amidala
20.11.03, 10:12
Witam wszystkich serdecznie! Wróciłam, szczątkowo na razie mam dostęp do
netu, bo tylko w robocie, ale trochę się poudzielam.
A więc (nie zaczyna się zdania od a więc :)) dla nie zorientowanych, miesiąc
temu dokonałam z drugą połówką wielkiego dzieła - przeprowadziliśmy się do
nowego, nie do końca wykończonego lokalu. Przekonałam się, że urlop był nam
potrzebny jak powietrze, bo jeszcze tydzień i byśmy wyruszyli na urzędy
(skarbowe, meldunkowe, gminy... wstawcie sobie co chcecie....) z dużym UZI w
garści. Przeprowadzka z dzielnicy do dzielnicy jest bardziej skomplikowana
niż kampania wojskowa, najwyraźniej.
Drugim czynnikiem generującym wielkie dawki agresji była nasza kochana ekipa
remontowa. Obiecała nam, że skończy do końca października. Skądże...
przeprowadzaliśmy się na plac budowy. Obiecali, że skończą w tydzień, możemy
sobie spokojnie jechać na urlop, zanim wrócimy, to oni nawet posprzątają... A
gdzie tam! Wróciliśmy z bagażami w nieco mniejszy, ale nadal plac budowy.
Mieszkamy więc chwilowo na kartonach, usuwając stopniowo z mieszkania gruz,
kurz, gips latający luzem, wióry i tajemnicze żółte kuleczki. Uspokoiłoby
mnie gdybym wiedziała co to, u cholery może być. Styropian jest biały!
Nic to! Urlop był genialny - o to chodziło. Nie myśleć przez dwa tygodnie o
niczym bardziej skomplikowanym niż jak się jeździ na wielbłądzie i czy na
pewno są to zwierzęta organiczne, bo wydają dźwięki jakby miały w sobie
wadliwą kanalizację. Było słońce, było morze, były rybki - jestem naładowana
na kolejne dwa, trzy lata (z taką regularnością zdarzają nam się urlopy). Nie
obyło się bez przygód - dostałam normalnej egzotycznej, pardon, sraczki.
Lokalny lekarz podłączył mnie do kroplówki, bez uprzedzenia pacjentki i
takiej histerii jeszcze chyba nigdy nie widział, a na pewno długo nie
zapomni. Panicznie boję się zastrzyków, a tu kurna, kran w mojej ręce!!!
Normalny kran! Tak, nigdy nie miałam kroplówki... Wiem, że to widać. Ale na
drugi dzień czułam się jak nowo narodzona i odczepiłam się od hotelowych
urządzeń sanitarnych na dobre. Wybaczyłam mu szybciutko.
A teraz przeglądam 150 tysięcy maili, które na mnie czekają i pewnie
złośliwie chichoczą... dobrze, że dzisiaj wreszcie na chwilę wyszło słońce -
zaczynałam wątpić, że jeszcze istnieje. W okolicach kręgu polarnego zaszło
już na parę miesięcy, może Polska się jakoś przysunęła do tych rejonów
niezauważenie...
Cieszę się strasznie, że znowu was sobie poczytam!