na cholere odrazu ślub?

22.07.04, 19:45
Tak czytam wasze wypowiedzi,dodaje mi życie kawalek.I doszedlem do wniosku,ze
nie powinno sie brac slubu,ani zakladac rodziny jak sie ma nie wiecej niz 30
lat u facetow i 26 u kobiet.Coraz czesciej spotykam dziewczyny ktore
powychodzily za mldu za maz,bo zawszly w ciaze lub same tak wybraly.jednak
pierwszy powod jest najczesciej.To porażka.Opanujcie sie dziewczyny.Nie
zyjemy w okresie sredniowiecza,ze kobieta w cizy i samotna to Zla kobieta lub
uzyywaja gorszych okreslen.Pomyslcie troszke za nim to zrobicie.Mieszkac
mozna razem przez kupe lat.Sprawdzic sie.Jak wychodzi, to ok.Bierzemy
slub.Ale zawsze jest margines.Facetow tez bym uczulil na takie cos.Po co wam
slub odrazu?No po co?
    • sol_bianca Re: na cholere odrazu ślub? 22.07.04, 19:55
      A kto bierze od razu? Chyba wiele osób "w dzisiejszych czasach" postępuje tak,
      jak zalecasz.
      Tylko zastanawia mnie, skąd bierzesz ten minimalny wiek. Dlaczego akurat taki, i
      dlaczego inny u mężczyzn niż u kobiet. A jeśli mam tyle samo lat co mój facet,
      to mam czekać do trzydziestki? Daj spokój, niech się pobierają kiedy chcą.
      • arturlahar Re: na cholere odrazu ślub? 22.07.04, 21:46
        masz racje z tym wiekiem.Nie ma znaczenia,czlowiek musi sam dorosnac do takich
        decyzji
        • anula36 Re: na cholere odrazu ślub? 07.10.04, 21:45
          a najlepiej razem pomieszkac ze 20 lat a potem puscic klienta w trabe bez
          konsekwencji:)
    • orvokki Re: na cholere odrazu ślub? 22.07.04, 20:59
      Eeee, ale właściwie to skąd takie wnioski?
      I dlaczego jak kobieta ma mniej niż 26 lat (i też mnie skądinąd zastanawia
      dlaczego akurat tyle) wychodząc za mąż, to znaczy że ślub "od razu". Miałam 24
      lata, kiedy braliśmy ślub, mój mąż 23, wcześniej byliśmy parą przez 3 lata, a
      rok mieszkaliśmy razem, obojgu nam się wydawało, że ślub to naturalna kolej
      rzeczy, naturalny kolejny etap rozwoju naszego związku...
      Dzieci nie mamy, przymus nie wchodził więc w grę (ani taki, ani inny typu
      presja rodziny).
      • oxygen100 Re: na cholere odrazu ślub? 07.10.04, 17:18
        Bo to jedyny dzien kiedy mozna sie wystroic w sliczna suknie i welon, wydac
        majatek na fryzjera kosmetyczke i wizazyste bez wyrzutow sumienia. I nikt nie
        powinien tego dnia wygladac lepiej niz panna mloda.To jedyny raz kiedy mozna
        sie poczuc prawdziwa GWIAZDA. Poza tym status rozwodki jest zawsze lepszy niz
        status starej panny hehe.
        • aleksandrynka Re: na cholere odrazu ślub? 07.10.04, 18:47
          tak, słyszałam o jednej, która z tego powodu właśnie wyszła za mąż. Żeby się
          zaraz rozwieść.

          A tak na poważne - to nie wiek ma decydujące znaczenie przy decyzji o
          pobieraniu się. Ciąża też nie powinna.
          • anula36 Re: na cholere odrazu ślub? 07.10.04, 18:51
            Teoretycznie nie powinien przewazac ani wiek ani ciaza.
            Mysle jednak,ze jednak po 30-tce jest wsrod kobiet duza presja na malzebnstwo i
            ze strony srodowiska i same kobiety zaczynaja powoli myslec ,ze jak nie w ciagu
            4-5 lat pierwsze dziecko, to moze juz nigdy.A nei kazda kobieta che poprzestac
            na jednym.
            Poza tym po 35 roku zycia wypada sie w zasadzie z pierwotnego rynku
            malzenskiego i jest sie skazanym tylko na odzysk.
            • eve.hq Re: na cholere odrazu ślub? 07.10.04, 19:50
              No anula albo na młodszego mężczyznę:D co oczwiście nie wyklucz , by był także
              dojrzały:D ale tak a propos to ostatnio socjolodzy biją na alarm ,że już co
              trzecia osoba jest samotna i wiek też rośnie tych pozostających solo z różnych
              powodów z resztą , patrząc na znajomych to widzę ,ze nie jest łatwo spotkać
              kogoś bliskiego i problem dotyczy nie tylko kobiet ale i sporej rzeszy
              samotnych męzczyzn...life is brutal , a nasi rodzice mieli i towarzyskie
              wieczorki , i ludzie byli inni, mniej anonimowi, a i samotnych czytaj bez
              partnerów było mniej z resztą, a dziś...żal mi tych samotników, co to za życie
              gdy nie ma się nikogo bliskiego obok...
              • kruszynka301 Re: na cholere odrazu ślub? 07.10.04, 20:12
                Nasi rodzice mieli towarzyskie wieczorki, my mamy internet..... Możliwości i sposób poznania nie ma chyba wpływu na ilość osób samotnych.
                Patrząć na znane mi samotne osoby, niepotrafiące sie z nikim zwiazać i narzekające na swój los, to każda z tych osób ma wygórowane żądania co do drugiej partnera.....
                Przystojny, bogaty, elokwentny.... Przyjaciółka zerwała z jednym, bo zdarzyło mu się "zaklnąć w MOJEJ obecności" - "przecież z chamem spotykać się nie będę" - itd.
                Nie tak dawno byłam samodzielną mamą z kilkumiesięcznym maleństwem - i naprawdę nie miałam żadnych problemów z poznaniem osób wartościowych, bliskich, zresztą bardzo szybko poznałam swojego obecnego męża (tego od kolejki;).

                A co do głównego wątku, to również zgadzam się, żę mężczyźnni nie powinni się wiązać przed 30-stką - bo wtedy jeszcze nie wiedzą, czego tak naprawdę chcą (zresztą zaczynam się zastanawiać, w jakim wieku wiedzą;).
                Oboje partnerzy powinni być wcześniej w paru związkach, aby należycie docenić obecnego partnera, o czym ciągle mi przypomina mój mąż, mówiąc, że jeszcze takiego skarba jak on nie miałam;).
              • anula36 Re: na cholere odrazu ślub? 07.10.04, 20:20
                wszystko fajnei kiedy majac lat 35 ma sie partnera 25 letniego, ale majac lat
                55 miec 45 letniego mlodego faceta,kiedy saemmu wchodzi sie w okres
                menopauzy...zreszta kazdy robi co lubi.
                Ja tam, wole starszych.
    • karo_lina79 popieram 07.10.04, 21:34
      Ja też dziwię się moim koleżankom z czasów liceum - co rusz to jakiś ślub. I
      większość z nich jest krócej ze swoim narzeczonym niż ja z moim chłopakiem.
      Mnie się tam nie pali do ślubu. Jasne, fajnie byłoby się ubrać w białą bezę,
      ale to jest tylko jeden dzień. Czy dla jednego dnia warto podejmować
      przedwczesną decyzję?
      I też postanowiłam, że nie wezmę ślubu przed 30-stką mojego chłopaka. Wnikliwe
      obserwacje środowisk małżeńsko-wolnozwiązkowych doprowadziły mnie do wniosku,
      że nie zamierzam ryzykowac rozwodem.
      No i przed naszą 30-stką pewnie się niczego nie dorobimy, a przez te kilka lat
      jeszcze coś nam przybędzie na koncie.
      • eve.hq błedem niewybaczalnym jest takie generalizowanie.. 07.10.04, 22:20
        Tu wiek nie ma nic do rzeczy , moi rodzice mieli kilka lat mniej niż ja, gdy
        wychodziłam za mąż ,ale mimo to byli bardzo dojrzali...dojrzałość to nie lata w
        metryce,nie liczba siwych włosów na głowie... bo można mieć i ze 40 na karku i
        fiu bdździu , a można mając lat dwadzieścia parę mieć i doświadczenie i
        mądrość dojrzałego człowieka...Mój ojciec był półsierotą i już w wieku 14 lat
        musiał zarabiać na życie , utrzymywać siostrę i pomagać mamie, nie było mu
        lekko, najpierw internat przy technikum z dala od rodziny, potem studia, a
        wszystko to między pracą , a obowiązkami w domu...i jest teraz najwspanialszym
        ojcem na świecie, zawsze mogłam na niego liczyć i nikt mi nie powie ,ze gdyby
        miał mniej niż te 24 lata , gdy żenił się z moją mamą , że był niedojrzały, gdy
        się urodziłam miał "tylko" 27 lat......a propos nigdy nie gustowałam w
        starszych meżczyznach, bo jakos zawsze tak było ,że byli nad wyraz niedojrzali
        i egoistyczni, prędzej dogadywałam się z rówieśnikami i trochę młodszymi, a
        swego męża poznałam , gdy oboje byliśmy juz po studiach, mieliśmy spory bagaż
        doswiadczeń i dojrzałą postawę życiową i nie potrzebowaliśmy czekać do 30 -tki
        na podjecie najważniejszej decyzji , która dla nas była tak oczywista i jasna
        jak słońce , co od początku naszego małżeństwa świeci:))odwagi i szczęsliwych
        wyborów życzę przede wszystkim tym wiecznie poszukującym, z przesłaniem , by
        nie ustalali jakiś pułapów na uczucia i miłość , bo na wartości duszy pułapów
        nie ma , emocje i uczucia są po prostu niewymierne, dojrzała miłość to nie
        metryka ani matematyka lecz psychika,dusza... pozdrawiam:)
        • karo_lina79 Masz rację Ewo, ale... 07.10.04, 22:26
          ...przeniosę tę moją prywatną generalizję na moje życie i wytrwam do 30-stki.
          Nic nie zmieni mojego poglądu, że facet przed 30-stką NIE jest dojrzały.
          Zresztą kilku moich znajomych mężczyzn też potwierdziło tę tezę. Wyjątki pewnie
          się zdarzają, nie przeczę. Ale my chyba do wyjątków nie należymy. Czyli
          jesteśmy beztroscy jak motylki:)
          Pozdrawiam!
          • eve.hq Re: Masz rację Ewo, ale... 07.10.04, 22:48
            A mój mężulek jeszcze 30-tki nie ma , za to dojrzałością, odpowiedzialnością i
            ciepłem mógłby niejednego obdarzyć i nie zamieniłabym go na żadnego innego:))
            mnie to myślenia dało kiedyś,to co powiedział mój znajomy , który stwierdził,ze
            i jest starszy tym bardziej nie ma ochoty się ustatkowac ,ani tym bardziej
            zmieniać swych starokawalerskich nawyków i to jeden z powodów dla , których
            NIGDY nie związałabym się z tak niedojrzałym facetem,a już na pewno nie ze
            starym prykiem:))po za tym mamy z męzem większe szanse się razem zestarzeć i
            dożyć wielu spokojnych lat, nigdy nie pociagali mnie starsi meżczyźni , a już
            na pewno ci bardzo starsi panowie:(( mam takiego męża o jakim zawsze marzyłam i
            twierdzę ,że na Tego jedynego warto poczekac i nie śpieszyć się, lecz nie
            ustalać jakiś pułapów , bo za chwilę będziemy narzucać, kiedy mają kobiety
            rodzić ,do jakiego wieku i kiedy starcy maja schodzić z tego świata, a jak nie
            to?...no właśnie coz tymi co się nie podporządkują?... każdy widzi ,ze te
            wymyślone granice sa bezsensowne...jeden człowiek dojrzeje szybko , a drugi
            nawet po 50-tce będzie głupim osłem:)
          • anula36 Re: Masz rację Ewo, ale... 07.10.04, 22:51
            ciekawe tylko jak to sie dzieje,ze mezczyzna ktory NIE jest dojrzaly przed 30
            tkadzien po 30 urodzinach robi sie BARDZO dorzaly:)
            • eve.hq dobre:D:D 07.10.04, 22:54
              włśnie jak to niby jest?:D dostaje taki certyfikat dojrzałości czy jak?:D:D aha
              czyli ,ze jak mój skończy 30lat to już chyba bedzie bardzo dojrzałym...
              starcem?:D:D:D )))
              • anula36 Re: dobre:D:D 07.10.04, 23:05
                dla mnie osobiscie takim rytualem przejscia swiadczacym o dojrzalosci jest
                uzyskanie stalych dochodow i mozliwosc wspolnego zycia z kobieta a takze chec
                takowego zycia- niektorzy nie dojrzeja do tego nigdy. A jesli mozna wczesniej?
                czemu nie. Nie wierze ze w ciagu miesiaca, roku mezczyzna z wesolego i
                niefrasobliwego konika polnego stanie sie statecznym mrowkiem;)
                • karo_lina79 Re: dobre:D:D 07.10.04, 23:07
                  hehe, ja też nie wierzę w takie cuda.
                  Po prostu dla mnie 30-stka to cezura i koniec. Powiedzmy że wierzę w
                  numerologię.
                • eve.hq Re: dobre:D:D 07.10.04, 23:14
                  Otóż to:D:D znam takich co parę lat temu juz skończyli 30tę i ledwo sobie radza
                  w życiu, są wśród nich o zgrozo też tacy co mieszkają z rodzicami będąc wciąż
                  na ich utrzymaniu:( ale mogęe wymienić taki przykłady mężczyzn , którzy
                  niedawno skończyli studia, pracują i mają bardzo sprecyzowany cel w życiu
                  zarówno osobistym jaki i zawodowym, tak więc jak ktoś jest lekkoduchem to nawet
                  upływ lat niewiele zmieni w jego niedojrzałym podejściu do życia, ale naiwnych
                  co wierzą ,ze kogoś "przerobią" nie brakuje, tylko tak czasem żal patrzeć na
                  te mizerne efekty tego "przerabiania" w dojrzałego mężczyznę jakiegoś
                  infantylnego fircyka...
                  • karo_lina79 Otóż to 08.10.04, 11:39
                    Ja też nie mogę patrzeć na panów niebieskich ptaków i moja awersja nie ma nic
                    wspólnego z założoną przeze mnie cezurą.
                    Moja przyjaciółka już od kilku lat łudzi się, że jej wybranek dorośnie. A
                    wybranek już po 30-stce i dalej mu w głowie tylko ładne panny i szybkie
                    samochody.
                    Oczywiście mieszka u mamusi:)))
                    Ile razy jej powtarzałam, że to nie jest dobry facet dla niej. Dopiero teraz
                    postanowiła zakończyć ten toksyczny związek i wyjechać, ale wiem, że nie
                    przestała go kochać.
                    A on sobie spokojnie będzie podrasowywał swoje autko, żeby wozić nim różne
                    takie siksy. W ogóle go nie widzę jako statecznego małżonka, chociaż w pracy
                    jest świetny i dużo zarabia, i sprawdza się jako szef.

                    Pisząc o tej 30-stce miałam na myśli to, że ci którzy mieli predyspozycje do
                    ustatkowania się, osiągają pełną dojrzałość właśnie koło 30-stki i że to jest
                    odpowiedni moment do założenia rodziny. No jasne, to może być też 27-28 lat, w
                    końcu różni są ludzie, ale przede wszystkim chodziło mi o to, że do w wieku 20-
                    30 lat człowiek chce się bawić, bo wreszcie jest w pełni dorosły, mamusia już
                    nie może niczego zabraniać, ma się swoje pieniądze (jeśli się zarabia), a
                    organizm jeszcze znosi nieprzespane noce.
                    Teraz by mnie kijem do USC nie zapędzili, zresztą nie wiem, czy kiedykolwiek
                    się tam zapędzę. Jest mi dobrze tak jak jest i mojemu chłopakowi też, więc po
                    co to zmieniać? Statkować się będziemy za kilka lat - a teraz: o młodości,
                    iskro bogów..!
                    • anula36 Re: Otóż to 08.10.04, 12:11
                      mysle ,ze ci ktorzy mieli predyspozycje do ustakowania sie robia to majac 26-7
                      lat.Kolo 30 tki ostanie neidobitki ustatkowania.A reszta to juz sie nei
                      ustakuje;)
                      • karo_lina79 Re: Otóż to 08.10.04, 12:35
                        Oj, to może ja i mój kochany będziemy ostatnimi z ostatnich :)))
                        A konkubinat to też brak ustatkowania? Czy tylko strach przed ślubem..? Ciekawa
                        jestem, co o tym myślisz.
                        • anula36 Re: Otóż to 08.10.04, 12:57
                          prawidlosc ustatkowania obserwowalam na znajomych z jednego rocznika, taka
                          grupa wypadowa, ok 30 osob-rocznik 1973, w 2000 roku gremialne sluby 2001-
                          gremialny wysyp dzieci:)
                          czemu sluby: wszyscy zdazyli pokonczyc studia znalezc prace,lub przyjac
                          chwilowe utrzymywanie partnera i wszyscy mieli zorganizowane jakies mieszkania:)
                          W sumie rownalam do reszty - tyle ze w 2000 to sie akurat z facetem rozstalam:)
                          Dla mnei osobiscie konkubinat jest jak malzenstwo. ale oczywiscie roznie ludzie
                          go traktuja. Nie widze roznicy w zyciu moim z partnerem a znajomych w zwaizku
                          malzenskim.Oprocz papierka i obraczki,akurat na jednym ani drugim mi nie
                          zalezy, jak i na ceremoniach koscielnych.
                          Mam np znajomych ktorzy ze wzgledow pracowych ( on lesniczy,ona pracuje w
                          Krakowie , am tu dobra prace a pod wchodnia granica grozi bezrobocie i to
                          trwale)sa malzenstwem a widza sie tylko w weekendy. A w tygodniu kazdy sobie w
                          swoim mieszkaniu.
                          To ja wole 7 dni w tygodniu razem w konkubinacie.Bycie z kims na ciodzien jest
                          dla mnei priorytetowe,a formalnosci nie.
                          • eve.hq Re: Otóż to 08.10.04, 13:17
                            A ja gdybym chciała widzieć swego mężulka tylko w weekendy to bym prędko
                            nabawiła się depresji:(a tak widzę moje kochanie codziennie i jestem
                            szczęśliwa:)z resztą mąż mi też niejednokrotnie mówił ,ze nie wyobraża sobie ,
                            by mnie nie widywać dłuzej niż 3 dni (akurat kiedyś tak wypadło ,ze musiałam
                            wyjechać)bo tak się wytęsknił za mną jakby mnie z rok nie widział:)ale
                            przyjemność powrotu wtedy była podwójna:D bo ja też tęsknię straszliwie, za
                            nim , za jego głosem, ciepłem:)))być żoną marynarza to nie dla mnie:))ale mojej
                            kuzynce , która ma męża wojskowego nie przeszkadza fakt ,ze widują się dwa razy
                            do roku, ba nawet jej to odpowiada, ale każdy ma to co lubi:)
                            • anula36 Re: Otóż to 08.10.04, 13:26
                              dokladnie- ja tez bymnie potrafila byc z mezem/facetem tylko w weekendy.Zoan
                              marynarza,woskowego i lesnika na kresach wschodnich to nei dla mnie:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja