21.07.03, 19:08
Sława!

Tu link do wyników wyszukiwarki hasła: Macedonia
wiem.onet.pl/wiem/fts.html?q=MAcedonia&szukaj.x=27&szukaj.y=10
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Macedonia 07.08.03, 04:18
      MACEDOŃCZYCY
      Nowa encyklopedia powszechna PWN © Wydawnictwo Naukowe PWN SA


      MACEDOŃCZYCY, naród południowosłow., zamieszkujący państwo Macedonię (ok. 67%
      Macedończyków, ponad 1,3 mln), Macedonię Grecką (1961 — 150 tys., nowszych
      danych o Macedończykach brak), bułg. Macedonię Pirińską (1946 — 190 tys., 1956 —
      180 tys., nowszych danych o Macedończykach brak), a także pd. Albanię (brak
      wiarygodnych danych); liczniejsze skupiska na emigracji w Kanadzie (Toronto),
      Australii (Perth, Sydney), USA. Macedończycy wywodzą się od plemion słow.,
      przybyłych do Macedonii na przeł. VI i VII w., które zasymilowały ludność
      autochtoniczną ilirską i tracką; mówią językiem maced., wyznają prawosławie.
      Proces wyodrębniania się narodu maced. przebiegał w 2 etapach: w 2 poł. XIX w.
      polegał na uświadamianiu słow. odrębności kulturowej, językowej i wyznaniowej
      wobec Turków osmańskich oraz odrębności językowej i etnicznej wobec Greków. Był
      to etap wspólnego bułg.-maced. odrodzenia nar. i przyjmowania przez elitę
      maced. nazwy Bułgarów. Przełom XIX i XX w., wojny bałk. i trwały podział polit.
      Macedonii na 3 części: Wardarską, Egejską i Pirińską, stworzył warunki dla 2
      etapu kształtowania się odrębności narodowej M.; polegał on na oporze wobec
      serbizacji Macedonii Wardarskiej w latach międzywojennych oraz sprzeciwie wobec
      bułgaryzacji w czasie przynależności Macedonii Wardarskiej do Bułgarii w
      okresie II wojny światowej. Pełny rozwój maced. tożsamości nar. nastąpił po
      1945 w jugosł. Macedonii. Powstały warunki do ukształtowania się maced. kultury
      narodowej. Archaiczne cechy lud. kultury materialnej i duchowej, a także
      dialektów maced., bogaty, nadal żywy folklor, sytuują Macedończyków na
      pograniczu serb.-maced.-bułgarskim. Wielowiekowe kontakty pozostawiły w ich
      kulturze wyraźne piętno orientalne — bizant.-gr., a także tureckie.

      WIĘCEJ;
      encyklopedia.pwn.pl/43620_1.html
    • ignorant11 Kolebka cywilizacji 31.08.03, 00:18
      Kolebka cywilizacji


      Dawid Warszawski 12-08-2003, ostatnia aktualizacja 12-08-2003 15:36

      Kolejna "Prognoza pogody" Dawida Warszawskiego, tym razem o sporach grecko-
      macedońskich

      "Ja jestem z Sołunia" - powiedział mi w Skopje stary człowiek, szczerząc w
      uśmiechu bezzębne dziąsła. Jako że planowałem wyjazd do Grecji, opowiedział mi,
      jak mam trafić do jego domu. Z planów greckiej podróżnych w końcu nic nie
      wyszło, ale nie wątpię, że trafiłbym do jego domu, czy miejsca, w którym stał.
      Trafiłbym, pod warunkiem że nie używałbym greckiej mapy, na której nie sposób
      znaleźć Sołunia - chyba żeby szukać Thessalonik.

      Mój skopijski rozmówca był jednym z dziesiątków tysięcy Macedończyków, którzy
      pod koniec lat 40. walczyli po stronie komunistów w greckiej wojnie domowej lub
      są ich potomkami, a którzy po klęsce powstania udali się na wychodźstwo;
      kilkanaście tysięcy trafiło też do Polski. Przez lata nie mogli powrócić do
      Grecji choćby z wizytą. Później Ateny złagodziły przepisy i wpuszczały
      Macedończyków pod warunkiem, że deklarowali oni grecką przynależność etniczną,
      a w ich paszportach nazwa miejsca urodzenia podawana była w greckim brzmieniu.
      Pal sześć wieloetniczny Sołuń, który istotnie był przecież także Salonikami, a
      do którego największe prawa mogliby pewnie rościć sobie wymordowani podczas II
      wojny Żydzi. Ale jak mieli wpisywać nową grecką nazwę Meliti byli mieszkańcy
      Wosztarani, skoro wioska, gdy musieli z niej uciekać, była macedońska, a nie
      grecka? I jak ludzie, którzy dołączyli do partyzantki, bo ta obiecywała im, że
      w komunistycznej Grecji ich narodowe prawa będą wreszcie przestrzegane, mieli
      uznać się za Greków? To tak, jakby Polacy ze Stanisławowa mogli przyjechać na
      Ukrainę tylko wtedy, jeśli ich paszport jako miejsce urodzenia podawałby
      Iwanofrankiwsk, a oni sami określili się jako Ukraińcy.

      Greckiemu rygoryzmowi nie należy jednak zbytnio się dziwić. Kraj żył jeszcze w
      cieniu traumy, jaką była po katastrofalnej wojnie z Turcją, po I wojnie utrata
      greckich terytoriów w Azji Mniejszej. Greckie kresy przepadły wówczas, a
      macedońskie roszczenia do etnicznie mieszanych terytoriów na północy w ćwierć
      wieku później budziły wizję dalszego kurczenia się granic. Dziś to tylko
      historia i dlatego należałoby z uznaniem powitać decyzję Aten, by zezwolić tego
      lata na wjazd wszystkich Macedończyków, niezależnie od tego, jak wyglądają ich
      dokumenty. Decyzja ta dotyczyć miała także macedońskich obywateli krajów takich
      jak Kanada, z którymi obowiązuje ruch bezwizowy, a których cofano wcześniej na
      granicy, jeśli coś w ich dokumentach nie podobało się pogranicznikowi.

      Należałoby - gdyby nie fakt, że pierwszego dnia obowiązywania nowych przepisów,
      10 sierpnia, z granicy znów cofnięto kilkadziesiąt osób. Nieważne, czy to tylko
      lokalna nadgorliwość, czy też - jak podejrzewają Macedończycy - nowym przepisom
      towarzyszyła tajna instrukcja, że wszystko ma pozostać po staremu. Grecja,
      członek UE i NATO, może po raz kolejny zmarnować szansę na to, by być na
      Bałkanach nie matecznikiem starych uprzedzeń, ale przewodnikiem po europejskiej
      normalności. Spór z Macedonią o nazwę kraju rzucił cień na rozwój sytuacji na
      całych Bałkanach - bo skoro tak zachowuje się regionalne europejskie mocarstwo,
      to czego się spodziewać po nowicjuszach? Na szczęście, przeciw nowym szykanom
      zaprotestowały greckie organizacje pozarządowe, dając dobry przykład swoim
      odpowiednikom, które na ogół milczą, gdy w Macedonii naruszane są prawa
      Albańczyków albo w Albanii - Greków. Ale od Aten - "kolebki cywilizacji" -
      naprawdę można oczekiwać więcej.

      • msciwoj24 Re: Kolebka cywilizacji 17.10.03, 17:12
        Macedonia nigdy nie była zamożna. Ale była spokojna: pożegnanie z Belgradem
        przebiegło pokojowo, stosunki z albańską mniejszością układały się poprawnie, a
        Unia Europejska podpisała ze Skopje układ stowarzyszeniowy. Dziś tuż przed
        wyborami Macedończycy obawiają się, czy ich państwo przetrwa.




        Włada wyjechała z Tetova w marcu 2001 r., kiedy albańska Narodowa Armia
        Wyzwoleńcza (UCK) przypuściła szturm na miasto. - Strzelano z pobliskich gór, z
        okien albańskich domów, nawet z mieszkań w blokach - opowiada kobieta. Wraz z
        tłumem uchodźców z Tetova i 40 okolicznych wiosek Włada dotarła do Skopje, do
        obozu dla uchodźców zorganizowanego naprędce w jednym z parków. Tetovo uważane
        jest za nieformalną stolicę mniejszości albańskiej w Macedonii. Okazało się dla
        Macedończyków miastem nieprzyjaznym, gdzie wrogość jak mur rozdzieliła obie
        społeczności


        I tak nam oddacie

        Do Tetova, do własnego domu, odważyła się pojechać tylko raz. Partyzanci z UCK
        wyważyli drzwi i splądrowali wnętrze. Nic nie zginęło, bo w porę interweniowała
        albańska rodzina z sąsiedztwa, z którą w lepszych czasach żyli po
        przyjacielsku. Ale żeby przenocować we własnym łóżku, zabrakło jej odwagi. -
        Zabiliby - mówi. Zwłaszcza że syn współpracował z macedońską policją stawiającą
        odpór napastnikom. - Przyjdą w nocy i zastrzelą. Albo wnuczkę porwą i nikt jej
        nie znajdzie, jak nie odnaleziono tych 12 porwanych przez UCK osób. Albańczycy
        mówią, że ta ziemia jest ich, więc Macedończycy sprzedają domy i mieszkania i
        wynoszą się - odpowiada. Opornym śmieją się w nos: - W końcu i tak nam oddasz.

        W Skopje jest bezpieczniej, przynajmniej na razie. Miasto jest wprawdzie
        podzielone jak Jerozolima, ale jeszcze nie oszalałe, wściekłe, jeszcze coś tu
        ocalało z dawnego bałkańskiego klimatu. Maria mieszka w Skopje od 20 lat. Jest
        Polką, która wyszła za mąż za Macedończyka, inżyniera informatyka. W dzielnicy
        jest już sporo Albańczyków. Ich okazałe domy wyrastają znienacka, otoczone
        wysokim murem. Macedończycy mieszkają skromnie, zwykle w klasycznych barakach
        typu Skopje wybudowanych przez Finów po trzęsieniu ziemi w 1963 r. Albańskie
        fortuny wyrosły na przemycie, handlu narkotykami. Takie zajęcie nie jest
        uważane za naganne, więc nawet się z tym specjalnie nie kryją. - Nie czujemy
        się tu bezpieczni, odkąd panuje terror mniejszości nad większością - opowiada
        Maria. - Jeszcze za Jugosławii znajdowano broń u Albańczyków. Wiadomo było, że
        któregoś dnia coś wybuchnie. Pytanie było, kiedy - dodaje mąż. Po wojnie w
        Kosowie wiedzieli, że prędzej niż później. Macedonia otworzyła granice dla 300
        tys. kosowskich Albańczyków uciekających przed bombami. Część z nich tu została
        zmieniając strukturę stosunków narodowościowych. Wewnętrzne napięcie zaczęło
        narastać z dnia na dzień. Z Kosowa leżącego za górą, oddalonego zaledwie 40 km
        od Skopje, płynęła broń i uzbrojeni ludzie, którzy mieli za sobą dobrą szkołę.
        Dopiero potem okazało się, że byli wśród nich także członkowie grupy bin
        Ladena, muzułmańscy terroryści z krajów arabskich i Afganistanu. Z początkiem
        marca 2001 r. wybuchła wojna. Albańczycy mówią o niej: wojna w obronie praw
        człowieka i mniejszości. Macedończycy - napad terrorystów. Siły międzynarodowe
        nie mówią już nic, odkąd po drodze zdarzył się napad na Amerykę.

        Pod naciskiem siły i perswazji międzynarodowej doprowadzono latem do przerwania
        walk i porozumienia w Ohrydzie. Wedle zmienionej konstytucji Macedonia jest
        teraz krajem Macedończyków i Albańczyków, a nie jak dawniej Macedończyków i
        mniejszości etnicznych - albańskiej, tureckiej, cygańskiej, serbskiej. Albański
        jest drugim urzędowym językiem wszędzie tam, gdzie mieszka 20 proc. ludności
        albańskiej, a także w parlamencie. A samorządy we wsiach zamieszkałych przez
        mniejszość żądzą się własnym prawem. Macedończycy nazywają porozumienia
        ohrydzkie nekrologiem niezależnego państwa.

        Rząd jedności narodowej utworzyła prawicowa partia (o tasiemcowej nazwie
        Wewnętrzna Macedońska Organizacja Rewolucyjno-Demokratyczna Partia Macedońskiej
        Jedności Narodowej), postkomuniści i dwie partie albańskie: Partia na rzecz
        Demokratycznego Dobrobytu i Demokratyczna Partia Albańczyków.

        Separatyści mieli złożyć broń. Akcja rozbrajania, nazwana przez
        międzynarodowych nadzorców Niezbędne Żniwa, była jednak zwykłą farsą.
        Przyniesiono zabytki, prawdziwą broń właściciele ukryli. Tu się żartuje, że
        podlewają dziś ogródki ropą, żeby nie zardzewiała. Nowe dostawy płyną zresztą
        przez góry z Kosowa. Tej granicy nikt nie upilnuje, trzeba by przy każdej skale
        postawić żołnierza.

        Albańczycy jawnie noszą przy sobie broń, ale międzynarodowi obserwatorzy
        uznali, że to zachowanie zwyczajowe, odwieczne. Od strony gór słychać odgłosy
        wystrzałów, wcale nie sporadycznych. To nie myśliwi, to UCK. W 17 wsiach
        policja macedońska nie może nawet postawić stopy. Są miejscowości, do których
        nie ma wstępu od 10 lat. Ich mieszkańcy nie płacą podatków, budują domy na
        dziko, a państwo przymyka oczy, żeby kupić spokój. Są tereny, gdzie
        niebezpiecznie jest się poruszać bez obstawy nawet w dzień. - Po zmroku i do
        Tetova niebezpiecznie jechać - mówi Maria.

        Jest OK

        W Tetovie, mimo oficjalnego pokoju, czuje się podskórną nerwówkę. Policja
        czwórkami patroluje ulice. Mustafa Abdullach, opiekun Kolorowego Meczetu, kręci
        głową z zafrasowaniem: - Kiedyś lepiej się żyło, w zgodzie. Wojna zaogniła
        stosunki sąsiedzkie - przyznaje. Spogląda na wybite szyby, ślady kul. W
        Meczecie 7-8-latkowie czytają Koran - a ściślej uczą się arabskich wersetów na
        pamięć, nie rozumiejąc ich treści. Na balkonie uczą się Koranu muzułmańskie
        dziewczynki. Przed wojną do Tetova przyjeżdżały wycieczki, żeby zobaczyć XV-
        wieczną dżamiję, Kolorowy Meczet. Teraz unikają miasta. Ale większość rodaków
        Abdullacha tryumfuje, że uciekają stąd Macedończycy. Za parę lat może w ogóle
        ich tu nie będzie. Prawa demografii są nieubłagane, Albańczyków przybywa
        kilkakrotnie szybciej, bo każda kobieta rodzi tuzin dzieciaków.

        Idea wielkiej Albanii nie jest wprawdzie hasłem w kampanii przed wrześniowymi
        wyborami do parlamentu, ale nie ma wątpliwości, że o to chodzi. Albańczycy
        sprzeciwiają się, żeby w Tetovie powstał międzynarodowy uniwersytet z trzema
        wykładowymi językami, macedońskim, albańskim i angielskim, który miałby
        łagodzić obyczaje. Żądają, żeby ich własny, albański uniwersytet był w całości
        finansowany przez państwo.




        • msciwoj24 Re: Kolebka cywilizacji 17.10.03, 17:14
          Zawsze odgradzali się od nas murem, żyli jak w getcie - mówi Teresa Saurek,
          dziennikarka Radia Skopje i szefowa Towarzystwa Macedonia-Polska. - Albańskie
          kobiety przychodzą do ginekologa z tłumaczem. Życie w getcie nigdy dobrze nie
          zrobiło nikomu, a to getto jest groźniejsze, bo jest państwem w państwie.

          W Leszoku, jeszcze bliżej kosowskiej granicy, UCK wysadziło zabytkową cerkiew.
          Wśród gruzów poniewierają się wciąż resztki carskich wrót, wiatr szarpie
          strzępami jakichś ozdobnych tkanin. Ruiny grożą zawaleniem, lepiej się do nich
          nie zbliżać. Można też natknąć się na ukryty ładunek, choć międzynarodowa
          komisja przeszukiwała okolice i oznaczyła czerwonym sprajem, że jest OK. -
          Ludzie przychodzą wypłakać się - mówi Błagoje Maskinoski, pop z Leszoka. -
          Teraz stosunki z Albańczykami powoli się stabilizują - ciągnie. - Może dlatego,
          że UCK oszczędziła drugą cerkiew, XIV-wieczną, pokrytą niezwykle cennymi
          freskami. Żona popa nadzwyczajnie wielkim kluczem otwiera zamek w zabytkowych
          drzwiach - Bogu dzięki - mówi i zapala świece przed ikoną.

          W 600-letnim monastyrze Jana Chrzciciela wysoko w górach panuje cisza, która
          sprzyja medytacjom, przerywana tylko wtedy, gdy jeden z zakonników uderzając
          drewnianym młotkiem w specjalną deskę, melodyjnie, przenikliwie głośno wzywa
          współbraci na modlitwę. XV-wieczne Madonny, dzieło mistrzów najstarszej szkoły
          pisania ikon, macedońskiej, spoglądają ze ścian świątyni oczami pełnymi
          zatroskania. Czy dlatego, że w górach, gdziekolwiek spojrzeć pną się ku niebu
          smukłe minarety, że wciąż ich przybywa? Macedonia to wielki albański plac
          budowy.

          Cienka czerwona linia

          Metropolita Ohrydu Timotei mówi o zielonej drodze islamu przez Bośnię, Kosowo,
          Sandżak, Macedonię, Bułgarię, Turcję, do Iraku i Iranu. - Zachód lekceważy
          zagrożenie. A tu stare rodziny wypędzane są z domów, niszczone zabytki. Jakie
          prawo na to pozwala? - pyta.

          Ohryd, kiedyś mekka turystów, przycichł z powodu wojny. Stąd ruszyło
          chrześcijaństwo i piśmiennictwo Słowian. Tu działali Cyryl i Metody. Tu działał
          pierwszy chrześcijański uniwersytet. Panował Rzym, Bizancjum, Bułgarzy, Turcy.
          365 prawosławnych świątyń przetrwało wieki i władców. Teraz Ohryd jest mekką
          archeologów.

          Tymczasem wojna toczy się w głębinach Jeziora Ohrydzkiego. Przez wieki
          zamieszkiwał je słynny różowy pstrąg, prawdziwy tutejszy przysmak. Odławiano go
          o odpowiedniej porze, chroniono kiedy należy i nigdy go nie brakowało. Ale
          jezioro w jednej trzeciej jest albańskie, tędy biegnie granica, której pstrągi
          różowe nie respektują. A Albańczycy nie respektują okresu ochronnego. Kiedy
          pstrąga ohrydzkiego zaczynało brakować, postanowili wpuszczać do jeziora
          kalifornijskiego kuzyna. Ten okazał się bardziej agresywny i teraz różowy
          znajduje się w odwrocie. Znów mniejszość wypiera większość, podstępnie.
          Pokój u nas bardzo kruchy, ale musimy myśleć o przyszłości - uważa Marjan
          Tanuszewski, urzędnik merostwa w Bitonii. Myśleć trzeba, bo panuje tu 45-
          procentowe bezrobocie (oficjalnie w Macedonii 35 proc. ludzi nie ma pracy),
          padł cały przemysł lekki, skórzany, bo nikt nie kupuje macedońskich lodówek z
          fabryki, kiedyś największej na Bałkanach. Została tylko elektrownia i
          rolnictwo, które co roku przeżywa klęskę urodzaju. Dorodne brzoskwinie prosto z
          drzewa idą po 40 centów, jeszcze tańsze są pomidory i czereśnie. I rakija z
          najlepszych, macedońskich winogron. Negotińskie wino z okolic piją w bazie
          KFOR, nazywa się nawet NATO: taki chwyt reklamowy. Po ostatniej wojnie jest tu
          już prawdziwe dno, bo uciekli wszyscy zachodni inwestorzy, a produkt krajowy
          brutto spadł o 4,6 proc. Macedonia trafiła na pierwsze miejsce listy krajów o
          wysokim ryzyku wojny i nikt nie waży się na nowe inwestycje.

          Macedończycy jednak nie protestują, nie wychodzą na ulice w panicznej obawie
          przed utratą państwowości. Wiedzą, jak łatwo wykorzystać zamieszki, by
          przechwycić władzę. To państwo wciąż miało kłopoty z tożsamością, Bułgarzy nie
          uznawali języka macedońskiego, Grecy kwestionują nazwę, a Albańczycy
          kwestionują wszystko. - Nawet partie albańskie, które są w parlamencie i
          rządzie, nie uznają flagi ani hymnu macedońskiego. Występują pod symbolami
          Albanii - mówi akademik, poeta i tłumacz Ante Popowski (tłumaczył na Macedoński
          Herberta i Szymborską). - Macedonia stoi przed kryzysem dezintegracji. Ludzie
          nie rozumieją, co się dzieje. Parlament zamiast zająć się rozwiązywaniem
          problemów ekonomicznych, radzi wciąż nad zrównaniem praw mniejszości, które w
          praktyce są większe niż prawa większości. Albańczycy mają w rządzie ministra
          gospodarki, pracy i sprawiedliwości; w sumie sześciu ministrów. Mają
          wicemarszałka parlamentu. Mieli II program państwowej telewizji, w języku
          albańskim, ale podczas wojny nadawał zaszyfrowane sygnały dla albańskich
          bojówek, więc dyrekcja musiała zamknąć stację - opowiada Popowski. - Czy to
          jest myślenie o interesie państwa? - pyta retorycznie.

          Kiro Gligorow, pierwszy prezydent Macedonii, który bezkrwawo wziął rozwód z
          Jugosławią i zasłynął jako polityk bezbłędnie porozumiewający się z
          mniejszością, sprawia wrażenie człowieka rozczarowanego biegiem historii: -
          Islam jest w ofensywie w obu planach, demograficznym i politycznym. Europa nie
          wie, co zrobić z Bałkanami. Amerykanie natomiast rozwiązują ten kryzys po
          kowbojsku. Tymczasem powstaje kwestia istnienia narodu macedońskiego z jego
          kulturą i językiem. Gligorow ujawnia, że już w 1992 r. macedoński wywiad
          przejął albańskie archiwa i dokumenty, z których wynikało, że mieli swój sztab
          i szykowali się do wojny. Aresztowano przywódców, ale władze zostały zmuszone
          do ogłoszenia amnestii. Teraz także ogłoszono amnestię. Jej efekt jest
          niepokojący: albańscy dowódcy UCK, którzy walczyli wcześniej w Afganistanie i w
          Kosowie, a potem strzelali do Macedończyków, wstępują dziś do partii
          politycznych i szykują się do objęcia miejsc w parlamencie.

          Wszystkie partie mają w swych szeregach ludzi z taką przeszłością, często
          kryminalną, powiązanych z mafią albańską, która na zachodzie Europy zdominowała
          włoską i sycylijską i zarabia miliardy dolarów na handlu narkotykami i
          prostytucją. Unia Europejska wprowadza z tego powodu wizy dla obywateli
          Macedonii, bo w paszporcie nie jest zapisane, kto jest Albańczykiem, a kto
          nie. - Przez 12 lat niepodległości nie zaśpiewali hymnu państwowego. Żadna
          partia albańska nie uznaje macedońskiego państwa - ubolewa były prezydent. Ze
          swego doświadczenia 80 lat przeżytych na Bałkanach wie, że jeśli umocni się
          nacjonalizm macedoński i nastąpi eskalacja obu - macedońskiego i albańskiego,
          to nowa wojna będzie nieunikniona.
          polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1096122&MP=1
          • borebitsy Albańczycy 17.10.03, 18:53
            mówią językiem charkoczacym(pomiędzy rumuńsko niemieckim)
            Ptaka na fladze mają czarnego. Podobnie jak Niemcy.
            Mającimniejszą skórę, kręcone włosy, szerokie nosy.
            Izolują się od innych, za komuny wybudowali bunkry na kazdym wzgórzu.

            Jedyny krajw Europie bez dorobku intelektualnego.
            Znani interpolowi jako przemytnicy narkotyków, złodzieje, stręczyciele.


            Silna domieszka krwi nubijeskiej, tu pozostały odcięteodziały Hanibala.
            Silna wzajemna sympatia Zydów, (tajne więzy pokrewieństwa?), widoczna
            szczególnie w sympati M Albright i jej ekipy.

            Nienawiść do białego i świetego. Wysadzili większość kościołow w Kosowie.
            Oskarzani Serbówie o gwałty na Albankach powiedzieli (Tiger) "They are to ugly
            to be raped".
          • ignorant11 Re: Kolebka cywilizacji 18.10.03, 00:40
            msciwoj24 napisał:

            > Zawsze odgradzali się od nas murem, żyli jak w getcie - mówi Teresa Saurek,
            > dziennikarka Radia Skopje i szefowa Towarzystwa Macedonia-Polska. - Albańskie
            > kobiety przychodzą do ginekologa z tłumaczem. Życie w getcie nigdy dobrze nie
            > zrobiło nikomu, a to getto jest groźniejsze, bo jest państwem w państwie.
            >
            > W Leszoku, jeszcze bliżej kosowskiej granicy, UCK wysadziło zabytkową
            cerkiew.
            > Wśród gruzów poniewierają się wciąż resztki carskich wrót, wiatr szarpie
            > strzępami jakichś ozdobnych tkanin. Ruiny grożą zawaleniem, lepiej się do
            nich
            > nie zbliżać. Można też natknąć się na ukryty ładunek, choć międzynarodowa
            > komisja przeszukiwała okolice i oznaczyła czerwonym sprajem, że jest OK. -
            > Ludzie przychodzą wypłakać się - mówi Błagoje Maskinoski, pop z Leszoka. -
            > Teraz stosunki z Albańczykami powoli się stabilizują - ciągnie. - Może
            dlatego,
            >
            > że UCK oszczędziła drugą cerkiew, XIV-wieczną, pokrytą niezwykle cennymi
            > freskami. Żona popa nadzwyczajnie wielkim kluczem otwiera zamek w zabytkowych
            > drzwiach - Bogu dzięki - mówi i zapala świece przed ikoną.
            >
            > W 600-letnim monastyrze Jana Chrzciciela wysoko w górach panuje cisza, która
            > sprzyja medytacjom, przerywana tylko wtedy, gdy jeden z zakonników uderzając
            > drewnianym młotkiem w specjalną deskę, melodyjnie, przenikliwie głośno wzywa
            > współbraci na modlitwę. XV-wieczne Madonny, dzieło mistrzów najstarszej
            szkoły
            > pisania ikon, macedońskiej, spoglądają ze ścian świątyni oczami pełnymi
            > zatroskania. Czy dlatego, że w górach, gdziekolwiek spojrzeć pną się ku niebu
            > smukłe minarety, że wciąż ich przybywa? Macedonia to wielki albański plac
            > budowy.
            >
            > Cienka czerwona linia
            >
            > Metropolita Ohrydu Timotei mówi o zielonej drodze islamu przez Bośnię,
            Kosowo,
            > Sandżak, Macedonię, Bułgarię, Turcję, do Iraku i Iranu. - Zachód lekceważy
            > zagrożenie. A tu stare rodziny wypędzane są z domów, niszczone zabytki. Jakie
            > prawo na to pozwala? - pyta.
            >
            > Ohryd, kiedyś mekka turystów, przycichł z powodu wojny. Stąd ruszyło
            > chrześcijaństwo i piśmiennictwo Słowian. Tu działali Cyryl i Metody. Tu
            działał
            >
            > pierwszy chrześcijański uniwersytet. Panował Rzym, Bizancjum, Bułgarzy,
            Turcy.
            > 365 prawosławnych świątyń przetrwało wieki i władców. Teraz Ohryd jest mekką
            > archeologów.
            >
            > Tymczasem wojna toczy się w głębinach Jeziora Ohrydzkiego. Przez wieki
            > zamieszkiwał je słynny różowy pstrąg, prawdziwy tutejszy przysmak. Odławiano
            go
            >
            > o odpowiedniej porze, chroniono kiedy należy i nigdy go nie brakowało. Ale
            > jezioro w jednej trzeciej jest albańskie, tędy biegnie granica, której
            pstrągi
            > różowe nie respektują. A Albańczycy nie respektują okresu ochronnego. Kiedy
            > pstrąga ohrydzkiego zaczynało brakować, postanowili wpuszczać do jeziora
            > kalifornijskiego kuzyna. Ten okazał się bardziej agresywny i teraz różowy
            > znajduje się w odwrocie. Znów mniejszość wypiera większość, podstępnie.
            > Pokój u nas bardzo kruchy, ale musimy myśleć o przyszłości - uważa Marjan
            > Tanuszewski, urzędnik merostwa w Bitonii. Myśleć trzeba, bo panuje tu 45-
            > procentowe bezrobocie (oficjalnie w Macedonii 35 proc. ludzi nie ma pracy),
            > padł cały przemysł lekki, skórzany, bo nikt nie kupuje macedońskich lodówek z
            > fabryki, kiedyś największej na Bałkanach. Została tylko elektrownia i
            > rolnictwo, które co roku przeżywa klęskę urodzaju. Dorodne brzoskwinie prosto
            z
            >
            > drzewa idą po 40 centów, jeszcze tańsze są pomidory i czereśnie. I rakija z
            > najlepszych, macedońskich winogron. Negotińskie wino z okolic piją w bazie
            > KFOR, nazywa się nawet NATO: taki chwyt reklamowy. Po ostatniej wojnie jest
            tu
            > już prawdziwe dno, bo uciekli wszyscy zachodni inwestorzy, a produkt krajowy
            > brutto spadł o 4,6 proc. Macedonia trafiła na pierwsze miejsce listy krajów o
            > wysokim ryzyku wojny i nikt nie waży się na nowe inwestycje.
            >
            > Macedończycy jednak nie protestują, nie wychodzą na ulice w panicznej obawie
            > przed utratą państwowości. Wiedzą, jak łatwo wykorzystać zamieszki, by
            > przechwycić władzę. To państwo wciąż miało kłopoty z tożsamością, Bułgarzy
            nie
            > uznawali języka macedońskiego, Grecy kwestionują nazwę, a Albańczycy
            > kwestionują wszystko. - Nawet partie albańskie, które są w parlamencie i
            > rządzie, nie uznają flagi ani hymnu macedońskiego. Występują pod symbolami
            > Albanii - mówi akademik, poeta i tłumacz Ante Popowski (tłumaczył na
            Macedoński
            >
            > Herberta i Szymborską). - Macedonia stoi przed kryzysem dezintegracji. Ludzie
            > nie rozumieją, co się dzieje. Parlament zamiast zająć się rozwiązywaniem
            > problemów ekonomicznych, radzi wciąż nad zrównaniem praw mniejszości, które w
            > praktyce są większe niż prawa większości. Albańczycy mają w rządzie ministra
            > gospodarki, pracy i sprawiedliwości; w sumie sześciu ministrów. Mają
            > wicemarszałka parlamentu. Mieli II program państwowej telewizji, w języku
            > albańskim, ale podczas wojny nadawał zaszyfrowane sygnały dla albańskich
            > bojówek, więc dyrekcja musiała zamknąć stację - opowiada Popowski. - Czy to
            > jest myślenie o interesie państwa? - pyta retorycznie.
            >
            > Kiro Gligorow, pierwszy prezydent Macedonii, który bezkrwawo wziął rozwód z
            > Jugosławią i zasłynął jako polityk bezbłędnie porozumiewający się z
            > mniejszością, sprawia wrażenie człowieka rozczarowanego biegiem historii: -
            > Islam jest w ofensywie w obu planach, demograficznym i politycznym. Europa
            nie
            > wie, co zrobić z Bałkanami. Amerykanie natomiast rozwiązują ten kryzys po
            > kowbojsku. Tymczasem powstaje kwestia istnienia narodu macedońskiego z jego
            > kulturą i językiem. Gligorow ujawnia, że już w 1992 r. macedoński wywiad
            > przejął albańskie archiwa i dokumenty, z których wynikało, że mieli swój
            sztab
            > i szykowali się do wojny. Aresztowano przywódców, ale władze zostały zmuszone
            > do ogłoszenia amnestii. Teraz także ogłoszono amnestię. Jej efekt jest
            > niepokojący: albańscy dowódcy UCK, którzy walczyli wcześniej w Afganistanie i
            w
            >
            > Kosowie, a potem strzelali do Macedończyków, wstępują dziś do partii
            > politycznych i szykują się do objęcia miejsc w parlamencie.
            >
            > Wszystkie partie mają w swych szeregach ludzi z taką przeszłością, często
            > kryminalną, powiązanych z mafią albańską, która na zachodzie Europy
            zdominowała
            >
            > włoską i sycylijską i zarabia miliardy dolarów na handlu narkotykami i
            > prostytucją. Unia Europejska wprowadza z tego powodu wizy dla obywateli
            > Macedonii, bo w paszporcie nie jest zapisane, kto jest Albańczykiem, a kto
            > nie. - Przez 12 lat niepodległości nie zaśpiewali hymnu państwowego. Żadna
            > partia albańska nie uznaje macedońskiego państwa - ubolewa były prezydent. Ze
            > swego doświadczenia 80 lat przeżytych na Bałkanach wie, że jeśli umocni się
            > nacjonalizm macedoński i nastąpi eskalacja obu - macedońskiego i albańskiego,
            > to nowa wojna będzie nieunikniona.
            > polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1096122&MP=1

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka