kamfora
12.11.05, 13:25
W wątku obok Monia.i napisała:
"Przyzwyczajamy się do siebie...przyzwyczajamy się do swej obecności...
Szanujemy swoje prawo do chcenia-niechcenia...
Ale wyobraźnia szaleje. Wolałabym wiedzieć, że jest im...jakoś tam - i że są -
tyle, że poza zasięgiem.
Mam tak po Wojtku i po Marilu...Po ML szczególnie. Się nie otrząsnęłam jeszcze."
Dawno temu (ale przecież nie tak bardzo - nawet nie minęło 20 lat)
gdy żegnałam się z Mamą słyszałam: tylko napisz zaraz jak zajedziesz,
żebym się nie martwiła... Pisałam więc zaraz następnego dnia i Mama dostawała
ten list jak dobrze poszło - po tygodniu, a jak gorzej - to i 2 tygodnie
musiała czekać. Gdy już obie "dostałyśmy" telefon od TPSA - prośba Mamy
zmieniła się na "tylko zadzwoń zaraz jak zajedziesz". Ostatnio i to jest za
długo: "jak ci się jedzie?" słyszę po 2 godzinach...
Nowe możliwości zmieniają(stwarzają?) nasze potrzeby.
Czy zmieniają się też nasze uczucia/ich ocena? Też czasem wpadam w panikę,
gdy ktoś, z kim gadam codziennie - przestaje się odzywać bez żadnej
"zapowiedzi". Często słyszę potem: no przecież gdyby się coś stało, to byś
dostała wiadomość! I aż mi wstyd, że taka niecierpliwa jestem...
Jak długi czas braku "znaku życia" dzisiaj świadczy, że "coś się stało
niedobrego"?