aldon
22.12.03, 12:33
Znalazłem w internecie ciekawy artykuł na temat połozonej pod Wrocławiem
parafii Sobocisko. Okazuje się, że jeszcze w połowie XIX wieku w wielu
wioskach podwrocławskich mieszkali Polacy. Warto ten artykuł przeczytać
ponieważ wielu ludziom wydaje się, że Dolny Śląsk uległ germanizacji juz w
średniowieczu co jest zwykłą bzdurą. Germanizacja Dolnego Śląska ani nie
dokonała sie w średniowieczu ani nie była całkowicie dobrowolna.
Ludność zamieszkująca Sobocisko przez wieki trwała przy polskości. Co najmiej
do 1678 roku miejscowi katolicy byli Polakami. Wiemy o tym ze słów wizytacji
katolickiej w 1677 roku. Kazania w miejscowej świątyni głoszono wyłącznie w
języku polskim, choć w latach 1666 – 1667 chrzty były dwujęzyczne. Dopiero od
roku 1715 pojawiły się kazania i katechizacja dzieci w dwóch językach :
polskim i niemieckim. Wtedy też w XVIII wieku pojawia się w literaturze
zniemczona nazwa ZATWITZ ( ZOTTWITZ ).
Germanizacja musiała tutaj, podobnie jak i na całym obszarze Śląska,
przybierać coraz bardziej na sile, skoro proboszcz JAKUB SEDLACZEK w lutym
1814 roku zmuszony był wystąpić w obronie polskości i dalszej nauki tego
języka w miejscowej szkole.
Sytuacja stawała się tym bardziej skomplikowana, iż dotychczasowy nauczyciel
JAKUB CYGAN złożył właśnie rezygnację, gdyż doszedł do wniosku, że bardziej
dla niego będzie opłacalna praca na własnym, dopiero co zakupionym
gospodarstwie. Zatrudnienie nowego nauczyciela znającego język polski stawało
się niezmiernie pilne, tym bardziej, że do sobociskiej szkoły uczęszczało
wówczas około 200 dzieci, a poza tym okolica była przywiązana bardziej do
języka polskiego, niż niemieckiego. Także nabożeństwa w tutejszym kościele
odbywały się w obydwu językach : polskim i niemieckim. Księdzu SEDLACZKOWI
nie pozostało nic innego, jak tylko zwrócić się do Wikariatu Generalnego we
Wrocławiu z prośbą o zatrudnienie w szkole w Sobocisku nauczyciela znającego
język polski. Ze swej strony wysunął na to stanowisko JÓZEFA PAWEŁKĘ –
wówczas tzw. adiuwanta (nauczyciela pomocniczego ) i zarazem organistę w
Korfantowie na Opolszczyźnie.
Płyta nagrobna ks. Teodora w Miasteczku Śląskim
Wikariat Generalny we Wrocławiu ustosunkował się do prośby proboszcza
pozytywnie, jednak na nauczyciela polskiego nie zgodziły się władze
prowincji, które były zdania, iż na obszarze Dolnego Śląska powinni być
zatrudnieni wyłącznie nauczyciele niemieccy, a dwujęzyczni wyjątkowo jeszcze
na Górnym Śląsku. Ciekawe, że kandydaturę JÓZEFA PAWEŁKI poparł z jednej
strony inspektor szkolny w Osieku – SCHOLZ, z drugiej zaś odrzucał
argumentację przemawiającą za jego zatrudnieniem, przecząc tym sam sobie.
Według wyrażonej przez niego opinii, szkole w Sobocisku nie był wcale
potrzebny nauczyciel pracujący w systemie dwujęzycznym, gdyż w parafii tej
oprócz polszczyzny (ponoć złej! ), wszyscy i tak znali język niemiecki. Był
to argument nie do odrzucenia dla pruskich urzędników, którzy uparcie
trzymali się tego stanowiska w listownej polemice z Wikariatem Generalnym we
Wrocławiu. Polemika ta ciągnęła się aż do stycznia 1815 roku. Tymczasem
proboszcz JAKUB SEDLACZEK dla przeforsowania swojej petycji znalazł wsparcie
w osobie proboszcza z Wierzbna – OLICKA, który także wystąpił o nauczyciela
znającego język polski. W piśmie do Wikariatu Generalnego we Wrocławiu z 28
grudnia 1814 podkreślał, iż Polacy mieszkający we wsiach należących do
parafii Wierzbno stanowili aż trzy czwarte ludności. Społeczność ta
uczęszczała do kościoła, w którym przez dwie kolejne niedziele odprawiane
były nabożeństwa polskie, a w trzecią – niemieckie. Poza tym parafianie ci
wykazywali ogromne przywiązanie do języka polskiego. Był to niewątpliwie
decydujący argument przemawiający za zatrudnieniem nauczyciela władającego
językiem polskim.
Walka o zachowanie polskości musiała odnieść pożądany skutek, skoro w
dziesięć lat później w polskiej parafii katolickiej w Sobocisku i w pobliskim
Wierzbnie naliczono 2020 wiernych posługujących się wyłącznie lub przeważnie
mową polską i zaledwie 200 używających wyłącznie języka niemieckiego.
Polskość utrzymała się tutaj najdłużej.
Budynek parafii
fot. z początku XX w.
Wiadomo, że jeszcze w 1843 roku język polski był obecny nie tylko w
Sobocisku, ale także w Siedlcach, Piskorzowie, Nowym Otoku, Jelczu,
Piekarach, Laskowicach, Chwałowicach, Dębinie, Dziuplinie, Minkowicach
Oławskich, Ratowicach, Kopalinie, Wójcicach, Bystrzycy Oławskiej, Czernicy,
Jeszkowicach,Gajkowie i Kamieńcu Wrocławskim.
Z czasem było coraz gorzej. Mowę polską wypierano umiejętnie, i to
najczęściej presją ekonomiczną, zastępując ją językiem niemieckim. Do 1945
roku obowiązywała zniemczona nazwa wsi – ZOTTWITZ .
Niektórzy rządzący uważali, iż germanizacja przebiega zbyt wolno. Takim
stanem rzeczy oburzony był prezydent sądu nadziemskiego we Wrocławiu – G.L.F.
HUNDRICH, który wyraził to w specjalnym sprawozdaniu “Schlesische
Gesellschaft für vaterlandischen Kultur” dla rządu pruskiego. Poza, głębokim
oburzeniem, pozytywnie ocenił jedynie postępy niemczyzny w pierwszej fazie.