Poszłabym spać, albo posiedziała na tarasie z lampka wina, ale nie da się.
Legia jezd miszcz. Stadion mam tuż obok, ryki widzów i piesni Torzewskiego
słychać nawet w moim mózgu. Czasem zawyje jakas syrena. Nie jest to
najwiekszy problem mojego zycia, ale 30 lat temu ja też oszalałabym z radosci
(tak mi się wydaje) gdyby Legia.... Czy szalejecie jeszcze ze szczęscia bo
pan X zdobył zloto dla Kraju? Czy kibicujecie jakiemuś klubowi przeciw
reszcie wrażego świeta? No i ostatnie pytanie, dlaczego to bywa takie wazne,
albo całkiem nie ważne. Czym różni sie kibic od nie kibica (w głębi, a nie na
gębie). I proszę nie mówić mi że kibic jest tępym prymitywem, bo mam trzech w
rodzinie