rriittaa
13.09.04, 08:51
Cześć dziewczyny... opiszę Wam historię mojej znajomej...
Kiedyś była w związku. Mąż nie był słodki, szczególnie jak wypił. Ona
filigranowa, on potężny. Ona zastraszona, on pan i władca. Podobno już po 4
latach ich związek mało się nie rozpadła. straciła przez niego dzieckio.
Została pobita w zaawansowanej ciąży. Próbowali ratować. Pojawiło sie
dziecko... Niestety to nic nie zmieniło. Ona na poczatku pracowała chału
[pniczo z maleńkim dzieckiem w domu, potem poszła do pracy, nie mogła się
spóżnić z pracy do domu, nie mogła sobie kupić żadnego ciucha bez akceptacji
męża (musiało jemu się podobać).
Już jest parę lat po rozwodzie, czego dziś nie żałuje. Usamodzielniła się. ma
własne mieszkanie, mieszka z synem. Niestety widzę jak czasami jest samotna.
szczególnie w sobotę i niedzielę, kiedy dzieciak idzie do dziadków (od strony
ojaca). Miała juz kilku facetów, ale to wszystko na krótką metę.
Na jej odejscie od męża miał wpływ kolega z pracy, który pozwolił jej
uwierzyś w siebie. Mąż zadbał, żeby czuła sie nikim, szmatą. Z kolegą nie
miała kontaktu (po ucieczce od mężą - tak ucieczce - uspiła go tabletkami w
kawie, zabrała trochę rzeczy dziecka, dziecko i 3 dni nikt nie wiedział gdzie
jest, musiała zmienić pracę, żeby mąż jej nie nachodził), dopiero parę
miesięcy temu spotkała tego kolegę. Ni i zaczął się flirt... Tylko, że on ma
żonę i roczne dziecko....
Zadziwiają mnie sytuacje w jakich się spotykają. Np. ostatnio była impreza z
okazji roczku jego dzieciaka, a on znalazł chwilę żeby do niej zajrzeć.
Zapytałam jej sie jak to zrobił. Po prostu, odwiózł kogoś i podjechał do
niej. wyjeżdża np. po obiad i przy okazji wjeżdża do niej. Ostatrnio ona
kupowała mu leki... Chora sytuacja... I kto tu jest winny... Znajoma nie
chciała tego związku, mówiła, że ona kiedyś była taką żoną (mąż jej miał
kochankę), ale widz ę, że on ją przekabacił...mówi, że żona nawet nie ugotuje
mu obiadu, a siedzi z dzieckiem w domu, że nic ich już nie łączy itd. itp...
Znajoma przy swoim mężu nie dość że musiał być ciepły obiad na daną godzinę,
to musiało być też po sprzątane i jeszcze jakaś praca zarobkowa odwalona.
Pamiętam jak dziś, jak jej mąż przy obiedzie zapytał ile dziś już zrobiłaś, a
potem dlaczego tak mało. Dla niej więc żona tego kolegi jest ZŁA.
Tak się zastanawiam ile w tym wszystkim czyjej winy, czy ta żona naprawdę
jest taka zła, czy ten kolega jest taki cwany (bierze tę moją znajomą na
litość) i dlaczego ta moja znajoma daje sie nabrać. Czy naprawdę aż tak sie
zakochała? Ja sobie kiedyś rozważałam taką sytuację i wydaje mmi się, że ja
[postawi łabym facetowi ultimatum - odejdź a ja poczekam. ale dopiero jak
będziesz wolny to będę sie z tobą spotykać. Gdyby wszyscy tak do tego
podchodzili, to ile mniej bólu byłoby dla żon, od których odchodzi mąż....
Przynajmiej nie gnębiłaby ich swiadomość, że mąż miał kochankę...