Dodaj do ulubionych

zamieszkaliśmy razem

11.03.05, 08:25
Płynie nam wspólny 3. rok, od kilku miesięcy mieszkamy razem. Nim to się stało słyszeliśmy od grona 'rozczarowanych', że teraz to wszystko będzie inaczej, trudniej, gorzej, więcej kłótni, mniej tęsknoty, nuda... Wszystko to, i owszem, wyraźnie zauważalne u naszych zanjomych młodych par po- i nieślubnych, a razem mieszkających. Sama nawet trochę balam się ich gróźb. Tymczasem wspólne mieszkanie okazało się być czymś REWELACYJNYM! Nie powiewa nudą z żadnego kąta, łatwiej nam zebrać znajomych, gdy zapraszamy ich oboje do naszego gniazda (więc i życie towarzyskie wręcz bogatsze), nie tracimy czasu na dojazdy i jesteśmy SPOKOJNI, i jesteśmy ucieszeni. Wspólne zamieszkanie to była dobra decyzja. Przez pierwszy tydzień wyszło kilka 'brudów', ale długimi rozmowami, wyrozumiałością i dobrą wolą zażegnaliśmy zgrzyty. Oboje sprzątamy, oboje planujemy posiłki i lubimy robić je razem, choć ja tam wolę robić je sama, bo są bardziej fantazyjne niż chleb z miodem od rana do nocy :) Powoli przymierzamy się do założenia 'wspólnej skarbonki' na wspólne wydatki zamiast zrzutek pól na pół. Naprawdę nie jest ciężko, jest spokojniej, jest lepiej i oczy nam błyszczą :) Wszystkich, którzy wahają się zniechęceni lub wystraszeni groźbami, że "potem to już tylko gorzej być może" ZAPEWNIAM, że to sprawa bardzo indywidualna, ale z pewnością może być nawet LEPIEJ- codzienne współżycie, choć wymaga sił, cierpliwości i wielu rozmów, to jest, miłe Panie, coś CUDOWNEGO :)
Pozdrawiam,
Dziewojka
Obserwuj wątek
    • ilecka Re: zamieszkaliśmy razem 11.03.05, 08:47
      hej!
      dziewojka, nareszcie! bardzo sie ciesze ze w koncu mieszkacie razem i ze jest
      super. nam tez jest super od kiedy mieszkamy razem(od zawsze:P).
      zycze powodzenia i samych dobrych rzeczy!
      buziaki
      iwona
    • light_blue Re: zamieszkaliśmy razem 11.03.05, 10:28
      ...a ja się boję :(
      i niestety nie bynajmniej o moje z moim mężczyzną wspólne współżycie, bo
      mieszkanie jest, kasa też.. z posiłkami i sprzątaniem problemów tez nie ma - bo
      tak i w Twoim przypadku wszystko to zawsze robimy razem.
      O wielu rzeczach (mimo, że jesteśmy ze sobą ponad dwa lata) zapewne nie mam
      pojęcia, ale gotowa jestem spróbować, bo wiem, że jako ludzie bezkonfliktowi i
      inteligentni (hehe) damy sobie razem radę z niejednym problemem! ...tego się
      nie boję :)

      Prawdziwy problem tkwi w rodzicach...
      to takie przykre, kiedy to "co ludzie powiedzą" o ewentualnym związku bez ślubu
      i "życiu na kocią łapę" ważniejsze jest niż to czego chce i pragnie córka :(
      tym bardziej przykre, jeśli się rodziców kocha, bardzo szanuje i ma się
      świadomość, że podjęcie w końcu decyzji o przeprowadzce naprawdę bardzo ich
      zrani :(

      Być może dorastałyśmy w innych rodzinach, inne miałyśmy z nimi relacje - być
      może Twoi rodzicę są bardziej wyrorozumiali, bardziej nowoczesni i przede
      wszystkim bardziej tolerancyjni! ale powiedz... jak było u Ciebie??

      Pozdr.
      A.
      • natalya20 Re: zamieszkaliśmy razem 11.03.05, 12:06
        moja mama nigdy nie miala nic przeciwko mojemu mieszkaniu bez slubu i teraz
        dizecku, mysle ze terz mieszka nam sie duzo lepiej niz na poczatku, u nas tez
        powychodzilo pare ,,brudow,, przyzwyczilam sie do jego przyzwyczajen a on moich
        wiem co ja musze zrobic on wie co on mysle ze wlasnie przez taki pierwszy
        roczek mieszkania razem ludzie najlepij sie poznaja i docieraja, nie wyobrazam
        sobie zamieszkac z kims dopiero po slubie, bo poznaje sie dopiero kogos jak sie
        z kims mieszka
      • dziewojka odp: light blue 11.03.05, 16:00
        Z rodzinami i u nas byly 'problemy'.. W rodzinie mojego lubego fakt, ze ja w ogole ISTNIEJE, wystarczyl, by sprowokowac strrraszne klotnie i ostatecznie zerwac wiezi :( To bylo ogromnie dla nas obojga trudne, ale w ostatecznym rozrachunku dalismy sobie rade. Moj ukochany wyrwal sie ze sterowanego i z gory zaplanowanego mu zycia i teraz oboje mamy nie tylko wielka niewiadomoa przed soba, ale tez swiadomosc wagi naszej milosci :) Jego rodzice absolutnie nie toleruja naszego wspolnego mieszkania i mnie. Jednak przekonanie, ze zyjemy SWOJE zycie wystarczyla, by powiedziec im, co jest dla niego szczesciem i by podjac decyzje.
        A moi...
        Moja mama jest rowniez osoba typu 'a co ludzie na to powiedza!'. Tata, co jeszcze dla mnie w tej sytuacji 'trudniejsze', jest osoba wierzaca. Zbieralam sie bardzo dlugo, kombinowalam, jak to powiedziec, by ich nie rozdraznic i by wiedzieli, ze to jest moja droga i to droga, ktora da mi szczescie, satysfakcje, spokoj.
        Ostatecznie zrobilam do nich 2-dniowy wypad, 1. dnia powiedzialam, ze wkrotce zamierzamy zamieszkac z M. razemi jakie to cudowne, jak mi sie plakac z radosci chce, jakie to beda z tego dla nas korzysci finansowe, ile czasu oszczedzimy, jakie to wspaniale, jak to innym znajomym to dobrze robi ;) Opowiadalam jak najeta, przedstawilam nawet rachunki ile bedziemy mogli miesiecznie zaoszczedzic po takiej decyzji! :) I szybko poszlam spac.. Nastepnego dnia przyjechala do moich rodzicow babcia, mama mojego ojca i na wiesc o tym wykrzyknela- 'Wnusia, jak wspaniale! Wy to teraz tak dobrze macie, my to tylu rzeczy robic nie moglismy, za tych moich dawnych czasow...' A ze babcia tez wierzaca, i ze babcia to mama mojego taty, to i tata zlagodnial.
        Teraz rodzice przywiezli nam od babci jakies dywany, od siebie mnostwo roznych potrzebnych drobiazgow- od chlebaka po monitor do komputera :)
        Czesto pytaja, jak tam sie mieszkanko urzadza, usmiechaja sie jak im opowiadam jaki to swietny stol kupilam do jadalni.
        Pewnie nie rozpowiadaja wszem i wobec, ze ich corka zyje w konkubinacie, ale widze na wlasne oczy, ze wystarczylo, zeby zobaczyli jaka jestem ciagle podekscytowana, rumiana i rozesmiana, by nie robic mi wyrzutow o (w ich rozumianiu) "niemoralnosc" :)

        Zatem decyzja kosztowala nas utracenie jednej z rodzin.
        Nie bylo rozowo, wciaz sie to za nami ciagnie. Ale po 3 latach szarpaniny, wahania juz wiem na pewno, ze zycie SWOJEGO zycia, chocby na przekor wizji rodziny, jest warte tego, by podjac ryzyko.
        Sciskam, pozdrawiam,
        Dziewojka- z wcale nie nowoczesnego domu ;)

        A czy Wy juz postanowiliscie razem mieszkac? Tez chetnie poczytam :)
        • light_blue Dla Ciebie 11.03.05, 16:46
          Moja Droga Dziewojko :)
          Przede wszystkim bardzo Ci dziękuję za odpowiedź i opowieść, która nie tylko
          ruszyła mi serduszko, ale i mocno (!) podniosła na duchu :)

          Tak, zdecydowaliśmy się już razem mieszkać - w zasadzie to ja się w końcu
          zdecydowałam, bo mój S. do swojego "gniazdka" zaprosił mnie już dość dawno :)
          Chętnie napiszę Ci więcej (dziewojka@gazeta.pl, tak??), ale pozwól że w
          poniedziałek - na dziś już skończyłam pracę, a ponieważ to piątek nie chcę w
          biurze zostawać ani minutę ponad to co zawodowo konieczne ;))

          Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i przytulam mocno!


          .....cieszę się :) prawdopodobnie nie wiesz nawet jak wielkiego mi dziś
          udzieliłaś wsparcia! ...bo ten weekend i tak miał być przełomem ;)
          • dziewojka light blue 11.03.05, 17:01
            Ano nie wiem, jak wielkiego udzielilam wsparcia, ale swiadomosc tego- przyznaje- mnie tez bardzo cieszy :)

            Skoro weekend przelomowy, to zycze, aby i dobry byl, i udany!

            Do rychlego poczytania- Dziewojka (wciaz zachwycona jaki to wspanialy stol kupila do swojej jadalni ku uciesze nie tylko lubego, ale i rodzicow [ !! ]

            ;)
    • nya1 Re: zamieszkaliśmy razem 11.03.05, 13:12
      u mnie jest lepiej ;) (nie mowie idealnie). Staz mieszkania razem - prawie rok,
      (od 3 dni w zwiazku tzw. formalnym:P). Wczesniej przed zamieszkaniem razem
      potrafilismy sie klocic (dosc pozadnie) i co 2 dni. Teraz sa
      sporadyczne "wymiany zdan" dwoch nadąsanych na siebie i lekko obrazonych
      osob:P . Moze tez mialo na to wplyw to ze mielismy pare miesiecy b. trudnych
      (przestal istniec dosc nagle moj rodzinny dom), zreszta nadal mamy - calą mase
      moich spraw spadkowych, ktore teraz trzeba tak ulozyc zeby moje (nasze) nowe
      zycie rodzinne ulozylo sie na plus.

    • morphea1 Re: zamieszkaliśmy razem 11.03.05, 16:14
      Dziewojko! jak miło że jesteś! :)
      My też mieszkamy razem- już od października...Było parę zgrzytów, zresztą myślę że takie muszą być- po prostu uczymy się ze sobą kłócić i co najważniejsze godzić! :)
      Ja wracam z pracy wcześniej niz Moje Słonko stąd też większa częśc domowych obowiązków spada na mnie- więc uczę się gotować i chyba jest nieźle. Czasem jak coś ugotuję to jemy przez 3 dni ale nikt nie narzeka...
      A najmilej mi wracac do "NASZEGO" domu, wtulać się w niego wieczorkiem, budzić Go nad ranem kubkiem kawy i patrzeć jak robi mi kanapki do pracy...
      Rodziny nie protestowały w związku z naszym zamieszkaniem, we wrześniu ślub :) i jakoś to wszystko naturalnie i gładko się toczy...
      Najgorzej mi samej - kiedy Kochanie Moje musi wyjechać na parę dni i ja tkwię tak samiutka- wtedy strasznie! mi Go brak!

      Pozdrawiam Cię Dziewojko serdecznie! :) Cieszę się że się tak wszystko ładnie ułożyło ! Całuski!
      • dziewojka morphea, ilecka :) 11.03.05, 16:56
        jak to fajnie, gdy "wracasz na chwile", a tu znajomi 'sprzed lat' ciagle sa! jak tak dalej pojdzie, to bedziecie ze mna nawet gdy zajde w ciaze, a do tego na razie z wielu wzgledow nie jest mi spieszno i... i dobrze Was widziec, drogie Panie :>

        usciski z szaro-burego Poznania!
    • hika Re: zamieszkaliśmy razem 18.03.05, 09:01
      witaj kochana Dziewojko !!
      BOże jak ja tu dawno nie bylam. Byłam chora trochę a poza tym mam dużo rzeczy
      do załatwienia - za 2 tygodnie ślub :)))
      Czyli niebawem też będę mogła opowiedzieć jak to jest razem zamieszkać :))))

      Cieszę się że jesteś szczęśliwa :)) GRATULACJE.
      A o ślubie rozmawialiście, czy na późnie zostawiliście to sobie ??
      Czytałam gdzieś kiedyś że takie przedślubne zamieszkanie rozleniwia w kwestii
      starania się o ślub... bo juz jest przecież jak po ślubie więc wiadomo.

      W każdym bądź razie wierze że będziesz szczesliwa całe życie z tym JEDYNYM.

      ściskam i pozdrawiam
      Hika
      • morphea1 Re: zamieszkaliśmy razem 18.03.05, 23:41
        Hika,to już tak szybciutko?
        Boże a dopiero co gratulowałam zaręczyn...
        Ale , zapowiada się sliczna pogoda za 2 tygodnie- wiosna wisi w powietrzu!!!
        Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło!
        • kaya11 Re: zamieszkaliśmy razem 19.03.05, 04:40
          A ja dziewczyny moge wam tylko pozazdroscic. 20 lat temu jak wychodzilam za maz
          to MOWY NIE BYLO o wspolnym mieszkaniu. Dlatego tez, zamieszkalam z mezulem po
          slubie i wtedy sie zaczelo. Wyszedl z niego taki dziwak az serce mi stanelo. No
          coz, rozwodzic sie po kilku miesiacach nie idzie, wiec musialam przetrwac jakos
          az w koncu po latach wszystko runelo z wielkim jazgotem.
          Teraz mysle, ze gdybym mogla zamieszkac i zobaczyc jaki on jest na prawde w
          takiej sytuacji, nigdy bym za niego nie wyszla.
          A wiara nie ma z tym nic wspolnego. To kosciol zabrania ( ale kosciol kedys
          zabranial miesa w wigile) a Biblia nic nie mowi na ten temat. Ksieza wiec po
          prostu zazdroszcza. Idzcie za swoim glosem i probujcie mieszkania razem - byleby
          nie za dlugo - pare lat i dobrze zdecydowac sie na slub - bo to pokazuje ze na
          prawde sie kochacie i to jest taka obietnica ze bedziecie sie kochac dlugo i
          szczesliwie - czego wam szczerze zycze !
          • paris81 Re: zamieszkaliśmy razem 19.03.05, 21:13
            Ja i mój M narazie mieszkamy osobno i bardzo z tego powodu cierpimy:(
            Zamieszkamy razem dopiero po ślubie, czyli za około rok. Jedni mi mówią, że to świetnie że zamieszkamy dopiero po ślubie bo dopiero wtedy odczujemy że jesteśmy małżeństwem. Są też tacy, którzy mówią, żebyśmy spróbowali zamieszkać razem ponieważ może się wszystko zmienić z chwilą gdzy będziemy ze sobą non stop...
            Ja jednak wierzę, że jeśli dwoje ludzi się kocha, zna się na wylot (jesteśmy ze sobą ponad 5 lat) to wspólne zamieszkanie razem nie będzie stanowiło żadnego problemu:) Wszak miłość pokona wszystkie problemy:)
            pozdrawiam, papa
    • pepperann Re: zamieszkaliśmy razem 19.03.05, 21:45
      My zamieszkaliśmy razem prawie dwa lata temu. Moja rodzina zareagowała dobrrze.
      Babcia orzekłą "cóż, dawniej, jak młodzi podejmowali taką radosną decyzję to
      sięurządzało wesele, ale rozumiem...". Jego rodzice mieszkają w małym mieście.
      Są mili dla mnie, ale nigdy nie przyjechali nas odwiedzić (komentarze typu: "a
      my w jakim niby charakterze", a jak jedziemy ich odwiedzić - kładą nas w
      osobnych pokojach . Niezła paranoja.

      Muszę powiedzieć, że mieszkanie razem jest super. Pokłóciliśmy siękilka razy
      tylko. Nudy nie ma, ale po pewnym czasie taka szara rzeczywistość jest bliżej.
      Dawniej rozmowy o tym za ile i jaką kupić szafkę wydawały mi się szczytem
      drobnomieszczaństwa, ale jakoś z przyjemnością zanurzyłam się tej kołtunerii;-)

      Od razu ustawiłam (bardziej ja niż on) relacje co do obowiązków domowych.
      Widziałam na przykłądzie moich przyjaciółek, że często mówią że chcą
      partnerskiego związku, ale wszystko robią same, żeby Jemu sprawić przyjemność,
      niczego nie egzekwują, a potem się dziwią, że on się nie poczuwa. U nas jest
      bardzo po równo.
      Zeszły rok, kiedy wynajmowaliśmy mieszkanie i mieliśmy strasznie mało kasy, nie
      mieliśmy pralki i prawie żadnych mebli wspominam świetnie, Było bardzo
      romantycznie. Nie ieliśmy kanapy ani fotela, więc dużo czasu spędzaliśy w
      łóżku ;-)i naprawdę potrafiliśy się cieszyć, że jesteśmy razem, chociaż było
      nam bardzo trudno.

      W sierpniu bierzemy ślub i sama ta decyzja sprawiłą, że jest inaczej. Mijmo
      wszystko zanim mi sięoświadczył, to jakoś tak byliśy dalej, trochę miało to w
      sopbnie nastroju mieszkania z chłopakiem tak, jak sięmieszka z przyjaciółką, w
      tym sensie, że jest to fajny układ, ale nikt nie mówi, że na zawsze i każdy
      buduje bardziej swoje życie niż nasze wspólne. Też odkąd powzięliśmy tę decyzję
      zaczęliśmy bardziej wspólnie rządzić pieniędzmi. Mam nadzieję, że będzie Ci się
      ukłądać przynajmniej tak dobrze jak mi. CHociaż dzisiaj On się spotyka z
      kolegami, a ja miałąm pracować, a siedzę i piszę na forum;-). pozdrawiam
      • kaya11 Re: zamieszkaliśmy razem 20.03.05, 06:45
        Komentarz dla paris81
        Z mojego i innych doswiadczenia - mozna sie znac i dziesiec lat, ale nigdy sie
        nie pozna dopoki sie razem nie zamieszka.
        Nie musi byc zaraz tragedii, obie strony musza tylko wiedziec ze beda zgrzyty
        i musza wiedziec jak osiagnac tak potrzebny kompromis.
        • paris81 Re: zamieszkaliśmy razem 20.03.05, 11:49
          Liczę się z tym, że będą zgrzyty kiedy zamieszkam z moim M. Ale nie wydaje mi się, żeby mogły one się stać przyczyną rozstania....
          A co do tego czy znam swojego M czy nie... Chyba lepiej to wiem:)))))) Pomieszkiwaliśmy ze sobą przez jakiś czas i wtedy poznałam jego wady, złe nawyki. Przedyskutopwaliśmy wszystko i było OK:) Także nie zgadzam się z tym, że poznaje się doipiero kogoś gdy się z nim zamieszka.....
          • spaldi Re: zamieszkaliśmy razem 20.03.05, 17:57
            Witam Was wszystkich serdecznie,
            pierwszy raz tu piszę, chociaż zagladałam dosyć często. Za parę miesiecy zostane
            młodą mężatką i pewnie zostanę stałą bywalczynią na tym forum.


            Wracając do tematu: nie mieszkam ze swoim narzeczonym, chociaż jestesmy razem
            już siedem lat. Czasami pomieszkujemy, ale to spotyka się z negatywna reakcją
            mojej rodziny. Nie potrafie ich przekonac i chyba troche sie im poddałam.
            Rodzina mojego kochanego chce jak najszybciej sie go pozbyc z domu i dlatego
            akceptuje nasze schadzki u mnie.

            Co do poznawania mezczyzny przezd ślubem , bo zgadzam sie, że nie trzeba razem
            mieszkać , aby wiedziec jakie ma wady a jakie zalety, bo on nas zawsze może
            czymś zaskoczyc.

            Mieszkałam przez rok ze swoim narzeczonym, było miło, ale zrozumiałam, że czeka
            mnie wytrwała walka o moją godność jako kobiety (jego wychowano w przekonaniu,że
            mezczyzna nie robi nic, co nalezy do obowiazkow kobiety), potrafi spedzic przy
            komputerze caly dzień i nie sprzatnąc lezacych obok skarpetek (jeden z
            lagodniejszych przykładów).

            Ale kocham go, czy tez tak macie, kobietki, ze widzicie i ledwo akceptujecie
            jego wady, ale jednak chcecie spedzic przy jego boku cale swoje zycie?
            • paris81 Re: zamieszkaliśmy razem 20.03.05, 19:15
              jasne, że tak jest:)
              Wiadomo, że każdy ma jakieś wady, których nie akceptujemy. Mój M też takie ma, ale mimo to kocham go bardzo i do głowy mi nawet mi nie przychodzi, żeby kończyć tą znajomość ze względu na wady:)))))))))))
              Pozdrawiam, papa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka