limpiegata
02.08.04, 20:03
kochane mezatki, pisze by "sie wyzalic" - jak widzialam to stwierdzenie na
forum to sobie myslalam, no i co i im to da? Ale nadeszly chyba trudno czasy
bo i mnie naszla taka potrzeba:-( wlasnie zadzwonil do mnie moj ukochany maz,
by poinformowac mnie, ze uciekl mu "firmowy" autobus - pracuje 30 km od
naszego miejsca zamieszkania i powrot zwyklym autobusem jest istnym
koszmarem, z niezliczona iloscia przesiadek w roli glownej. Moje
rozgoryczenie jest spotegowane tym, ze wczoraj wieczorem wrocilam do domu po
3 tygodniowej rozlace i mialam nadzieje, ze chociaz to jest dostatecznym
powodem do tego, by praca nie byla wazniejsza. Maz wychodzi z domu o 5.00 i
wraca po 20.00 i tak codziennie..(oprocz weekendow) Ze juz nie wspomne o
telefonach, ktore rozlegaja sie o kazdej porze dnia i nocy. staram sie
zrozumiec, ze to odpowiedzalne stanowisko, ale to chyba jednak przesada. R.
jest zmeczony psychicznie i fizycznie - trudno sie dziwic.. Nie pomagaja
rozmowy i tlumaczenia, nie wiem juz sama co robic. Pod kazdym innym wzgledem
nasze malzenstwo jest udane, kochamy sie bardzo i wiem, ze R. nie ucieka do
pracy przed osobistymi problemami, to po prostu przesadne poczucie obowiazku
i przekonanie, ze jest w pracy niezastapiony - rzeczywiscie tak jest, ale
tylko dlatego, ze nikomu sie nie chce nic robic, skoro i tak wiedza, ze R. to
zrobi za nich. Jestem rozgoryczona, przykro mi i nie widze wyjscia. Nie chce
sie obrazac i szantazowac, ale o normalnej rozmowie nie ma co marzyc, bo to
juz zbyt drazliwy temat. Macie jakis pomysl?