drzazga1
19.03.04, 19:23
Żywego, łagodnego i mruczącego.
Parę osób już o tym wie, ale publicznie się pochwalę, bo mnie duma rozpiera i
w szwach puszczam:)
Mam go od miesiąca, ale podejrzewam, ze ktoś mi toto w międzyczasie
podmienił - z rozpłakanego futrzanego czyścidełka kurzu pod meblami na
puchate łaszące się stworzenie.
To znaczy do mnie się łasi i pozwala zrobić ze sobą wszystko - nawet kropelki
3x dziennie do oczek zapuszczać, nie lubi, ale znosi cierpliwie. Liże
szorstkim ozorkiem, chowa mordkę w dłonie, wystawia do drapania brzuszek.
Żywy środek antydepresyjny.
Mężczyzn ciągle się boi, musiał mu jakiś facet krzywdę zrobić.
Całe szczęscie, ze nijak nie jestem podobna do faceta;)
Aż chce się teraz wracać do domu:-)))