumenty, z których wynikało, że mieli swój sztab i szykowali się do wojny. Aresztowano przywódców, ale władze zostały zmuszone do ogłoszenia amnestii. Teraz także ogłoszono amnestię. Jej efekt jest niepokojący: albańscy dowódcy UCK, którzy walczyli wcześniej w Afganistanie i w Kosowie, a potem strzelali do Macedończyków, wstępują dziś do partii politycznych i szykują się do objęcia miejsc w parlamencie. Wszystkie partie mają w swych szeregach ludzi z taką przeszłością, często kryminalną, powiązanych z mafią albańską, która na zachodzie Europy zdominowała włoską i sycylijską i zarabia miliardy dolarów na handlu narkotykami i prostytucją. Unia Europejska wprowadza z tego powodu wizy dla obywateli Macedonii, bo w paszporcie nie jest zapisane, kto jest Albańczykiem, a kto nie. - Przez 12 lat niepodległości nie zaśpiewali hymnu państwowego. Żadna partia albańska nie uznaje macedońskiego państwa - ubolewa były prezydent. Ze swego doświadczenia 80 lat przeżytych na Bałkanach wie, że jeśli umocni się nacjonalizm macedoński i nastąpi eskalacja obu - macedońskiego i albańskiego, to nowa wojna będzie nieunikniona. polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1096122&MP=1 Odpowiedz Link
borebitsy Albańczycy 17.10.03, 18:53 mówią językiem charkoczacym(pomiędzy rumuńsko niemieckim) Ptaka na fladze mają czarnego. Podobnie jak Niemcy. Mającimniejszą skórę, kręcone włosy, szerokie nosy. Izolują się od innych, za komuny wybudowali bunkry na kazdym wzgórzu. Jedyny krajw Europie bez dorobku intelektualnego. Znani interpolowi jako przemytnicy narkotyków, złodzieje, stręczyciele. Silna domieszka krwi nubijeskiej, tu pozostały odcięteodziały Hanibala. Silna wzajemna sympatia Zydów, (tajne więzy pokrewieństwa?), widoczna szczególnie w sympati M Albright i jej ekipy. Nienawiść do białego i świetego. Wysadzili większość kościołow w Kosowie. Oskarzani Serbówie o gwałty na Albankach powiedzieli (Tiger) "They are to ugly to be raped". Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Kolebka cywilizacji 18.10.03, 00:40 msciwoj24 napisał: > Zawsze odgradzali się od nas murem, żyli jak w getcie - mówi Teresa Saurek, > dziennikarka Radia Skopje i szefowa Towarzystwa Macedonia-Polska. - Albańskie > kobiety przychodzą do ginekologa z tłumaczem. Życie w getcie nigdy dobrze nie > zrobiło nikomu, a to getto jest groźniejsze, bo jest państwem w państwie. > > W Leszoku, jeszcze bliżej kosowskiej granicy, UCK wysadziło zabytkową cerkiew. > Wśród gruzów poniewierają się wciąż resztki carskich wrót, wiatr szarpie > strzępami jakichś ozdobnych tkanin. Ruiny grożą zawaleniem, lepiej się do nich > nie zbliżać. Można też natknąć się na ukryty ładunek, choć międzynarodowa > komisja przeszukiwała okolice i oznaczyła czerwonym sprajem, że jest OK. - > Ludzie przychodzą wypłakać się - mówi Błagoje Maskinoski, pop z Leszoka. - > Teraz stosunki z Albańczykami powoli się stabilizują - ciągnie. - Może dlatego, > > że UCK oszczędziła drugą cerkiew, XIV-wieczną, pokrytą niezwykle cennymi > freskami. Żona popa nadzwyczajnie wielkim kluczem otwiera zamek w zabytkowych > drzwiach - Bogu dzięki - mówi i zapala świece przed ikoną. > > W 600-letnim monastyrze Jana Chrzciciela wysoko w górach panuje cisza, która > sprzyja medytacjom, przerywana tylko wtedy, gdy jeden z zakonników uderzając > drewnianym młotkiem w specjalną deskę, melodyjnie, przenikliwie głośno wzywa > współbraci na modlitwę. XV-wieczne Madonny, dzieło mistrzów najstarszej szkoły > pisania ikon, macedońskiej, spoglądają ze ścian świątyni oczami pełnymi > zatroskania. Czy dlatego, że w górach, gdziekolwiek spojrzeć pną się ku niebu > smukłe minarety, że wciąż ich przybywa? Macedonia to wielki albański plac > budowy. > > Cienka czerwona linia > > Metropolita Ohrydu Timotei mówi o zielonej drodze islamu przez Bośnię, Kosowo, > Sandżak, Macedonię, Bułgarię, Turcję, do Iraku i Iranu. - Zachód lekceważy > zagrożenie. A tu stare rodziny wypędzane są z domów, niszczone zabytki. Jakie > prawo na to pozwala? - pyta. > > Ohryd, kiedyś mekka turystów, przycichł z powodu wojny. Stąd ruszyło > chrześcijaństwo i piśmiennictwo Słowian. Tu działali Cyryl i Metody. Tu działał > > pierwszy chrześcijański uniwersytet. Panował Rzym, Bizancjum, Bułgarzy, Turcy. > 365 prawosławnych świątyń przetrwało wieki i władców. Teraz Ohryd jest mekką > archeologów. > > Tymczasem wojna toczy się w głębinach Jeziora Ohrydzkiego. Przez wieki > zamieszkiwał je słynny różowy pstrąg, prawdziwy tutejszy przysmak. Odławiano go > > o odpowiedniej porze, chroniono kiedy należy i nigdy go nie brakowało. Ale > jezioro w jednej trzeciej jest albańskie, tędy biegnie granica, której pstrągi > różowe nie respektują. A Albańczycy nie respektują okresu ochronnego. Kiedy > pstrąga ohrydzkiego zaczynało brakować, postanowili wpuszczać do jeziora > kalifornijskiego kuzyna. Ten okazał się bardziej agresywny i teraz różowy > znajduje się w odwrocie. Znów mniejszość wypiera większość, podstępnie. > Pokój u nas bardzo kruchy, ale musimy myśleć o przyszłości - uważa Marjan > Tanuszewski, urzędnik merostwa w Bitonii. Myśleć trzeba, bo panuje tu 45- > procentowe bezrobocie (oficjalnie w Macedonii 35 proc. ludzi nie ma pracy), > padł cały przemysł lekki, skórzany, bo nikt nie kupuje macedońskich lodówek z > fabryki, kiedyś największej na Bałkanach. Została tylko elektrownia i > rolnictwo, które co roku przeżywa klęskę urodzaju. Dorodne brzoskwinie prosto z > > drzewa idą po 40 centów, jeszcze tańsze są pomidory i czereśnie. I rakija z > najlepszych, macedońskich winogron. Negotińskie wino z okolic piją w bazie > KFOR, nazywa się nawet NATO: taki chwyt reklamowy. Po ostatniej wojnie jest tu > już prawdziwe dno, bo uciekli wszyscy zachodni inwestorzy, a produkt krajowy > brutto spadł o 4,6 proc. Macedonia trafiła na pierwsze miejsce listy krajów o > wysokim ryzyku wojny i nikt nie waży się na nowe inwestycje. > > Macedończycy jednak nie protestują, nie wychodzą na ulice w panicznej obawie > przed utratą państwowości. Wiedzą, jak łatwo wykorzystać zamieszki, by > przechwycić władzę. To państwo wciąż miało kłopoty z tożsamością, Bułgarzy nie > uznawali języka macedońskiego, Grecy kwestionują nazwę, a Albańczycy > kwestionują wszystko. - Nawet partie albańskie, które są w parlamencie i > rządzie, nie uznają flagi ani hymnu macedońskiego. Występują pod symbolami > Albanii - mówi akademik, poeta i tłumacz Ante Popowski (tłumaczył na Macedoński > > Herberta i Szymborską). - Macedonia stoi przed kryzysem dezintegracji. Ludzie > nie rozumieją, co się dzieje. Parlament zamiast zająć się rozwiązywaniem > problemów ekonomicznych, radzi wciąż nad zrównaniem praw mniejszości, które w > praktyce są większe niż prawa większości. Albańczycy mają w rządzie ministra > gospodarki, pracy i sprawiedliwości; w sumie sześciu ministrów. Mają > wicemarszałka parlamentu. Mieli II program państwowej telewizji, w języku > albańskim, ale podczas wojny nadawał zaszyfrowane sygnały dla albańskich > bojówek, więc dyrekcja musiała zamknąć stację - opowiada Popowski. - Czy to > jest myślenie o interesie państwa? - pyta retorycznie. > > Kiro Gligorow, pierwszy prezydent Macedonii, który bezkrwawo wziął rozwód z > Jugosławią i zasłynął jako polityk bezbłędnie porozumiewający się z > mniejszością, sprawia wrażenie człowieka rozczarowanego biegiem historii: - > Islam jest w ofensywie w obu planach, demograficznym i politycznym. Europa nie > wie, co zrobić z Bałkanami. Amerykanie natomiast rozwiązują ten kryzys po > kowbojsku. Tymczasem powstaje kwestia istnienia narodu macedońskiego z jego > kulturą i językiem. Gligorow ujawnia, że już w 1992 r. macedoński wywiad > przejął albańskie archiwa i dokumenty, z których wynikało, że mieli swój sztab > i szykowali się do wojny. Aresztowano przywódców, ale władze zostały zmuszone > do ogłoszenia amnestii. Teraz także ogłoszono amnestię. Jej efekt jest > niepokojący: albańscy dowódcy UCK, którzy walczyli wcześniej w Afganistanie i w > > Kosowie, a potem strzelali do Macedończyków, wstępują dziś do partii > politycznych i szykują się do objęcia miejsc w parlamencie. > > Wszystkie partie mają w swych szeregach ludzi z taką przeszłością, często > kryminalną, powiązanych z mafią albańską, która na zachodzie Europy zdominowała > > włoską i sycylijską i zarabia miliardy dolarów na handlu narkotykami i > prostytucją. Unia Europejska wprowadza z tego powodu wizy dla obywateli > Macedonii, bo w paszporcie nie jest zapisane, kto jest Albańczykiem, a kto > nie. - Przez 12 lat niepodległości nie zaśpiewali hymnu państwowego. Żadna > partia albańska nie uznaje macedońskiego państwa - ubolewa były prezydent. Ze > swego doświadczenia 80 lat przeżytych na Bałkanach wie, że jeśli umocni się > nacjonalizm macedoński i nastąpi eskalacja obu - macedońskiego i albańskiego, > to nowa wojna będzie nieunikniona. > polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1096122&MP=1 Odpowiedz Link