Dodaj do ulubionych

problemy w małżeństwie

20.04.10, 12:36
Jesteśmy już 7 lat po ślubie. Nigdy nie było w naszym związku jakieś dłuższej sielanki, czasem trochę lepiej, czasem bardzo źle, ciche dni, kłótnie i te sprawy. W sumie przywykłam do tego, przy dziecku (synek 6 lat) staramy się nie kłócić i jakoś tam w miarę współpracować. Jestem samodzielna i całkowicie niezależna finansowo (prawo jazdy, własny samochód, stałą pracę, mieszkanie jest wspólne). To tak w wielkim skrócie aby naświetlić moją sytuacje. Jak wspomniałam wyżej przyzwyczaiłam się do tego, że nie jesteśmy dobrym małżeństwem, zgranym i wspierającym się. Mąż nigdy mi nie pomagał i nie pomaga w domu, czy przy dziecku, interesuje go tylko własna osoba, jego praca, po pracy komputer - zimą, resztę roku wędkarstwo, nic go nie obchodzi, czasem z łaski wyjdzie z nami na spacer, przy czym od razu marudzi, że już chce wracać. To ja nauczyłam naszego syna jeździć na rowerze, pływać to ja zajmuję się jego edukacją no słowem wszystkim! Wypominam to mężowi czasem, że inni ojcowie grają z synami w piłkę itp. ale jego to nie obchodzi.
Ale do rzeczy. Od niedawna jestem w ciąży, chciałam aby syn nie był jedynakiem a aż takiej "patologii" w domu nie ma, więc się zdecydowałam. I nie wiem czy to teraz przez te szalejące hormony ale mam wrażenie że już nie mogę z nim dłużej być.
Ciążę znoszę kiepsko, wszystkie klasyczne objawy, mąż ani razu nie spytał czy czegoś mi nie potrzeba, jak się czuję, nie zajął się w synkiem, mimo że ledwo chodziłam. Siatki z zakupami muszę mu wciskać do rąk bo sam nigdy nie weźmie ode mnie ciężarów, nie pomoże umyć okien, zawiesić firanek itp. Jak go o to proszę to on jedynie mówi, że przecież jeszcze jest czysto i mam tego nie robić. Ostatnio wyjechaliśmy do znajomych do Warszawy, chcieliśmy też trochę zwiedzić miasto, było mi ciężko chodzić a on tylko się wściekał, że za wolno idę, poganiał, nie chciał na chwilę usiąść ze mną i odpocząć. NO słowem ma w d... moją ciążę, moje samopoczucie i mnie w ogóle. Przy porodzie oczywiście nie będzie bo to moja sprawa przecież i być może będzie się mnie potem brzydził (tak powiedział).
W każdym razie miarka przebrała się wczoraj kiedy to poprosiłam aby poszedł poszukać synka bo nie widziałam go przed blokiem (gdzie miał się bawić), robiło się późno i martwiłam się. Byłam już w piżamie a poza tym ciężko biegać mi po schodach czy między blokami. Oczywiście powiedział że mam iść sama a jak nie to synek "sam się znajdzie prędzej czy później". Odczekałam pół godziny (tzn. przeryczałam że jest takim chamem) i znowu ale dosadniej wykrzyczałam mu że ma iść szukać dziecka! Prasował sobie koszule, więc wyrwałam mu ją a on ... no i właśnie zaczęło się, zaczął mnie bić dosyć mocno, uderzył mnie w głowę, potem raz jeszcze, próbowałam mu oddać, więc dostałam jeszcze kilka razy. No i tyle. nie mogę być z takim bydlakiem. ale myslę że jeszcze gorzej będzie mi samej, znaczy nie wyobrażam sobie tego. Oczywiście o jakiś przeprosinach nie ma mowy z jego strony, to on jest obrażony, bo zrobiłam awanturę i coś w ogóle od niego chciałam a dostałam bo jestem histeryczką. Nic to że jestem w ciąży, że przewróciłam się kilka razy. Poszłabym zrobić obdukcję ale po uderzeniach w głowę nie mam śladów.
Nie wiem co mam robić, boję się rozwodu, mieszkam w małej miejscowości ,synka nie nastawiam przeciwko ojcu więc on go kocha.
Nie wiem czy komuś chce się to wszystko czytać ale ja przynajmniej się wygadałam. choć tyle. bo komu o tym powiem? znajomym? Wszyscy go lubią, jest towarzyski, uchodzi za zróżnoważonego, wręcz flegmatyka... ech szkoda gadać. beznadzieja. Może ma ktoś podobne doświadczenia? prosze o radę.
Obserwuj wątek
    • pelna_pytan123 Re: problemy w małżeństwie 20.04.10, 13:06
      Jestem zaskoczona tym co piszesz.
      Ja na Twoim miejscu bym sie nie przejmowała, że to mała miejscowość
      czy znajomymi. Jezeli masz gdzie pójść ... spakuj swoje i syna
      rzeczy i sie wyprowadzaj jak najszybciej. Nie męcz sie z takim
      chamem. Pamiętaj, że teraz tylko ty i Twoje nienarodzone dziecko
      jest najważniejsze a nie rodziną, którą de facto i tak nie
      jesteście. Synkowi wytłumacz jaka jest sytuacja ... przeciez to on
      najbardziej na tym cierpi. I nie bój się ze zostaniesz sama z
      dziecmi. Bo lepiej być samej niż samotnej w chorym małżeństwie. Tym
      bardziej, ze nie wiesz jak będzie sytuacja wyglądała po urodzeniu
      drugiego dziecka. I co pozwolisz dlaej sie poniżać?? Dalej bić?? A
      co zrobisz jak podniesie ręke na dziecko? Są grupy wsparcia dla
      matek samotnie wychowujących dziecko. I co najważniejsze możesz w
      przyszłości ułożyć sobie na nowo życie. A z męże poza poniżaniem i
      brakiem szacunku nic Cię nie czeka. 7 lat to i tak długo jak z nim
      wytrzymywałac. Dziewczyno bierz rozwód i uciekaj najdalej jak tylko
      sie da.
      • crazymary555 Re: problemy w małżeństwie 20.04.10, 13:15
        O to, że uderzy dziecko nie boję się, bo On nie jest agresywny tak ogólnie, sam
        nigdy ni wszczyna awantur, On po prostu ma wszystko w d... nic nie robi a ja się
        czepiam, bo np. proszę aby wyrzucił śmieci, czego oczywiście nie robi, wiec
        ewentualnie ja się o to wściekam i tak powstaje kłótnia. Czy np. proszę aby
        zawiózł moje zwolnienie do koleżanki aby podała dyrekcji, oczywiście odpowiedź
        jedna : "pojedź sama przecież to nie jest wysiłek".
        Właśnie nie jestem pewna czy samej będzie mi lepiej, mimo wszystko mamy
        wspólnych znajomych, fajnych znajomych, razem wyjeżdżamy na wakacje, grillujemy,
        spotykamy się (jak mówiłam mąż jest duszą towarzystwa, tylko w zaciszu domowym
        gburem i milczkiem, wpatrzonym w komputer). Jak zostanę sama w dziećmi oprócz
        rodziny najbliższej (rodziców, rodzeństwa)nie będę miała nikogo. Mój synek jest
        szczęśliwy, i tak naprawdę nie ma pojęcia co się dzieje.
        • deodyma Re: problemy w małżeństwie 22.04.10, 21:45
          nie jest agresywny tak ogolnie, ale lomot zonie w ciazy spuscil.
          brawo:D
          • krzysztof-lis Re: problemy w małżeństwie 15.05.10, 14:29
            Nie chcę znowu wyjść na zaślepionego obrońcę zawszeniewinnych mężczyzn, ale nie
            mogę się pozbyć wrażenia, że wątkotwórczyni mocno na ten łomot zapracowała.

            Od razu wyjaśniam
        • jakbukda Re: problemy w małżeństwie 17.05.10, 15:09
          crazymary555 napisała:

          > O to, że uderzy dziecko nie boję się, bo On nie jest agresywny tak
          ogólnie, sam nigdy ni wszczyna awantur, On po prostu ma wszystko w
          d... nic nie robi a ja się czepiam

          Zawsze jest ten pierwszy raz.
          Gdybyś wiedziała, że awantura może skończyć się biciem, to byś się
          zastanowiła dwa razy czy warto - dotychczas widocznie było warto, bo
          się powstrzymywał.
          Granica została przekroczona i koleny raz będzie łatwiej, zwłaszcza
          jak nic z tym nie zrobisz. Będziesz dostawała częściej, mocniej i
          za - coraz bardzej - byle co.

          W pewnej chwili dziecko go też zdenerwuje. Sprzeciwi się, zapłacze,
          raczkujący niemowlak wyrwie kabel od komputera z gniazdka. I znów
          padnie jakaś granica. A potem bedzie łatwiej, częściej, mocniej i za
          byle co. A jak nie będzie za co, to profilaktycznie.

          I nie łudź się - właśnie większość sprawców domowej przemocy, to nie
          patologia, tylko normalni ludzie postrzegani jako dusze towarzystwa,
          wspaniali mężowie i ojcowie. Wręcz zazwyczaj tacy "na zewnątrz".

          Reaguj szybko, bo trudniej będzie ludziom uwierzyć, że bił Cię od
          lat, niż w to, że Cię uderzył wczoraj.
        • forencka Re: problemy w małżeństwie 01.06.10, 12:09
          Grillować zawsze można, odnów znajomości ze szkoły, olej to!
    • crrazy Re: problemy w małżeństwie 20.04.10, 13:35
      jestem w bardzo podobnej sytuacji.
      tylko, że nie 7 lat po ślubie tylko niespełna 2 (ale razem 7), i bez
      dzieci, a mieszkanie jest moje..

      i też nie wiem co robić, wszystko jest na mojej głowie, na początku
      nawet do rachunków się nie dokładał...

      teraz generalnie mielismy zacząc terapię, ale chyba ja juz nie chcę.
      tzn nie mam siły na nic - ani na terapię, ani na rozwód..

      Przy czym zaznaczam, że moja rodzina i znajomi doskonale wiedzą
      jakie mam z nim życie i radzą, żebym jak najszybciej wzięła rozwód.

      Gdyby nie to, że jestem osobą wierzącą już dawno zrobiłabym tak.
      I co - mam unieważnić małżeństwo i Bogu powiedzieć, że mówiąc
      przysięgę żartowałam??!!

      Jest mi źle i samotnie. Tylko w łóżku jest nam fajnie. A poza tym
      generalnie kłótnie - też o to, że to ja się czepiam, że on nic nie
      robi. To ja prowokuję awantury, bo gdybym się nie czepiała (czyt. :
      wszystko sama robiła) to nie byłoby spięć.

      Nie jestem szczęsliwa, ale nie umiem tego przerwać. Może na razie.
      Może dojrzeję do tego. A może coś się zmieni.


      Ale powiem Ci jedno: gdybym miała dzieci nie znosiłabym tego. Dzieci
      czują, że mam nie jest szczęśliwa i albo jeszcze tego nie widzisz w
      zachowaniu synka, albo nie chcesz widzieć...

      Współczuję Ci bardzo - ciekawe czy nie zsatanawiałabys się co by
      było gdyby tak Cię pobił, że np poroniłabyś?!!

    • lili-2008 Re: problemy w małżeństwie 20.04.10, 16:16
      Kochana, moim zdaniem powinnaś go zostawić. Tacy faceci nie zasługują na żadną
      rozsądną kobietę.
      Nie wspiera Cię, olewa, nie zależy mu absolutnie na Tobie, dziecku, porządku w
      mieszkaniu.
      Ciekawa jestem co by zrobił, gdybyś przestała cokolwiek robić i musiałby sobie
      sam ugotować, uprać itd.
      Możesz póki co spróbować metody "oko za oko". Gdy każe Ci zrobić obiad odpowiedz
      mu "Sam ugotuj", gdy każe uprać mu gacie odpowiedz "Sam sobie upierz". A Ty weź
      syna na obiad do knajpki. Nie wiem czy jest jakaś szansa, żeby to trafiło do
      zakutego łba, ale może się uda i coś zrozumie.

      Jeśli nic z tych prób uświadomienia go nie wyjdzie to ja nie widzę innego
      wyjścia niż odejść od tego człowieka.

      Kolejna kwestia - uderzył Cię, chociaż jesteś w ciąży... To jest absolutnie
      niewybaczalne. Jeśli nie chcesz myśleć o sobie pomyśl o nienarodzonym dziecku -
      mógł je zabić! To, że do tego na szczęście nie doszło nie oznacza, że łatwiej
      jest wybaczyć uderzenie. Nie powinnaś tego wybaczać, tak jak nie powinnaś się
      bać o przyszłość, dom, samotność, znajomych. Mąż zlekceważył Ciebie i Twoje
      zdrowie, o które tak bardzo powinien teraz dbać.
      To, czego się powinnaś teraz bać to przyszłości z NIM.
      Na pewno po 7 latach małżeństwa trudno jest ot tak odejść, zawsze są wątpliwości
      i nadzieja, ale niestety często nadzieja ta jest daremna.
      Ludzie się nie zmieniają. Teraz jesteś jeszcze młoda, masz możliwość ułożyć
      sobie kolejny raz życie. Chyba lepiej jak najszybciej przerwać tę wegetację i
      postarać się odbudować swoje życie?

      Dziewczyno, trzymam za Ciebie kciuki.
      Pamiętaj, że najważniejsze jest Twoje życie, Twoje szczęście, Twoje dzieci. Co
      Ci po fajnych znajomych, z którymi się widujesz parę godzin w tygodniu, gdy
      potem musisz wrócić do domu, położyć się obok człowieka, który prawie zabił
      Twoje dziecko, człowieka, który w ogóle nie interesuje się własną rodziną?
    • rokitka00 Re: problemy w małżeństwie 20.04.10, 19:27
      hmmm szczerze?
      Nie masz w nim oparcia, nie pomaga ci, a do tego wszystko olewa (wisi mu że
      dziecko się oddaliło, nie wyręcza cię w uciążliwych obowiązkach, ma wszystko
      gdzieś). Ja bym się nie zastanawiała. Już teraz żyjesz w sytuacji jakbyś była
      sama. I jeszcze jedno. Gdyby mój mąż podniósł na mnie rękę bez względu na to czy
      byłabym w ciąży czy nie to byłby koniec naszego małżeństwa.

      Dasz sobie sama radę.
    • soasia Re: problemy w małżeństwie 21.04.10, 11:16
      Wybacz mi moje pytanie, ale czemu w tej sytuacji zdecydowałaś się na
      drugie dziecko? Uważam, że to duża nieodpowiedzialność, ja byłam w
      podobnej sytuacji i właśnie dlatego uznałam, że lepiej będzie nie
      wiązać się mocniej z takim człowiekiem. To, że synek jest szczęśliwy
      i na razie nie widzi co się dzieje, to nic nie znaczy.Za parę lat to
      będziesz miała spory problemy jak zobaczysz, że dziecko jest
      nieszczęśliwe przez wasze spory i brak miłości. No i będzie jeszcze
      drugie, co w razie czego utrudni ci lub uniemożliwi odejście. Chyba,
      że chcesz tak żyć już zawsze...To pogódx się z tym i miej żal tylko
      do siebie.
    • paskud_agg Re: problemy w małżeństwie 21.04.10, 13:02
      Wychodzi na to, że bez męża sobie poradzisz znakomicie, bo on i tak od początku
      nie pomagał i miał wszystko w dupie i tylko przysparzał Ci nerwów, a nie
      wspierał. Ba, bez męża powinno Ci być nawet łatwiej, bo nie będziesz się musiała
      denerwować, że trzymasz w domu buca.
      Ja bym jak najszybciej poinformowała rodzinę i znajomych o tym, że mąż Cię pobił
      i że masz na to dowody. Powinno o tym wiedzieć jak najwięcej ludzi i to jak
      najszybciej, bo w przeciwnym razie w wypadku rozwodu zostaniesz okrzyknięta
      głupią babą i histeryczką, a jeśli wszyscy będą świadomi, co się dzieje, to
      prędzej odwrócą się od twojego męża, niż od Ciebie.
      • crazymary555 Re: problemy w małżeństwie 21.04.10, 13:50
        Raczej nie odwrócą sie od męża, ludzie przeważnie nie chcą mieszać się w czyjeś
        związki. Każdy ma jakieś kłopoty i każdy czasem się kłóci. (nie wiemy co dzieje
        się za ścianą u sąsiadów i nie chcemy wiedzieć). Znajomi chcą z nami spędzać
        miło czas, śmiać się i wygłupiać a nie dołować naszymi problemami (sami mają
        wystarczająco swoich). Wydaje mi się, że osoba biegająca i "oczerniająca" męża
        (przyjmijmy że powinna to być najbliższa sercu osoba) nie jest dobrze
        postrzegana. Raczej nie narzekamy na siebie w towarzystwie. Nie wiem... takie
        jest moje zdanie, prędzej poszłabym na policję ale jak pisałam wcześniej nie mam
        żadnych widocznych znaków na ciele, że mnie uderzył.
        • paskud_agg Re: problemy w małżeństwie 22.04.10, 10:57
          Oczernianie jest wtedy, gdy mówisz nieprawdę po to, żeby komuś zaszkodzić.
          Mówienie prawdy, że mąż Cię pobił nie ma na celu skłócenia towarzystwa, tylko
          ukazanie prawdziwego obrazu sytuacji.
          Ale skoro jesteś z osób, które "nie chcą wiedzieć, co się dzieje u sąsiadów", to
          nic nie poradzę na dulszczyznę.

          Inna sprawa: przyjmujesz, że mąż powinien być najbliższą sercu osobą. Jasne,
          powinien, ale skoro nie ma skrupułów żeby pobić ciężarną żonę, to ja też bym nie
          czuła wobec niego żadnych powinności, a już na pewno nie udawałabym przed całym
          światem, że jest pięknie.
        • deodyma Re: problemy w małżeństwie 22.04.10, 21:46
          zapewne nie kazdy zawsze sie kloci i ma jakies problemy, ale tez
          mezowie zawsze tluka swoje ciezarne zony:D
          nie wierze w to, co czytam...
        • forencka Re: problemy w małżeństwie 01.06.10, 12:16
          Z policją będziesz miała więcej problemów niż korzyści - szczególnie w małej
          miejscowości. Odejdź i już.
    • douglas.beauty Re: problemy w małżeństwie 21.04.10, 13:15
      crazymary555 napisała:

      > Jesteśmy już 7 lat po ślubie. Nigdy nie było w naszym związku
      jakieś dłuższej s
      > ielanki, czasem trochę lepiej, czasem bardzo źle, ciche dni,
      kłótnie i te spraw
      > y. W sumie przywykłam do tego, przy dziecku (synek 6 lat) staramy
      się nie kłóci
      > ć i jakoś tam w miarę współpracować. Jestem samodzielna i
      całkowicie niezależna
      > finansowo (prawo jazdy, własny samochód, stałą pracę, mieszkanie
      jest wspólne)
      > . To tak w wielkim skrócie aby naświetlić moją sytuacje. Jak
      wspomniałam wyżej
      > przyzwyczaiłam się do tego, że nie jesteśmy dobrym małżeństwem,
      zgranym i wspie
      > rającym się. Mąż nigdy mi nie pomagał i nie pomaga w domu, czy
      przy dziecku, i
      > nteresuje go tylko własna osoba, jego praca, po pracy komputer -
      zimą, resztę r
      > oku wędkarstwo, nic go nie obchodzi, czasem z łaski wyjdzie z nami
      na spacer, p
      > rzy czym od razu marudzi, że już chce wracać. To ja nauczyłam
      naszego syna jeźd
      > zić na rowerze, pływać to ja zajmuję się jego edukacją no słowem
      wszystkim! Wyp
      > ominam to mężowi czasem, że inni ojcowie grają z synami w piłkę
      itp. ale jego t
      > o nie obchodzi.
      > Ale do rzeczy. Od niedawna jestem w ciąży, chciałam aby syn nie
      był jedynakiem
      > a aż takiej "patologii" w domu nie ma, więc się zdecydowałam. I
      nie wiem czy to
      > teraz przez te szalejące hormony ale mam wrażenie że już nie mogę
      z nim dłużej
      > być.
      > Ciążę znoszę kiepsko, wszystkie klasyczne objawy, mąż ani razu nie
      spytał czy c
      > zegoś mi nie potrzeba, jak się czuję, nie zajął się w synkiem,
      mimo że ledwo ch
      > odziłam. Siatki z zakupami muszę mu wciskać do rąk bo sam nigdy
      nie weźmie ode
      > mnie ciężarów, nie pomoże umyć okien, zawiesić firanek itp. Jak go
      o to proszę
      > to on jedynie mówi, że przecież jeszcze jest czysto i mam tego nie
      robić. Ostat
      > nio wyjechaliśmy do znajomych do Warszawy, chcieliśmy też trochę
      zwiedzić miast
      > o, było mi ciężko chodzić a on tylko się wściekał, że za wolno
      idę, poganiał, n
      > ie chciał na chwilę usiąść ze mną i odpocząć. NO słowem ma w d...
      moją ciążę, m
      > oje samopoczucie i mnie w ogóle. Przy porodzie oczywiście nie
      będzie bo to moja
      > sprawa przecież i być może będzie się mnie potem brzydził (tak
      powiedział).
      > W każdym razie miarka przebrała się wczoraj kiedy to poprosiłam
      aby poszedł pos
      > zukać synka bo nie widziałam go przed blokiem (gdzie miał się
      bawić), robiło si
      > ę późno i martwiłam się. Byłam już w piżamie a poza tym ciężko
      biegać mi po sch
      > odach czy między blokami. Oczywiście powiedział że mam iść sama a
      jak nie to sy
      > nek "sam się znajdzie prędzej czy później". Odczekałam pół godziny
      (tzn. przery
      > czałam że jest takim chamem) i znowu ale dosadniej wykrzyczałam mu
      że ma iść sz
      > ukać dziecka! Prasował sobie koszule, więc wyrwałam mu ją a on ...
      no i właśnie
      > zaczęło się, zaczął mnie bić dosyć mocno, uderzył mnie w głowę,
      potem raz jesz
      > cze, próbowałam mu oddać, więc dostałam jeszcze kilka razy. No i
      tyle. nie mogę
      > być z takim bydlakiem. ale myslę że jeszcze gorzej będzie mi
      samej, znaczy nie
      > wyobrażam sobie tego. Oczywiście o jakiś przeprosinach nie ma mowy
      z jego stro
      > ny, to on jest obrażony, bo zrobiłam awanturę i coś w ogóle od
      niego chciałam a
      > dostałam bo jestem histeryczką. Nic to że jestem w ciąży, że
      przewróciłam się
      > kilka razy. Poszłabym zrobić obdukcję ale po uderzeniach w głowę
      nie mam śladów
      > .
      > Nie wiem co mam robić, boję się rozwodu, mieszkam w małej
      miejscowości ,synka n
      > ie nastawiam przeciwko ojcu więc on go kocha.
      > Nie wiem czy komuś chce się to wszystko czytać ale ja przynajmniej
      się wygadała
      > m. choć tyle. bo komu o tym powiem? znajomym? Wszyscy go lubią,
      jest towarzyski
      > , uchodzi za zróżnoważonego, wręcz flegmatyka... ech szkoda gadać.
      beznadzieja.
      > Może ma ktoś podobne doświadczenia? prosze o radę.


      Nie moge uwierzyc w to co czytam..."Gdyby glupota miala skrzydla
      latalabys jak golebica"...
      Tkwisz w tym chorym ukladzie na wlasna, wyrazna prosbe! Twoja
      naiwnosci i brak jakiejkolwiek refleksji nad swoim zyciem jest
      przerazajaca. Dla Ciebie dobry zwiazek to "brak patologii"??? Od
      poczatku nie bylo dobrze, potem coraz gorzej. A Ty wtedy jak gdyby
      nigdy nic decydujesz sie na drugie dziecko - WIEDZAC z doswiadczenia
      doskonale,ze twoj maz nie nadaje sie na ojca!

      Trudno Ci wspolczuc - ponosisz po prostu nieuchronne konsekwencje
      SWOICH, WLASNCH wyborow. Przykro mi ale nie potrafie zrozumiec
      kobiet, ktore na wlasne zyczenie niszcza sobie zycie. Boisz sie
      rozwodu bo mieszkasz w malej miejscowosci?????!! To Twoja jedyna
      refleksja?
      A teraz rada:
      -natychmiast wyprowadzka, pozew o rozwod i alimenty
      • crazymary555 Re: problemy w małżeństwie 21.04.10, 13:41
        Nie twierdzę, że nie jestem głupia tkwiąc w takim związku, natomiast życie
        nauczyło mnie już, że nic nie bywa czarne lub białe. Pobraliśmy się w większości
        z miłości i jak pisałam wcześniej przyzwyczaiłam się do tego, że ze wszystkim
        radzę sobie przeważnie sama i z domem i z pracą i z dzieckiem ( z drugim pewnie
        też sobie poradzę). Może nie jest dobrym ojcem ale nie jest też najgorszym (i
        jak pisałam, znowu)- synek go kocha i tęskni za nim jak wyjeżdżam na kilka dni
        do rodziców.
        Dasz mi gwarancję, że jak się rozwiodę i wyprowadzę a dziecko będzie widywało
        ojca raz na jakiś czas, ziejącego do mnie jawną nienawiścią (teraz jest to
        umiarkowana sympatia bądź obojętność) będzie szczęśliwsze? Dasz mi gwarancję, że
        ja będę szczęśliwsza i znajdę sobie czułego i troskliwego partnera?
        Zdaję sobie doskonale sprawę, że to mój wybór i ponoszę tego konsekwencje,
        napisałam tutaj fragment swojego życia oczekując wsparcia,nie wyzwisk! Tak boję
        sie rozwodu także z tego powodu, że mieszkam w małej miejscowości, bo nie ma
        tutaj klubów dla singli a w niedzielne popołudnia spacerują po parku tylko pełne
        rodziny z dziećmi, ja nie umiem żyć samotnie.
        • dorotammc To jakiś żart? 21.04.10, 14:14
          To jakiś żart, prawda?
          Bo nie mogę w to uwierzyć, że serio piszesz: "Pobraliśmy się w
          większości z miłości".
          "Właśnie nie jestem pewna czy samej będzie mi lepiej, mimo wszystko
          mamy wspólnych znajomych, fajnych znajomych, razem wyjeżdżamy na
          wakacje, grillujemy..."
          No i ta druga ciąża (mąż też o niej zdecydował, czy tylko Ty?)...
          Może... dorośnij?
          • douglas.beauty Re: To jakiś żart? 21.04.10, 14:17
            tez mam wrazenie,ze to jakis zart...

            Zmienilam zdanie - rzeczywiscie po co rozstanie skoro tak fajnie wam
            sie latem grilluje...
            • matsuda ..bo tutaj nie ma klubów dla singli... 21.04.10, 14:28
              bossskie....
            • crazymary555 Re: To jakiś żart? 21.04.10, 15:13
              Fajnie się tak "mądrzyć" (choć z mądrością niewiele wspólnego maja tu niektóre
              wypowiedzi) na temat czyjegoś życia i tryskać jadem nie znając człowieka!
              Przynajmniej w internecie możecie popyskować bezkarnie:) Ale proszę bardzo, mnie
              to nie przeszkadza jeśli tylko czujesz się przez to lepiej wyrzuć z siebie całą
              żółć, która jak widać aż kipi!!!!!
          • crazymary555 Re: To jakiś żart? 21.04.10, 15:04
            W większości z miłości a trochę z rozsądku no i jeszcze ociupinkę dla reklamy:)
            To źle, że mamy znajomych? Nie rozumiem i chyba ty też nie za bardzo wiesz o
            czym piszesz! Zdecydowałam głównie ja, że chcę drugie dziecko a mąż nie
            protestował.
        • bramstenga Re: problemy w małżeństwie 21.04.10, 15:11
          dziecko będzie widywało
          > ojca raz na jakiś czas, ziejącego do mnie jawną nienawiścią (teraz jest to
          > umiarkowana sympatia bądź obojętność) będzie szczęśliwsze?

          "Umiarkowana sympatia" nie objawia się biciem ciężarnej, to po pierwsze. A
          wracając do pytania: nikt nie da Ci takiej gwarancji. Za to jeśli zostaniesz w
          tym związku, owszem, masz gwarancję, że dziecko będzie nieszczęśliwe, widząc,
          jak tatuś regularnie daje mamusi oklep.

          Dasz mi gwarancję, ż
          > e
          > ja będę szczęśliwsza i znajdę sobie czułego i troskliwego partnera?

          Przecież teraz też go nie masz, więc co to za różnica.
          Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale Ty już zaczęłaś grać w grę "tak,
          ale", typową dla ofiar przemocy. I tylko dzieci żal...
          ~bramstenga
          • crazymary555 Re: problemy w małżeństwie 21.04.10, 15:27
            Częściowo się zgadzam z tym, że być może usprawiedliwiam jego, czy siebie
            niepotrzebnie. Chyba zdaję sobie pomału z tego sprawę. Jak pisałam wcześniej
            dziecko nie widzi jak tatuś bije mamusię, nie kłócimy się przy nim, nie ma
            awantur codziennie, czy nawet raz w miesiącu. Przy dziecku zachowujemy pozory i
            on to chyba kupuje. Poza tym nie nienawidzimy się! Oprócz takich sytuacji
            krytycznych (ostatnia zmobilizowała mnie aby napisać na forum) bywa u nas
            "normalnie"! Jadamy wspólne obiady, wyjeżdżamy na wakacje, grillujemy (co bardzo
            widzę bulwersuje niektórych) ze znajomymi:) rozmawiamy... no słowem bywa dobrze.
            I mąż nie jest agresywny tak na co dzień, gdyby nie to, że mnie coś przeszkadza
            pewnie nie kłócilibyśmy się w ogóle.
            Ok nie jest najczulszym mężem świata ale ja tez nie należę do osób wylewnych,
            póki co wiem co mam i na czym stoję a to niesamowicie trudno zrobić radykalne
            cięcie kiedy się nie wie czy będzie lepiej.
            • dorotammc W większości z miłości... 21.04.10, 16:18
              Nazywaj sobie to jak chcesz, jeżeli zdanie odmienne od Twojego to
              wylewanie jadu - trudno. Ja tylko Cie zacytowałam.
              I powtórzę - może dorośnij. Wtedy na wiele pytań znajdziesz
              odpowiedź w swojej głowie i sercu, a nie patrząc na grillujących
              znajomych. Oni Twojego męża nie znają, spędzają czas z kimś, kto na
              co dzień ma inna twarz, pomyśl o tym. To przy Tobie jest sobą.
              Może warto wychodzić za mąż nie "w większości z miłości", tylko "z
              miłości" po prostu.

              • crazymary555 Re: W większości z miłości... 21.04.10, 17:07
                Ale Ty nie możesz po prostu "mieć zdania" na temat mojego życia i oceniać je w
                sposób tak jednoznaczny bo nie masz o nim pojęcia. Wydaje ci się, że wiesz już
                wszystko bo przeczytałaś parę zdań, które ja chciałam napisać. A powinnaś
                wiedzieć, że każdy kij ma dwa końce. Uważasz, że masz monopol na prawdę i na to
                co w życiu najważniejsze dla każdego? Gratuluję, prosiłam o pomoc i radę ludzi,
                którzy są w podobnej sytuacji a nie tych, którzy najprawdopodobniej prawdziwy
                związek i życie z drugim człowiekiem przez kilka lat widzieli tylko w serialach:)
                • dorotammc Re: W większości z miłości... 22.04.10, 10:50
                  Po pierwsze - krytykujesz cudze opinie, że takie wszechwiedzące, a
                  sama robisz kategoryczne podsumowanie, jakbys wszystko o mnie
                  wiedziała (cytuję): ...którzy najprawdopodobniej prawdziwy związek i
                  życie z drugim człowiekiem przez kilka lat widzieli tylko w
                  serialach:)
                  Gratuluję :-))
                  Po drugie - opisałas swoje małżeństwo, wieszając na nim i na swoim
                  mężu psy i krytykując go po całości? Nie czyń drugiemu, co Tobie
                  niemiłe, skoro "złe słowa" pod Twoim adresem tak cholernie Cię
                  bolą... Chcesz być tylko pocieszana?
                  Dawno nie widziałam tylu złych słów pod adresem bliskiej
                  (teoretycznie) osoby, czyli męża. Ale to świadczy tylko o tym, jak
                  cierpisz w tym związku.
                  Powiem tak - skoro pytasz, co robić, choć Twój mąż Cię bije, nie
                  szanuje, traktuje jak popychadło, poniża Cię, traktuje mimo ciąży
                  jak zero, to o co pytasz tak naprawdę? Jaka może być odpowiedź?
                  Chyba tylko jedna - KOBIETO, DLACZEGO POZWALASZ SOBIE TO WSZYSTKO
                  ROBIĆ??? Wyprostuj się, podnieś głowę i skończ z pozwalaniem na
                  poniżanie. Zacznij mieć szacunek do samej siebie. I pokaż mu, ile
                  jesteś warta, i że poniżanie żony jest zajęciem dla dupków i małym
                  fiutków.
                  Pozdrawiam i mocno trzymam za Ciebie kciuki.
                  Mężatka z wieloletnim stażem.


            • marajka Re: problemy w małżeństwie 08.05.10, 17:44
              ak pisałam wcześniej
              > dziecko nie widzi jak tatuś bije mamusię, nie kłócimy się przy nim, nie ma
              > awantur codziennie, czy nawet raz w miesiącu. Przy dziecku zachowujemy pozory i
              > on to chyba kupuje.

              Nie, nie kupuje. A nawet jeśli to podrośnie i przestanie. Chłod w rodzinie się wyczuwa.
        • deodyma Re: problemy w małżeństwie 22.04.10, 20:46

          crazymary555 napisała:

          > Nie twierdzę, że nie jestem głupia tkwiąc w takim związku,
          natomiast życie
          > nauczyło mnie już, że nic nie bywa czarne lub białe. Pobraliśmy
          się w większośc
          > i
          > z miłości i jak pisałam wcześniej przyzwyczaiłam się do tego, że
          ze wszystkim
          > radzę sobie przeważnie sama i z domem i z pracą i z dzieckiem ( z
          drugim pewnie
          > też sobie poradzę). Może nie jest dobrym ojcem ale nie jest też
          najgorszym (i
          > jak pisałam, znowu)- synek go kocha i tęskni za nim jak wyjeżdżam
          na kilka dni
          > do rodziców.
          > Dasz mi gwarancję, że jak się rozwiodę i wyprowadzę a dziecko
          będzie widywało
          > ojca raz na jakiś czas, ziejącego do mnie jawną nienawiścią (teraz
          jest to
          > umiarkowana sympatia bądź obojętność) będzie szczęśliwsze? Dasz mi
          gwarancję, ż
          > e
          > ja będę szczęśliwsza i znajdę sobie czułego i troskliwego partnera?




          o matko, ale bzdury...
          tego po prostu nie da sie czytac!!!
          napisze Ci tak, masz co chcialas i jesli nie chcesz tego zmienic,
          nie jecz kobieto, jak Ci zle!
        • marajka Re: problemy w małżeństwie 08.05.10, 17:42
          Ty tak serio?

          Dasz mi gwarancję, ż
          > e
          > ja będę szczęśliwsza i znajdę sobie czułego i troskliwego partnera?

          Ale ty nie masz żadnego partnera! Para gaci w domu to nie partner! Facet cię bił, a ty się wahasz czy z nim zostać, bo znajomi, bo z kim zjesz szaszłyczka z grilla?

          Najbardziej żal dzieci, dom bez miłości, ojciec, który ma je w doopie i potrafi podnieść rękę. Rodzina patologiczna to nie tylko rodzina alkoholików. Twoja też.
    • izabella9.0 jestem w szokuuuuuuuu 21.04.10, 17:04
      głupota ludzka nie zna granic i to nie jest jad tylko odbieranie tego
      wszystkiego z boku i obiektywnie. współczuje dzieciom i gratuluje
      odwagi ze mając taka sytuacje małżeńska zdecydowałaś się powołać na świat kolejne dziecko które będzie światkiem tej chorej sytuacji ale przecież świetnie udajecie ze jest świetnie...
    • attiya Re: problemy w małżeństwie 21.04.10, 19:43
      zgłoś to na policji
      następnie wystąp o alimenty
      i rozwód
    • deodyma Re: problemy w małżeństwie 22.04.10, 20:42
      piszesz, ze nie jestescie zgranym melzenstwem i takim nie byliscie.
      to dlaczego decydowaliscie sie na drugie dziecko?
      jakie byly tez Wasze relacje przed slubem?
      co sie z Wami stalo?
    • ignacowa Re: problemy w małżeństwie 22.04.10, 23:41
      Kobiety dajcie już spokój. Crazymary już pewnie w zaawansowanej ciąży a wy ją
      meczycie po jaką cholerę w ciążę zachodziła. A może to dziecko będzie dla niej
      ogromnym szczęściem jak i pierwsze. Crazymary przed wysłaniem postu tutaj należy
      poczytać sobie inne. Twój problem jest dość powszechnym problemem na forum GW.
      Gdybyś poczytała posty innych np. na forum "życie rodzinne", zobaczyłabyś, że
      nie jesteś jedyna z tym problemem (chociaż wątpię aby Cię to ucieszyło) i
      zobaczyłabyś, że 99% "życzliwych" radzi by się rozwieść. Wracając do Ciebie,
      może powinnaś spróbować terapii małżeńskiej. Może nie mówisz nam całej prawdy i
      też "masz coś za uszami". Być może Twój mąż ma jakieś problemy, może wspólnymi
      siłami uda się znaleźć rozwiązanie. Tylko oboje! musicie tego chcieć.
      Proponowałabym wizytę u psychologa na początku dla Ciebie. Wygadasz się,
      zobaczysz siebie od innej strony, może się uda.
    • banika2 Re: problemy w małżeństwie 23.04.10, 13:20
      A ja uważam, ze jak kobiety lubią być bite to niech będą, ale jesli w grę
      wchodzą dzieci to się powinno wyzbyć egozizmu. Bo skoro zdecydowałam sie na
      dziecko to jestem za nie odpowiedzialna.
      Aha Crazymary może nie zauwazyłas, ale Twój mąz już podniósł rękę na dziecko to
      nienarodzone jak dla Ciebie to nie jest powód do rozstania to juz nic nie
      bedzie. Następnym razem jak mąz Cię stłucze kwasne jabłko tez powiesz, ze nie
      jest z natury agresywny bo uderzył dopiero drugi raz. Ja uważam, ze powinnas
      oddać dzieci i zostać z mężem. Dzieci nie będą patrzeć na patologie i będą
      szczęśliwe a i Ty będziesz zadowolona bo nie jesteś rozwódką.

      • justynek2009 Re: problemy w małżeństwie 23.04.10, 14:44
        Dla mnie człowiek który podnosi ręke na kobietę w ciąży to skończony bydlak i
        psychopata,gdyby zrobił to mój mąż zostawiłabym go w jednej chwili..dla takiego
        człowieka nie ma żadnej świętości,jest zdolny do wszystkiego..umiałabym wybaczyć
        zdradę czy jakieś kłamstwa ale rękoczynów NIE..a bycie ze sobą dla dobra dziecka
        i z przyzwyczajenia to dla mnie jakieś nieporozumienie..Różnie bywa w
        małżeństwie są lepsze i gorsze dni,bywają kłótnie,bywają ciche dni ale musi być
        między tym wszystkim jakikolwiek szacunek do siebie a Ciebie droga autorko mąż
        ani nie szanuje ,ani nie kocha..nie jest dla Ciebie partnerem tylko kula u nogi..
    • burza4 Re: problemy w małżeństwie 23.04.10, 21:02
      szukasz powodu dla którego powinnaś zostać w tym układzie, choć jest ci źle. Z
      czystego lenistwa, czystej obawy przed nieznanym, przed koniecznością wzięcia
      spraw w swoje ręce, a nie tylko biernego przyjmowania co los przyniesie.

      Po prostu to przyznaj, ale nie wmawiaj mi że dziecku będzie lepiej w takim domu.
      Czujesz się choć czasem szczęśliwa, czy ciągniesz dzień za dniem jak koń w
      kieracie? tego chcesz od życia, takiego marazmu, życia obok siebie, obojętności,
      szarpania nerwów?
    • szona86 wspolczuje i... ja tez nie daje juz rady! 05.05.10, 15:14
      Na poczatku chciałm powiedzieć, ze bardzo Ci wspołczuje. Odejsc z
      takiego małżeństwa nie jest łatwo, trudno też w nim trwać nie mając
      żadnego wsparcia ze srtony męża. Ciąża to zapewne okres, kiedy
      kobieta potrzebuje najwiecej opieki, zrozumienia i przede wszystkim
      poczucia,że jest kochana. Z tego co wyczytałam, Ty jestes zdana sama
      na siebie. Odpowiedz sobie na pytanie - czy kochasz męża i czy Wasze
      małżeństwo moze byc szczesliwe ? Jesli nie, to po co to dłuzej
      ciagnąc? Skoro teraz nie masz z jego strony zadnej pomocy i jakos
      sobie radzisz, to poradzisz i sobie bez niego. Chyba głównie boisz
      sie reakci znajomych i otoczenia? Pamietaj - to nie oni sa tu ważni,
      a Ty i Twoje dzieci! myśle, ze podejmiesz właściwą decyzje - tego Ci
      życze.
      Ja w swoim związku borykam sie równiez z pewnym problemem -
      nieodpowiedzialnością mojego męża. Jestem 2 lata po slubie, kocham
      go, ma wiele zalet, ale tez jedną poważna wade - nie potrafi niczego
      w nalezyty sposob ząłatwić. Wszystkie wazne sprawy do zalatwienia
      spoczywaja na mnie. Kiedy sie z nim zwiazałam pracowal w pewnej
      firmie, nie zarabial zle. Pol roku po slubie zrezygnowal z pracy i
      do tej pory nigdzie sie nie zatrudnil. Ja prowadze swoja firme i
      zyjemy tylko z tego. ciagle wybiera pieniadze z konta, duzo wydaje i
      w ogole sie nie przejmuje ze moze zabraknac nam pieniedzy! Ostatnio
      dowiedzialam sie, ze nie zaplacil rachunku sprzed 8 lat i teraz
      musial wplacic prawie 6 tys zl wraz z odsetkami, 3 lata temu
      musialam pomoc mu splacic 20 tys zl bo nie poterafil dopilnowac
      swoich spraw z urzedem skarbowym (tylko i wylacznie jego wina),
      teraz zasypali nam jedna dzialke na 3 m w gore jakims błotem i on to
      tak zostawił - a dzialka miala isc na sprzedaż! rozmawiam, tlumacze
      i prosze by wzial sie w garsc - a on- "daj mi dziecko to sie
      zmienie". Jestem na studiach i nie chce byc teraz matka. Maz ma 32
      lata i nie potrafi sie soba zajac - rece opadaja... ja mam 24 -
      zawsze sama dbalam o swoje sprawy, a teraz musze jeszcze dbac o
      jego. czuje ze kiedys doprowadzi mnie do bankructwa i wykonczy
      psychicznie. Kocham go, ale zaczynbam sie strasznie meczyc w tym
      zwiazku. i Co tu robic ?

      • szonik1 Re: wspolczuje i... ja tez nie daje juz rady! 05.05.10, 16:00
        "Daj mi dziecko,to się zmienię!" Tylko się na to nie nabierz!!!Masz 24
        lata,zycie przed soba,nie zakładaj sobie pętli na szyję.Jak będziesz w ciąży i
        nie będziesz mogła pracować, kto Was utrzyma?Bezrobotny mąż? Nie tylko
        nieodpowiedzialny,ale i chyba nieambitny, leń i wygodnicki.
        A może zamiast dziecka,jakieś ultimatum i potem planowanie kolejnego kroku?Ręce
        czasem opadają...
      • kinga_n1 Re: wspolczuje i... ja tez nie daje juz rady! 15.05.10, 23:11
        Otwórz konto, przelewaj tam zarobione pieniądze, nie podawaj Mu nr
        konta i karty i daj do opłacenia rachunki, ciekawe jak sie zachowa
        jako mężczyzna...
        Przyzwyczaił się do wygodnego życia a raczej przyzwyczaiłaś go.
        Pozwól mu być MĘŻCZYZNĄ.
        • perfidna_zlosnica_i_jej_traba Re: wspolczuje i... ja tez nie daje juz rady! 01.06.10, 20:13
          Dziewczyny mają racje. Mysle, ze moglo Ci sie wydawac, ze on jest
          inny, bo byl starszy. SLub zawierliscie: Ty majac 22 lata, on 30. No
          jest róznica....w patrzeniu na zycie.

          Mam podobny problem do twojego. To ja zabepzieczam nas finanowo. ja
          dbam o to, by konto bylo pelne, by dziecku przedskzole opłacic i by
          rachunki byly bez odsetek. A studiuje! Dlatego za niego nie
          wychodze!
          Przed nim jeszcze jednak proba: mamy umowe, ma zalatwic rzecz X,
          jezeli jej nie zalatwi - ja odchodzę. Z dzieckiem. Dla mnie ta rzecz
          X to priorytet. To miernik szacunku jego do mnie i do załozonej
          rodziny.
          Tyle, ze on ma 24 lata, i ja tez i może jeszcze sie zmienic. Twoj
          jest 32 latkiem i nie zmieni sie. Za stary.
          Jestem ciekawa czy MOJ wybrnie, czy podejmie MĘSKĄ decyzję i czy
          udowodni, że nie jest ciamajda, potrafi utrzymac rodzine i o rodizne
          walczyć.
    • piwnooka182 Re: problemy w małżeństwie 08.05.10, 10:10
      jestem mężatką 2,5 roku. Pierwsze poł roku było fajne, a później ja zaczęłam się
      męczyć. przez ostatnie 1,5 roku nie ma dnia, żebym nie myślała o rozwodzie, jak
      się pokłócimy, to mam ochotę tylko na wyprowadzkę... ale coś powoduje, że nie
      mam na to siły i odwagi. Nie mamy dzieci, bo ja nie czuję się pewnie, ale to
      oczywiście jest kolejny pretekst do kłótni. Seksu unikam jak mogę (choć potrzeby
      swoje mam). Nie jestem szczęśliwa, męczy mnie ta cała sytuacja (mojego męza też
      - uwaza, że wymyślam sobie problemy). Z kogoś zawsze uśmiechniętego i
      energicznego zamieniłam się w dość apatyczną osobę bez poczucia własnej
      wartości. Wyprowadziłam się dla niego do obcego miasta, bez żadnych znajomych...
      Teraz zbudowałam już jakieś relacje z innymi ludźmi, ale wciąż czuję się
      samotna. "Powera" daje mi praca, odpowiedzialna i wymagająca ale w dobrej
      atmosferze i raz na jakiś czas wyjazdy w rodzinne strony. Od jakiegioś czasu
      proponowałam mężowi terapię małżeńską, ale oczywiście on nie będzie chodził do
      żadnych "bullshitterów" i jeszcze im za to płacił, chociaż lepszego pomysłu nie
      ma (oczywiście teściowa też maczała w tym palce)... Podjęłam decyzję, że skoro
      nie możemy pracować nad związkiem, to ja będę pracowała nad sobą. To oczywiście
      też jest kolejny powód do kłótni, bo wydaję pieniądze na bzdury, a poza tym na
      terapii piorą mi móżg. A ja czuję się dzięki temu silniejsza i czuję, że mi to
      pomaga.
      Podsumowując kiedyś myślałam, że kwestie przemocy nie podlegają dyskusji. Są
      powodem dostatecznym i wystarczającym do rozstania. Mimo, że sama nie jestem
      bita, to przecież też podlegam przemocy, tyle, że tej werbalnej. To też jest
      forma agresji, która sprawia mi ból. I co? Nic.... Nie potrafie odejść, odciąć
      się od tego bo wciąż kocham, albo jestem przywiązana, bo mimo, że finansowo
      dałabym rade, to czuję sie zależna. Bo mimo, że zwykle mam gdzies, co ktoś o
      mnie pomyśli, to podświadomie boję się łatki, którą to i tak mi przyczepią. i
      jeszcze jedno, a co jeśli postanowę odejśc a później pożałuje swojej decyzji?
      Pracuję teraz nad tym wszystkim na terapii. Wiem, że odpowiedzialność za taki
      stan naszego zwiazku ponosimy oboje, ale ciezko być obiekywną w takiej sytuacji
    • daszka26 Re: problemy w małżeństwie 10.05.10, 14:31
      Zaczynam wierzyć w to, że zgodę na małżeństo i posiadanie dzieci powinno się
      otrzymywać od psychiatry, po gruntownych badaniach.
      Jakim cudem tak nieodpowiedzialni i niedojrzali emocjonalnie ludzie mogą
      wchodzic w związek małżeński? Ba, dzieci posiadać?
      Narażaj dalej swojego synka, w krótce on też może zacząć obrywać od tatusia. Ale
      zawsze możecie sobie pogrillować, to jest esencja związku. Grillowanie.
      Co za idio...
    • j.k.k Re: problemy w małżeństwie 15.05.10, 10:35
      Wiesz bylam w podobnej sytuacji, maz nic nie robil ciagle sie
      klocilismy , zawsze wg niego winna klotni bylam ja, kilka razy
      podniosl na mnie reke.
      Mamy 4 letniego synka ktorego on nie chcial wogole wiec zgotowal mi
      pieklo przez cala ciaze.
      Tez wiele razy zastanawialam sie co zrobic, zostac, odejsc,zucic go,
      wybaczyc? ???
      I wiesz co znalazlam sposob, ktory sie sprawdzil, zadzialal...
      Kazda ci radz na tym forum zuc go, ale ty wiesz sama ze to nie takie
      proste...
      Tymbardziej zostac sama z 2 dzieci i pewnie z jego glodowymi
      alimentami 500 zl na dwojke...
      Tulac sie po rodzinie, i byc smotna...to nie jest fajne...fajne tez
      nie jest ze on cie tak traktuje i ze jestes praktycznie sama ze
      wszystkimi problemami na glowie.
      Zrob tak: pomysl o sobie i swoim synku i o tym dzieciatku ktore ma
      sie urodzic, oni sa dla ciebie najwazniejsi, to dla nich zyjesz nie
      dla tego dupka meza.
      To dla swoich dzici musisz byc szczesliwa...
      I to one sa najwieksza wartosica w twoim zyciu
      To im musisz zapewnic wszystko co najlepsze a nie zapewnisz tego
      sama bo dzici nie oszukujmy sie potrzebuja ojca, no i napewno beda
      miaay latwiej jak ten ojciec bedzie pracowal i przynosil do domu
      pensje a nie placil na nie marne grosze...
      Stan sie taka samolubnai wyrachowana suka jak on jest w stosunku do
      ciebie!!!
      Mysl tylko o sobie i o dziciach a z nim zyj poprostu w zgodzie i
      traktuj go jak lokatora
      Dbaj o siebie i swoje przyjemnosci, nie licz sie z nim tak jak on
      nie liczy sie toba...
      Urodzisz dziecvko, odchowasz i wrocisz do pracy
      Znajdziesz sobie kochanka ktory sprawi ze bedziesz czula sie fajna
      piekna, pozadana
      Nie bedziesz dla niego kura domowa ani kims kim mozna pomiatac.
      A malzenstwo potraktoj jak firme.
      Firme w ktorej ma sie wspolne kredyty, interesy, dzieci i to wszystko
      Gwarantuje ci ze jezeli twoj maz na wlasniej skorze odczuje ze
      odpuscilas nie czepiasz sie go jestes samodzielna, dsamowystarczalna
      a przy tym dzziwnie szczesliwa, acznie sie zastanawiac i poczuje sie
      zle, podle ze dajedsz sobie rade bez niego i poczuje sie zazdrosny
      ze nie jest juz pepkiem swiata i zacznie cie szanowac i zabiegac o
      ciebie jezeli bedzie mu zalezalo na waszej rodzinie bo poczuje ze
      traci grunt pod nogami, ze ma duzo do stracenia a ty sobie i tak
      poradzisz...
      I masz to robic mieszkajac z nim zeby wiedzial twoja przemiane, to
      ze jestes silna zeby czul wrazie czeko co traci.
      U mnie sie sprawdzilo, maz po roku mojej przemiany przejrzal na
      oczy, zakochal sie ponowinie, nosilbym nie na rekach teraz, kiedy
      grunt palil mu sie pod nogami juz nie byl taki obcesowy skory do
      klotki czy pewny siebie.
      I wszystko sie jakos ulozylo, i obylo sie bez rozwodow, podzialow
      majtku, bez dzieci pozbawionych ojca a ja skorzystalam na tym
      podwojnie mam wieksza pewnosc siebie i fantastycznego kochanka ktory
      jak nikt potrafi mnie zrelaksowac po dlugim dniu pracuy :-))
      powodzenia ;-)


      • perfidna_zlosnica_i_jej_traba Re: problemy w małżeństwie 01.06.10, 20:17
        j.k.k napisała:

        >
        >
        co za brednie!
    • siula5 Re: problemy w małżeństwie 15.05.10, 11:12
      "Problemy w małżeństwie"
      a kto ich nie ma, jeszcze nie spotkałam idealnego małżeństwa, zawsze jest jakieś
      "ale".
      Mam nadzieję, że to co się stało to jednorazowy wyskok
      Jeśli jeszcze chcesz walczyć o wasze małżeństwo to pamiętaj, że w pojedynkę nie
      dasz rady, musi chcieć tego druga połówka. Wszystko da się naprawić i
      wybaczyć...dla siebie, dla dzieci, dla tych szczęśliwych dni, których jest sporo
      w waszym życiu.
      Proponuję terapię, życzę ci powodzenia i tego abyś podjęła dobrą decyzję co
      dalej z waszym życiem.
    • znowuniedziela Re: problemy w małżeństwie 15.05.10, 14:08
      [quote="crazymary555"]Jesteśmy już 7 lat po ślubie. Nigdy nie było w naszym związku jakieś dłuższej s
      > ielanki, czasem trochę lepiej, czasem bardzo źle, ciche dni, kłótnie i te spraw
      > y. W sumie przywykłam do tego, przy dziecku (synek 6 lat) staramy się nie kłóci
      > ć i jakoś tam w miarę współpracować. Jestem samodzielna i całkowicie niezależna
      > finansowo (prawo jazdy, własny samochód, stałą pracę, mieszkanie jest wspólne)
      > . To tak w wielkim skrócie aby naświetlić moją sytuacje. Jak wspomniałam wyżej
      > przyzwyczaiłam się do tego, że nie jesteśmy dobrym małżeństwem, zgranym i wspie
      > rającym się. Mąż nigdy mi nie pomagał i nie pomaga w domu, czy przy dziecku, i
      > nteresuje go tylko własna osoba, jego praca, po pracy komputer - zimą, resztę r
      > oku wędkarstwo, nic go nie obchodzi, czasem z łaski wyjdzie z nami na spacer, p
      > rzy czym od razu marudzi, że już chce wracać. To ja nauczyłam naszego syna jeźd
      > zić na rowerze, pływać to ja zajmuję się jego edukacją no słowem wszystkim! Wyp
      > ominam to mężowi czasem, że inni ojcowie grają z synami w piłkę itp. ale jego t
      > o nie obchodzi.
      > Ale do rzeczy. Od niedawna jestem w ciąży, chciałam aby syn nie był jedynakiem
      > a aż takiej "patologii" w domu nie ma, więc się zdecydowałam. I nie wiem czy to
      > teraz przez te szalejące hormony ale mam wrażenie że już nie mogę z nim dłużej
      > być.
      > Ciążę znoszę kiepsko, wszystkie klasyczne objawy, mąż ani razu nie spytał czy c
      > zegoś mi nie potrzeba, jak się czuję, nie zajął się w synkiem, mimo że ledwo ch
      > odziłam. Siatki z zakupami muszę mu wciskać do rąk bo sam nigdy nie weźmie ode
      > mnie ciężarów, nie pomoże umyć okien, zawiesić firanek itp. Jak go o to proszę
      > to on jedynie mówi, że przecież jeszcze jest czysto i mam tego nie robić. Ostat
      > nio wyjechaliśmy do znajomych do Warszawy, chcieliśmy też trochę zwiedzić miast
      > o, było mi ciężko chodzić a on tylko się wściekał, że za wolno idę, poganiał, n
      > ie chciał na chwilę usiąść ze mną i odpocząć. NO słowem ma w d... moją ciążę, m
      > oje samopoczucie i mnie w ogóle. Przy porodzie oczywiście nie będzie bo to moja
      > sprawa przecież i być może będzie się mnie potem brzydził (tak powiedział).
      > W każdym razie miarka przebrała się wczoraj kiedy to poprosiłam aby poszedł pos
      > zukać synka bo nie widziałam go przed blokiem (gdzie miał się bawić), robiło si
      > ę późno i martwiłam się. Byłam już w piżamie a poza tym ciężko biegać mi po sch
      > odach czy między blokami. Oczywiście powiedział że mam iść sama a jak nie to sy
      > nek "sam się znajdzie prędzej czy później". Odczekałam pół godziny (tzn. przery
      > czałam że jest takim chamem) i znowu ale dosadniej wykrzyczałam mu że ma iść sz
      > ukać dziecka! Prasował sobie koszule, więc wyrwałam mu ją a on ... no i właśnie
      > zaczęło się, zaczął mnie bić dosyć mocno, uderzył mnie w głowę, potem raz jesz
      > cze, próbowałam mu oddać, więc dostałam jeszcze kilka razy. No i tyle. nie mogę
      > być z takim bydlakiem. ale myslę że jeszcze gorzej będzie mi samej, znaczy nie
      > wyobrażam sobie tego. Oczywiście o jakiś przeprosinach nie ma mowy z jego stro
      > ny, to on jest obrażony, bo zrobiłam awanturę i coś w ogóle od niego chciałam a
      > dostałam bo jestem histeryczką. Nic to że jestem w ciąży, że przewróciłam się
      > kilka razy. Poszłabym zrobić obdukcję ale po uderzeniach w głowę nie mam śladów
      > .
      > Nie wiem co mam robić, boję się rozwodu, mieszkam w małej miejscowości ,synka n
      > ie nastawiam przeciwko ojcu więc on go kocha.
      > Nie wiem czy komuś chce się to wszystko czytać ale ja przynajmniej się wygadała
      > m. choć tyle. bo komu o tym powiem? znajomym? Wszyscy go lubią, jest towarzyski
      > , uchodzi za zróżnoważonego, wręcz flegmatyka... ech szkoda gadać. beznadzieja.
      > Może ma ktoś podobne doświadczenia? prosze o radę.[/quote]


      jestem porażona, nie wiem, czy piszesz, jako osoba poważna, czy to prowokacja, poraziło mnie Twe późniejsze wyjaśnienie,że to małe miasto, wydaje mi się, ze konwenanse przeważają, i że może on być twoim wrogiem numer jeden-ba, jest, a Ty tego nie wiem, nie dostrzegasz ??
      Po licho pisac na forum o swoim , naprawdę potężnym problemie, a potem odpisywac forumowiczkom, że macie znajomych, którzy was lubią, grillujecie, jedziecie na wkacje ? Nie pojmuję tego !!??
      Jeśli czujesz, że masz problem, jestes niezalezna, jak pisałaś, masz pieniądze, samochód i dobra prace to zacznij korzystać z tej niezależności , a nie udowadniaj i sobie i nam, że Twój problem, to nie jest problem, tylko takie małe coś, co było i zamieciesz pod dywan.
      Jesli jestes dorosła, świadoma i na dodatek matka dzieciom, to weż się za siebie i swoje zycie, i przestan udawać, że nic sie nie stało. Oczywiscie, ze go sprowokowałaś, ale on nie poszeł szukać synka, nie chciało mu się, co z tego ?? Ja np choruję bardzo poważnie na tarczycę, mam ogromne zmiany hormonalne, zmiany nastrojów, mój mąż, ,mimo moich potężnych wyskoków, nigdy nie podniósł na mnie reki, a wyskoki były i są potężne, nie typu wyrywanie koszuli...
      Nie pojmuję Twego zadęcia i poruszenia, skoro piszesz, że Ci było źle, coś sie stało chyba...
      To, że się przyzwyczaiłaś, to nie znaczy, że tak ma być !!

      No, ale skoro Ci tak dobrze :)
      Skoro uważasz, że facetm który w domu nie robi nic, jest niemiły, agresywny(nie nie, napiszesz, ze nie stale tylko gdy go zdenerwujesz-czyli jest damskim bokserem, gdy wkracza na ring, rozumiem, poza ringiem jest spokojny), nie zajmuje się dzieckiem(jest asertywny, nie odpycha, ale tez nie okazuje miłości-no skoro Ci pasuje), nie pomaga Ci ,,,,-ale to małe miasto-tak, trzeba fason, niech bije., ale po cichu, a sińce skorygujęmake-upem, żeby na grillu nie było widac, bo znajomi mają swoje problemy ...

      Dziewczyno, piszesz, że dziecko go kocha-poczekaj, za rok, dwa dziecko Ci przyłoży, odpyskuje, warknie, jak długo bedziesz udawała, ze dziecko sie czuje szczęsliwe, że nie rozumie ???


      Szokujące rzeczy piszesz w postach wyjaśniających-poczytaj je uważnie, moze zrozumiesz samą siebie, bo my Ci nie pomożemy, Ty sama musisz się za siebie i swoją rodzinę wziąć...
      • kinga_n1 Re: problemy w małżeństwie 15.05.10, 23:13
        Uciekaj i zacznij żyć :)
    • franeczek3030 Re: problemy w małżeństwie 01.06.10, 09:37
      ja też mam problem w moim młodym jeszcze małżeństwie. Znalazłem stronę
      www.koloroczu.pl i wprowadziłem kolory moje i żony i ewidentnie się nie zgadza
      kolor oczu mojego syna, wyszło 0% :/ i nie wiem, czy powinienem mieć schiza czy
      to olać... Mam pytanie – czy ktoś wie na ile dokładne są kalkulatory genetyczne?

      Wczesniej ufałem żonie bezgranicznie, teraz zaczynam się zastanawiać
      • zero.2 Re: problemy w małżeństwie 17.06.10, 21:22
        Najlepiej porozmawiaj z żoną szczerze... mój mąż postanowił wyrzec
        się własnego dziecka( a ja jestem wierną żona i to jest jego
        dziecko) przed rozwodem żada badań DNA a ja wyraziłam na to zgode bo
        nie mam nic do ukrycia w przeciwieństwie do męża który przez nasze
        krótkie małżeństwo mnie okłamywał i zdradzał
    • forencka Re: problemy w małżeństwie 01.06.10, 12:07
      Matko święta, zostaw go natychmiast! Będziesz żyła w spokoju, poczujesz ulgę.
      Taki facet to żadne wsparcie, ale obciążenie. Gadaniem się nie przejmuj. I nie
      daj się nabrać na błaganie i obiecanki! Powodzenia dziewczyno!
    • giciag Re: problemy w małżeństwie 01.06.10, 13:26
      Wszyscy go lubia ,jest towarzyski...i co z tego.Zrownowazony nie jest na pewno
      bo gdyby byl co nie podniosl by reki na ciezarna kobiete.Kochana pakuj walizki i
      uciekaj od niego.Jest zwyklym hamem ktory zaspokaja swoje potrzeby.Dziwie sie
      tylko ze zdecydowalas sie na drugi dziecko.
      • asiablues Re: problemy w małżeństwie 21.06.10, 11:20
        A mnie uderzyło cos jeszcze - zostawiłas 6 letnie dziecko samo pod
        blokiem, bez opieki???? I jak sie zrobiło pozno a Ty nie widzisz
        dzieciaka, to zamiast isc i go szukac ( zachowanie jego tatusia
        pomine), nawet jesli jestes w ciązy, zajmujesz sie awanturą z męzem?
        To, ze zasłuzył na powiedzenie mu kilku słów apropos niecheci do
        szukania dziecka to jedno, ale nie bałas sie, ze małemu cos sie
        mogło stac? Wazniejsze było robienie akurat facetowi wymówek?

        No i tak jak wiele osób wczesniej - uderzyło mnie stwierdzenie, ze
        zdecydowałas sie na dziecko/ A partner? Czy to była takze i jego
        decyzja?

        Albo to zart wszystko, albo autorka watku nie powinna tak narzekac,
        bo sama sobie tego piwa w duzej czesci nawarzyła...
    • gorn73 Re: problemy w małżeństwie 02.07.10, 14:49
      Coś wyolbrzymiasz moja droga ;)
      "Od niedawna jestem w ciąży" z zaraz potem "Ciążę znoszę kiepsko" -
      to u lich który to miesiąc że od niedawna a ty już taka
      sponiewierana?!

      "Prasował sobie koszule" - jakoś to mi sie kłóci z wizerunkiem lenia
      i nieroba co to nic w domu nie robi ;)

      "Odczekałam pół godziny (tzn. przeryczałam że jest takim chamem)" -
      gratulacje chrzanić dzieciaka prawda? lepiej przez pół godziny
      demonstrowac chłopinie swoje fochy :P

      ściemniasz słonko
      wyglada na to ze udało ci się doprwoadzć go do szewskiej pasji:
      "dosadniej wykrzyczałam"
      "Prasował sobie koszule, więc wyrwałam mu ją"

      respect maleńka.
      ty jestes kawał zołzy po prostu...on przecież "flegmatyk"
      nieprawdaż?!
      i nie jest tak że ty mu pierwsza przylałaś? mam wrażenie ze tak...
    • grudzien121207 Re:Również mam problemy w małżeństwie 04.07.10, 18:36
      Ja również borykam się z tym problemem.Mam męża alkoholika.Jestem z nim od 5
      lat.od niecałych 3 lat. jesteśmy małżeństwem,mamy synka 2.5l Mateuszka.Na
      początku znajomości również lubił wypić jak była do tego okazja,teraz okazje ma
      prawie codziennie,potrafi pić tydzień,tydzień nie pić,różnie bywa.To co było
      miedzy nami kiedyś tego już nie ma.Od 1.5 rok.z sobą nie śpimy,ogólnie nie śpię
      z nim w jednym łóżku od połowy ciąży.Nasz synek był planowany,mąż bardzo chciał
      mieć dziecko jest starszy o de mnie o 7 L.Ma własną działalność nie powodzi mu
      się teraz za bardzo,głównie przez alkohol.Jego Ojciec również Jest
      alkoholikiem..od 8 lat nie pije,i tu może leżeć problem.Mój mąż w tamtym roku
      stracił prawo jazdy również przez alkohol.Starałam się jego namawiać na leczenie
      również i jego rodzice,ale do niego nic nie dociera ,nie widzi problemu,na
      niczym mu nie zależy a szczególnie na mnie,daje mi to czasami do
      zrozumienia,wypomina mi rożne rzeczy,wyzywa mnie.Jak mówię że go zostawię że się
      wyprowadzę jak nie przestanie pić to on odpowiada to się wyprowadzaj,dodam tylko
      że mieszkamy z jego rodzicami.Chętnie bym się wyprowadziła od męża lecz nie mam
      dokąd,nie mam rodziny w Białymstoku,mam matkę pod Warszawą,ale na nią liczyć nie
      mogę,nie mam mieszkania żadnych środków do życia,nie pracuje,musiałam
      zrezygnować bo mój synek bardzo często chorował.Więc muszę liczyć tylko na
      siebie,muszę kombinować jak wyrwać się z tego związku bo przyszłości z tym
      człowiekiem nie widzę za dużo wypowiedzianych przykrych słów za dużo wyzwisk i
      płaczu,Czasami mi mówi że jak chce się wyprowadzić to bez małego,boje się że jak
      dojdzie do rozwodu to będzie miał większe szanse niż ja,ma gdzie
      mieszkać,itp.Jak mówiłam dla niego że alkoholikowi nikt dziecka nie da to mówił
      że jego rodzice adoptują,I już sama nie wiem co mam robić.Najgorzej że z tym
      człowiekiem nie da się porozmawiać na spokojnie ustalić różne sprawy.Jedynie
      siostra zaproponowała mi pomoc chce nawet po mnie przyjechać w razie czego,chce
      żebym z nią zamieszkała,ale jak mój mąż zobaczy torby spakowane iże chce w
      zabrać dziecko z sobą,boje się że zrobi niezłą awanture

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka